sygn. I ACa 1534/22 14 grudnia 2023 Sąd Apelacyjny w Gdańsku

Wyrok z 14 grudnia 2023, sygn. I ACa 1534/22

Sygn. akt: I ACa 1534/22

WYROK

W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ

Dnia 14 grudnia 2023 r.

Sąd Apelacyjny w Gdańsku I Wydział Cywilny

w składzie:

Przewodniczący: SSA Marek Machnij

Protokolant: st. sek. sąd. Jolanta Kłębucka

po rozpoznaniu w dniu 14 grudnia 2023 r. w Gdańsku

na rozprawie

sprawy z powództwa E. W. i M. W.

przeciwko (...) Bank (...) Spółce Akcyjnej w W.

o ustalenie i zapłatę ewentualnie o ustalenie i zapłatę

na skutek apelacji pozwanego

od wyroku Sądu Okręgowego w Toruniu

z dnia 29 lipca 2022 r. sygn. akt I C 1218/21

1) prostuje niedokładność w oznaczeniu przedmiotu sporu w sentencji zaskarżonego wyroku przez dodanie po słowie „zapłatę” słów „ewentualnie o ustalenie i zapłatę”,

2) oddala apelację,

3) zasądza od pozwanego na rzecz powodów kwotę 4.050 zł (cztery tysiące pięćdziesiąt złotych) tytułem zwrotu kosztów postępowania apelacyjnego z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia uprawomocnienia się orzeczenia o tych kosztach do dnia zapłaty.

Na oryginale właściwy podpis.

Sygn. akt: I ACa 1534/22

UZASADNIENIE

Powodowie E. W. i M. W. wnieśli o ustalenie nieważności umowy o dewizowy kredyt mieszkaniowy/inwestorski nr (...) z dnia 26 lutego 2008 r. i zasądzenie od pozwanego (...) Bank (...) Spółki Akcyjnej w W. kwoty 159.890,52 zł z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia 18 marca 2021 r. do dnia zapłaty tytułem zwrotu nienależnych świadczeń spełnionych na podstawie powyższej umowy w okresie od dnia 27 lutego 2008 r. do dnia 25 lutego 2021 r. Ewentualnie domagali się ustalenia bezskuteczności wobec nich postanowień waloryzacyjnych zawartych w tej umowie i zasądzenia na ich rzecz kwoty 66.324,45 zł tytułem zwrotu świadczeń nadpłaconych na podstawie postanowień abuzywnych o waloryzacji kwoty kredytu za pomocą kursu CHF.

Pozwany wniósł o oddalenie powództwa, kwestionując je co do zasady i co do wysokości, w szczególności zaprzeczając, aby zawarta między stronami umowa kredytu była sprzeczna z przepisami ustawy lub zasadami współżycia społecznego albo zawierała jakiekolwiek postanowienia abuzywne. Przede wszystkim twierdził, że nie była ona umową kredytu denominowanego lub indeksowanego w CHF, lecz umową kredytu walutowego, a wypłata i spłata kredytu w walucie polskiej miała charakter wyłącznie fakultatywny, pozostawiony do swobodnej decyzji kredytobiorców. Ponadto na wypadek uwzględnienia roszczenia powodów podniósł ewentualne zarzuty potrącenia i zatrzymania.

Sąd Okręgowy w Toruniu wyrokiem z dnia 29 lipca 2022 r. ustalił, że zawarta między stronami umowa o dewizowy kredyt mieszkaniowy/inwestorski nr (...) z dnia 26 lutego 2008 r. jest nieważna, zasądził od pozwanego na rzecz powodów kwotę 159.890,52 zł z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia 9 lipca 2021 r. do dnia zapłaty, oddalił powództwo w pozostałym zakresie i zasądził od pozwanego na rzecz powodów kwotę 6.417 zł tytułem zwrotu kosztów procesu.

Z uzasadnienia tego wyroku wynika, że Sąd Okręgowy na podstawie dokonanych ustaleń faktycznych, dotyczących okoliczności zawarcia przez strony powyższej umowy oraz jej treści (w szczególności w zakresie postanowień dotyczących zasad przeliczania świadczeń stron przy zastosowaniu kursów CHF ustalanych przez bank) oraz sposobu jej wykonania przez obie strony, a także wysokości spłat dokonanych przez powodów na rzecz pozwanego na jej podstawie, doszedł do wniosku, że wbrew pozwanemu nie dotyczyła ona kredytu dewizowego, lecz kredytu denominowanego w CHF i jest nieważna w całości z uwagi na abuzywność zawartych w niej postanowień umownych, regulujących zasady denominacji świadczeń stron za pomocą kursów CHF. Nie uwzględnił ponadto podniesionych przez pozwanego ewentualnych zarzutów potrącenia i zatrzymania.

Powyższy wyrok został zaskarżony przez pozwanego apelacją w części uwz-ględniającej powództwo i rozstrzygającej o kosztach procesu. Podstawę apelacji stanowiły zarzuty:

I. naruszenia przepisów prawa materialnego przez błędną wykładnię lub niewłaściwe zastosowanie, a mianowicie:

1) art. 65 § 1 i 2 k.c. i art. 56 k.c. w zw. z art. 69 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. Prawo bankowe – t. jedn. Dz. U. z 2023 r., poz. 2488 z późn. zm., powoływanej dalej jako „pr. bank.”) przez dokonanie błędnej wykładni umowy kredytu, pomijającej jej treść oraz zgodny zamiar stron i cel umowy, którym było uzyskanie przez powodów korzystniejszych warunków kredytowania z uwagi na zaciągnięcie kredytu dewizowego/walutowego w CHF, oprocentowanego stawką LIBOR 6M dla CHF, a w konsekwencji nieprawidłowe zakwalifikowanie kredytu jako denominowanego, mimo że treść umowy (w szczególności art. 3.01 ust. 1, art. 3.05 ust. 1, art. 3.07 ust. 3, art. 3.09 ust. 3 i art. 4.01) oraz zgodny zamiar stron i cel umowy wskazują, że był to kredyt dewizowy/walutowy, który miał być wypłacony i spłacany w walucie obcej (CFH), a jedynie na skutek decyzji kredytobiorcy został wypłacony i był spłacany w PLN (ponieważ kredytobiorca w art. 3.07 ust. 2 umowy wskazał do wypłaty kredytu rachunek ban-kowy w PLN i spłacał kredyt z rachunku bankowego w PLN, który wskazał w art. 1.01 ust. 8 umowy),

2) art. 385 1 § 1 i 2 k.c. w zw. z art. 385 2 k.c. przez bezpodstawne uznanie, że postanowienia umowy, odsyłające do tabel kursowych banku (art. 3.07 ust. 3 i art. 3.09 ust. 3), stanowią niedozwolone postanowienia umowne i z tego względu nie wiążą konsumenta (powodów), podczas gdy w stanie faktycznym niniejszej sprawy nie zachodzą przesłanki abuzywności tych postanowień, określone w art. 385 1 § 1 k.c., pozwalające na uznanie, że nie wiążą one konsumenta, w szczególności mając na względzie okoliczność, że w momencie zawierania umowy kredytu odsyłanie do tabel kursowych banku było powszechną praktyką na rynku bankowym i brak było przepisów nakładających na bank obowiązek wskazywania sposobu ustalania tabel kursowych, jak również określania wysokości zastosowanego w umowach kredytu spreadu walutowego, a ocena przesłanek abuzywności, zwłaszcza przesłanki rażącego naruszenia interesu konsumenta, nie może być ujęta wyłącznie w kategoriach abstrakcyjnych, w szczególności wobec okoliczności, że Sąd pierwszej instancji nie wziął pod uwagę mechanizmu wyznaczania kursów kupna i sprzedaży waluty CHF stosowanego przez pozwanego na moment zawarcia umowy, który był mechanizmem rynkowym, zbliżonym do stosowanych przez inne banki w Polsce, a kursy stosowane przez pozwanego nie odbiegały od średniej, a nawet charakteryzowały się niższym spreadem, a zatem były korzystniejsze z punktu widzenia konsumentów od kursów oferowanych przez konkurencyjne banki, więc prawidłowa wykładnia w/w przepisów prowadzi do wniosku, że w odniesieniu do tych postanowień umowy nie istniały przesłanki do stwierdzenia ich abuzywności,

3) art. 385 1 § 1 k.c. przez przyjęcie, że postanowienia spornej umowy powinny być przedmiotem oceny pod względem abuzywności, mimo że to powodowie dokonali wyboru PLN jako waluty wypłaty kredytu, zmieniając w tym zakresie podstawowy sposób uruchomienia kredytu walutowego w walucie kredytu (opcja taka jako główna wprost wynika z treści umowy), i to według kursu indywidualnie negocjowanego między stronami umowy; ponadto dokonywanie przez powodów spłat rat kredytu w walucie PLN przy użyciu kursu tabelarycznego banku było dla nich wyłącznie fakultatywne i w pełni dobrowolne, zmieniając w tym zakresie podstawowy sposób dokonywania spłat kredytu walutowego w walucie kredytu (opcja taka jako główna wprost wynika z treści umowy), wobec czego brak jest w ogóle podstaw do badania spornych postanowień pod kątem abuzywności, ponieważ to powodowie, a nie pozwany, decydowali o ich stosowaniu; ewentualnie, na wypadek uznania, że tak ukierunkowana kontrola pod kątem abuzywności powinna być przeprowadzona, Sąd pierwszej instancji błędnie przyjął, że doszło do rażącego naruszenia interesów konsumenta w sytuacji, w której na podstawie postanowień umowy ma on możliwość jej takiego wykonywania, które wyklucza w całości stosowanie kwestionowanych klauzul umownych, które mogłyby zostać uznane za niedozwolone postanowienie umowne, a mimo to decyduje się na takie wykonanie umowy, przy którym dojdzie do zastosowania takich postanowień,

4) art. 353 1 k.c. w zw. z art. 385 1 k.c. przez przyjęcie, że sprzeczna z zasadą swobody umów, a zatem i niedopuszczalna, jest umowa kredytu walutowego udzielonego w CHF po wyeliminowaniu z niej uznanych za abuzywne postanowień umownych,

5) art. 58 § 1 k.c. w zw. z art. 385 1 k.c. i art. 6. k.c. przez przyjęcie, że umowa kredytu, w stosunku do której doszło do stwierdzenia abuzywności części jej postanowień, nie może dalej istnieć, co jest sprzeczne z treścią umowy po wyeliminowaniu z niej (czemu pozwany przeczy) postanowień uznanych przez Sąd Okręgowy za abuzywne,

6) art. 385 1 § 1 k.c. przez przyjęcie, że postanowienia spornej umowy są przedmiotem oceny abuzywności, mimo że powodowie dokonali wyboru PLN jako waluty wypłaty kredytu, i to według kursu indywidualnie negocjowanego z nimi, a dokonywanie przez nich spłat w PLN przy użyciu kursu tabelarycznego banku było dla niego wyłącznie fakultatywne i w pełni dobrowolne, wobec cze-go brak jest rażącego naruszenia interesów konsumenta w sytuacji, w której konsument na podstawie postanowień umowy ma możliwość takiego wykonywania umowy, które wyklucza możliwość stosowania takich klauzul, które mogłyby być uznane za niedozwolone postanowienie umowne, a mimo to decyduje się na takie wykonanie umowy, przy którym dojdzie do zastosowania takich postanowień,

7) art. 385 1 § 1 k.c. przez przyjęcie, że przedmiotem oceny abuzywności są postanowienia umowy rozumiane jako całe jednostki redakcyjne, tj. art. 3.07 ust. 3 i art. 3.09 ust. 3, podczas gdy zgodnie z art. 385 1 § 1 i 2 k.c. przedmiotem tej oceny powinny być postanowienia rozumiane jako poszczególne normy, wynikające z tych jednostek redakcyjnych,

8) art. 385 1 § 1 k.c. przez uznanie za abuzywną całej klauzuli przeliczeniowej (sto-sowanej fakultatywnie) wskutek przyjęcia, że postanowienia spornej umowy rażąco naruszają interes konsumenta z tego względu, że przyznają pozwanemu uprawnienie do swobodnego ustalania kursów kupna i sprzedaży CHF, stosowanych przy przeliczeniach świadczeń wynikających z umowy, podczas gdy takie postanowienia nie występują w umowie obligatoryjnie, a ponadto do zleconej przez powodów wypłaty kredytu w PLN zastosowanie znalazł kurs negocjowany między stronami, w związku z tym nie może być w sprawie mowy o spełnieniu przesłanek abuzywności, w szczególności braku indywidualnego ustalenia warunków umowy, która została zawarta na preferencyjnych, indywidualnie uzgodnionych warunkach oraz o rażącym naruszeniu interesów konsumenta, a nawet gdyby z najdalej posuniętej ostrożności przyjąć, że te okoliczności i postanowienia umowy (czemu pozwany stanowczo przeczy) naruszają te interesy w sposób kwalifikowany, to uzasadnia to co najwyżej stwierdzenie abuzywności wyłącznie postanowień umowy regulujących zasady spłaty,

9) art. 385 1 § 1 k.c. przez uznanie za abuzywne postanowień zawartych w art. 3.07 ust. 3 i art. 3.09 ust. 3 umowy, podczas gdy klauzula przeliczeniowa nie może zostać uznana za abuzywną, gdyż określa główny przedmiot świadczenia (co pokreślił sam Sąd Okręgowy) i została sformułowana w sposób jednoznaczny, a ponadto była indywidualnie negocjowana przez ustalenie (indywidualne negocjacje) kursu przewalutowania kwoty kredytu wyrażonej w CHF, a wypłacanej, wyłącznie na skutek dyspozycji powodów, w walucie PLN,

10) art. 385 1 § 1 i 2 k.c. przez uznanie postanowień umowy za abuzywne, bez dokonania oceny możliwości jej dalszego obowiązywania bez wszystkich postanowień przeliczeniowych, podczas gdy przedmiotem oceny możliwości dalszego obowiązywania powinna być umowa bez postanowień abuzywnych, bezskuteczność kwestionowanych postanowień umowy kredytu nie zmienia jej walutowego charakteru, a umowa pozbawiona przedmiotowych postanowień może dalej funkcjonować,

11) ewentualnie art. 385 ( 1) § 1 i 2 k.c. przez przyjęcie, że nie jest dopuszczalne zastąpienie postanowień abuzywnych jakimikolwiek uregulowaniami wynikającymi z przepisów prawa, a w konsekwencji błędne niezastosowanie art. 65 § 1 i 2 k.c., art. 56 k.c. w zw. z art 41 pr. weksl., stosowanego na zasadzie analogii legis, art. 56 k.c. w zw. z art. 358 § 2 k.c. oraz art. 56 k.c. w związku ze wskazanymi przez pozwanego kilkudziesięcioma przepisami [art. 783 k.p.c., art. 798 ( 1) k.p.c., art. 1024 § 3 k.p.c., art. 6 ust. 3 ustawy z dnia 23 marca 2017 r. o kredycie hipotecznym, art 35 ust. 6 ustawy z dnia 5 sierpnia 2015 r. o pracy na morzu, art. 31a ustawy z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług, art. 137a pr. bank., art. 46 ust. 2 ustawy z dnia 19 sierpnia 2011 r. o usługach płatniczych, art. 3 ust. 2 oraz art. 30 ust. 1 ustawy z dnia 29 września 1994 r. o rachunkowości, art. 251 ustawy z dnia 28 lutego 2003 r. prawo upadłościowe, art. 4a ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o ofercie publicznej, art. 83 ust. 1 ustawy z dnia 15 maja 2015 r. Prawo restrukturyzacyjne, art. 104 ust. 12 ustawy z dnia 6 grudnia 2008 r. o podatku akcyzowym, art. 12 ust. 2 ustawy z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych, art 5 ustawy z dnia 16 lutego 2007 r. o ochronie konkurencji i konsumentów, art. 8 ust 1 pkt 5 ustawy z dnia 16 grudnia 2005 r. o funduszu kolejowym, art. 17 ust. 2 rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 10 grudnia 2014 r. w/s sprawozdań jednostek sektora finansów publicznych w zakresie operacji finansowych, art. 6 ustawy z dnia 12 maja 2011 r. o kredycie konsumenckim, art. 24 ust. 2 ustawy z dnia 10 czerwca 2016 r. o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, art. 2 ust. 3 ustawy z dnia 27 lipca 2002 r. Prawo dewizowe oraz w zw. z nieobowiązującymi: art 3 ust. 1 ustawy z dnia 20 lipca 2001 r. o kredycie konsumenckim (wersja obowiązująca od lutego 2006 r.) oraz z § 2 i § 4 uchwały Rady Ministrów w sprawie ustalania kursów walut obcych w złotych do wszystkich rozliczeń związanych z obrotami płatniczymi i handlowymi z zagranicą], z których na zasadzie analogii iuris lub analogii legis wynika, że w polskim systemie prawa obowiązuje generalna norma, zgodnie z którą wartość waluty obcej określa się według kursu średniego NBP, podczas gdy ani art. 385 ( 1) § 1 i 2 k.c., ani orzecznictwo TSUE nie stoją na przeszkodzie stosowaniu tych przepisów na etapie oceny możliwości obowiązywania umowy po usunięciu z niej postanowienia abuzywnego, tj. na etapie poprzedzającym etap zastąpienia postanowienia abuzywnego przepisem dy-spozytywnym na warunkach wskazanych w orzeczeniach TSUE C-26/13 K. i C-260/18 D. oraz TSUE z dnia 29 kwietnia 2021 r. w sprawie C-19/20 Bank (...) S.A. (motywy 56 i 57),

12) art. 69 ust. 3 pr. bank. w zw. art. 385 1 § 1 i 2 k.c. przez pominięcie na etapie oceny możliwości dalszego obowiązywania umowy po usunięciu normy abuzywnej, że umowa kredytu może być w pełni wykonywana na podstawie jej pierwotnych postanowień i art. 69 ust. 3 pr. bank.,

13) na wypadek przyjęcia, że po usunięciu klauzuli przeliczeniowej umowa kredytu nie może dalej obowiązywać zgodnie z prawem polskim – art. 385 1 § 2 k.c. w zw. z art. 56 k.c., art. 354 § 1 k.c. i art. 6 ust. 1 Dyrektywy 93/13/EWG przez nieustalenie treści stosunku zobowiązaniowego obowiązującego między stronami po wyeliminowaniu z umowy postanowień niedozwolonych i ograniczeniu się przez Sąd Okręgowy jedynie do ustaleń negatywnych, bez dokonania wykładni treści umowy w części pozostałej w mocy, co ostatecznie doprowadziło do ustalenia nieważności całej umowy, podczas gdy właściwym rozwiązaniem powinno być ustalenie, że umowa może być dalej realizowana jaka umowa o kredyt walutowy (zgodnie w pierwotną wolą stron,), ewentualnie, że może być dalej realizowania w oparciu o przepisy dyspozytywne, które zastąpią rzekomo wadliwe odesłanie do tabel kursowych banku,

14) art. 358 § 2 k.c. w zw. z art. 385 ( 1) § 1 i 2 k.c. przez niezastąpienie postanowienia abuzywnego, tj. klauzuli przeliczeniowej, art. 358 § 2 k.c., który stanowi przepis dyspozytywny, mogący znaleźć zastosowanie zgodnie z orzeczeniami TSUE C-26/13 W. i C-260/18 D. oraz TSUE z dnia 29 kwietnia 2021 r. w sprawie C-19/20 Bank (...) S.A. (motywy 56 i 57),

