Wyrok z 31 stycznia 2024, sygn. I ACa 1789/22
Pokaż pozostałe podstawy prawne (22)
Sygn. akt: I ACa 1789/22
WYROK
W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
Dnia 31 stycznia 2024 r.
Sąd Apelacyjny w Gdańsku I Wydział Cywilny
w składzie:
Przewodniczący: SSA Marek Machnij
Protokolant: sek. sąd. Magdalena Jurkiewicz
po rozpoznaniu w dniu 31 stycznia 2024 r. w Gdańsku
na rozprawie
sprawy z powództwa J. K. i T. K.
przeciwko (...) Bankowi (...) Spółce Akcyjnej w W.
o ustalenie i zapłatę ewentualnie o zapłatę
na skutek apelacji pozwanej
od wyroku Sądu Okręgowego w Elblągu
z dnia 13 września 2022 r. sygn. akt I C 49/22
1) prostuje oznaczenie przedmiotu sporu w sentencji zaskarżonego wyroku przez dodanie po słowie „zapłatę” słów „ewentualnie o zapłatę”,
2) oddala apelację,
3) zasądza od pozwanej na rzecz powodów kwotę 8.100 zł (osiem tysięcy sto złotych) tytułem zwrotu kosztów postępowania apelacyjnego z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia uprawomocnienia się orzeczenia o tych kosztach do dnia zapłaty.
Na oryginale właściwy podpis.
Sygn. akt: I ACa 1789/22
UZASADNIENIE
Powodowie J. K. i T. K. wnieśli o zasądzenie od pozwanej (...) Banku (...) Spółki Akcyjnej w W. kwoty 304.687 zł z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia 22 lipca 2021 r. do dnia zapłaty tytułem zwrotu nienależnych świadczeń spełnionych na rzecz pozwanej na podstawie nieważnej umowy kredytu hipotecznego (...) nr (...) (...) z dnia 20 grudnia 2007 r. w okresie od dnia 5 lutego 2008 r. do dnia 5 maja 2021 r. oraz o ustalenie nieistnienia między stronami stosunku prawnego wynikającego z powyższej umowy. Ewentualnie wnosili o zasądzenie od pozwanej na ich rzecz kwoty 118.337,64 zł ze wskazanymi bliżej odsetkami tytułem nadpłaconej nienależnie części świadczeń w związku ze znajdującymi się w tej umowie niedozwolonymi postanowieniami umownymi.
Pozwany wniósł o oddalenie powództwa, kwestionując je co do zasady i co do wysokości, w szczególności zaprzeczając, aby zawarta między stronami umowa kredytu była sprzeczna z przepisami ustawy lub zasadami współżycia społecznego albo zawierała jakiekolwiek postanowienia abuzywne. Ponadto podniósł zarzut przedawnienia roszczenia powodów.
Sąd Okręgowy w Elblągu wyrokiem z dnia 13 września 2022 r. ustalił, że nie istnieje między stronami stosunek prawny, wynikający z umowy o kredyt nr (...) (...) z dnia 20 grudnia 2007 r., zasądził od pozwanego na rzecz powodów kwotę 304.687 zł z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia 22 lipca 2021 r. do dnia zapłaty i zasądził od pozwanego na rzecz powodów kwotę 11.817 zł tytułem zwrotu kosztów procesu z odsetkami ustawowymi za opóźnienie.
