dodano: 15-10-2018

autor: admin

Wybory samorządowe w Polsce to kpina

Miały być wybory samorządowe – lokalne społeczności miały wybierać spośród siebie zwykłych, znanych sobie ludzi do rad i sejmików, ci drudzy mieli dbać o interes swoich wyborców, a tu dalej wielka polityka i te same partie, ci sami ludzie walczący o stołki.

fot. Łukasz Solski / EastNews

Idea


Jednostki Samorządu terytorialnego (JST) jak sama nazwa wskazuje miały być podmiotami niezależnymi od wielkiej polityki, miały ograniczać centralizm, czyli podporządkowanie organowi centralnemu (np. rządowi) wszystkich innych organów państwowych oraz skupieniu w jego rękach kompetencji do podejmowania,o nadzorowania i kontroli wykonania najważniejszych decyzji. Dzięki samorządom lokalna społeczność może mieć wpływ na miejscowe inwestycje, strategie, programy promocyjne, wspieranie lokalnej kultury itp. Bo komu bardziej zależy na rozwoju takiego Bytomia niż jego mieszkańcom.

Realia


W teorii wszystko fajnie. Niestety w kampanii do wyborów samorządowych bardzo aktywnie działają wszystkie partie polityczne. Mają one pieniądze, rozpoznawalność, doświadczenie polityczne, znane nazwiska. Ciężko z takimi zawodnikami konkurować.
Zawodowi politycy przynależący do partii politycznych są częścią pewnej struktury - partii, a to oznacza podporządkowanie się przełożonym. Startowanie z ramienia partii politycznej ma swoje plusy i minusy. Największym atutem będą głosy oddane w wyborach ze względu na sympatię wyborcy z daną partią. PiS może wystawić kandydata na prezydenta danego miasta w którym żaden z wyborców go nie zna, a mimo to zdobyć 30% - 70%. Dla samego kandydata na tym plusy się kończą, a zaczynają minusy, bo traci on w ten sposób swoją niezależność. Musi prowadzić politykę regionu zgodnie z oczekiwaniami partii, spłacając w ten sposób dług wdzięczności partii która go poparła i udowadniając, że jest godny aby postawić na niego również w następnych wyborach.
Może się zdarzyć na przykład, że prezydent miasta w którym jest lotnisko chciałby jego rozwoju, bo jest to w interesie lokalnym, ale rządząca partia naciska na prezydenta aby tego nie robić, ponieważ planuje budowę ogromnego lotniska kilkaset kilometrów dalej i głupio by było gdyby rządowy plan okazał się nietrafiony przez małe zainteresowanie latających, którzy mogą startować z innych miast.
Trwa kampania wyborcza, wszędzie rozwieszone są plakaty promujące kandydatów do JST, proszę zwrócić uwagę jak mocno wysuwane na pierwszy plan jest logo partii popierającej danego kandydata, sam kandydat jest postacią drugoplanową.
Jeżeli ktoś nie jest jeszcze przekonany do tego co napisałem, niech sobie przeanalizuje wypowiedzi choćby najpopularniejszego duetu kandydatów na prezydenta Warszawy - Patryka Jakiego (Pis) i Rafała Trzaskowskiego (KO). To właśnie ugrupowania polityczne przeprowadziły wewnętrzne głosowania i wybrały sobie swoich kandydatów na kandydatów, już mniejsza o to, że jeden pochodzi z Opola a drugi Krakowa. Liczy się to, że ci kandydaci reprezentują swoja partię, nie obywateli. Wielu polityków swoją karierę zaczyna w Samorządzie, jako środku do celu – wejścia do sejmu a później przejęcia władzy.
Nie twierdzę że taki partyjny kandydat musi być gorszy od lokalnej gwiazdy. Chcę tylko zauważyć, że znana, i ceniona osobowość, z dobrą reputacją, na która pracowała wiele lat, mająca swoje życie prywatne i zawodowe w regionie z którego głosuje, znająca problemy mieszkańców z pierwszej ręki, a nie podrzucony na kartce krótki research zrobiony przez studenta studiów politologicznych, będzie lepszym kandydatem niż jakiś gracz wielkiej polityki który nawet poprawnie nie potrafi odmienić nazwy miejscowości z której kandyduje (Rostowski i jego słynne „Bydgoszczu”). Kandydat typu „Bydgoszczu” ma gdzieś czy wywiążę się ze złożonych obietnic, bo zaraz go tam nie będzie, nie utożsamia się z regionem tylko próbuje rozwijać swoją karierę polityczną. Traci na tym przede wszystkim lokalna społeczność.

Winni wyborcy


Nie byłoby problemu, gdyby wyborcy trochę więcej czasu przeznaczyli na przeanalizowanie kandydatów, nie skupiali się na znanych nazwiskach (patrz. Popek startuje w wyborach), znanych partiach, o których ciągle słychać w mainstreamowych mediach.
Zamiast tego zachęcam do zapoznania się z programem kandydatów, wzięcia pod uwagę również tych o których wcześniej się nie słyszało. W miarę możliwości warto chociażby przez internet poznać przeszłość kandydata czy jest godzien pełnić tak ważna funkcję, która wymaga zaufania publicznego. Głosowanie na kandydata skazanego prawomocnym wyrokiem za składanie fałszywych zeznań (przypadek kandydatki PO z Łodzi) powinno budzić choćby wątpliwości.
W wyborach prezydenckich bardzo często dochodzi do drugiej tury wyborów, dlatego tym bardziej w pierwszej turze warto iść „za głosem serca”, a dopiero w kolejnej na chłodno przeanalizować „mniejsze zło” i zagłosować na tego którego się mniej nienawidzi.

Tagi: #wybory #polityka

Komentarze: 0

Codziennie o godzinie 21:00 nowy wpis na blogu.