15) art. 385 1 § 1 i 2 k.c. przez przyjęcie, że nie przewiduje on możliwości zastąpienia wyeliminowanego postanowienia umownego jakimkolwiek postanowieniem, w sytuacji gdy możliwe było wypełnienie tej minimalnej treści przepisem dyspozytywnym, który mógł znaleźć zastosowanie zgodnie z orzeczeniami (...) C-26/13 K. i C-260/18 D. oraz TSUE z dnia 29 kwietnia 2021 r. w sprawie C-19/20 Bank (...) S.A. (motywy 56 i 57),

16) art. 6 k.c. przez nieuwzględnienie, że powodowie nie wypełnili ciążącego na nich obowiązku i nie zgłosili żadnych dowodów, które potwierdzałyby twierdzenia o dowolności kształtowania przez pozwany bank kursu CHF, o rzekomym niedozwolonym charakterze postanowień umownych zawartych w kwestionowanych postanowieniach umownych, o braku możliwości negocjacji postanowień zawartej umowy, o niespełnieniu przez bank ciążącego na nim obowiązku informacyjnego,

17) art. 481 § 1 k.c. przez bezpodstawne zasądzenie odsetek ustawowych za opóźnienie, które powinny być ewentualnie zasądzone od dnia wymagalności roszczenia powodów o zwrot nienależnego świadczenia, która zgodnie z uchwałą 7 sędziów SN z dnia 7 maja 2021 r., III CZP 6/21, posiadającą moc zasady prawnej, następuje z dniem złożenia przez należycie poinformowanego przez Sąd konsumenta (powodów) oświadczenia o wyrażeniu/odmowie zgody na związanie niedozwolonym postanowieniem umownym, które to oświadczenie nastąpiło na rozprawie w dniu 1 lipca 2022 r.,

18) art. 496 k.c. w zw. z art. 497 k.c., art. 498 k.c. i art 203 1 k.p.c., a wszystkie w zw. z art. 455 k.c. i art. 91 k.p.c. przez nieuwzględnienie zgłoszonych przez pozwanego w odpowiedzi na pozew – na wypadek unieważnienia/stwierdzenia nieważności umowy kredytu – zarzutów potrącenia i zatrzymania z uwagi na rzekomy brak umocowania pełnomocnika powodów w tym zakresie,

19) art. 358 § 1 i 2 k.c. w zw. z art. L p.w.k.c. przez ich niezastosowanie w niniejszej sprawie wprost (wobec faktu, że kredyt jest stosunkiem zobowiązaniowym o charakterze ciągłym) jako obowiązującej w prawie polskim normy dyspozytywnej, która mogłaby zastąpić normę rzekomo abuzywną lub przynajmniej w drodze analogii (np. przez analogiczne zastosowanie art. 41 pr. weksl.), z uwagi na to, że norma ustawowa późniejsza niż data zawarcia umowy kredytu korzysta z domniemania uczciwości, wynikającego z motywu trzynastego Dyrektywy 93/13/EWG, tak do wyliczenia wysokości wypłacanej kwoty kredytu i wysokości rat kapitałowo – odsetkowych kredytu dewizowego/walutowego w CHF przed dniem wejścia w życie tego przepisu, tj. przed 24 stycznia 2009 r., jak i do wyliczenia wysokości rat kapitałowo – odsetkowych kredytu dewizowego/walutowego w CHF po dniu 24 stycznia 2009 r. (w razie dokonywania jego spłaty w PLN),

20) art. 410 § 1 i 2 k.c. w zw. z art. 405 k.c. i art. 411 pkt 1 k.c. przez ich błędne zastosowanie w sytuacji, w której nie doszło do bezpodstawnego wzbogacenia pozwanego względem powodów, a nawet gdyby, to powodowie, spełniając świadczenie i wiedząc, że nie byli do niego zobowiązani, nie zastrzegli jego zwrotu,

II. naruszenia przepisów postępowania cywilnego, mających istotny wpływ na treść zaskarżonego wyroku:

1) art. 189 k.p.c., przejawiającego się w błędnym sformułowaniu treści roszczenia przez powodów i w konsekwencji wyrokowaniu przez Sąd Okręgowy o unieważnieniu umowy, co nie znajduje podstaw prawnych w polskim systemie prawnym (art. 189 k.p.c. wyraźnie wspomina o ustaleniu istnienia/nieistnienia stosunku prawnego, ponadto wytyczne Sądu Najwyższego, zawarte w wyroku z dnia 1 czerwca 2022 r., sygn. akt II CSKP 364/22, w którym Sąd ten dokonał analizy właściwego sposobu formułowania roszczenia na podstawie art. 189 k.p.c.), które to wytyczne nie znalazły odzwierciedlenia w zaskarżonym wyroku, co powinno skutkować jego zmianą,

2) art. 203 1 § 1 – 3 k.p.c. w zw. z art. 91 k.p.c. przez błędne przyjęcie, że zgłoszenie procesowego zarzutu potrącenia wymaga złożenia dodatkowego oświadczenia o potrąceniu o charakterze materialnoprawnym oraz przyjęcia, że pełno-mocnik powodów nie był umocowany do odebrania oświadczenia o potrąceniu, zawartego w odpowiedzi na pozew, a w konsekwencji nieuwzględnienie złożonego na wypadek stwierdzenia przez sąd nieważności umowy procesowego zarzutu potrącenia,

3) art. 91 k.p.c. przez błędne przyjęcie, że pełnomocnik powodów nie był umocowany do odebrania zgłaszanego przez pozwanego zarzutu zatrzymania, a w konsekwencji nieuwzględnienie złożonego na wypadek stwierdzenia przez sąd nieważności umowy zarzutu zatrzymania,

4) art. 232 k.p.c. przez przyjęcie, że powodowie wypełnili obowiązek wskazania dowodów dla stwierdzenia faktów, z których wywodzą skutki prawne, w szcze-gólności w zakresie zarzutu rażącego naruszenia ich interesów przez pozwanego,

5) art. 233 k.p.c. przez dowolną, wybiórczą i sprzeczną z zasadami logiki ocenę zebranego w sprawie rzeczowego i osobowego (zeznania powoda) materiału dowodowego, w szczególności w zakresie rzekomego braku negocjacji w odniesieniu do wysokości kursu, po którym nastąpiło uruchomienie kredytu, rzekomego braku możliwości uruchomienia i spłaty kredytu w walucie CHF,

6) art. 227 k.p.c. w zw. z art. 278 k.p.c., art. 205 12 § 2 k.p.c. i art. 235 2 § 1 pkt 2 k.p.c., polegającego na pominięciu dowodu z opinii biegłego, mimo że rozstrzygnięcie sprawy w ramach podjętej przez pozwanego obrony przed zarzutem abuzywności wymagało wiadomości specjalnych,

7) art. 233 k.p.c. przez dowolną, wybiórczą, sprzeczną z zasadami logiki ocenę zebranego w sprawie materiału dowodowego w postaci zeznań powodów i dokumentów, w szczególności umowy kredytu, informacji o ryzyku walutowym i ryzyku stopy procentowej dla kredytobiorców hipotecznych, tabel kursowych obowiązujących w pozwanym banku w dniu uruchomienia kredytu, zestawienia spłat kredytu i w konsekwencji przyjęcie m. in., że nie jest możliwe ustalenie, o jakim ryzyku powodowie zostali poinformowani przed zawarciem umowy, pozwany nie dopełnił ciążących na nim obowiązków informacyjnych, kwestionowane przez stronę powodową postanowienia umowne nie podlegały negocjacjom, warunki umowne nie były uzgodnione indywidualnie,

8) art. 233 § 1 i 2 k.p.c. w zw. z art. 309 k.p.c. przez przekroczenie granic swobodnej oceny dowodów przeprowadzonych w sprawie, dokonanej wybiórczo, polegające na zupełnym pominięciu dla oceny istoty sprawy stanowiska doktryny, wyrażonego w opinii prawnej autorstwa dr hab. I. W., a w konsekwencji błędnym przyjęciu, zarówno na etapie subsumpcji, jak i wyrokowania, że kwestionowane przez powodów postanowienia umo-wne mają charakter abuzywny, ewentualnie, że w niniejszej sprawie nie zachodzi możliwość zastosowania przepisu dyspozytywnego, a w konsekwencji zastąpienia kursu z tabeli banku kursem średnim NBP.

Na tych podstawach pozwany wniósł o zmianę zaskarżonego wyroku przez oddalenie powództwa w całości i zasądzenie od powodów kosztów procesu za obie instancje według norm przepisanych. Ponadto wnosił na podstawie art. 380 k.p.c. o zmianę postanowienia Sądu pierwszej instancji o pominięciu jego wniosku o dopuszczenie dowodu z opinii biegłego i o przeprowadzenie tego dowodu w postępowaniu apelacyjnym.

Powodowie wnieśli o oddalenie apelacji i zasądzenie na ich rzecz kosztów postępowania apelacyjnego według norm przepisanych.

Sąd Apelacyjny zważył, co następuje:

Apelacja nie zasługiwała na uwzględnienie, a jej zarzuty były bezzasadne.

Odnośnie do podstawy faktycznej rozstrzygnięcia, wydanego w postępowaniu odwoławczym, wskazać trzeba, że Sąd Apelacyjny, jako sąd merytorycznie rozpoznający sprawę, zapoznał się zgodnie z art. 382 k.p.c. z całością zebranego w sprawie materiału dowodowego i w rezultacie doszedł do przekonania, że w zakresie is-totnym dla rozstrzygnięcia może – stosownie do art. 387 § 2 1 pkt 1 k.p.c. – aprobować i przyjąć za własne ustalenia faktyczne, które zostały dokonane przez Sąd pier-wszej instancji. Są one wprawdzie kwestionowane przez skarżącego, ale w ocenie Sądu Apelacyjnego odpowiadają treści zebranego materiału dowodowego, a ocena tego materiału jest zgodna z zasadami wynikającymi z art. 233 § 1 k.p.c., a jednocześnie jest zbieżna z własną oceną dokonaną przez sąd odwoławczy.

W związku z tym zarzuty apelacyjne, wymierzone w podstawę faktyczną zaskarżonego wyroku (zarówno ocenę dowodów, jak i prawidłowość postępowania dowodowego), nie zdołały skutecznie podważyć powyższych ustaleń. Zarzuty naruszenia art. 233 § 1 i 2 k.p.c. w zw. z art. 6 k.c. i art. 232 k.p.c. w istocie sprowadzały się do kwestionowania wniosków przyjętych przez Sąd pierwszej instancji na podstawie zebranego materiału. Skarżący dąży bowiem przede wszystkim do zastąpienia ustaleń i wniosków Sądu pierwszej instancji własnymi twierdzeniami i argumentami, które pozwalałyby na akceptację jego stanowiska procesowego.

Znalazło to wyraz m. in. w eksponowaniu znaczenia złożonych przez niego do akt sprawy licznych dokumentów, na podstawie których skarżący domagał się przyjęcia, że sporne postanowienia umowne nie mogą zostać uznane za niedozwolone w rozumieniu art. 385 1 k.c., a tym samym, że żądanie powodów było bezzasadne. Nie uwzględnia to argumentacji Sądu pierwszej instancji, z której wynika, że miał na uwadze również te dokumenty, ale trafnie uznał, że nie dotyczą one konkretnych faktów mających istotne znaczenie dla rozstrzygnięcia niniejszej sprawy, lecz zawierają jedynie rozwinięcie i sprecyzowanie stanowiska procesowego przedstawianego przez strony w toku postępowania.

Takie stanowisko zasługuje na akceptację, ponieważ także w ocenie Sądu Apelacyjnego ponownie powołane przez pozwanego w apelacji dokumenty nie mają znaczenia dowodowego, gdyż nie odnoszą się do faktów związanych z niniejszą sprawą, gdyż przedstawiają tylko ogólne i hipotetyczne opinie oraz wywody na różne kwestie dotyczące tzw. kredytów frankowych. W konsekwencji nie zasługuje na akceptację żądanie pozwanego, aby na tych dokumentach oprzeć ustalenia faktyczne w tej sprawie. W gruncie rzeczy dokumenty te nie miały służyć do ustalenia faktów, lecz do zaprezentowania argumentów, ocen, poglądów i wniosków zgodnych z twie-rdzeniami skarżącego, a tym samym miały wpłynąć na treść orzeczenia Sądu pierwszej instancji (a obecnie Sądu odwoławczego) przez próbę wywołania wrażenia, że te twierdzenia mają niepodważalną podstawę w zebranym materiale, a tym samym mają charakter obiektywny i bezdyskusyjny, wobec czego powinny zostać zaakceptowane przez sądy obu instancji jako trafnie przedstawiające sporne między stronami zagadnienia związane z przedmiotową umową kredytu.

W podobny sposób pozwany podważa wiarygodność zeznań powodów, domagając się, aby większe znaczenie nadać podpisanym przez nich dokumentom, w których złożyli oni wymagane przez niego oświadczenia o zapoznaniu się z różnymi ryzykami, związanymi z zawarciem przedmiotowej umowy kredytu oraz ich dobrowolnej i świadomej akceptacji, a także o rezygnacji z zawarcia umowy kredytu złotowego. Taki zarzut nie bierze pod uwagę, po pierwsze, tego, że w polskiej procedurze nie istnieje legalna teoria dowodów, która formalnie różnicowałaby ich moc dowodową, a po wtóre tego, że dokumenty prywatne nie stanowią niepodważalnego dowodu na prawdziwość faktów, których dotyczą. Zgodnie z art. 245 k.p.c. dokument prywatny (…) stanowi bowiem jedynie dowód tego, że osoba, która go podpisała, złożyła oświadczenie zawarte w dokumencie.

Dokument prywatny nie stanowi więc dowodu na prawdziwość okoliczności faktycznych, które zostały w nim stwierdzone, lecz jedynie na to, że osoba, która go podpisała, złożyła zawarte w nim oświadczenie. Odnosząc to do okoliczności rozstrzyganej sprawy, oznacza to, że dokumenty, zawierające różne oświadczenia powodów (np. o pouczeniu ich o ryzykach związanych ze sporną umową kredytu), nie stanowią dowodu na okoliczność, że takie pouczenia rzeczywiście zostały im udzielone, a tym bardziej nie dowodzą ich treści i zakresu, lecz potwierdzają tylko to, że podpisali oni takie dokumenty, nota bene o treści przygotowanej przez pozwanego (podobnie zresztą jak wszystkie inne dokumenty związane z przygotowaniem, zawarciem i wykonaniem przedmiotowej umowy). W gruncie rzeczy potwierdzają więc one wyłącznie to, że pozwany wymagał od nich podpisania takich oświadczeń przed zawarciem umowy, a zatem zadbał przede wszystkim o zabezpieczenie swoich interesów na wypadek stawiania mu przez nich ewentualnych zarzutów. Nie stanowią natomiast niepodważalnego dowodu, że rzeczywiście rzetelnie i uczciwie wywiązał się z obowiązku udzielenia im należytych i wyczerpujących informacji i wyjaśnień, dbając co najmniej w takim samym stopniu o zabezpieczenie także ich interesów.

W tym miejscu wskazać od razu wypada, że nie ma istotnego znaczenia kwestia, że w chwili zawarcia spornej umowy nie obowiązywały regulacje prawne, określające szczegółowo istnienie tego obowiązku i jego zakres oraz że w tamtym okresie takie same lub bardzo podobne postanowienia umowne były powszechne w obrocie bankowym i nie było wtedy do nich zastrzeżeń ze strony jakichkolwiek organów publicznych. Taka okoliczność nie wpływa na powstanie lub zakres ochrony konsumentów, wynikającej z przepisów o niedozwolonych postanowieniach umownych. Decydujące znaczenie ma jedynie to, że w chwili zawarcia przedmiotowej umowy obowiązywały już (od dnia 1 lipca 2000 r.) przepisy Kodeksu cywilnego o ochronie konsumentów przed stosowaniem przez przedsiębiorców niedozwolonych postanowień umownych. Pozwany miał więc obowiązek ukształtowania tej umowy w sposób niezawierający postanowień o charakterze niedozwolonym bez względu na to, czy istniały jakieś dodatkowe lub szczegółowe regulacje i niezależnie od tego, czy inne banki stosowały podobne postanowienia, które obiektywnie były abuzywne.

Argumentacja pozwanego nie uwzględnia zatem, że brak szczegółowych regulacji, dotyczących istnienia po jego stronie obowiązku udzielania konsumentom stosownych wyjaśnień, informacji lub pouczeń, nie dawał mu podstaw do kształtowania treści postanowień umownych w sposób abuzywny. Inaczej mówiąc, nie zwal-niało go to z takiego obowiązku ani tym bardziej nie uprawniało do ukształtowania postanowień umownych w sposób kwalifikujący się jako niedozwolony. Także powszechność podobnych praktyk wielu banków w tamtym okresie, jeśli chodzi o kształtowanie treści postanowień o denominacji lub indeksacji kredytu za pomocą kursów walut obcych, zwłaszcza CHF, lub brak kwestionowania takich praktyk przez organy publiczne nie oznacza, że obecnie w ogóle nie jest już dopuszczalne badanie takich postanowień pod kątem abuzywności. Kwestia, że początkowo nie zdawano sobie powszechnie sprawy ze znaczenia charakteru i skutków (szczególnie tych, które okazały się negatywne dla konsumentów) przeliczania wartości świadczeń stron za pomocą kursów CHF oraz nie zgłaszano poważniejszych zastrzeżeń do ich prawidłowości lub dopuszczalności, nie może obiektywnie wpływać na ich ocenę prawną dokonywaną w toku niniejszego procesu. Należy mieć przy tym na uwadze, że sankcje wynikające z wprowadzenia do umowy niedozwolonych postanowień ob-ciążają przedsiębiorcę, który je zastosował, a nie konsumenta. Przedsiębiorca (tutaj: pozwany) nie może więc na niekorzyść konsumenta bronić się tym, że nie zdawał sobie sprawy z możliwości zakwestionowania w przyszłości wprowadzonych przez niego postanowień umownych jako abuzywnych, ponieważ to on, a nie konsument proponował takie postanowienia w przygotowanych przez niego tekstach umów zawieranych masowo i w podobny sposób z wieloma konsumentami.

Ponadto w tych zarzutach jedynie bardzo ogólnikowo jest mowa o wyciągnięciu przez Sąd pierwszej instancji wniosków błędnych i sprzecznych z zebranym w sprawie materiałem dowodowym bez wskazania konkretnych dowodów, które zostały nieprawidłowo ocenione oraz przyczyn kwestionowania ich oceny. Podniesienie tych zarzutów w istocie stanowiło więc tylko punkt wyjścia do sformułowania twierdzeń i wniosków, które zdaniem pozwanego należało przyjąć w niniejszej spra-wie. Wobec tego uznać można, że zarzuty wobec oceny dowodów i prawidłowości dokonanych na ich podstawie ustaleń faktycznych zmierzają jedynie do polemizowania z tymi ustaleniami i próby ich zastąpienia takim ustaleniami, które odpowiadałyby skarżącemu. Takie ujęcie zarzutu naruszenia art. 233 § 1 k.p.c. nie jest wystarczające do uznania, że rzeczywiście wykazał on, że dokonana przez w/w Sąd ocena dowodów jest sprzeczna z tym przepisem.