Z uzasadnienia powyższego wyroku wynika, że Sąd Okręgowy na podstawie dokonanych ustaleń faktycznych, dotyczących okoliczności zawarcia przez powodów z pozwanym bankiem umowy kredytu hipotecznego (...) nr (...) (...) z dnia 20 grudnia 2007 r. oraz jej treści (w szczególności postanowień, dotyczących wyrażenia kwoty kredytu w CHF oraz jego wypłaty i spłaty w PLN) i wysokości jego spłat dokonanych przez powodów na rzecz pozwanego, a także na podstawie przeprowadzonych rozważań prawnych, doszedł do wniosku, że dochodzone przez powodów żądanie zasługiwało na uwzględnienie w całości. Wynikało to z uznania, że sporny kredyt nie miał charakteru walutowego, lecz był kredytem denominowanym w CHF, ale zawarte w przedmiotowej umowie postanowienia, regulujące zasady denominacji świadczeń stron, stanowiły klauzule niedozwolone, a ponieważ dotyczyły określenia głównych świadczeń stron, więc wyeliminowanie tych postanowień z umowy prowadziło do braku możliwości oznaczenia świadczeń stron, ponieważ nie ma możliwości zastąpienia abuzywnych postanowień innymi postanowieniami, w szczególności art. 358 § 2 k.c. Powoduje to sprzeczność umowy z art. 69 ust. 1 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. Prawo bankowe (t. jedn. Dz. U. z 2023 r., poz. 2488 z późn. zm., powoływanej dalej jako „pr. bank.”) i skutkuje koniecznością stwierdzenia nieważności umowy kredytu w całości na podstawie art. 385 ( 1) k.c. Sąd Okręgowy dopatrzył się ponadto podstaw do uznania sprzeczności postanowień przedmiotowej umowy także zasadą swobody umów, co prowadzi do jej bezwzględnej nieważności na podstawie art. 58 k.c. w zw. z art. 353 ( 1) k.c. W ślad za przyjęciem nieważności umowy uznał za zasadne również roszczenie powodów o zapłatę kwoty 304.687 zł z odsetkami ustawowymi za opóźnienie z tytułu zwrotu świadczenia nienależnego, nie uwzględniając przy tym podniesionego przez pozwanego zarzutu przedawnienia tego roszczenia.
Powyższy wyrok został zaskarżony w całości przez pozwanego apelacją opartą na zarzutach:
I. naruszenia przepisów postępowania, które miało wpływ na wynik sprawy:
1) art. 233 § 1 k.p.c., polegającego na braku wszechstronnego rozważenia i oceny całości zebranego w sprawie materiału dowodowego, a w konsekwencji zaniechaniu dokonania pełnych i rzetelnych ustaleń faktycznych, pozwalających na właściwą subsumpcję przepisu art. 65 § 1 i 2 k.c., w zakresie ustalenia charakteru prawnego spornej umowy jako umowy kredytu o charakterze walutowym, co skutkowało błędną oceną prawną tej umowy i uznaniem jej za nieważną, w wyniku:
a) pominięcia treści wniosku kredytowego, w którym jako „wnioskowana waluta kredytu” został wskazany frank szwajcarski, co skutkowało błędnym przyjęciem przez Sąd, że „strony zawarły umowę kredytu wyrażoną w złotych polskich”,
b) pominięciu treści umowy, w tym jej nazwy („umowa kredytu (...) udzielonego w walucie wymienialnej”) oraz postanowień, obejmujących oświadczenia stron, wyrażone w CHF:
– § 2 ust. 1 (...) (kwota kredytu wyrażona w CHF, bez odniesienia do jej równowartości w walucie polskiej),
– § 3 ust. 1 pkt 2 (...) (prowizja wyrażona w CHF),
– § 3 ust. 1 pkt 3 (...) (szacunkowa kwota odsetek wyrażona w CHF),
– § 4 ust. 1 pkt 2 (...) (hipoteka zwykła wyrażona w CHF),
– § 4 ust. 1 pkt 6 (...) (hipoteka kaucyjna wyrażona w CHF),
– § 3 ust. 1 – 3 (...) (obowiązek postawienia kredytu do dyspozycji w CHF),
– § 3 ust. 4 oraz § 4 ust. 1 pkt 1 i 2 (...) (możliwość wypłaty kredytu w CHF lub w PLN),
– § 21 ust. 1 (...) (możliwość spłaty kredytu bezpośrednio w CHF z rachunku walutowego lub technicznego),
– § 22 ust. 2 pkt 2 lit. a (...) (możliwość spłaty kredytu bezpośrednio w CHE bez konieczności korzystania z tabel kursowych banku, nazwanie spłat z rachunku walutowego w CHF spłatą ,,w walucie kredytu”),
– § 25 (...) (możliwość zmiany rachunku przeznaczonego do spłaty kredytu z PLN na CHF i na odwrót w całym okresie kredytowania, bez konieczności zmiany umowy),
