Nie do końca tak, jak napisał poprzednik.
Literalnie
odnosi się do
dzień2, bo właśnie ta data została wskazana bezpośrednio przed tym zwrotem:
został doręczony pozwanemu w dniu – dzień2, wskazany dzień...
. Językowo to odesłanie do ostatnio wymienionego dnia, czyli do dnia doręczenia, a nie do dnia wydania nakazu ani do dnia upływu terminu.
Natomiast podstawa prawna podana w poście wyżej jest nietrafiona. Termin na wniesienie sprzeciwu wynika z art. 480[sup]2[/sup] § 2 pkt 1 k.p.c. i wynosi dwa tygodnie od dnia doręczenia nakazu. Ponieważ to termin oznaczony w tygodniach, liczy się go według art. 112 k.c. w zw. z art. 165 § 1 k.p.c., a nie według art. 111 § 2 k.c., który dotyczy terminów oznaczonych w dniach. Sąd Najwyższy wyraźnie przyjmuje, że przy terminie tygodniowym dzień zdarzenia wyznaczającego początek terminu uwzględnia się przy obliczaniu terminu, a termin upływa z końcem dnia odpowiadającego nazwą dniowi początkowemu.
Czyli wniosek jest prosty:
„wskazany dzień” = dzień2. Tyle że prawnie istotne jest nie samo to, czy dzień2 był wolny, tylko to, jaki z tego wychodzi dzień końcowy terminu. Jeżeli koniec terminu przypadłby na sobotę albo dzień ustawowo wolny od pracy, wtedy termin przesuwa się na następny dzień, który nie jest sobotą ani dniem ustawowo wolnym od pracy – art. 115 k.c. Jeżeli sprzeciw wniesiono po tym terminie, sąd odrzuca go na podstawie art. 480[sup]3[/sup] § 3 k.p.c.