Także w zarzucie naruszenia przepisów art. 227 k.p.c. w zw. z art. 278 k.p.c., art. 205 12 § 2 k.p.c. i art. 235 2 § 1 pkt 2 k.p.c., dotyczącym pominięcia dowodu z opinii biegłego, pozwany zmierzał do w istocie do narzucenia swojego toku rozumowania. Równie w tym zakresie chodziło mu bowiem nie tyle o konkretne okoliczności, co o określone wnioski, np. odnośnie do prawidłowości ustalania przez niego kursów walut w swojej tabeli kursowej oraz braku podstaw do uznania, że postanowienia spornej umowy rażąco naruszają interesy powodów i dobre obyczaje oraz są niejednoznaczne. Dowód ten miał zatem wesprzeć stanowisko procesowe pozwanego, dając mu jednocześnie sposobność do twierdzenia, że jest ono zgodne z zebranym materiałem dowodowym. Zarzut ten nie dotyczył więc ustalenia konkretnych okoliczności faktycznych, związanych z przedmiotową umową, lecz zmierzał do wpłynięcia na tok rozumowania sądów orzekających, mimo że to do nich należy ocena prawna okoliczności ustalonych na podstawie zebranego materiału.

W tej sytuacji stwierdzić można, że ocena istotnych okoliczności faktycznych i zagadnień prawnych może zostać dokonana jedynie w toku analizy wniosków i argumentów Sądu Okręgowego, a nie pod kątem prawidłowości oceny zebranego materiału dowodowego. Zauważyć przy tym można, że w zasadzie większość istotnych dla rozstrzygnięcia okoliczności faktycznych była niesporna między stronami, a istota sporu dotyczyła odmiennej interpretacji tych okoliczności, w szczególności co do oceny charakteru prawnego przedmiotowej umowy, indywidualnego uzgodnienia jej treści ze stroną powodową oraz możliwości uznania jej postanowień za abuzywne.

W związku z tym – antycypując nieco dalsze rozważania – wskazać należy, że Sąd Apelacyjny generalnie podzielił, aczkolwiek z nieco innym uzasadnieniem, pogląd Sądu pierwszej instancji o abuzywności całego mechanizmu denominacji w kształcie przyjętym w przedmiotowej umowie, wobec czego nie znalazł dostatecznych podstaw do zaaprobowania argumentacji pozwanego, na której opiera się jego apelacja w niniejszej sprawie.

Zauważyć przy tym wypada, że Sąd pierwszej instancji trafnie ograniczył się do stwierdzenia abuzywności tego mechanizmu, nie dopatrując się jednocześnie (wbrew argumentacji powodów) możliwości przyjęcia również bezwzględnej nieważności umowy z powodu jej sprzeczności z przepisami ustawy, zasadami współżycia społecznego lub zasadą swobody umów. Biorąc jednak pod uwagę, że kwestia ta w istocie nie jest obecnie przedmiotem odrębnych zarzutów apelacyjnych, które koncentrują się wokół kwestii istnienia podstaw do stwierdzenia abuzywności spornych postanowień umownych, nie wymaga to w tym miejscu szczegółowego omówienia, lecz wystarczy przywołanie samej konkluzji, że z uwagi na szczególny charakter przepisów, regulujących treść umów zawieranych między przedsiębiorcą a ko-nsumentami, nie ma konieczności jednoczesnego stosowania do kwestii faktycznych i prawnych, związanych z naruszeniem przez przedsiębiorcę uprawnień konsumentów w taki sposób, jaki jest oceniany w niniejszej sprawie, powyższych przepisów oraz przepisów, które ogólnie regulują problematykę treści czynności prawnych, przewidując sankcję bezwzględnej nieważności a nie bezskuteczności, jak jest co do zasady w art. 385 1 k.c.

W tym kontekście wziąć trzeba pod uwagę, że stanowisko pozwanego w niniejszej sprawie opiera się na dążeniu do przekonania sądów orzekających do jednej z korzystnych dla niego tez:

1)  że w tym przypadku w ogóle nie występuje mechanizm denominacji, ponieważ sporna umowa ma charakter kredytu walutowego sensu stricto lub,

2)  że niedozwolony charakter mogą mieć co najwyżej tylko te postanowienia umowne, które odnoszą się do stosowania w mechanizmie denominacji świadczeń stron kursów CHF, ustalanych przez niego jednostronnie w tabeli kursów walut obcych, ale sam mechanizm denominacji nie może zostać zakwestionowany jako abuzywny.

W ślad za tym pozwany dąży do przekonania, że możliwe jest utrzymanie przedmiotowej umowy w mocy nawet po usunięciu z niej tzw. klauzul kursowych i właśnie z takiej pespektywy kwestionuje prawidłowość zarówno ustaleń faktycznych, jak i wniosków prawnych Sądu pierwszej instancji, ponieważ są one zasadniczo sprzeczne z jego koncepcjami, tym bardziej, że Sąd ten w gruncie rzeczy nie zajął się szczegółowo analizą charakteru prawnego tej umowy, lecz nieco apriorycznie przyjął, że dotyczyła ona kredytu denominowanego w CHF, przez co dał pozwanemu możliwość do podważania takiego stwierdzenia.

Stanowisko pozwanego nie zasługuje jednak na akceptację. Przede wszystkim nie ma podstaw do uznania, że przedmiotowa umowa rzeczywiście dotyczyła kredytu walutowego, tj. udzielonego i udostępnionego powodom w walucie obcej.

Zasadnicze znaczenie ma w tym zakresie kwestia, czy zawarte w niej postano-wienia umowne, dotyczące sposobu uruchomienia (wypłaty) kredytu oraz jego spłaty, odnosiły się – zgodnie z twierdzeniami pozwanego – jedynie do wykonania wynikającego z niej zobowiązania (i to fakultatywnego, zależnego przy tym w decydującym stopniu od samych powodów), czy określały bezpośrednio treść praw i obowiązków stron, czyli regulowały treść stosunku prawnego.

Wziąć trzeba pod uwagę, że pozwany opiera swoje stanowisko na próbie dosłownego i tendencyjnego odczytywania treści spornej umowy, począwszy od jej tytułu („umowa o dewizowy kredyt”) poprzez jej postanowienia, w których posługiwał się generalnie wyłącznie kwotami wyrażonymi w walucie obcej w postaci franka szwajcarskiego (CHF). W związku z tym uwzględnić należy, że niewątpliwie to pozwany był autorem tekstu tej umowy, tj. stroną, która zredagowała znajdujące się w niej postanowienia umowne, w szczególności dotyczące sposobu wyrażenia kwoty kredytu oraz sposobu jej wypłaty i spłaty. Nie budzi bowiem żadnych wątpliwości, że została ona sporządzona na podstawie wzorca umownego, który stosował on przy zawieraniu podobnych umów z innymi swoimi klientami, będącymi konsumentami. W konsekwencji zgodnie z zasadą in dubio contra proferentem przy wykładni postanowień tej umowy kierować się trzeba przede wszystkim tym, w jaki sposób obiektywnie mógł je zrozumieć odbiorca oświadczenia woli (tutaj powodowie), a nie jak pozwany je rozumiał lub jak obecnie chce je interpretować. Decydujące znaczenie nadawać więc należy obiektywnemu kontekstowi logiczno – językowemu umowy, a nie subiektywnym celom lub intencjom pozwanego, zwłaszcza prezentowanym aktualnie jedynie na użytek procesowy.

Dodatkowo wziąć trzeba pod uwagę, że – jak wynika z doświadczenia życiowego i zawodowego Sądu Apelacyjnego, nabytego w szczególności w związku z ro-zpoznawaniem licznych spraw dotyczących tzw. kredytów frankowych – różne banki nierzadko w sposób stosunkowo odmienny formułowały w swoich wzorcach (formularzach) umownych, stosowanych do masowego zawierania umów ze swoimi klientami, będącymi konsumentami, treść postanowień wprowadzających do umów kredytu mechanizm denominacji lub indeksacji. Wobec tego, mimo nadania decydującego znaczenia obiektywnej metodzie wykładni treści takich umów, nie można ulegać presji banków, które aktualnie instrumentalnie i tendencyjnie starają się interpretować na swoją korzyść wybrane sformułowania, którymi posłużyły się w swoich wzorcach, np. temu, że użyły w nich pojęcia „denominacja” lub „indeksacja” albo nawet – tak jak ma to miejsce w niniejszej sprawie – w ogóle nie posłużyły się którymkolwiek z tych pojęć.

Użycie in concreto któregoś z tych sformułowań nie może zatem przesądzać o charakterze umowy. Nie można także uznać, że jego brak jest niepodważalnym wyrazem nadania przedmiotowej umowie charakteru kredytu stricte walutowego. Kierować się bowiem należy przede wszystkim całościową interpretacją wszystkich postanowień umownych, i to z uwzględnieniem pozostałych dokumentów związanych z jej zawarciem i wykonaniem, ponieważ one też zostały zredagowane przez pozwanego.

Ujmując tę kwestię w powyższy sposób, stwierdzić trzeba, że – wbrew pozwanemu – określenie w umowie kwoty kredytu bezpośrednio w walucie obcej nie oznacza, że właśnie w niej zostało zaciągnięte zobowiązanie, mimo że pozwany usilnie próbuje do tego przekonać. Jego stanowisko nie bierze pod uwagę, że treść tej umowy jest tylko jednym z elementów, wpływających na ukształtowanie i interpretację treści spornej umowy. W pierwszej kolejności nie można jej bowiem odrywać od treści wniosku kredytowego, który także został sporządzony na formularzu (wzorcu) opracowanym przez pozwanego. Wynika z niego, że powodowie zawnioskowali o kredyt w kwocie 170.000 zł, czyli w walucie polskiej (k. 109). Znajduje się w nim wprawdzie następnie adnotacja „tj. 75.234,56 CHF”, ale nie można z tego kategorycznie wywodzić, że od razu wnieśli oni o udzielenie kredytu właśnie w tej walucie obcej.

Po pierwsze, wziąć trzeba pod uwagę, że nie budzi wątpliwości, że potrzebowali kwoty w walucie polskiej, ponieważ również z treści tego wniosku wynika, że kwota 170.000 zł z tytułu kredytu miała być przelana przez bank bezpośrednio na wskazany bliżej rachunek bankowy osoby trzeciej (por. rubrykę „sposób wypłaty kredytu” k. 109), od której chcieli nabyć działkę zabudowaną domem jednorodzinnym (zob. ponadto art. 3.02 umowy k. 22).

Po wtóre, do podania na drugim miejscu kwoty kredytu w walucie obcej niewątpliwie konieczna była znajomość kursu CHF, obowiązującego w banku w dniu złożenia wniosku, według którego powinna zostać przeliczona kwota wnioskowana w walucie polskiej. Daje to podstawy do uznania, że kwota w CHF została wskazana przez powodów we wniosku kredytowym na podstawie wyliczeń lub przynajmniej wskazówek pozwanego, a nie z ich własnej inicjatywy. Tym bardziej, że koresponduje to z treścią opracowanego przez bank załącznika nr 44, zatytułowanego „Strona przewodnia wniosku”, w którym kwota 75.234,56 CHF została wprost określona przez niego jako „równowartość kwoty 170.000 PLN” (k. 111), a ponadto sam pozwany określił w tym załączniku, że kwota kredytu to 170.000 PLN (k. 115), czyli nie uznawał jeszcze wtedy, że kredyt jest udzielony w walucie obcej, lecz miała ona stanowić jedynie równowartość w/w kwoty kredytu określonej w walucie polskiej.

Po trzecie, w umowie kwota kredytu w walucie obcej została określona na 56.000 CHF (k. 22), a więc w wysokości znacznie odbiegającej od kwoty wskazanej we wniosku kredytowym. Zauważyć trzeba, że taka sytuacja występowała zazwyczaj zwłaszcza w tzw. kredytach denominowanych w CHF, w których ostateczną kwotę kredytu w tej walucie określano de facto dopiero w umowie w takiej wysokości, aby według jej kursu z chwili zawarcia umowy kwota rzeczywiście udostępniona kredytobiorcom w walucie polskiej jak najdokładniej odpowiadała kwocie, o którą wnosili w tej walucie we wniosku kredytowym. Z tego punktu widzenia akcentowano nawet, że w przypadku kredytu denominowanego – w przeciwieństwie o kredytu indeksowanego – kredytobiorca wprawdzie już w chwili zawarcia umowy znał wysokość swojego zadłużenia w CHF, ale z kolei nie miał pewności, jaką kwotę faktycznie otrzyma w walucie polskiej, która była potrzebna mu na zrealizowanie celu, dla którego zaciągał kredyt.

Po czwarte, co najmniej kontrowersyjne jest twierdzenie pozwanego, że powodowie mogli realnie uzyskać wypłatę kredytu w walucie polskiej oraz że to jedynie od ich samodzielnej i swobodnej decyzji zależało, w jakiej walucie będą go spłacać. Takie stanowisko nie uwzględnia, że już od razu we wniosku kredytowym określono, że kwota kredytu zostanie przelana na konto osoby trzeciej prowadzone w walucie polskiej i następnie analogiczne postanowienie zostało zawarte w art. 3.07.2 umowy (k. 23, zob. ponadto podobnie w załączniku nr 44 k. 116). W tym świetle nie jest przekonujące twierdzenie pozwanego, jakoby powodowie realnie mogli uzyskać wypłatę kwoty kredytu także w walucie obcej. W rzeczywistości zgo-dnie z treścią umowy nie mieli oni roszczenia o wypłatę kredytu w walucie obcej, lecz od razu ustalono, że zostanie ona wypłacona w walucie polskiej. Prowadzi to do wniosku, że podanie kwoty kredytu w walucie obcej w gruncie rzeczy nie wykraczało poza funkcję przeliczeniową i nie miało służyć do realnego wyrażenia i udostępnienia kredytu w tej walucie.

Nieco odmiennie prima facie przedstawia się kwestia spłaty kredytu, ponieważ w art. 3.09.3 umowy wyraźnie wskazano, że walutą spłaty kredytu jest CHF (k. 23). Biorąc jednak pod uwagę wspomnianą wyżej kwestię, że to pozwany jest autorem wzorca umownego, na podstawie którego zawarto przedmiotową umowę, zwrócić trzeba uwagę, że jednocześnie w umowie od razu przewidziano możliwość spłaty kredytu w walucie polskiej, ale po przeliczeniu na nią raty, wyrażonej w CHF, za pomocą kursu sprzedaży dewiz ustalanego przez bank. Treść tego postanowienia umownego należy interpretować w kontekście art. 5.01.3 umowy, zobowiązującego powodów do zapewnienia środków pieniężnych na koncie przeznaczonym do spłaty kredytu, a także informacji o ryzyku stopy procentowej i ryzyku walutowym dla kredytobiorców hipotecznych (k. 117 – 120), z której wynika, że bank z góry zakładał, że spłata przedmiotowego kredytu będzie odbywać się w walucie polskiej (zob. zwłaszcza k. 120). Nie można więc nadawać decydującego znaczenia dosłownemu brzmieniu umowy z pominięciem pozostałych okoliczności, wskazujących na to, że w istocie w ogóle nie przewidywano spłaty kredytu w CHF, lecz miała ona następować z rachunku bankowego powodów, prowadzonego przez bank w walucie polskiej, ale po przeliczeniu spłaty na równowartość w walucie obcej według kursów ustalanych jednostronnie przez pozwanego.

Po piąte, również z tego, że w art. 8.05 umowy pozwany wymagał od powodów złożenia oświadczenia o zapoznaniu się z powyższą informacją (k. 27), a ponadto wymagał jej podpisania (zob. 120), wynika, że w gruncie rzeczy traktował przedmiotowy kredyt w specyficzny sposób, który nie byłby konieczny, gdyby strony rzeczywiście realnie umówiły się na kredyt w walucie obcej, ponieważ wówczas byłoby oczywiste, że kredytobiorcy będą musieli go zwrócić w tej walucie, a zupełnie inną kwestią byłoby to, skąd wezmą środki na jego spłatę (z dochodów w walucie polskiej czy obcej) i czy będą w stanie podołać jego spłacie w walucie obcej. Wobec tego nadawanie tak dużego znaczenia kwestiom związanym z relacjami między walutą obcą i walutą polską prowadzi do wniosku, że wbrew aktualnym twierdzeniom pozwanego przedmiotowy kredyt nie był po prostu typowym kredytem walutowym, lecz kredytem, który był jedynie powiązany z walutą obcą, ale został udzielony powodom i podlegał w spłacie przez nich w walucie polskiej, w tym że po wyliczeniu jej wysokości według kursów CHF obowiązujących w pozwanym banku. Wyrażenie kwoty kredytu w walucie obcej było więc niezbędne jedynie po to, aby można było ustalić wysokość raty formalnie w tej walucie, ale faktycznie następnie na etapie spłaty podlegającej przeliczeniu na walutę polską.

W tym stanie rzeczy, w ocenie Sądu Apelacyjnego, zgodzić się można z Sądem pierwszej instancji, że sporna umowa nie dotyczyła kredytu walutowego, lecz kredytu denominowanego w walucie obcej w postaci CHF. Odmienne twierdzenia pozwanego są natomiast próbą tendencyjnego wykorzystania sposobu, w jaki sformułował postanowienia tej umowy, mimo że w istocie chodziło jedynie o powiązanie wartości kredytu z walutą obcą, która służyła tylko do wyliczenia równowartości kredytu udzielonego w walucie polskiej po to, aby następnie wartość rat była wyrażona w walucie obcej, ale podlegała spłacie w walucie polskiej po przeliczeniu za pomocą kursu CHF obowiązującego w banku.

W tym zakresie odnotować można, że nawet powołani przez pozwanego świadkowie, będący jego pracownikami, właśnie w taki sposób rozumieli przedmiotowy kredyt. I tak, świadek H. J. uważała, że kredyt dewizowy to to samo co kredyt denominowany (odpowiedź na pyt. 1 – k. 324). Natomiast świadek E. S. w odpowiedzi na pyt. 13 zeznała, że umowa o kredyt, w której wskazano kwotę kredytu w CHF, a wypłata nastąpiła w PLN, jest umową kredytu waloryzowanego do CHF (k. 337). Ich zeznania są więc bardzo dobrym wyrazem tego, w jaki sposób – przy tym diametralnie różny od prezentowanego obecnie przez pozwanego – w chwili zawarcia przedmiotowej umowy były rozumiane znajdujące się w niej postanowienia, dotyczące określenia treści praw i obowiązków stron, zwłaszcza wyrażenia kwoty kredytu.

Nie ma więc dostatecznych podstaw do uznania, że strony faktycznie chciały zawrzeć umowę kredytu dewizowego, a jedynie dopuszczały możliwość jej wykonania w walucie polskiej. Istotnym elementem treści tej umowy było bowiem umieszczenie w niej mechanizmu przeliczeniowego, nawet jeśli – tak jak miało to miejsce w niniejszej sprawie – wprost nie posłużono się w niej sformułowanie wskazującym na to, że był to kredyt denominowany w CHF a nie kredyt walutowy sensu stricte .