a w rezultacie nieuwzględnienia tych oświadczeń jako elementu ustaleń faktycznych, co skutkowało błędnym przyjęciem, że „strony zawarły umowę kredytu wyrażoną w złotych polskich”, podczas gdy całokształt w/w postanowień pozwala uznać, że intencją stron było zawarcie umowy kredytu o charakterze walutowym z możliwością wypłaty w polskich złotych w zależności od celu kredytowania,
2) art. 233 § 1 k.p.c., polegającego na braku wszechstronnego rozważenia i oceny całości zebranego w sprawie materiału dowodowego, a w konsekwencji zaniechaniu dokonania pełnych i rzetelnych ustaleń faktycznych co do świadomości powodów odnośnie do ryzyka kursowego oraz ich wpływu na kształt umowy i indywidualnego negocjowania jej postanowień, wskutek:
a) dowolnej ocenie zeznań świadka E. P. (1), która szczegółowo zeznała, w jaki sposób prowadziła rozmowy sprzedażowe z klientami, w szczególności, że prezentacja kredytu w CHF miała miejsce tylko w przypadku odrzucenia oferty kredytu w PLN, że zawsze i w stosunku do wszystkich klientów stosowała się do obowiązującej w banku procedury udzielania kredytów, w tym szczegółowo informowała o możliwości wzrostu kursu waluty oraz wysokości zadłużenia, nigdy nie zapewniała o stabilności kursu, bezpieczeństwie kredytu powiązanego z walutą obcą ani nie rekomendowała tego typu produktu, co pozostaje w sprzeczności z zeznaniami powodów, którzy mają interes faktyczny w złożeniu zeznań określonej treści, co skutkowało daniem im wiary, ponadto mimo tego, że istniały wątpliwości, czy ich zeznania dotyczyły procesu zawarcia wcześniejszej umowy, tj. z 2005 r., czy spornej umowy z 2007 r.,
b) pominięcia dowodu z wyciągów z raportów kredytowych powodów (zał. do odpowiedzi na pozew) oraz wydruku z portalu bankier.pl, z których wynikało, że posiadali już oni wcześniej kredyt we franku szwajcarskim w związku z wcześniejszą umową z 2005 r., co oznacza, że posiadali wiedzę i doświadczenie w zakresie obsługi tego rodzaju kredytu, a ponadto wiedzę o możliwości istotnej zmienności kursów walut,
c) zmarginalizowania przy ustaleniach podstawy faktycznej wyroku dowodu z decyzji nr (...) dyrektora zarządzającego kierującego Pionem Finansowania (...) z dnia 30 sierpnia 2006 r., pisma okólnego (...) dyrektora zarządzającego kierującego Pionem Finansowania (...) z dnia 6 lutego 2006 r., pisma okólnego (...) dyrektora zarządzającego kierującego Pionem Finansowania (...) z dnia 19 czerwca 2006 r., co skutkowało zaniechaniem ustalenia, że w banku obowiązywały procedury zobowiązujące jego pracowników do proponowania klientom w pierwszej kolejności kredytów w walucie polskiej, a dopiero w przypadku odrzucenia takiej możliwości proponowania kredytu w walucie obcej, jak również do udzielania kredytobiorcom, w tym powodom, wyczerpujących informacji, dotyczących ryzyka kursowego związanego z kredytem w walucie obcej oraz ryzyka stopy procentowej,
d) pominięcia treści wniosku kredytowego i umowy kredytu, w których powodowie oświadczyli m. in., że został im przedstawiony w pierwszej kolejności kredyt w polskich złotych, że dokonali wyboru kredytu w walucie obcej, mając pełną świadomość ryzyka kursowego, ryzyka stóp procentowych oraz spreadu walutowego,
e) zaniechaniu łącznej oceny § 7 ust. 4 (...) oraz § 21, § 22 i § 25 (...), podczas gdy ocena ta miała istotny wpływ na wynik sprawy, ponieważ w części ogólnej wskazane były trzy rodzaje rachunków, przeznaczonych do spłaty kredytu (rachunek oszczędnościowo – rozliczeniowy kredytobiorcy, rachunek walutowy oraz rachunek techniczny prowadzony w walucie kredytu), a wybór jednego z nich należał do kredytobiorców i powodowie dokonali takiego wyboru w treści wniosku kredytowego (adnotacja „spłata z (...)), przy czym rachunek do spłaty kredytu, wskazany w części szczegółowej, mógł być w każdej chwili zmieniony przez kredytobiorców, do czego upraw-niał ich § 25 umowy, co skutkowało pominięciem tego, że w praktyce możliwa była spłata rat w CHF od chwili zawarcia umowy oraz że to decyzja kredytobiorców determinowała rodzaj waluty rachunku służącego do spłaty kredytu w drodze umownego potrącenia, a także że spłata kredytu mogła następować bez tzw. przymusu kantorowego, tj. bez konieczności stosowania kursów z tabeli kursowej,