Przypomnieć wypada, że w początkowym okresie, w którym były zawierane umowy tzw. kredytów frankowych, w gruncie rzeczy nie przywiązywano większej wagi do tego, czy były one zawierane jako kredyty indeksowane czy denominowane, gdyż uznawano, że mają one w zasadzie taki sam charakter. Podstawowa różnica między nimi miała bowiem polegać jedynie na tym, że w kredytach indeksowanych kwota kredytu w walucie polskiej była od razu znana w chwili zawarcia umowy, ale nie znano jeszcze wtedy jej równowartości w walucie obcej (co w niektórych przypadkach skutkowało nietrafną tezą, że w ogóle nie została oznaczona kwota kredytu wskutek błędnego uznawania, że jest ona wyznaczona kwotą wyrażoną w walucie obcej). Natomiast w kredytach denominowanych była ona dopiero wynikiem przeliczenia kwoty ustalonej w walucie obcej (najczęściej CHF) na walutę polską w chwili oddania kredytobiorcy kwoty kredytu do dyspozycji (co z kolei banki próbują obecnie wykorzystywać na poparcie tezy, że kredyt miał charakter walutowy, bo kwota kredytu została określona w dokładnej wysokości jedynie w walucie obcej). Niemniej w obu przypadkach nie budziło początkowo wątpliwości, że chodzi jedynie o przeliczanie kwoty kredytu za pomocą kursu wybranej waluty obcej, a nie o jej rzeczywiste udostępnianie konsumentom w tej walucie. Odmienne twierdzenia pojawiły się dopiero wtedy, gdy doszło do powszechnego kwestionowania ważności takich umów, ponieważ banki zaczęły wtedy argumentować, że kredyty denominowane – odmiennie niż indeksowane – zostały realnie udzielone w walucie obcej.

Kwestia ta ma istotne znaczenie w niniejszej sprawie, ponieważ pozwany bardzo zdecydowanie podnosił, że walutę zobowiązania powodów stanowi frank szwajcarski. W konsekwencji, jego zdaniem, nawet w przypadku abuzywności postanowień, dotyczących ustalania przez niego kursów CHF w tabeli kursowej, nie ma żadnego problemu z jego wykonaniem, ponieważ powodowie są zobowiązani do zwrotu na jego rzecz kwoty udzielonego kredytu wraz z odsetkami i innymi umówionymi należnościami w walucie kredytu, tj. w CHF. W związku z tym kurs CHF/PLN rzekomo nie ma żadnego znaczenia dla wysokości kredytu, który powodowie mają obo-wiązek mu zwrócić, ponieważ miał określać – w przypadku spłaty rat kredytu w PLN – jedynie ekonomiczną wartość raty, nie zaś jej wysokość, ponieważ wysokość raty – będąca pochodną waluty zobowiązania – była niezmiennie określona w CHF.

Z wcześniejszych uwag wynika, że takie stanowisko pozwanego jest tendencyjne, gdyż opiera się na wybiórczej interpretacji treści przedmiotowej umowy i abstrahuje od zawartych w niej postanowień, a także od pozostałych dowodów, które interpretowane obiektywnie i kompleksowo nie pozwalają na przyjęcie, że na jej podstawie rzeczywiście udzielił powodom (tj. udostępnił im, jak jest mowa w art. 69 ust. 1 pr. bank.) kredytu w walucie obcej (czyli w CHF), a nie w walucie polskiej.

W związku z tym rozważyć trzeba następnie, czy istotnie można uznać, że umowa kredytu denominowanego w walucie obcej (np. CHF) jest umową, w której przedmiotem świadczenia stron jest waluta obca, a zatem czy ma ona jednak charakter kredytu walutowego (w znaczeniu udzielonego, tj. udostępnionego kredytobiorcy w innej walucie niż polska).

W tym kontekście zauważyć trzeba, że kredyt denominowany (podobnie jak indeksowany) niewątpliwie różni się zarówno od „typowego” kredytu walutowego, który jest udostępniony kredytobiorcy i spłacany przez niego w walucie obcej, jak i od „typowego” kredytu złotowego, który jest udostępniony kredytobiorcy i spłacany przez niego w walucie polskiej. Kredyt denominowany nie może być jednak bezkrytycznie utożsamiany z kredytem walutowym. Jego istotną cechą jest bowiem umieszczenie wprost w jego treści mechanizmu denominacji, który z jednej strony wiąże wartość świadczeń stron z wartością wybranej waluty obcej, a z drugiej strony umożliwia zastosowanie do takiej umowy oprocentowania powiązanego ze stawką referencyjną właściwą dla tej waluty obcej. Mechanizm ten nie odnosi się więc tylko do sposobu wykonania umowy, lecz bezpośrednio kształtuje prawa i obowiązki stron, co przejawia się szczególnie w tym, że jednym z jego elementów jest ustalenie odsetek według stawki referencyjnej LIBOR a nie WIBOR. Inaczej mówiąc, ustalenie takiego oprocentowania (czyli jednego ze świadczeń kredytobiorcy) jest konsekwencją przyjęcia konstrukcji, zgodnie z którą świadczenia stron są przeliczane (wyrażane) za pomocą kursu wybranej waluty obcej a nie rzekomo walutowego charakteru kredytu. Posłużenie się tym mechanizmem nie przesądza więc o walutowym charakterze kredytu, gdyż w dalszym ciągu aktualna pozostaje konieczność oceny, jaka jest jego waluta.

Odróżnić zwłaszcza trzeba kwestię samego uzależnienia wartości świadczeń stron od wartości (tj. kursu) waluty obcej (czyli klauzulę walutową) od kwestii sposobu, w jaki odbywało się ustalenie ich wartości, w szczególności sposobu ustalania kursu waluty obcej stosowanego w mechanizmie przeliczania wartości świadczeń stron (czyli klauzulę kursową). Wbrew pozwanemu, nie można jednak ograniczyć problemów, związanych z mechanizmem denominacji jedynie do sposobu ustalania kursów CHF stosowanych w tym mechanizmie. Dostrzec trzeba, że pierwszoplanowe znaczenie ma przede wszystkim wprowadzenie zależności między wartością świadczenia a wartością tejże waluty obcej, natomiast sposób ustalania jej wartości (jej kursu) ma w istocie charakter wtórny i drugorzędny. W związku z tym ustalenie wartości świadczenia za pomocą kursu waluty obcej nie może być utożsamiane z us-taleniem, że podlega ono spełnienie w tej walucie i że w konsekwencji zobowiązanie staje się walutowe.

W celu wyjaśnienia tego poglądu przydatne może być skorzystanie z rozróżnienia pojęć przedmiotu zobowiązania i przedmiotu świadczenia. Przez pierwsze z nich powszechnie rozumie się świadczenie, czyli zachowanie jego stron odpowiadające treści zobowiązania. W tym ujęciu przedmiotem zobowiązania w umowie kre-dytu nie jest określona w niej suma pieniężna (niezależnie od tego, w jakiej jest wyrażona walucie), lecz zachowanie stron, polegające ze strony banku na obowiązku udostępnienia kredytobiorcy umówionej kwoty kredytu na oznaczony okres i na oz-naczony cel, a ze strony kredytobiorcy na obowiązku zwrotu wykorzystanej kwoty kredytu i zapłacie umówionych odsetek lub także prowizji i innych opłat, jeśli są one umówione.

Od tak rozumianego przedmiotu zobowiązania (czyli świadczenia lub świadczeń stron) odróżnić należy przedmiot świadczenia, czyli rzeczy lub inne obiekty, do których odnosi się zachowanie stron, czyli ich świadczenie. W tym ujęciu przedmiotem świadczenia w umowie kredytu są środki pieniężne, które są udostępniane kredytobiorcy lub zwracane bankowi w ramach spełniania umówionych świadczeń. Nie negując co do zasady, że – zwłaszcza z uwagi na dość powszechną obecnie wymienialność walut – nie jest wykluczone spełnienie świadczenia pieniężnego w innej walucie niż waluta umówiona w treści zobowiązania, nie można bezkrytycznie przyj-mować, że posłużenie się w umowie kredytu mechanizmem denominacji niewątpliwie i kategorycznie powoduje, że waluta obca staje się walutą zobowiązania (czyli walutą, do której odnosi zachowanie stron, jako przedmiot zobowiązania), a waluta polska jest jedynie walutą, w której świadczenia stron są faktycznie wykonywane. Nie można bowiem pomijać, że co do zasady właśnie do waluty polskiej odnoszą się zachowania obu stron, ponieważ w tej walucie – mimo posługiwania się w umowie walutą obcą – została zarówno udostępniona kredytobiorcom suma pieniężna przez bank, jak i w niej były zwracane raty kapitałowo – odsetkowe przez kredytobiorców.

Niezasadne jest zatem sprowadzanie uzgodnienia przez strony, że ich świadczenia będą spełniane w walucie polskiej, jedynie do rzekomo nieistotnego sposobu wykonania zobowiązania, którego przedmiotem jest (według stanowiska banku) waluta obca. Próba takiego rozumienia kredytu denominowanego zmierza w istocie do utożsamienia go z kredytem walutowym z pominięciem lub zbagatelizowaniem zawartego w nim specyficznego mechanizmu denominacji, bezpośrednio kształtującego prawa i obowiązki stron, a nie tylko sposób ich wykonania .

W konsekwencji uznać należy, że denominacja nie może sprowadzać się jedynie do umożliwienia wykonywania umowy (czyli spełniania świadczeń) w walucie polskiej zamiast w walucie obcej, będącej rzekomo walutą zobowiązania. Bardziej przekonujący jest pogląd, że ma ona inny charakter, a mianowicie nie wiąże się ze sposobem wykonania zobowiązania, lecz polega na powiązaniu wartości świadczeń stron z wartością wybranej waluty obcej. Taki pogląd pozwala na odróżnienie kredytu denominowanego zarówno od „typowego” kredytu walutowego, jak i od „typowego” kredytu złotowego. Wyjaśnia bowiem, dlaczego wartość (i tylko wartość) świadczeń stron jest wyrażana w walucie obcej, mimo że przedmiotem świadczenia, czyli zachowania stron, jest udostępnienie środków pieniężnych w walucie polskiej, a następnie ich zwracanie również w tej walucie. W takim ujęciu waluta obca nie stanowi przedmiotu świadczenia, ale służy jedynie do ustalenia jego wartości, niemniej spełnianej w dalszym ciągu w walucie polskiej jako walucie zobowiązania, ponieważ co do zasady w większości spraw nie budzi obiektywnych wątpliwości, że świadczenia obu stron mają zostać spełnione w walucie polskiej.

W związku z tym – jak już wcześniej zauważono – zwłaszcza zanim doszło do sporów sądowych na tle tzw. umów frankowych, dość powszechnie przyjmowano, że w istocie różnica między kredytem denominowanym a indeksowanym polega jedynie na tym, że w pierwszym przypadku kwota kredytu wypłaconego w walucie polskiej jest uzależniona od ustalonej z góry kwoty w walucie obcej, co nie dawało kredytobiorcy pewności, że uzyska dokładnie taką kwotę kredytu, jaka jest mu potrzebna do zrealizowania celu, na który zaciąga kredyt, natomiast w drugim przypadku kwota kredytu od razu była wyznaczona w walucie polskiej, ale z kolei nie było wiadomo, jaka będzie, po udostępnieniu kredytu, jej równowartość w walucie obcej, od której zależała następnie wysokość spłacanych rat. Niemniej w obu umowach w zasadzie w bardzo zbliżony sposób uregulowana była kwestia zarówno wypłaty kredytu, jak i jego spłaty, która każdorazowo miała następować w walucie polskiej, ale z zastosowaniem mechanizmu jej przeliczania za pomocą kursu umówionej waluty obcej.

Powodowało to z jednej strony uzależnienie wartości świadczeń stron od wartości waluty obcej (klauzula walutowa lub inaczej ryzyko walutowe), a z drugiej strony narażało kredytobiorcę – z uwagi na powszechnie stosowaną zasadę dokonywania przeliczeń wartości świadczeń stron za pomocą kursów ustalanych jednostronnie przez bank – na ryzyko dowolnego określania wysokości jego zobowiązania przez bank (klauzula kursowa lub inaczej ryzyko kursowe).

W tym stanie rzeczy uznać można, że także w umowie kredytu denominowanego o takiej treści, jaka jest przedmiotem niniejszego postępowania, wbrew odmiennym twierdzeniom pozwanego waluta obca nie jest walutą zobowiązania (tak jak ma to miejsce w „typowym” kredycie walutowym), lecz jest jedynie miernikiem wartości świadczeń, które są spełniane w walucie polskiej, czyli służy wyłącznie do ustalenia ich wartości, a nie do wyrażenia obowiązku stron, czyli określenia, że mają one spełnić swoje świadczenia w walucie obcej, a rzekomo tylko wskutek zastosowania mechanizmu denominacji (indeksacji) faktycznie czynią to w walucie polskiej.

Wziąć trzeba pod uwagę, że według dominującego obecnie poglądu, który jest podzielany także przez orzekający skład Sądu Apelacyjnego, umowa kredytu denominowanego (a także indeksowanego) nie stanowi odrębnego rodzaju umowy, lecz jest jedynie szczególnym rodzajem (co określa się też niekiedy mianem wariantu lub podtypu) umowy kredytu jako umowy nazwanej, ale o charakterze pozakodeksowym, ponieważ jest ona uregulowana w powołanej wyżej ustawie Prawo bankowe, a nie w Kodeksie cywilnym. Oznacza to, że co do zasady musi ona odpowiadać treści umowy kredytu, czyli musi zawierać wszystkie elementy przedmiotowo istotne (essentialia negotii ) umowy kredytu, określone w art. 69 pr. bank. W związku z tym jej ewentualne modyfikacje nie mogą naruszać takich elementów, które decydują o istocie umowy kredytu. W szczególności nie mogą zmieniać świadczeń typowych dla umowy kredytu w takim stopniu, aby nie można już było przyjąć, że nadal odpowiadają one elementom essentialia negotii takiej umowy.

Prowadzi to do wniosku, że nieuprawnione jest twierdzenie – z powołaniem się na zasadę swobody umów, wyrażoną w art. 353 1 k.c. – że umowa kredytu denominowanego (indeksowanego) ma na tyle odmienny i wręcz szczególny charakter, że może istotnie modyfikować postanowienia decydujące o zachowaniu przez nią cech typowych dla umowy kredytu. Inaczej rzecz ujmując, nawet gdyby ex definitione nie wykluczyć możliwości dokonania w granicach swobody umów z art. 353 1 k.c. dalej idącej modyfikacji treści stosunku prawnego między stronami, to nie można byłoby już wówczas mówić o umowie kredytu, lecz co najwyżej o jakiejś odmiennej od niej umowie nienazwanej. Jednak niewątpliwie strony, w tym również pozwany, zgodnie uważają, że zawarta między nimi umowa mieściła się w ogólnej konstrukcji umowy kredytu, wobec czego jej oceny należy dokonywać z uwzględnieniem regulacji dotyczących tej umowy.

W tym ujęciu istotne jest, że jednym z kryteriów zasady swobody umów, wy-mienionych w art. 353 1 k.c., jest właściwość (natura) stosunku prawnego. Kryterium to może być rozumiane dwojako: szeroko jako ogólna zgodność z właściwością (naturą) stosunku prawnego, zwłaszcza o charakterze obligacyjnym lub wąsko jako zgodność z właściwością (naturą) konkretnego stosunku prawnego, czyli w analizowanym obecnie przypadku – umowy kredytu bankowego. Skoro zatem strony są ze sobą zgodne co do tego, że zawarta między nimi umowa kredytu denominowanego powinna mieścić się w ramach ogólnej konstrukcji umowy kredytu, to nawet w świetle art. 353 1 k.c. niewątpliwie nie może ona modyfikować takich elementów, które decydują o tym, że konkretna umowa może jeszcze zostać uznana za umowę kredytu.

W związku z tym wziąć trzeba pod uwagę, że z art. 69 ust. 1 pr. bank. wynika, że istotną cechą umowy kredytu jest to, że kredytobiorca powinien zwrócić bankowi z tytułu kapitału taką samą kwotę, którą bank mu udostępnił. Świadczenia stron powinny więc być jednakowe i równe, co odnosi się zwłaszcza do ich nominalnej tożsamości. Inaczej mówiąc, kapitał podlegający zwrotowi przez kredytobiorcę co do zasady nie powinien być ani wyższy, ani niższy od kapitału, który został mu udostępniony przez bank. Jednocześnie zauważyć wypada, że ze względu na powszechnie występujące zjawisko inflacji (zwłaszcza w okresie, w jakim były zawierane umowy tzw. kredytów frankowych), powodującej spadek realnej wartości siły nabywczej pieniądza, szczególnie przy kredytach długoterminowych udzielanych na kilkanaście lub nawet więcej lat, może dojść do spadku realnej wartości kapitału zwracanego – w przeciwieństwie do świadczenia banku udostępnianego kredytobiorcy jednorazowo lub w transzach od razu po zawarciu umowy lub w niezbyt odległym czasie od jej zawarcia – sukcesywnie (w ratach) przez cały okres kredytowania w wysokości nominalnej.

W tej sytuacji można rozważać, czy kredytobiorca rzeczywiście musi zwrócić bankowi taką samą kwotę w znaczeniu nominalnym (rozumianą jako taka sama liczba znaków pieniężnych), czy też dopuszczalny może być jej zwrot w znaczeniu realnym, inaczej ekonomicznym (taka sama wartość ekonomiczna, która niekonieczne musi odpowiadać takiej samej liczbie znaków pieniężnych). W tym zakresie zarówno istniejąca od wielu lat praktyka obrotu prawnego oraz poglądy funkcjonujące w doktrynie i orzecznictwie, jak i obowiązujące regulacje prawne (zwłaszcza od wejścia w życie ustawy z dnia 29 lipca 2011 r. o zmianie ustawy Prawo bankowe oraz niektórych innych ustaw – Dz. U. Nr 165, poz. 984, powoływanej dalej jako „ustawa antyspreadowa” ) , przemawiają za uznaniem dopuszczalności również tej drugiej mo-żliwości, czyli przyjęcia, że także w umowie kredytu możliwe jest zastosowanie waloryzacji, w tym za pomocą wartości (kursu) innej waluty niż waluta zobowiązania (tzw. klauzula walutowa).

W konstrukcji umowy kredytu nie mieści się natomiast taka interpretacja, na którą często powołują się banki, zgodnie z którą denominacja (a także indeksacja) ma całkowicie odrębny i specyficzny charakter, którego nie można mylić lub utożsamiać z waloryzacją umowną, przewidzianą w art. 358 1 § 2 k.c. Nie można bowiem uznać, że zastosowanie w umowie kredytu mechanizmu, wiążącego świadczenia stron z kursem wybranej waluty obcej, może służyć innemu celowi niż zachowanie zgodności (rozumianej jako równowartość ekonomiczna) między świadczeniem zwracanym bankowi przez kredytobiorcę a świadczeniem, które bank mu udostępnił. Wykluczyć zatem należy sytuację, w której kredytobiorca byłby zobowiązany do zwrotu na rzecz banku świadczenia, które ani nominalnie, ani choćby tylko realnie w ogóle nie odpowiadałoby wartości świadczenia, które sam od niego otrzymał.

Gdyby więc nawet przyjąć za dopuszczalne w ramach swobody umów (art. 353 1 k.c.) takie ukształtowanie treści stosunku prawnego, które polegałoby na tym, że uzależnienie wartości świadczeń stron od kursu waluty obcej w ogóle nie musi za-pewniać ich realnej zgodności (równowartości) ze świadczeniem drugiej strony, to taka umowa nie odpowiadałaby już istotnym cechom umowy kredytu. Inaczej mówiąc, gdyby uznać, że ryzyko walutowe, związane z uzależnieniem wartości świadczenia kredytobiorcy, sięga tak daleko, że może ono w ogóle nie odpowiadać wartości udostępnionej mu kwoty kredytu ani nominalnie, ani realnie, to byłoby to sprze-czne z art. 69 ust. 1 pr. bank. Nie można bowiem zgodzić się ze stanowiskiem, że wartość świadczenia kredytobiorcy w żadnym ujęciu nie musi odpowiadać wartości otrzymanego przez niego od banku świadczenia, lecz może zależeć od niedającego się przewidzieć, zwłaszcza w pespektywie wielu lat związania stron umową kredytu hipotecznego, czynnika w postaci kursu waluty obcej (najczęściej CHF), czyli że w gruncie rzeczy staje się ona całkowicie nieokreślona, nieprzewidywalna i wręcz przypadkowa (losowa).

W konsekwencji za granicę dopuszczalnej zmiany wysokości świadczenia kredytobiorcy uznać należy spadek siły nabywczej waluty kredytu (a zatem w Polsce co do zasady waluty polskiej). Z tego względu bardzo istotny jest dobór odpowiedniego miernika wartości świadczenia, stanowiącego miernik (kryterium) waloryzacji lub wprowadzenie odpowiednich mechanizmów, kształtujących wysokość świadczeń stron tak, aby zastosowanie waloryzacji mogło zostać uznane – przynajmniej w ogól-nej ocenie – za adekwatne do spadku realnej siły nabywczej waluty polskiej. Wziąć bowiem trzeba pod uwagę, że w przypadku takich umów kredytu jak w rozstrzyganej sprawie, kredytobiorcom niewątpliwie chodziło o uzyskanie kredytu w walucie polskiej, o którą wnioskowali we wniosku kredytowym w kwocie 170.000 zł, ponieważ była im potrzebna do zrealizowania celu, na który zaciągali kredyt i w której kwota kredytu została im faktycznie wypłacona i wreszcie w której ją spłacali, gdyż w tej walucie uzyskiwali swoje dochody.

Wprawdzie we wniosku kredytowym kwota kredytu została przeliczona także na walutę obcą, ale z powołanego wcześniej załącznika nr 44 wynika, że uważał ją tylko za równowartość kwoty wnioskowanej przez powodów w walucie polskiej oraz że sam wskazał on kwotę kredytu w walucie polskiej. Nie może więc budzić wątpliwości, że wskazana w umowie kwota w CHF nie była traktowana przez strony jako kwota kredytu, lecz de facto była determinowana wnioskowaną kwotą wyrażoną w PLN, a kwota w CHF była jedynie wynikiem jej przeliczenia według kursu określonego przez bank (i to na dzień przeliczenia, co wynika z różnicy między wysokością kwoty w CHF we wniosku kredytowym i w umowie, co dodatkowo również potwierdza, że nie była ona niezmienna i nie stanowiła przedmiotu świadczenia).

Za nadużycie uznać więc należy argumentację, że w przedmiotowej umowie powodowie świadomie akceptowali, że waluta obca będzie stanowiła walutę zobowiązania, a kwota kredytu jedynie zostanie im wypłacona w walucie polskiej i w tej walucie będzie mogła być przez nich spłacana. Taki pogląd zmierza w istocie do zrównania powyższego kredytu z kredytami walutowymi sensu stricto , tj. wyrażonymi i faktycznie udostępnionymi w walucie obcej, co w dalszej kolejności ma uzasadniać tezę, że wartość kapitału (kwoty) kredytu rzekomo w ogóle nie zmienia się wraz ze zmianami kursu waluty obcej, ponieważ cały czas jest wyrażona niezmiennie w tej walucie, wobec czego (zdaniem skarżącego) umowa może być wykonana nawet po wyeliminowaniu z niej – jako abuzywnych – postanowień dotyczących stosowania w niej kursów CHF ustalanych jednostronnie przez bank.

Konkludując, przedmiotowa umowa nie miała charakteru walutowego, lecz umową kredytu złotowego, która zawierała jednak postanowienia, dotyczące waloryzacji świadczeń stron lub inaczej po prostu były klauzulami przeliczeniowymi, służącymi do ustalenia wartości świadczeń stron: przy wypłacie z waluty obcej, w której kwota kredytu była wyrażona, ale w ogóle nie miała być w niej udostępniona (zob. art. 3.07.2 umowy) i w której, mimo treści art. 3.09.3 umowy, w rzeczywistości nie miała być także spłacana.

Daje to podstawy do uznania, że była to w istocie umowa kredytu denominowanego w CHF, której specyficzną cechą było istnienie mechanizmu przeliczeniowego, mającego na celu zachowanie realnej (ekonomicznej) równowartości świadczeń stron, czyli odpowiadającego konstrukcji waloryzacji umownej. Takie stanowisko jest spójne z poglądem, że kredyt denominowany nie ma charakteru walutowego. Skoro bowiem denominacja jest po prostu rodzajem waloryzacji, to nie może służyć do określenia przedmiotu świadczenia (waluty zobowiązania), lecz jedynie do ustalenia jego wartości. Zauważyć należy, że świadczenie pieniężne po waloryzacji nie zmienia swojego charakteru lub przedmiotu, a zatem co do zasady w dalszym ciągu jest spełniane w tej samej walucie, w jakiej zostało zawarte zobowiązanie. W związku tym waluta obca, która jest stosowana w mechanizmie denominacji, nie określa przedmiotu świadczenia, lecz jego wartość. Nie wykracza więc poza funkcję przeliczeniową (miernika wartości) i nie staje się walutą zobowiązania, czyli tą, w której świadczenie jest wyrażone i co do zasady podlega spełnieniu.

Inaczej mówiąc, zastosowanie waluty obcej jako miernika waloryzacji nie prowadzi do zmiany waluty świadczenia. W rzeczywistości świadczenie nadal jest określone w tej samej walucie, w jakiej zostało wyrażone w chwili powstania zobowiązania (zawarcia umowy), a waluta obca służy wyłącznie do ustalenia nowej (ujmowanej kwotowo) wysokości tego świadczenia w dotychczasowej walucie, tj. jego wysokości zwaloryzowanej, która ma zastąpić wysokość nominalną (tj. tę, którą świadczenie miałoby bez dokonania waloryzacji).

Także w przypadku zastosowania waluty obcej jako miernika waloryzacji nie dochodzi więc do zmiany waluty zobowiązania. W takim przypadku jedna waluta jest przez cały czas walutą zobowiązania, w której spełniane jest świadczenie, a druga (obca) waluta jest tylko narzędziem do ustalenia zwaloryzowanej wartości tego świadczenia. Jedynie w takim ujęciu można uznać, że w umowie kredytu denominowanego występują dwie waluty, ale tylko jedna z nich (waluta polska) jest walutą świadczenia, a druga (waluta obca) jest wyłącznie walutą przeliczeniową stosowaną w mechanizmie denominacji.

Z poglądu, że denominacja jest w istocie waloryzacją, polegającą na ustalaniu (przeliczaniu) wartości świadczeń stron przy pomocy kursu CHF, wynika jednocześnie wniosek, że w ogóle nie powinna ona mieć zastosowania do tego świadczenia, które jest spełniane od razu po powstaniu zobowiązania (zawarciu umowy kredytu) ewentualnie niezwłocznie po jego powstaniu, ponieważ może dotyczyć jedynie tego świadczenia, które jest spełniane dopiero po upływie pewnego okresu od tej chwili. Tylko w takiej sytuacji można bowiem mówić o spadku jego realnej wartości z uwagi na spadek siły nabywczej waluty, w której ma ono zostać spełnione, w związku z czym uzasadnione może być ustalenie jego wartości według wybranego miernika waloryzacji.

Odnosząc to do umowy kredytu, wziąć trzeba pod uwagę, że tylko jedno z wynikających z niej świadczeń, a mianowicie świadczenie kredytobiorcy, podlega spełnieniu dopiero po pewnym czasie od powstania zobowiązania, a w gruncie rzeczy jest sukcesywnie spełniane przez cały okres trwania umowy (niekiedy nawet przez kilkanaście lub kilkadziesiąt lat). Natomiast świadczenie banku, polegające na udostępnieniu kredytobiorcy kwoty kredytu, jest co do zasady spełniane jednorazowo (ewentualnie w transzach) bezpośrednio po zawarciu umowy lub w stosunkowo nieodległym czasie od tej chwili. W oczywisty sposób nie może więc ono stracić swojej realnej wartości, jaką posiada zgodnie z treścią zobowiązania.

Prowadzi to do wniosku, że niedopuszczalne, a co najmniej wątpliwe i wysoce kontrowersyjne, jest stosowane w umowach tzw. kredytów frankowych przeliczanie nie tylko świadczenia spełnianego przez kredytobiorcę na rzecz banku przez wiele lat spłaty kredytu, ale także świadczenia banku udostępnianego kredytobiorcy (jednorazowo lub w transzach) w zasadzie bezpośrednio po zawarciu umowy kredytu. Przeliczanie tego świadczenia mogłoby zostać ewentualnie zaakceptowane jedynie wtedy, gdyby miało służyć tylko do ustalenia jego równowartości w walucie obcej stanowiącej miernik waloryzacji. Jednak w takim ujęciu powinno ono dokładnie odpowiadać wartości tego świadczenia, które będzie podlegać zwrotowi dopiero po upływie pewnego okresu od powstania zobowiązania, czyli świadczenia kredytobiorcy. Inaczej mówiąc, powinno sprowadzać się to do ustalenia (przeliczenia) w walucie obcej równowartości kwoty udostępnionej kredytobiorcy w walucie polskiej.

Dodać należy, że w takim ujęciu w gruncie rzeczy nie miałoby istotnego znaczenia, jaki rodzaj kursu CHF (kurs średni NBP lub nawet kursy sprzedaży albo kupna ustalane przez bank) zostałby przyjęty do takiego przeliczenia, lecz decydujące byłoby, aby do przeliczenia wartości obu świadczeń (banku i kredytobiorcy) stosować jeden (dokładnie taki sam) kurs waluty obcej, ponieważ tylko w takim przypadku można byłoby mówić, że ich świadczenia są – zgodnie z istotą umowy kredytu – takie same, chociaż z uwagi na dokonanie waloryzacji nie musiałyby być sobie nominalnie równe w walucie polskiej.

W takim ujęciu nie ma miejsca na dwukrotną waloryzację świadczeń obu stron umowy kredytu denominowanego: raz świadczenia banku, a drugi raz świadczenia kredytobiorcy. Tym bardziej niezasadne jest stosowanie do ustalenia równowartości świadczenia banku kursu kupna (korzystniejszego dla tej strony), skoro nieprawdziwe i bezpodstawne są poglądy, według których bank rzekomo udostępnia kredytobiorcy kwotę kredytu w walucie obcej, a jedynie dla wygody kredytobiorcy wypłaca mu ją faktycznie w walucie polskiej. Za zgodne z istotą waloryzacji uznać natomiast należy, że ustalenie równowartości świadczenia kredytobiorcy w walucie obcej powinno nastąpić tylko raz, i to przy zastosowaniu takiego samego kursu (aczkolwiek wydaje się, że optymalny byłby kurs sprzedaży waluty obcej, skoro przeliczenie wartości świadczeń stron ma na celu ustalenie, jaką kwotę kredytobiorca ma spłacić wprawdzie w walucie polskiej, ale po jej przeliczeniu w oparciu o kurs waluty obcej w chwili spłaty poszczególnych rat tak, aby dokonana spłata odpowiadała – według przyjętego miernika waloryzacji – dokładnie takiej samej wartości, jaką świadczenie miało w chwili powstania zobowiązania). Przeliczenie wartości kwoty kredytu na walutę obcą, dokonane w chwili jej udostępnienia kredytobiorcy przez bank, powinno bowiem stanowić jedynie punkt odniesienia służący do ustalenia wartości poszczególnych rat w chwili ich spełnienia.

Pozwoliłoby to jednocześnie uniknąć wątpliwości, związanych z tym, że w przypadku podwójnej waloryzacji, dokonywanej przy tym za pomocą różnych kursów (kursu kupna do świadczenia banku i kursu sprzedaży do świadczenia kredytobiorcy), mogłoby dojść do tego, że nawet w przypadku hipotetycznego zwrócenia przez kredytobiorcę całej kwoty kredytu w tym samym dniu, w którym bank mu ją udostępnił, musiałby on – z uwagi na różne kursy, a także związany z tym spread walutowy – oddać bankowi w walucie polskiej, będącej walutą zobowiązania, znacz-nie wyższą (niekiedy nawet o kilka lub kilkanaście tysięcy złotych) kwotę, niż sam od niego otrzymał. Z tego punktu widzenia nie można odmówić racji poglądom, zgodnie z którymi dawało to bankowi dodatkowy i niczym nieuzasadniony dochód (przypominający prowizję), mimo że nie łączyło się z tym żadne świadczenie z jego strony na rzecz kredytobiorcy.

Z dotychczasowych rozważań wynika, że denominacja rozumiana jako sposób waloryzacji świadczeń stron nie daje podstaw do stosowania odmiennych kursów CHF do przeliczania wartości świadczeń obu stron, lecz powinna polegać na ustaleniu w walucie obcej wartości świadczenia udostępnionego przez bank kredytobiorcom w walucie polskiej (według ustalonego przez strony jednakowego kursu dla obu świadczeń), która to wartość powinna następnie służyć do ustalania, jaką kwotę w walucie polskiej, mającej stanowić równowartość ustalonej w walucie denominacji kwoty kredytu, kredytobiorcy powinni spłacić w poszczególnych terminach płatności. Już tylko naruszenie wymogu stosowania jednakowego kursu do przeliczania wartości świadczeń stron nasuwa wniosek o niedozwolonym charakterze postanowień umowy kredytu denominowanego, ponieważ może prowadzić do rozbieżności, i to na niekorzyść konsumenta jako słabszej strony umowy, między wartością świadczenia udostępnionego kredytobiorcom oraz podlegającego zwrotowi na rzecz banku.

Niemniej na tym nie kończą się zastrzeżenia do powyższych postanowień, ponieważ kolejnym problemem w przyjętej w przedmiotowym przypadku konstrukcji umowy kredytu denominowanego jest obciążenie kredytobiorcy nieograniczonym ryzykiem wzrostu ich świadczenia. Wbrew argumentacji banku, nie chodzi tutaj wyłącznie o konsekwencje wynikające ze wzrostu kursu CHF i o to, że konsumenci mogli i powinni byli zdawać sobie sprawę z możliwości wystąpienia takich skutków z uwagi na to, że wiedza o zmienności kursów walut obcych ma charakter powsze-chny i elementarny. Zasadnicze znaczenie ma bowiem brak adekwatnej zależności między wzrostem kursu CHF (lub ogólniej wahaniami kursów tej waluty) a zmianami siły nabywczej waluty polskiej, ponieważ właśnie to zjawisko jest główną przyczyną rozbieżności między wartością świadczenia udostępnionego kredytobiorcy a realną (po dokonaniu waloryzacji, czyli denominacji za pomocą kursów CHF) wartością świadczenia podlegającego zwrotowi na rzecz banku.

W tym kontekście bardzo istotne stają się dwie kwestie, które jednocześnie wpływają na ocenę abuzywności postanowień spornej umowy, Pierwsza z nich wiąże się obiektywnie z samym sposobem konkretnego ukształtowania mechanizmu denominacji, który godzi w interesy powodów jako konsumentów, a druga – z brakiem należytego i zrozumiałego wyjaśnienia im, że przyjęty w umowie sposób denominacji (a w istocie waloryzacji) świadczeń stron może okazać się dla nich niekorzystny, a w skrajnych przypadkach – wręcz rażąco niekorzystny.

Odnośnie do pierwszej kwestii wziąć trzeba pod uwagę, że niewątpliwie to pozwany jest autorem tekstu umowy zawartej między stronami. W tym zakresie na aprobatę zasługuje wniosek Sądu Okręgowego, że powodowie nie mieli istotnego wpływu na treść tej umowy, w szczególności na jej postanowienia dotyczące denominacji, które nie były z nimi indywidualnie uzgadniane, lecz mogli je tylko zaakce-ptować w zaproponowanym przez bank kształcie lub zrezygnować z zawarcia przygotowanej przez niego umowy. Pozwany wprawdzie kwestionuje taką ocenę, ale jego stanowisko nie zasługuje na akceptację. Nie budzi bowiem żadnych wątpliwości, że treść tych postanowień jest taka sama we wszystkich umowach kredytu zawartych przez pozwanego przy zastosowaniu przedmiotowego wzorca umownego. Absurdalne byłoby więc założenie, że ze wszystkimi swoimi kontrahentami ustalił on dokładnie taką samą treść tych postanowień w drodze indywidualnych uzgodnień.

W konsekwencji to wyłącznie pozwany odpowiada za takie ukształtowanie mechanizmu denominacji świadczeń stron za pomocą kursów CHF, które prowadzi do obciążenia powodów tak daleko idącymi skutkami ryzyka walutowego, wykraczającymi poza zakres utraty realnej równowartości świadczeń stron (w wyniku spa-dku siły nabywczej waluty polskiej), wskutek czego wartość ich świadczenia odrywa się od wartości świadczenia otrzymanego od banku i w gruncie rzeczy staje się nieprzewidywalna i przypadkowa, gdyż nie zależy od spadku siły nabywczej waluty polskiej, lecz od zmian kursów CHF, które z kolei niewątpliwie nie zależą od wartości waluty polskiej ani nie są z nią w jakikolwiek sposób powiązane.

Problem z denominacją (podobnie jak z indeksacją) w umowie kredytu nie polega na samym wprowadzeniu mechanizmu waloryzacji świadczeń stron (czyli przeliczania ich wartości za pomocą kursów CHF), lecz na doborze takiego miernika, który w istocie nie zapewnia rzetelnej waloryzacji, gdyż nie koreluje ze spadkiem wartości (siły nabywczej) waluty polskiej. Samo zastosowanie mechanizmu waloryzacji w umowie kredytu (w tym również za pomocą innej waluty obcej niż waluta polska będąca walutą świadczenia) co do zasady można więc uznać za dopuszczalne, jako stanowiące możliwą odmianę (wariant) takiej umowy, ale decydujące znaczenie ma to, że powinien on zostać tak ukształtowany, aby nie prowadził do oderwania, zwłaszcza zbyt znacznie na niekorzyść konsumentów, zwaloryzowanej wartości świadczenia, zwracanego przez nich na rzecz banku, od wartości świadczenia, które sami od niego wcześniej otrzymali.

W związku z tym w orzecznictwie trafnie zwraca się uwagę na brak jakiegokolwiek ograniczenia zakresu ryzyka walutowego spoczywającego na konsumentach lub brak sprawiedliwego rozłożenia tego ryzyka między stronami (w szczególności obciążenia nim, i to w większym stopniu, banku jako profesjonalisty oraz silniejszej strony umowy).

Zauważyć należy, że obiektywnie rzecz ujmując, postanowienia umowne, regulujące denominację, zostały tak skonstruowane przez pozwanego jako autora tekstu umowy, że nie prowadziły jedynie do zachowania realnej wartości świadczenia zwracanego mu przez powodów w całym okresie kredytowania (które stosownie do art. 69 pr. bank. co do zasady powinno odpowiadać wartości udostępnionej im kwoty kapitału), lecz wykraczały poza granice, jakie wynikały z denominacji jako odmiany waloryzacji, ponieważ ich świadczenie zależy w istocie od niedających się przewidzieć wahań kursu waluty obcej, zastosowanej w mechanizmie denominacji, a nie od spadku realnej wartości tego świadczenia (czyli od spadku siły nabywczej waluty polskiej). W konsekwencji powodowie de facto mogliby być zobowiązani do zwrotu na rzecz banku – w walucie polskiej, będącej walutą zobowiązania – kwoty nawet kilkukrotnie wyższej, niż sami od niego otrzymali, ponieważ przyjęty miernik denominacji (waloryzacji) nie zależał od spadku siły nabywczej waluty polskiej, a jednocześnie umowa nie zawierała żadnych postanowień, które ograniczałyby lub usuwały skutki wynikające z ryzyka walutowego wykraczającego (zwłaszcza nadmiernie) po-za spadek siły nabywczej waluty polskiej.