3) art. 227 k.p.c. w zw. z art. 278 § 1 k.p.c. i art 235 2 § 1 pkt 2 k.p.c. przez pominięcie dowodu z opinii biegłego sądowego na okoliczności wskazane w odpowiedzi na pozew, podczas gdy dotyczyły one istotnych kwestii i zagadnień mających kluczowe znaczenie dla rozstrzygnięcia sprawy, w szczególności ustalenia sytuacji ekonomicznej powodów w wypadku zastosowania do spornej umo-wy kursu średniego NBP zamiast kursów tabelarycznych, a także oceny rynkowego charakteru kursów kupna i sprzedaży CHF publikowanych w tabeli kursów walut w dacie zawierania umowy, według których dochodziło do przeliczania świadczeń stron w ramach umowy oraz rynkowego charakteru metodologii stosowanej przez pozwanego przy ustalaniu wartości tych kursów, a w konsekwencji weryfikacji, czy w dacie zawierania umowy kwestionowane postanowienia przeliczeniowe w zakresie odwołującym się do tabeli kursów walut banku dawały pozwanemu całkowitą dowolność w ustalaniu wartości kursów kupna i sprzedaży CHF (w szczególności w oderwaniu od aktualnych zjawisk na rynku walutowym) w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami i z rażącym naruszeniem interesów powodów,
II. naruszenia prawa materialnego:
1) art. 65 § 1 i 2 k.c. przez ich niezastosowanie i błędną wykładnię oświadczeń woli stron umowy z naruszeniem ustawowych kryteriów przewidzianych dla oceny zgodnego zamiaru stron umowy, tj. zawarcia umowy kredytu walutowego, w szczególności wynikające z pominięcia tekstu umowy i językowych norm znaczeniowych, związków między jej postanowieniami, okoliczności zawarcia umowy, a także złożonych wraz z jej zawarciem i po tej chwili oświadczeń,
2) art. 69 ust. 1 i ust. 2 pkt 2 pr. bank. i art. 69 ust. 2 pkt 4a pr. bank. w zw. z art. 60 k.c. i art. 65 § 1 i 2 k.c. przez błędną wykładnię art. 69 ust. 1 i ust. 2 pkt 2 oraz art. 69 ust. 2 pkt 4a pr. bank. i niewłaściwe zastosowanie art. 65 § 1 i 2 k.c., polegające na uznaniu, że umowa stanowi w istocie umowę kredytu w złotych polskich z klauzulą waloryzacyjną, podczas gdy prawidłowa wykładnia tych przepisów – dokonana z uwzględnieniem istoty i charakteru prawnego umowy kredytu denominowanego w walucie obcej oraz treści umowy – prowadzi do wniosku, że walutą udzielonego powodom kredytu jest frank szwajcarski, ponieważ waluta, w jakiej wyrażona jest kwota kredytu, może być inna (odmienna) niż waluta, w jakiej środki kredytu są wypłacane na rzecz kredytobiorcy i wpłacane przez kredytobiorcę tytułem spłaty rat kredytu, zaś waluta, w której zobowiązanie jest wykonane nie determinuje waluty samego zobowiązania,
3) art. 69 ust. 1 i ust. 2 pkt 2 pr. bank. w zw. z art. 358 1 § 2 k.c. przez błędną wykładnię i uznanie, że zawarte w umowie klauzule przeliczeniowe są klauzulami waloryzacyjnymi, podczas prawidłowa wykładnia tego przepisu na gruncie umowy prowadzi do wniosku, że w przypadku gdy świadczenie pieniężne wyrażone jest w walucie obcej, w klauzuli waloryzacyjnej miernikiem wartości nie może być ta sama obca waluta,
4) art. 58 § 1 k.c. w zw. z art. 69 ust. 1 i 2 pr. bank. przez wadliwe uznanie, że umowa kredytu jest bezwzględnie nieważna z uwagi na sprzeczność z ustawą, tj. nieokreślenie w niej kwoty kredytu, podczas gdy walutę kredytu stanowi frank szwajcarski, a umowa precyzyjnie wskazuje kwotę kredytu (130.670,15 CHF), zaś waluta wypłaty kredytu nie musi być tożsama z walutą kredytu,
5) art. 58 § 1 k.c. w zw. z art. 353 1 k.c. przez:
a) niewłaściwe zastosowanie, ponieważ z ugruntowanego orzecznictwa wynika, że w stosunkach z konsumentami art. 385 1 § 1 k.c. ma charakter lex specialis , co oznacza, że ewentualne pokrzywdzenie konsumenta, wynikające z ryzyka kursowego (czemu pozwany zaprzecza), powinno być badane w ramach incydentalnej kontroli abuzywności, a nie z punktu widzenia ważności umowy na podstawie art. 58 § 1 k.c. i art. 353 1 k.c..