Wobec tego, w ocenie Sądu Apelacyjnego, uznać należy, że taki sposób sformułowania denominacji rażąco naruszał interes powodów jako konsumentów, ponieważ zdecydowanie nie zapewniał, że zwrócą bankowi dokładnie taką samą kwotę (choćby tylko w ujęciu zwaloryzowanym), którą od niego otrzymali.

Przeciwko takiemu poglądowi nie przemawia przekonująco argumentacja, że obciążające kredytobiorców (bez jakiegokolwiek merytorycznego czy formalnego ograniczenia) ryzyko walutowe było równoważone przez ich korzyści wynikające z zastosowania do kredytów denominowanych/indeksowanych znacznie niższego oprocentowania LIBOR zamiast WIBOR. Zauważyć wypada, że wzrost kursu CHF, jako waluty denominacji, nie powoduje jedynie wzrostu raty, ale także wzrost salda zadłużenia (oczywiście w walucie polskiej jako walucie zobowiązania, ponieważ nie ma podstaw do uznania, że kwotę kredytu stanowi rzekomo niezmienna suma wyrażona w CHF, skoro nie została ona udostępniona powodom, lecz stanowi jedynie wynik przeliczenia kwoty kredytu za pomocą waluty denominacji). Wziąć trzeba przy tym pod uwagę, że rata kredytu składa się z części kapitałowej i części odsetkowej, w związku z czym wzrost salda kredytu (wskutek wzrostu kursu waluty obcej) wpływa na zwiększenie wysokości płaconej przez kredytobiorcę w walucie polskiej raty nie tylko w części kapitałowej, ale i odsetkowej, ponieważ są one liczone wprawdzie według stawki LIBOR (korzystnej dla niego, co eksponuje bank), ale od de facto wyższej kwoty kapitału (w przeliczeniu na PLN).

W konsekwencji kwestia ogólnej (uwzględniającej elementy pozytywne i negatywne) korzystności tzw. kredytów frankowych dla kredytobiorców jest co najmniej kontrowersyjna. Nie można bezkrytycznie zaakceptować tezy, że wzrost kursu waluty denominacji jest kompensowany przez niższe oprocentowanie (niezależnie od tego, że stawki LIBOR bardzo zmalały, nawet poniżej zera) kredytu, ponieważ niższe oprocentowanie należy odnosić do wyższej kwoty kapitału (z uwagi na przeliczanie go według znacznie wyższego niż w chwili zawarcia umowy kursu CHF). Wobec tego aktualne pozostaje stanowisko, że mechanizm denominacji powinien zostać tak ukształtowany, aby w przypadku wzrostu, zwłaszcza bardzo znacznego, kursu waluty obcej, nie nastąpił wzrost świadczenia kredytobiorców w sposób całkowicie oderwany od spadku siły nabywczej waluty polskiej jako waluty zobowiązania.

Nie ma zatem podstaw do uznania, że obciążenie kredytobiorców ryzykiem walutowym bez jakiegokolwiek ograniczenia, w szczególności bez ograniczenia do spadku siły nabywczej waluty polskiej ewentualnie sprawiedliwego rozłożenia tego ryzyka między obie strony, z uwzględnieniem tego, że bank jest w tej relacji stroną silniejszą, nie narusza rażąco interesów konsumenta. Podkreślić przy tym trzeba, że chodzi już o samo ukształtowanie treści umowy, a nie o wynikające z tego faktyczne skutki, ponieważ zgodnie z powszechnie akceptowanym poglądem oceny, czy postanowienia umowne mają charakter niedozwolony, dokonuje się według stanu z chwili jej zawarcia a nie z późniejszej perspektywy, uwzględniającej skutki wynikające z tych postanowień dla konsumenta w toku jej wykonywania.

Nie można więc zgodzić się z poglądem, że przyczyną kwestionowania tych postanowień jest wyłącznie wzrost (niezależny od banku i niezawiniony przez niego) kursu CHF, a nie treść postanowień umownych, regulujących zasady denominacji świadczeń stron za pomocą kursu tej waluty, ponieważ taki pogląd nie uwzględnia tego, że niekorzystne dla konsumentów skutki wzrostu kursu CHF wynikają przede wszystkim z niekorzystnego dla nich ukształtowania zasad denominacji, które nie chronią ich przed nadmiernym wpływem tych skutków na wysokość ich świadczenia. Inaczej rzecz ujmując, wzrost (zwłaszcza bardzo znaczny, który nie był przewidywany i brany pod uwagę ani przez strony, ani w Rekomendacji S, która zakładała jego wzrost tylko w granicach 20 %) kursu CHF jedynie uwidocznił niedozwolony charakter spornych postanowień umownych, jaki miały one jednak już od chwili zawarcia umowy. Niekorzystne dla konsumentów skutki umowy tkwiły zatem w niej od samego początku, a wzrost kursu CHF spowodował tylko, że skutki te nabrały re-alnego wymiaru.

W tej sytuacji, w ocenie orzekającego składu Sądu Apelacyjnego, nie powinno wywoływać uzasadnionych wątpliwości, że już tylko z powyższych przyczyn zawarte w umowie kredytu postanowienia, regulujące zasady denominacji świadczeń stron, kształtowały prawa i obowiązki powodów w sposób rażąco dla nich niekorzystny. Warto w tym zakresie posłużyć się stosowanym w orzecznictwie poglądem, według którego rażące naruszenie interesów konsumenta ma miejsce wtedy, gdy następuje pogorszenie jego sytuacji prawnej w stosunku do tej, która istniałaby, gdyby do umowy nie zostały wprowadzone przez przedsiębiorcę niekorzystne dla niego postanowienia umowne.

Z takiego punktu widzenia wziąć trzeba pod uwagę, że gdyby do umowy nie wprowadzono postanowień o denominacji, to powodowie byliby zobowiązani do zwrotu nominalnej wartości świadczenia, która z upływem czasu stanowiłaby dla nich realnie coraz mniejsze obciążenie finansowe z uwagi na spadek siły nabywczej waluty polskiej, podczas gdy w kredycie denominowanym wartość ich świadczenia (tak pod względem wysokości salda kapitału w walucie polskiej, jak i wysokości rat) nie ulega zmniejszaniu, i to mimo wielu lat spłacania kredytu zgodnie z treścią umo-wy, lecz wprost przeciwnie wysokość ich zadłużenie jest nawet większa od kwoty udostępnionego im kredytu, podobnie następował także wzrost wysokości rat, oczywiście w przeliczeniu na walutę polską. Wprawdzie powodowie korzystali i nadal mogliby korzystać z niższego oprocentowania LIBOR zamiast WIBOR, ale nie można uznać, że stanowi to dla nich istotną korzyść, skoro wysokość ich raty z uwagi na wzrost kursu CHF wcale nie jest niższa niż, gdyby zawarli umowę kredytu bez klauzuli denominacyjnej.

Powyższe uwagi odnosiły się zasadniczo do przesłanki w postaci rażącego naruszenia interesów powodów jako konsumentów. Jednocześnie dostrzec należy, że sposób ukształtowania ich praw i obowiązków – w następstwie przyjętego w umo-wie mechanizmu denominacji – wcale nie był tak prosty i jednoznaczny, jak próbuje przekonywać skarżący. Jego skutki nie ograniczają się bowiem do uzależnienia wysokości ich świadczenia (rat kapitałowo – odsetkowych) od zmiennego kursu CHF, lecz obejmują przede wszystkim nieograniczone w jakikolwiek sposób obciążenie nich skutkami wzrostu tego kursu w stopniu odrywającym całkowicie wartość ich świadczenia od wartości świadczenia, które otrzymali od banku. Nie można więc mówić, że chodziło jedynie o świadomość zmienności kursów walut obcych, która ma charakter oczywisty i powszechny dla każdego konsumenta bez konieczności posiadania jakichkolwiek dodatkowych wiadomości.

Problem sprowadza się bowiem do tego, że koniecznie było wyraźne i jednoznaczne uświadomienie powodom, że godząc się na zawarcie umowy kredytu denominowanego o treści przygotowanej przez pozwanego w rzeczywistości akceptują zawarcie umowy kredytu, która bardzo mocno różniła się od typowej umowy kredytu, ponieważ ich świadczenie mogło nie tylko nominalnie, ale i realnie znacznie różnić się od kwoty, która zostanie im udostępniona. Nie było więc wystarczające je-dynie bardzo ogólnikowe poinformowanie ich o ryzyku walutowym wiążącym się z taką umową i uzyskanie od nich oświadczenia o świadomości takiego ryzyka oraz akceptacji tego, że ponoszą jego skutki, lecz należało im dokładnie i rzetelnie wyjaśnić, na czym polega taki kredyt i że może on okazać się dla nich nawet bardzo niekorzystny, jeśli dojdzie do znacznego wzrostu kursu CHF w porównaniu do stanu z chwili zawarcia umowy.

W tym kontekście zauważyć należy, że nawet aktualnie pozwany nie jest w stanie (ewentualnie nie chce) dostrzec wszystkich skutków wynikających z zawarcia umowy kredytu denominowanego. W dalszym ciągu eksponuje bowiem przede wszystkim korzyści, mające płynąć dla kredytobiorców ze znacznie niższego oprocentowania tzw. kredytów frankowych według stawek LIBOR, pomijając, że takie korzyści wchodziły w rachubę wyłącznie przy założeniu jedynie nieznacznego wzrostu kursu CHF jako waluty denominacji (akceptując nawet jego stanowisko, że w perspektywie okresu, na jaki zawarto umowę, nie można logicznie mówić, że można było zakładać niezmienność tego kursu w całym okresie kredytowania). Z argumentacji pozwanego wynika, że w zasadzie dostrzega on tylko korzyści, mające rzekomo wynikać dla kredytobiorców z umowy kredytu denominowanego, mimo że wiązały się z nim również bardzo poważne zagrożenia dla nich.

W takiej sytuacji trudno jest uznać, że w chwili jej zawarcia rzeczywiście i rzetelnie poinformował powodów zarówno o korzyściach, jakie mogą uzyskać z tej umowy, jak i o wiążących się z nią ryzykach oraz o skali i prawdopodobieństwie ich wystąpienia w całym okresie kredytowania. Bardziej przekonujący jest wniosek, że – tak jak czyni obecnie – eksponował przede wszystkim korzystne aspekty tej umowy, pomijając lub co najmniej umniejszając znaczenie jej negatywów. Dotyczy to w szczególności kwestii, na ile można było wówczas realnie zakładać, że korzyści płynące z niższego oprocentowania kredytu denominowanego mogą zrównoważyć lub przynajmniej złagodzić ryzyko związane z wahaniami kursów CHF, które obciążały w sposób nieograniczony jedynie konsumenta.

Odmiennego wniosku nie może uzasadniać treść oświadczenia (tj. informacji o ryzykach związanych z przedmiotową umową). Przede wszystkim zauważyć trzeba, że podpisanie tego dokumentu niewątpliwie było konieczne do zawarcia umowy. Nie ma jednak pewności, czy był on rzeczywiście rzetelnie i wszechstronnie omówiony z powodami. Jego treść, nota bene opracowana przez pozwanego, była natomiast bezsprzecznie stosunkowo zawiła, ponieważ dotyczyła wielu złożonych i ocen-nych zagadnień faktycznych i prawnych, których zrozumienie mogło nastręczać trudności dla przeciętnego konsumenta. Samo podpisanie tego dokumentu zabezpieczało więc jedynie interes pozwanego, mając chronić go przed ewentualnymi zarzutami ze strony powodów, ale nie jest to równoznaczne z możliwością uznania, że bank rzeczywiście wyjaśnił powodom specyficzne problemy, jakie mogą wiązać się z taką umową.

W ślad za tym pojawia się więc pytanie, czy w ogóle można uznać za uczciwe ze strony banku i lojalne wobec kontrahenta, będącego konsumentem, zaproponowanie zawarcia umowy, która wprawdzie prima facie mogła wydawać się dla niego bardzo korzystna, ale obiektywnie łączyła się z ryzykiem, które mogło wywołać dla niego bardzo niekorzystne skutki, których nie przyjąłby, gdyby został o nich rzetelnie uprzedzony. Generalnie można zresztą zauważyć, że pozwany – przez wybiórczy dobór informacji o kredycie oraz sposób zaprezentowania jego zalet (niższe oprocentowanie i w konsekwencji niższa rata) oraz wad (nieograniczone i bardzo poważne ryzyko walutowe) – niewątpliwie mógł wpłynąć na decyzję powodów o zawarciu z nim umowy kredytu denominowanego zamiast innej umowy wprawdzie z wyższym oprocentowaniem i ratą, ale pozbawionej elementu ryzyka walutowego. Takie zachowanie banku podlega zaś negatywnej ocenie pod kątem zgodności z dobrymi obyczajami.

Powyższe rozważania odpowiadają przyjętemu w orzecznictwie sposobowi rozumienia przesłanki sprzeczności ukształtowania praw i obowiązków konsumenta z dobrymi obyczajami. Wskazuje się bowiem, że zachowanie przedsiębiorcy narusza dobre obyczaje wtedy, gdy traktując konsumenta w sposób sprawiedliwy, słuszny i uwzględniający jego prawnie uzasadnione roszczenia, nie mógłby racjonalnie spodziewać, że przyjąłby on takie postanowienie w drodze indywidualnych negocjacji. Z tego punktu widzenia nie można uznać za zgodne z dobrymi obyczajami przedstawianie konsumentowi umowy w sposób eksponujący przede wszystkim wynikające z niej dla niego korzyści (niższe oprocentowanie) przy jednoczesnym pomijaniu lub bagatelizowaniu niekorzystnych dla niego skutków, które mogą wynikać z zawartych w umowie postanowień umownych, obciążających jedynie niego nieograniczonym w jakikolwiek sposób ryzykiem walutowym.

Przeciwko takiej ocenie nie może przemawiać argument, że rozsądny i doświadczony konsument powinien (niekiedy mówi się, że wręcz „doskonale”) zdawać sobie sprawę ze zmienności kursów walut obcych i wiążącego się z tym ryzyka wzrostu (nawet bardzo znacznego) salda kapitału i wysokości rat kapitałowo – odsetkowych. Nie może to bowiem usprawiedliwiać wprowadzania przez przedsiębiorcę do umowy postanowień, które obiektywnie rażąco godzą w interes konsumenta. Wziąć trzeba pod uwagę, że udzielenie konsumentowi ochrony przez niedozwolonymi postanowieniami umownymi nie jest uzależnione od jakichkolwiek okoliczności subiektywnych po jego stronie. Nie ma więc ono charakteru względnego determinowanego in concreto przez zachowanie, wiedzę, wykształcenie, doświadczenie itp. konsumenta.

Nie do zaakceptowania byłoby więc uzależnianie tej ochrony od tego, czy konsument mógł lub powinien był zdawać sobie sprawę, że przedsiębiorca proponuje mu w umowie postanowienia o charakterze niedozwolonym. W przeciwnym razie należałoby uznać, że jeżeli przedsiębiorcy uda się wprowadzić do umowy postanowienia niedozwolone, których rozważny i doświadczony konsument nie dostrzegł i nie sprzeciwił się im, to taki konsument nie może już powoływać się na ich abuzywność.

Decydujące znaczenie ma więc obiektywnie rażąco niekorzystny dla powodów charakter postanowień o denominacji oraz okoliczności zawarcia umowy, które pozwalają uznać, że nie zostali należycie uprzedzeni o wszystkich skutkach, mogących wynikać z takich postanowień, w związku z czym zawarli umowę z pozwanym bankiem, działając w zaufaniu do niego, na podstawie którego była przekonani, że proponując im korzystniejsze warunki oprocentowania, a tym samym niższą ratę, która to okoliczność niewątpliwie istotnie wpłynęła na ich decyzję o zawarciu takiej umowy, nie umieścił jednocześnie w umowie postanowień, które mogłyby rażąco naruszać ich interesy. Bank, wykorzystując zaufanie powodów, która potrzebowali dla siebie jak najkorzystniejszego kredytu, zaproponował im zatem zawarcie umowy, która prima facie wydawała się dla nich korzystna i bezpieczna, ale w rzeczywistości – z uwagi na obciążenie ich ryzykiem walutowym, które mogło istotnie przeważyć skutki umowy na ich niekorzyść – nie miała takiego charakteru.

Dodać wypada, że nie jest przekonujący argument, że także bank nie mógł przewidzieć wystąpienia takiego wzrostu kursu CHF, który doprowadził do bardzo niekorzystnych następstw dla powodów. Skoro bowiem sam bank uważa, że taka okoliczność była niemożliwa do przewidzenia nawet dla niego jako profesjonalisty (w szczególności w dziedzinie kredytów), to nie można uznać, że powinni ją byli przewidzieć powodowie, będący konsumentami (nieprofesjonalistami) i uwzględnić ją w swoich kalkulacjach co do zawarcia umowy kredytu denominowanego w CHF lub zrezygnowania z takiej umowy. Taki argument nie może więc przemawiać na ich niekorzyść i stanowić podstawy odmówienia im ochrony przed wprowadzonymi przez pozwanego do umowy kredytu postanowieniami niedozwolonymi.

W tej sytuacji nie zasługiwały na uwzględnienie zarzuty apelacyjne, które sprowadzały się do próby wykazania, że jedyne zastrzeżenia pod kątem abuzywności można mieć co najwyżej do postanowień umownych dotyczących stosowania do przeliczania świadczeń stron (w mechanizmie denominacji) kursów CHF, które były ustalane jednostronnie przez pozwanego w swojej tabeli kursowej oraz do braku określenia w umowie zasad ustalania tych kursów. Takie podejście pozwanego było bardzo dogodne dla niego, ponieważ odwracało uwagę od pozostałych problemów, wiążących się z ukształtowaniem treści przedmiotowej umowy, a mianowicie dokonywaniem niekorzystnego dla powodów przeliczania wartości świadczeń obu stron na podstawie odmiennych kursów CHF oraz obciążenia wyłącznie nich nieograniczonym ryzykiem walutowym. Tymczasem rażące naruszenie równowagi kontraktowej stron na niekorzyść powodów nie ograniczało się do kwestii stosowania przez bank własnych kursów CHF, lecz obejmowało, i to przede wszystkim, dwa wspomniane wyżej elementy.

W związku z tym odnośnie do samych zarzutów, dotyczących zasad ustalania kursów CHF, wskazać należy, że problem ten w istocie nie polega na tym, czy stosowane przez bank zasady ustalania tych kursów były obiektywne (rynkowe) i czy bank mógł je dowolnie ustalać, lecz na tym, że w umowie nie zostały określone zasady, na podstawie których bank je ustalał. Nie może zaś budzić wątpliwości, że takie zasady istniały, skoro bank odwołuje się do nich w toku niniejszego procesu, wywodząc, że z uwagi na wiążące go regulacje prawne oraz mechanizmy ekonomiczne nie mógł ich ustalać dowolnie, lecz musiały one mieć charakter rynkowy, który obiektywnie nie godził w prawa powodów. Jeśli więc takie zasady istniały, to należało wprowadzić je do treści umowy po to, aby z jednej strony stały się one wiążące dla obu stron (w tym dla banku), a z drugiej strony po to, aby także powodowie znali te zasady i stosownie do swojej woli mogli dokonać kontroli, czy pozwany stosuje się do nich przy ustalaniu kursów CHF, według których przeliczane są świadczenia stron (przy wypłacie kredytu i przy jego spłatach). Tym samym nie jest istotne to, w jaki sposób bank faktycznie ustalał te kursy, lecz to, że nie określił zasad ich ustalania w treści umowy kredytu, która została zawarta na podstawie przygotowanego przez niego projektu (wzorca umownego), wskutek czego pozostały one poza sferą kontraktu między stronami.

Odmiennego stanowiska nie może uzasadniać treść art. 111 ust. 1 pkt 4 pr. bank., stanowiącego normatywną podstawę do publikowania przez banki tabel kursowych, w których ogłaszają stosowane przez siebie kursy sprzedaży i kupna walut obcych. Wziąć bowiem trzeba pod uwagę, że w tzw. kredytach frankowych (czy to w wersji indeksacji, czy w wersji denominacji) w ogóle nie dochodziło do sprzedaży lub kupna walut obcych, lecz jedynie do rachunkowego przeliczania wartości świadczeń z waluty polskiej na walutę obcą (przy wypłacie kredytu) i z waluty obcej na walutę polską (przy jego spłacie). Zauważyć ponadto należy, że sytuacja kredytobiorcy jest zasadniczo odmienna od sytuacji innych kontrahentów banku, którzy chcą od niego nabyć lub sprzedać mu walutę obcą. W ich przypadku kurs wymiany znają już oni przed podjęciem decyzji o dokonaniu transakcji z bankiem, więc mogą ocenić, czy chcą ją zawrzeć po danym kursie, czy z niej rezygnują. Natomiast kredytobiorcy w chwili podejmowania decyzji o zawarciu umowy kredytu nie znają jeszcze kursu waluty obcej, po jakim kwota kredytu zostanie przeliczona, a tym bardziej nie wiedzą, po jakim kursie będą przeliczane ich raty w całym wieloletnim okresie spłaty. Właśnie z tej przyczyny zasadnicze znaczenie dla nich ma nie tyle znajomość konkretnej tabeli kursowej z danego dnia, co wiedza o zasadach, według jakich w ich kontrakcie bank będzie ustalał te kursy w przyszłości.

W konsekwencji chybione są wszystkie zarzuty apelacyjne, w których pozwany podnosi, że w świetle wskazanych przez niego przepisów prawa materialnego nie mógł dowolnie ustalać kursów CHF, w związku z czym nie było – jego zdaniem – podstaw do stwierdzenia abuzywności postanowień umownych odsyłających do stosowania ustalanych przez niego kursów tej waluty. Nie zasługiwały na uwzględnienie także wszystkie zarzuty naruszenia prawa materialnego, na podstawie których pozwany twierdził, że przedmiotowy kredyt w ogóle nie był kredytem denominowanym w walucie obcej, lecz udzielonym bezpośrednio w tej walucie (dewizowym/ walutowym) i że tym samym może i powinien być on – po wyeliminowaniu z umowy ewentualnych postanowień niedozwolonych – wykonywany jako kredyt walutowy, podlegający spłacie w CHF.

Wobec braku podstaw do podważenia dokonanej przez Sąd pierwszej instancji oceny postanowień umowy jako mających charakter niedozwolony w rozumieniu art. 385 1 k.c. nie ma też podstaw do zakwestionowania, że po ich wyeliminowaniu umowy w rezultacie stała się ona nieważna w całości. Ponieważ odmienne stanowisko pozwanego w tej kwestii opierało się na nietrafnym założeniu, że niedozwolony charakter mogły mieć co najwyżej postanowienia umowne, dotyczące stosowania w mechanizmie denominacji ustalanych przez niego jednostronnie kursów CHF, stwierdzić należy, że nie zdołał on skutecznie podważyć wniosku o nieważności całej umowy kredytu z uwagi na wyeliminowanie nie tylko powyższych postanowień, ale przede wszystkim ze względu na uznanie za niedozwolone postanowień o denominacji w kształcie opracowanym przez pozwanego. Kwestie te były już wyżej analizowane, więc obecnie zbędne jest ich ponowne przedstawianie, lecz wystarczy wskazać, że Sąd Apelacyjny w pełni podziela powyższą ocenę Sądu pierwszej instancji oraz wynikające z niej uznanie roszczenia powodów o zwrot spełnionych na podstawie tej umowy świadczeń jako nienależnych za uzasadnione.

W okolicznościach rozstrzyganej sprawy dodać należy, że pozwany błędnie interpretuje znaczenie pouczeń i wyjaśnień, które Sąd orzekający powinien przekazać konsumentom, którzy domagają się stwierdzenia nieważności umowy kredytu z powodu znajdujących się w niej postanowień o denominacji (lub indeksacji). Ich przekazanie nie stanowi bowiem przesłanki, od której zależy możliwość ustalenia nieważności takiej umowy, gdyż następuje ona z uwagi na samo stwierdzenie niedozwolonego charakteru jej postanowień umownych (oczywiście o ile bez nich nie jest możliwe jej wykonanie zgodnie z jej treścią i celem) i w tym zakresie nie jest wymagane żadne dodatkowe żądanie lub oświadczenie konsumenta. Jego oświadczenie może mieć natomiast znaczenie dla ewentualnego zaakceptowania przez niego niedozwolonych postanowień umownych i spowodowania, że staną się one dla niego definitywnie wiążące. Właśnie w takim kontekście odpowiednie pouczenia i wyjaśnienia ze strony Sądu orzekającego mają zapobiec nierozważnemu podjęciu przez konsumenta decyzji o powołaniu się lub niepowołaniu na klauzule abuzywne, jeśli obiektywnie byłoby to dla niego niekorzystne. W istocie mają więc one zapewnienie konsumentowi pełnej i skutecznej ochrony prawnej. W konsekwencji nie mogą być wykorzystywane przez banki na swoją korzyść jako rzekoma przesłanka determinująca możliwość stwierdzenia nieważności umowy, w której umieściły one niedozwolone postanowienia.

W związku z tym chybiony był zarzut naruszenia art. 481 § 1 k.c. Wbrew pozwanemu, powyższe pouczenie nie ma bowiem wpływu na chwilę powstania roszczenia konsumenta o zwrot nienależnego świadczenia lub na datę jego wymagalności, gdyż ma na celu zapewnienie konsumentowi optymalnej ochrony w przypadku stwierdzenia niedozwolonego charakteru konkretnego postanowienia umownego tak, aby świadomie i rozważnie podjął decyzję, czy chce z niej skorzystać, gdyby okazało się może to mieć dla niego negatywne skutki. Nie można jednak od tego pouczenia uzależniać możliwości skorzystania przez niego z tej ochrony. W konsekwencji w ra-zie zasadnego powołania się przez konsumenta na abuzywność postanowień umownych, jego roszczenie staje się wymagalne niezwłocznie po ujawnieniu wobec przedsiębiorcy, że kwestionuje je z uwagi na ich abuzywność (np. w wezwaniu do zapłaty).

Dodać należy, że odmiennej oceny przedmiotowej umowy nie mogą uzasadniać argumenty odwołujące się do skutków wejścia w życie tzw. ustawy antyspreadowej, objęte zarzutem naruszenia art. 385 1 § 1 i 2 k.c. w zw. z art. 4 tej ustawy i art. 385 2 k.c. Przede wszystkim nie można przyjąć, że ustawa ta miała na celu potwierdzenie ważności umów kredytu indeksowanego lub denominowanego tak zawartych przed jej wejściem w życie, jak i w późniejszym okresie. Z jej przepisów nie wynika bowiem, aby ustawodawca zajął w tej kwestii jakiekolwiek stanowisko. W gruncie rzeczy przyjął on jedynie zawieranie takich umów za istniejący obiektywnie fakt, w związku z czym ograniczył się tylko do uregulowania niektórych zagadnień, które w tamtym okresie wywoływały kontrowersje prawne i niezadowolenie kredytobiorców.

Wziąć trzeba pod uwagę, że wówczas, mimo światowego kryzysu finansowego, który rozpoczął się w 2008 r., nie ujawniły się jeszcze w pełni wszystkie negatywne dla konsumentów konsekwencje sposobu ukształtowania mechanizmu indeksacji (denominacji), czyli w zasadzie waloryzacji, wprowadzonego przez banki do powyższych umów. W szczególności początkowo nie zdawano sobie sprawy nie tylko z wadliwości przyznania bankom uprawnienia do jednostronnego i dowolnego ustalania kursów walut stosowanych do przeliczania wartości świadczeń stron (czyli z obciążenia konsumentów ryzykiem kursowym), lecz także ze skutków obciążenia jedynie konsumentów nieograniczonymi następstwami wzrostu kursu waluty indeksacji (denominacji), czyli ryzykiem walutowym.

W tamtej sytuacji mogło więc wydawać, że wystarczające będzie pozbawienie banków możliwości samodzielnego i jednostronnego ustalania kursów waluty obcej stosowanej do indeksacji (denominacji) kredytów. Podkreślić przy tym należy, że skutek taki nie następował ex lege , ponieważ ustawodawca nie określił w ustawie antyspreadowej zasad ustalania kursów waluty obcej, lecz cel tej ustawy chciał osiągnąć przez nowelizację art. 69 pr. bank., polegającą na wprowadzeniu obowiązku określania w treści umów kredytu indeksowanego (denominowanego) zasad ustalania tych kursów przez banki w oparciu o precyzyjne i obiektywne przesłanki/kry-teria. Dotyczyło to umów, które miały być zawarte po wejściu ustawy antyspreadowej w życie, czyli z dniem 26 sierpnia 2011 r. Natomiast w odniesieniu do umów kredytu indeksowanego (denominowanego), zawartych przed tą datą, zgodnie z art. 4 ustawy antyspreadowej nałożono na banki obowiązek bezpłatnej zmiany umów kredytu, ale tylko w części niespłaconej, w celu ich dostosowania do znowelizowanej treści art. 69 ust. 2 pkt 4a i art. 75b pr. bank. Oznacza to, że wymagało to zawarcia aneksu, zmieniającego umowę lub co najmniej zmiany regulaminu, jeśli było to wystarczające do dostosowania treści umowy do brzmienia znowelizowanych przepisów Prawa bankowego.

Przepisy ustawy antyspreadowej nie dają więc podstaw do uznania, że ustawodawca automatycznie uznał za zgodne z prawem (jak to niekiedy mylnie określa się w sporach frankowych „konwalidował”) zawarte wcześniej umowy kredytu indeksowanego (denominowanego), w szczególności, że wyłączył możliwość badania zgodności ich treści z przepisami o niedozwolonych postanowieniach umownych. Wniosek taki nie wynika z jakiegokolwiek przepisu tej ustawy. W konsekwencji także po jej wejściu w życie nie jest wyłączone badanie zawartych wcześniej umów kredytu indeksowanego (denominowanego) pod kątem ich zgodności z prawem lub abuzywności.

Zauważyć przy tym można, że sama formalna zgodność umowy z ustawą (czyli dopuszczalność zawarcia umowy kredytu indeksowanego lub denominowanego) nie przesądza o niedopuszczalności jej badania pod kątem abuzywności. Wprost przeciwnie, dopiero otwiera to możliwość oceny, czy w konkretnym przypadku treść dopuszczalnej przez prawo umowa nie została ukształtowana w sposób abuzywny. Odmienne stanowisko prowadziłoby do absurdalnego wręcz poglądu, że jeśli dana umowa jest przewidziana w prawie cywilnym, to w ogóle nie podlega już powyższej ocenie. Tymczasem przepisy o niedozwolonych postanowieniach umownych mają na celu ocenę, czy treść takiej umowy nie narusza praw konsumentów w sposób podlegający ochronie na podstawie art. 385 1 k.c. (na poziomie krajowym) i dyrektywy 93/13/EWG (na poziomie unijnym). W związku z tym nie ma znaczenia, że umowy kredytu indeksowanego lub denominowanego zostały wyraźnie wymienione w przepisach ustawy antyspreadowej, ponieważ nie oznacza to, że niejako ex definitione nie mogą one zawierać niedozwolonych postanowień umownych.

Bezpodstawny był także zarzut naruszenia art. 189 k.p.c. Nie negując, że zgodnie z tym przepisem co do zasady można domagać się ustalenia istnienia lub nieistnienia stosunku prawnego lub prawa, nie można zgodzić się z pozwanym, że powodowie błędnie sformułowali swoje żądanie. Z pozwu nie wynika bowiem, aby domagali się oni unieważnienia przedmiotowej umowy, lecz wnosili o ustalenie jej nieważności (k. 4 – 5). Także Sąd pierwszej instancji orzekł o ustaleniu jej nieważności (k. 494). Można wprawdzie dostrzec, że optymalne byłoby posłużenie się sformułowaniem, z którego wynikałoby, że chodzi o ustalenie nieistnienie między stronami stosunku prawnego wynikającego z powyższej umowy, ale zbyt daleko idąca jest argumentacja, że już tylko z uwagi na sposób sformułowania żądania zaskarżone rozstrzygnięcie powinno podlegać zmianie na niekorzyść powodów. Byłby to nadmierny formalizm, o który z pewnością nie chodziło w powołanym przez skarżącego orzeczeniu Sądu Najwyższego. Miało ono na celu raczej zwrócenie uwagi na prawidłowy sposób formułowania żądania i rozstrzygnięcia, opartych na treści art. 189 k.p.c., ale nie przesądzało o tym, że już tylko z uwagi na inny sposób sformułowania żądania należy je oddalić bez względu na merytoryczne przesłanki, leżące u jego podstawy.

Nie można także uznać, że powodowie nie mają interesu prawnego w jednoczesnym dochodzeniu w tej sprawie roszczenia o ustalenie nieważności umowy oraz zwrotu nienależnych świadczeń, które dotychczas spełnili na jej podstawie. Nie zasługuje na akceptację pogląd, że uwzględnienie roszczenia o zwrot nienależnego świadczenia, opartego przesłankowo na stwierdzeniu nieważności umowy kredytu w następstwie wyeliminowania z niej postanowień o charakterze niedozwolonym, wywołuje skutki tożsame z ustaleniem jej nieważności, wskutek czego odpada przesłanka istnienia po stronie powodów interesu prawnego w ustaleniu jej nieważności. Taki pogląd nie uwzględnia tego, że zgodnie z art. 365 § 1 k.p.c. moc wiążącą ma jedynie rozstrzygnięcie sądu zawarte w orzeczeniu (sentencji), a nie w jego uzasadnieniu. W związku z tym – abstrahując od kwestii, że niekiedy uzasadnienie może mieć pewne znaczenie dla ustalenia treści rozstrzygnięcia – nie może być wątpliwości, że ustalenie nieważności umowy kredytu na potrzeby rozstrzygnięcia o roszczeniu o zapłatę stanowi jedynie przesłankę faktyczną tego orzeczenia i nie wywołuje identycznego skutku jak ustalenie jej nieważności w treści wyroku. W konsekwencji chybiony jest pogląd, że uwzględnienie roszczenia o zapłatę skutkuje brakiem interesu prawnego w odrębnym ustaleniu nieważności umowy bezpośrednio w treści orzeczenia.

Niezasadne były także zarzuty naruszenia art. 203 1 § 1 – 3 k.p.c. w zw. z art. 91 k.p.c. oraz art. 496 k.c., art. 497 k.c. i art. 498 k.c. w związku z nieuwzględnieniem zgłoszonych przez pozwanego zarzutów potrącenia i zatrzymania.

Jeśli chodzi o zarzut potrącenia wzajemnych roszczeń stron z tytułu zwrotu nienależnych świadczeń spełnionych na podstawie spornej umowy przede wszystkim wskazać należy, że w tym zakresie decydującego znaczenia nie miały zagadnienia, związane z przepisami art. 91 k.p.c. i art. 203 1 k.p.c., lecz to, że pozwany, podnosząc w odpowiedzi na pozew taki zarzut, w istocie w ogóle nie złożył materialnoprawnego oświadczenia o potrąceniu. Abstrahując od kwestii, czy takie oświadczenie mógł złożyć jego pełnomocnik procesowy, wziąć trzeba pod uwagę, że nie można uznać, że z dopuszczalności podniesienia na podstawie art. 203 1 k.p.c. procesowego zarzutu potrącenia wynika, że w ogóle nie musi towarzyszyć mu złożenie materialnoprawnego oświadczenia woli o potrąceniu. Przepis ten nie ma bowiem charakteru szczególnego w stosunku do art. 498 k.c., a zatem nie modyfikuje materialnoprawnych zasad składania oświadczenia woli o potrąceniu.

Oznacza to, że zgodnie z tym przepisem możliwe jest albo podniesienie zarzutu potrącenia wyłącznie w znaczeniu procesowym, tj. odwołującego się do złożonego już poza procesem materialnoprawnego oświadczenia woli o potrąceniu, albo zarzutu o charakterze mieszanym, tj. połączonego z jednoczesnym złożeniem materialnoprawnego oświadczenia woli o potrąceniu. Wykluczyć jednak należy możliwość powołania się w tym zarzucie na potrącenie, które w ogóle nie zostało skutecznie złożone drugiemu wierzycielowi stosownie do art. 498 k.c. Z tego punktu widzenia samo podniesienie procesowego zarzutu potrącenia bez jednoczesnego nadania mu skutków materialnoprawnego oświadczenia woli o potrąceniu nie znajduje samodzielnej podstawy prawnej w art. 203 1 k.p.c.

nie wykazał, aby jego wierzytelność była już wtedy wymagalna, w szczególności, że wezwał powodów do zwrotu przysługującego mu nienależnego świadczenia (choćby tylko ewentualnie na wypadek stwierdzenia, wbrew jego stanowisku, że przedmiotowa umowa jest nieważna, wskutek czego spełnione na jej podstawie świadczenia obu stron podlegają zwrotowi jako nienależne).

W związku z tym jedynie dodatkowo wskazać można, że nie zasługiwał na uwzględnienie pogląd pozwanego, że stosownie do art. 91 k.p.c. powyższe oświadczenie mogło zostać złożone bezpośrednio jedynie pełnomocnikowi procesowemu powodów (jeśli chodzi o pełnomocnika pozwanego nie budzi wątpliwości, że jego pełnomocnictwo obejmowało umocowanie do złożenia tego oświadczenia zob. k. 70 – 71). Zdaniem orzekającego składu Sądu Apelacyjnego, pogląd o możliwości przyjęcia domniemania umocowania pełnomocnika procesowego do dokonywania także czynności materialnoprawnych może być zaakceptowany co najwyżej w przypadku składania przez niego takich oświadczeń w imieniu swojego mocodawcy (czyli może odnosić się tylko do reprezentacji czynnej), ale należy go odrzucić w zakresie umocowania do przyjmowania oświadczeń woli (czyli do reprezentacji biernej), ponieważ art. 91 k.p.c. nie daje podstaw do uznania, że można przypisywać mocodawcy wolę udzielenia swojemu pełnomocnikowi procesowemu umocowania o szerszym zakresie, niż wynika wprost z tego przepisu. Nie można ponadto uważać, że pełnomocnik procesowy ma obowiązek przekazania mocodawcy otrzymanego oświadczenia, tj. że można narzucić mu rolę posłańca, a zatem, że takie oświadczenie może w ten sposób dotrzeć bezpośrednio do mocodawcy.