b) przyjęcie, że umowa kredytu jest nieważna z uwagi na przekroczenie granic swobody umów, podczas gdy była ona (w dacie jej zawarcia) i nadal jest zgodna z konstrukcją, przewidzianą w obowiązujących przepisach Prawa bankowego, które nie nakładają na banki wymogów, o których wspomina Sąd w uzasadnieniu wyroku, bank jest podmiotem prowadzącym działalność zarobkową, a spłata każdego rodzaju kredytu jest obowiązkiem kredytobiorcy, który nie może zostać przeniesiony na podmiot udzielający kredyt,
6) art. 385 1 § 1 k.c. przez błędną wykładnię i niewłaściwe zastosowanie, polegające na uznaniu, że samo wprowadzenie do umowy elementu ryzyka walutowego (klauzula ryzyka walutowego) stanowi niedozwolone postanowienie umowne, które kształtuje prawa i obowiązki powodów w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami i rażąco narusza ich interesy jako konsumentów (a w konsekwencji stanowi postanowienia abuzywne), podczas gdy w kredycie o charakterze walutowym, w którym kwota kredytu jest wyrażona w CHF, klauzula ryzyka walutowego określa główne świadczenie stron (kwota kredytu wyrażona bezpośrednio w CHF) i jest sformułowana jednoznacznie, co wyłącza możliwość jej uznania za abuzywną,
7) art. 385 1 § 1 k.c. przez jego błędną wykładnię i niewłaściwe zastosowanie, polegające na uznaniu, że:
a) dla ustalenia abuzywności szeregu postanowień umowy wystarczy ogólne stwierdzenie, że są one abuzywne, bez osobnego wytłumaczenia, z jakich przyczyn Sąd uznał określone postanowienie umowne za spełniające łącznie obie przesłanki abuzywności, tj. przesłanki sprzeczności z dobrymi obyczajami i rażącego naruszenia interesu konsumenta, podczas gdy prawidłowe zastosowanie tego przepisu powinno polegać na odrębnej ocenie w zakresie spełnienia przez każde z tych postanowień z osobna przesłanek sprzeczności z dobrymi obyczajami oraz rażącego naruszenia interesu konsumenta,
b) rzekoma dowolność ustalania kursu CHF w tabelach kursów walut banku może być źródłem abuzywności klauzul przeliczeniowych, podczas gdy analiza umowy prowadzi do wniosku, że powodowie mieli możliwość spłaty kredytu bezpośrednio w walucie obcej, a tym samym uniknięcia kursów stosowanych przez pozwanego,
c) rzekoma dowolność ustalania kursu CHF w tabelach kursów walut banku może być źródłem abuzywności klauzul przeliczeniowych, podczas gdy umowa chroniła powodów przed ewentualną arbitralnością banku w ten sposób, że powodowie mieli prawo, a nie obowiązek wypłaty kredytu, co oznacza, że gdyby kurs stosowany przez bank w dniu składania dyspozycji wypłaty im nie odpowiadał (a dyspozycje wypłaty składane są w oddziale banku, w którym bank podaje do publicznej wiadomości wysokości stosowanych kursów), mogliby nie składać dyspozycji wypłaty,
9) art. 385 1 § 1 k.c. w zw. z art. 385 2 k.c. i w zw. z art. 1 ust. 2 Dyrektywy Rady 93/13/EWG z dnia 5 kwietnia 1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich (powoływanej dalej jako „Dyrektywa 93/13/ EWG”) i art. 111 ust. 1 pkt 4 pr. bank. oraz art. 4 ust. 1 Dyrektywy 93/13/EWG i ust. 2 lit. c) załącznika do Dyrektywy 93/13/EWG przez niewłaściwe zastosowanie tych przepisów i przyjęcie, że postanowienia, dotyczące kursu kupna i kursu sprzedaży z tabeli kursowej banku, mają charakter niedozwolony, mimo że:
a) Dyrektywa 93/13/EWG przewiduje, że kurs waluty może być przez dostawcę (tu: bank) ustalony w momencie dostawy (wypłaty lub spłaty kredytu) (ust. 2 lit c załącznika Dyrektywy 93/13/EWG), zaś art. 111 ust. 1 pkt 4 pr. bank. daje bankowi podstawę do ustalania kursów w tabeli banku, co oznacza, że publikowanie kursów w tabelach kursowych banku – na mocy art. 1 ust. 2 Dyrektywy – powinno być wyłączone spod oceny z perspektywy abuzywności,
b) Dyrektywa 93/13/EWG nakazuje przy ocenie abuzywności uwzględniać „rodzaj towarów lub usług” oraz wszelkie okoliczności towarzyszące (art. 4 ust. 1), co oznacza, że Sąd przy ocenie abuzywności powinien wziąć pod uwagę, że postanowienia, odnoszące się do indeksów rynkowych (takich jak np. kurs waluty) w umowach zawartych na kilkadziesiąt lat, nie mogą być opisane w formule algorytmu matematycznego,
c) nie ma podstaw do uznania, że kwestionowane postanowienia były sprzeczne z dobrymi obyczajami z uwagi na hipotetyczne (choć nierzeczywiste) ryzyko, że bank będzie nadużywał prawa do ustalania kursu w tabeli kursowej i będzie ustalał ten kurs całkowicie w oderwaniu od realiów rynkowych,
9) art. 385 1 § 2 k.c., polegające na błędnej wykładni i uznaniu, że konsekwencją stwierdzenia niedozwolonego (abuzywnego) charakteru postanowień umowy jest nie tylko bezskuteczność tych postanowień, ale także nieważność umowy w całości, podczas gdy właściwa wykładnia w/w przepisów prowadzi do wniosku, że zasadą, wynikającą z przepisu art. 385 1 § 2 k.c., jest dalsze obowiązywanie umowy z pominięciem klauzul abuzywnych, co oznacza, że nie wiąże ona powodów wyłącznie w zakresie klauzul przeliczenia walutowego, a w pozostałym zakresie nadal obowiązuje,
10) art. 385 1 § 1 i 2 k.c. w zw. z art. 58 § 1 k.c., polegające na błędnej wykładni i niewłaściwym zastosowaniu przez uznanie, że stwierdzenie niedozwolonego charakteru klauzul. odnoszących się do ustalania kursu, pociąga za sobą skutek nieważności całej umowy, mimo że te przepisy nie wiążą z abuzywnością klauzul umownych skutku w postaci bezwzględnej nieważności całej umowy, więc ich prawidłowa wykładnia powinna prowadzić do wniosku, że po usunięciu klauzul abuzywnych zobowiązanie jest nadal wyrażone w CHF, zatem umowa może być nadal wykonywana, a dla oceny możliwości jej wykonywania irrelewantne są postanowienia, dotyczące ustalania kursu, skoro sama umowa ab initio mogła być wykonywana bezpośrednio w walucie, z pominięciem stosowania bankowego kursu wymiany waluty,
11) art. 385 1 § 2 k.c., art. 385 2 k.c. oraz art. 4 ust. 1 Dyrektywy 93/13/EWG przez błędną wykładnię i brak dostrzeżenia, że zgodnie ze stanowiskiem TSUE (m. in. wyrażonym w sprawie C-260/18) oceny skutków abuzywności klauzul dokonuje się na moment zaistnienia sporu, w konsekwencji prawidłowa interpretacja powinna prowadzić do wniosku, że oceny, czy umowa może dalej obowiązywać, dokonuje się na dzień zaistnienia sporu wraz z dobrodziejstwem obowiązujących w tym okresie norm powszechnie obowiązujących, w tym m. in. art. 69 ust. 3 pr. bank. w brzmieniu nadanym ustawą z dnia 29 lipca 2011 r. o zmianie ustawy Prawo bankowe oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. Nr 165, poz. 984, powoływanej dalej jako „ustawa antyspreadowa”) oraz art. 358 k.c., który daje kredytobiorcy, poza spłatą bezpośrednio w walucie, również możliwość spłaty w walucie PLN wedle średniego kursu NBP, który w sposób automatyczny wchodzi do stosunku zobowiązaniowego w przypadku eliminacji tabel kursowych banku; skutkowało to niedostrzeżeniem, że skoro oceny skutków abuzywności klauzul przeliczeniowych dokonuje się na moment zaistnienia sporu, to kwestia wypłaty kredytu nie ma żadnego znaczenia, gdyż w tym momencie kredyt został już wypłacony,