Niezależnie od powyższych okoliczności wziąć trzeba pod uwagę, że zgodnie z art. 498 § 1 k.c. wierzytelności objęte potrąceniem powinny być wymagalne. Odnosi się to zwłaszcza do wierzytelności tej strony, która składa oświadczenie o potrąceniu. Tymczasem pozwany nigdy nie domagał się od powodów zwrotu swojego świadczenia, które spełnił na ich rzecz na podstawie spornej umowy. Wprost przeciwnie, konsekwentnie kwestionował istnienie obowiązku zwrotu nienależnych świadczeń. Podniesiony przez niego zarzut potrącenia był więc nieskuteczny przede wszystkim z przyczyn materialnoprawnych a nie procesowych. Wobec tego zarzut naruszenia art. 498 § 1 k.c. okazał się chybiony.

Odnośnie do zarzutów naruszenia przez Sąd pierwszej instancji art. 496 k.c. w zw. z art. 497 k.c. przez nieuwzględnienie zarzutu zatrzymania w pierwszej kolejności zauważyć trzeba, że dyskusyjne jest, czy umowa kredytu ma charakter wzajemny, a tym samym wątpliwe jest, czy w/w przepisy mogą mieć do niej zastosowanie.

Gdyby jednak nawet uznać, że pewnych elementów wzajemności można dopatrzyć się w odniesieniu do świadczeń, polegających z jednej strony za wstrzymywaniu się przez bank z żądaniem zwrotu udostępnionego kapitału, a z drugiej strony na zapłacie przez kredytobiorcę odsetek stanowiących zapłatę za korzystanie z tego kapitału w umówionym okresie (czyli wynagrodzenie za korzystanie z cudzego kapitału), to nie można uznać, że wzajemny charakter ma także obowiązek zwrotu udostępnionego kapitału. Takie świadczenie nie stanowi bowiem ekwiwalentu udostępnienia kapitału, lecz jest obowiązkiem niezależnym od tego, czy i jaką zapłatę bank uzyska za jego udostępnienie. Tymczasem właśnie takiego roszczenia dotyczy powyższy zarzut.

Przyjmując jednak nawet, że umowa kredytu ma charakter wzajemny, przeciwko możliwości uwzględnienia tego zarzutu przemawiają okoliczności, w jakich został on zgłoszony. Chodzi o to – o czym była już mowa także przy ocenie zarzutu potrącenia – że z odpowiedzi na pozew nie wynika, aby skorzystanie z prawa zatrzymania zostało poprzedzone wezwaniem powodów do zwrotu nienależnego świadczenia przysługującego pozwanemu wskutek ustalenia nieważności przedmiotowej umowy (choćby tylko zgłoszonego ewentualnie na wypadek uznania, że wbrew jego stanowisku, jest ona nieważna). Nie można więc mówić, że doszło do wymagalności takiego świadczenia.

W tej sytuacji, analogicznie jak w przypadku podniesienia zarzutu potrącenia, uznać należy, że taki zarzut nie może zostać skutecznie podniesiony dopóty, dopóki pozwanemu nie będzie przysługiwać wymagalne roszczenie o zwrot jego własnego świadczenia jako nienależnego. Nie może on bowiem domagać się jego zaspokojenia, zanim nie stanie się ono wymagalne. Z odpowiedzi na pozew nie wynika zaś, aby pozwany kiedykolwiek wezwał powodów do zwrotu świadczenia spełnionego na ich rzecz na podstawie umowy kredytu, która została uznana za nieważną. Oznacza to, że powyższy zarzut w istocie nie zmierzał do realizacji lub choćby zabezpieczenia roszczenia przysługującego pozwanemu wobec powodów, lecz był obliczony jedynie na osiągnięcie skutku procesowego uniemożliwiającego im uzyskanie zaspokojenia dochodzonego przez nich roszczenia.

Odmienne stanowisko mogłoby prowadzić do nadużywania przez bank uprawnień do podnoszenia zarzutu zatrzymania, ponieważ de facto nie zmierzałoby to do zabezpieczenia jego interesów, lecz miałoby jedynie utrudniać lub uniemożliwiać skorzystanie przez konsumenta z ochrony przed klauzulami abuzywnymi, a tym samym wywoływać efekt odstraszający lub zniechęcający do dochodzenia przez niego swoich praw.

Warto w tym zakresie zwrócić uwagę na stanowisko Sądu Najwyższego, wyrażone w postanowieniu z dnia 6 grudnia 2022 r. (I CSK 4694/22, LEX nr 3460582), zgodnie z którym w wypadku uznania umowy za nieważną przedsiębiorca nie może poprzez zarzut zatrzymania żądać kompensacji niekorzystnych skutków jego bezprawnego zachowania. Art. 7 ust. 1 w związku z motywem dwudziestym czwartym dyrektywy 93/13/EWG zobowiązuje państwa członkowskie do zapewnienia stosownych i skutecznych środków zapobiegających dalszemu stosowaniu nieuczciwych warunków w umowach zawieranych przez sprzedawców lub dostawców z konsumentami. Niedopuszczalne byłoby takie ukształtowanie sytuacji prawnej konsumenta wskutek uznania umowy kredytu za nieważną z powodu zawartych w niej nieuczciwych postanowień umownych, które prowadziłoby do udaremnienia oczekiwanego skutku przepisów ochronnych w odniesieniu do konsumentów, realizującej w istocie tzw. efekt mrożący, a to wskutek istotnego pogorszenia sytuacji ekonomicznej konsumenta na skutek dokonanego przezeń wyboru wyjścia z sytuacji, w której stał się ofiarą nieuczciwej praktyki ze strony przedsiębiorcy.

Konkludując, uznać należy, że podniesienie zarzutu zatrzymania było w okolicznościach niniejszej sprawy bezzasadne i nieskuteczne, ponieważ w gruncie rzeczy nie miało służyć ochronie interesów pozwanego, jako wierzyciela powodów, ale miało utrudnić im uzyskanie ochrony prawnej, wynikającej z posłużenia się przez niego w przedmiotowej umowie niedozwolonymi postanowieniami umownymi.

Na koniec wskazać należy, że nie ma podstaw do uznania, że uwzględnienie roszczenia o zwrot nienależnego świadczenia było w niniejszej sprawie sprzeczne z art. 410 § 1 i 2 k.c. w zw. z art. 405 k.c. i art. 411 pkt 1 k.c. Przede wszystkim wziąć trzeba pod uwagę, że przepisy o nienależnym świadczeniu mają charakter szczególny w stosunku do ogólnych przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu. Nienależne świadczenie jest bowiem szczególnym przypadkiem bezpodstawnego wzbogacenia, charakteryzującym się tym, że wynika ze spełnienia świadczenia, które – z różnych przyczyn – okazuje się nie mieć podstawy w ważnym stosunku zobowiązaniowym. Ma to istotne znaczenie przy ocenie przesłanek żądania zwrotu nienależnego świadczenia, do których przepisy ogólne, w tym art. 405 k.c., a także art. 409 k.c., mogą mieć zastosowanie jedynie w zakresie nieobjętym szczególnym charakterem nienależnego świadczenia.

Ograniczając się do okoliczności niniejszej sprawy, wskazać należy, że skoro chodzi w niej o przypadek zwrotu świadczenia, które zostało spełnione na podstawie umowy kredytu, która okazała się nieważna, to po obu stronach, a nie tylko po stronie powodów, powstaje roszczenie o zwrot nienależnego świadczenia. W konsekwencji pozwany nie może powoływać się na to, że nie jest wzbogacony z uwagi na to, że zużył świadczenie otrzymane od powodów, ponieważ przysługuje mu analogiczne roszczenie kondykcyjne wobec nich, o którego wartość nadal jest wzbogacony.

Pozwany błędnie powołuje się również na to, że spełnienie przez powodów świadczenia na jego rzecz nie miało charakteru nienależnego, ponieważ miało podstawę w ważnej umowie. Przede wszystkim nietrafne jest założenie, że zawarta między stronami była ważna. Zauważyć wprawdzie trzeba, że stwierdzenie jej nastąpiło wprawdzie dopiero po wielu latach od jej zawarcia, niemniej z mocą wsteczną (ex tunc ). Skutkowało więc odpadnięciem podstawy prawnej, w oparciu o którą powodowie spełniali swoje świadczenia (w postaci rat kapitałowo – odsetkowych i ewentualnie innych opłat, takich jak prowizja, składki ubezpieczeniowe, opłaty przewidziane w tabeli opłat i prowizji za inne czynności banku) na rzecz banku.

W konsekwencji nie można twierdzić, że te świadczenia nie były nienależne, ponieważ zostały spełnione na podstawie ważnej umowy. Oczywiście, w chwili, kiedy były one spełniane, kwestia nieważności tej umowy w ogóle nie była jeszcze brana pod uwagę, ponieważ skutek taki nastąpił dopiero w wyniku uznania postanowień umownych o denominacji (tak w zakresie ryzyka walutowego, jak i ryzyka kursowego) za abuzywne, w następstwie czego niemożliwe stało się utrzymanie umowy w mocy w pozostałym zakresie. Ustalenie nieważności umowy dopiero po kilkunastu latach od jej zawarcia nie wpływa jednak na to, że stała się ona nieważna od samego początku (ab initio ). Z uwagi na przyczyny jej nieważności nie jest możliwe przyjęcie, że była ona ważna dopóty, dopóki kredytobiorca nie powołał się na abuzywność jej postanowień, co rezultacie doprowadziło do stwierdzenia jej nieważności.

Z tego punktu widzenia w doktrynie i orzecznictwie wskazuje się aktualnie, że chwila stwierdzenia nieważności umowy kredytu indeksowanego (denominowanego), ewentualnie powołania się na jej nieważność przez konsumentów, może mieć znaczenie przede wszystkim dla oceny, kiedy najwcześniej mogło dojść do wymagalności roszczeń stron o zwrot spełnionych na podstawie tej umowy świadczeń jako nienależnych, a w ślad za tym także dla rozpoczęcia biegu przedawnienia roszczeń o ich zwrot. Nie daje to jednak możliwości uznania, że spełnione wcześniej (tj. przez ustaleniem nieważności umowy ewentualnie przed podniesieniem zarzutu jej nieważności) świadczenia nie miały charakteru nienależnego.

Nietrafne jest też kwestionowanie zasadności roszczenia powodów o zwrot spełnionych na rzecz banku świadczeń z tytułu umowy kredytu indeksowanego z po-wołaniem się na brak zubożenia po ich stronie lub na sprzeczność ich żądania z zasadami współżycia społecznego.

Odnośnie do pierwszej z tych kwestii wziąć trzeba pod uwagę, że roszczenie o zwrot nienależnego świadczenia stanowi szczególny rodzaj roszczenia o zwrot bez-podstawnego wzbogacenia. Nie jest ono uzależnione od istnienia zubożenia po stronie żądającego zwrotu świadczenia, lecz jedynie od tego, czy w świetle art. 410 § 2 k.c. może ono zostać za nienależne. Ma to uzasadnienie w tym, że roszczeniu jednej strony o zwrot spełnionego świadczenia odpowiada analogiczne roszczenie drugiej strony o zwrot jej świadczenia. W związku z tym przeważa pogląd, że nie jest możliwe dokonanie zbilansowania tych świadczeń, lecz roszczenie każdej strony o zwrot nienależnego świadczenia ma charakter odrębny i samodzielny. Nie można więc uznać, że możliwość dochodzenia zwrotu nienależnego świadczenia zależy od tego, czy osoba występująca z takim żądaniem sama jest zobowiązana do zwrotu drugiej stronie otrzymanego od niej świadczenia jako nienależnego. Tym samym odrzuca się teorię salda, do której nawiązuje stanowisko pozwanego i przyjmuje się teorię dwóch kondykcji.

Oznacza to, że nie jest możliwe dokonanie przez sąd z urzędu wzajemnego rozliczenia nienależnych świadczeń obu stron i przyznania tylko jednej z nich ewentualnej nadwyżki (różnicy) tych świadczeń. Wymagałoby to istnienia wyraźnego przepisu, ponieważ taka kompensata następowałaby ex lege , a zatem byłaby odstępstwem od wynikającej z art. 498 § 1 k.c. zasady, że potrącenie (inaczej kompensata) następuje na mocy jednostronnego oświadczenia woli któregokolwiek wierzyciela. Wbrew pozwanemu, ani z wykładni w/w przepisów, ani z poglądów doktryny i orze-cznictwa nie wynika, aby w takim przypadku powinna mieć zastosowanie tzw. teoria salda zamiast teorii dwóch kondykcji. Wprost przeciwnie, w aktualnym orzecznictwie Sądu Najwyższego przeważa pogląd o braku podstaw do wzajemnego rozliczania stron z tytułu nieważnej umowy.

Jeśli zaś chodzi o drugą kwestię, uwzględnić należy okoliczności, z jakich doszło do ustalenia nieważności przedmiotowej umowy kredytu. Chodzi mianowicie o to, że było to skutkiem stwierdzenia abuzywności postanowień umownych, dotyczących zarówno wprowadzenia mechanizmu denominacji, jak i sposobu jej przeprowadzenia. Wiązało się to z negatywną oceną zachowania pozwanego jako sprze-cznego z dobrymi obyczajami (uczciwością, lojalnością, rzetelnością, sprawiedliwością), co skutkowało rażącym naruszeniem interesów konsumenta przez zachwianie równorzędności stron wskutek przyznania bankowi uprawnień umożliwiających mu jednostronne kształtowanie wysokości świadczenia konsumenta oraz wskutek obciążenia jedynie konsumenta całym i nieograniczonym w jakikolwiek sposób ryzykiem walutowym.

Taka ocena jest zbieżna z oceną uwzględniającą zasady współżycia społecznego, które podobnie jak dobre obyczaje, o których mowa w art. 385 1 § 1 k.c., mają charakter klauzul generalnych. Nie można więc jednocześnie nagannie oceniać zachowania banku pod kątem dobrych obyczajów oraz nie uznawać jego zachowania za sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Oznacza to, że przeciwko możliwości uznania żądania powodów za sprzeczne z zasadami współżycia społecznego przemawia zasada tzw. czystych rąk, zgodnie z którą na naruszenie tych zasad nie może powoływać się ten, kto sam je narusza.

W ślad za tym nie można byłoby również uznać, że możliwość żądania zwrotu przez powodów spełnionego na rzecz pozwanego świadczenia jest wyłączona na podstawie art. 411 pkt 2 k.c. z uwagi na to, że ich świadczenie odpowiadało zasadom współżycia społecznego. Niezasadne byłoby bowiem uznanie, że konsument nie może domagać się zwrotu nienależnego świadczenia w wyniku uznania umowy za nieważną z powodu zamieszczenia w niej przez przedsiębiorcę niedozwolonych postanowień umownych, skoro ustalenie nieważności umowy z tej przyczyny było konsekwencją m. in. nagannej oceny zachowania przedsiębiorcy jako sprzecznego z dobrymi obyczajami. Odmienny pogląd prowadziłby w istocie do uniknięcia przez przedsiębiorcę skutków uznania abuzywności zaproponowanych przez niego konsumentowi postanowień umownych.

Nie zasługiwały na uwzględnienie również zarzut naruszenia art. 411 pkt 1 k.c. Pozwany niezasadnie eksponuje okoliczność, że powodowie dokonywali spłaty rat kapitałowo – odsetkowych bez zastrzeżenia zwrotu. Abstrahując od kwestii, że w chwili ich dokonywania ważność umowy nie była jeszcze negowana, w szczególności z powołaniem się na abuzywność jej postanowień umownych, wobec czego trudno logicznie oczekiwać od powodów, aby spełniając świadczenia na podstawie umowy, która w przekonaniu obu stron, istniejącym w chwili ich spełniania, była ważna, jednocześnie zastrzegali zwrot płaconych rat, wskazać należy, że z końcowej części tego przepisu wprost wynika, że możliwość wyłączenia zwrotu nienależnego świadczenia nie dotyczy sytuacji, w której zostało ono spełnione w wykonaniu nieważnej czynności prawnej. Oznacza to, że w przypadku stwierdzenia nieważności umowy, choćby po wielu latach od jej zawarcia, ex definitione wyłączone jest kwestionowanie obowiązku zwrotu świadczenia z powołaniem się na to, że spełniający to świadczenie nie był do niego zobowiązany.

Nie można ponadto uznać, że uwzględnienie żądania powodów było sprzeczne z art. 411 pkt 4 k.c. Przede wszystkim wziąć trzeba pod uwagę, że pozwany przez cały czas konsekwentnie kwestionuje możliwość stwierdzenia nieważności spornej umowy, w związku z czym neguje również istnienie obowiązku wzajemnego zwrotu nienależnych świadczeń. W tej sytuacji nieprzekonujące jest stanowisko, że możliwe jest uznanie świadczeń spełnianych przez powodów w wykonaniu nieważnej umowy, jako spełnionych jednocześnie na zupełnie innej podstawie, a mianowicie w celu zwolnienia się przez nich z obowiązku zwrotu niewymagalnego jeszcze roszczenia pozwanego o zwrot świadczenia spełnionego na ich rzecz na podstawie umowy kredytu, którego on sam jeszcze wtedy w ogóle nie domagał się od nich, a co więcej kwestionował, aby istniał obowiązek wzajemnego zwrotu nienależnych świadczeń.

Taka sytuacja nie jest objęta treścią art. 411 pkt 4 k.c., w którym chodzi o niewymagalność tego żądania, które jest objęte żądaniem zwrotu. Przepis ten ma na celu wyłączenie możliwości żądania zwrotu świadczenia, które zostało spełnione przed terminem jego wymagalności. Nie może więc uzasadniać odmowy zwrotu nienależnego świadczenia z powołaniem się na to, że drugiej stronie również może przysługiwać analogiczne roszczenie, które jest jeszcze niewymagalne. Przeciwko jego zastosowaniu przemawia zatem okoliczność, że powodowie spełniali swoje świadczenia zgodnie z harmonogramem spłat, czyli jako wymagalne raty kapitałowo – odsetkowe, niezasadnie przyjmując, że są one należne, podczas gdy dopiero potem okazało się, że istnieją podstawy do zakwestionowania ważności umowy, zgodnie z którą spełnili te świadczenia.

W tym stanie rzeczy nie można uznać, że istniały jakiekolwiek podstawy do przyjęcia, że powodowie nie mogą skutecznie domagać się zwrotu nienależnego świadczenia, podobnie jak nie można uznać, że pozwany skutecznie zakwestionował stanowisko Sądu pierwszej instancji o nieważności przedmiotowej umowy w całości.

Z tych wszystkich przyczyn Sąd Apelacyjny na mocy art. 385 k.p.c. oddalił apelację jako pozbawioną usprawiedliwionych podstaw oraz orzekł o kosztach postępowania apelacyjnego na mocy art. 108 § 1 k.p.c. w zw. z art. 109 k.p.c., art. 98 § 1, 1 1 i 3 k.p.c. oraz art. 99 k.p.c. odpowiednio do wyniku sporu w tej instancji. Ponadto na mocy art. 350 § 1 i 3 k.p.c. dokonał sprostowania niedokładności w oznaczeniu przedmiotu sporu w zaskarżonym wyroku przez wpisanie po słowie „zapłatę” słów „ewentualnie o ustalenie i zapłatę”, ponieważ z jego sentencji nie wynikało, że powodowie wystąpili w tej sprawie także z roszczeniem ewentualnym, o którym Sąd wprawdzie nie orzekał, niemniej powinien ujawnić w orzeczeniu, że było ono zgłoszone.

Na oryginale właściwy podpis.