12) art. 65 § 1 k.c., art. 358 § 1 i 2 k.c., art. L przepisów wprowadzających kodeks cywilny przez błędną wykładnię i brak zbadania, czy ewentualna luka w umowie, powstała na skutek usunięcia z niej klauzul przeliczeniowych, gdyby przyjąć, że taka luka w ogóle może powstać, nie może być wypełniona przez odwołanie się do uzupełniającej wykładni oświadczeń woli, względnie treści art. 358 k.c., podczas gdy z orzecznictwa TSUE wynika jednoznacznie, że nie istnieje zakaz odwoływania się do norm względnie wiążących o charakterze nieogólnym, w tym do art. 358 k.c., a ponadto możność zastosowania tego przepisu wynika z braku przepisów intertemporalnych i konieczności stosowania go do stosunków o charakterze ciągłym,
13) art. 481 § 1 k.c. w zw. z art. 455 k.c. i art. 385 1 § 1 k.c. przez zasądzenie odsetek ustawowych za opóźnienie od dnia 22 lipca 2021 r., podczas gdy powodowie zostali pouczeni o skutkach nieważności umowy i oświadczyli, że domagają się stwierdzenia jej nieważności dopiero na rozprawie w dniu 13 września 2022 r., co oznacza, że dopiero wówczas mógł ustać stan bezskuteczności zawieszonej, o której mowa w uchwale Sądu Najwyższego z dnia 7 maja 2021 r. (III CZP 6/21),
III. z najdalej posuniętej ostrożności procesowej, na wypadek akceptacji stanowiska Sądu pierwszej instancji, że umowa kredytu jest nieważna, ewentualnego naruszenia:
1) art. 233 § 1 k.p.c. przez błędną, dowolną i sprzeczną z doświadczeniem życiowym ocenę materiału dowodowego w postaci umowy kredytu oraz zaświadczenia pozwanego z dnia 10 czerwca 2021 r. przez ustalenie, że powodowie spełnili na rzecz pozwanego świadczenia nienależne, których zwrotu mogą się domagać, podczas gdy – w przypadku nieważności umowy – należy uznać, że nie doszło do spełnienia przez nich żadnych świadczeń nienależnych z uwagi na to, że zgodnie z umową spłata rat odbywała się w drodze umownego potrącenia wierzytelności banku z tytułu umowy kredytu i wierzytelności powodów z tytułu umowy rachunku bankowego (§ 21 (...)), a co za tym idzie ewentualne stwierdzenie nieważności umowy powoduje, że wierzytelność banku – jako nieistniejąca – nie mogła zostać skutecznie potrącona, podczas gdy w/w zaświadczenie, potwierdzające spełnienie przez powodów określonych świadczeń, oparte było na założeniu ważności umowy, a tym samym skuteczności dokonanych potrąceń i staje się nieaktualne w przypadku jej nieważności,
2) art. 405 k.c. w zw. z art. 410 k.c. przez uwzględnienie powództwa o zapłatę (tj. o zwrot nienależnych świadczeń), podczas gdy – w przypadku nieważności umowy – powodowie nie dokonali spełnienia na rzecz pozwanego żadnych świadczeń nienależnych, a to z uwagi na nieskuteczność umownego potrącenia (nieistniejących) wierzytelności banku z ich wierzytelnościami z tytułu umowy rachunku bankowego,
3) art. 6 k.c. w zw. z art. 232 k.p.c. przez uznanie, że powodowie sprostali ciężarowi wykazania, że spełnili na rzecz pozwanego świadczenia nienależne objęte pozwem.
Na tych podstawach pozwany wniósł o zmianę zaskarżonego wyroku przez oddalenie powództwa w całości i zasądzenie od powodów kosztów procesu za obie instancje według norm przepisanych, ewentualnie o jego uchylenie i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania oraz rozstrzygnięcia o kosztach procesu. Ponadto na podstawie art. 380 k.p.c. wniósł o rozpoznanie postanowienia Sądu pierwszej instancji o oddaleniu jego wniosku o dopuszczenie dowodu z opinii biegłego i o przeprowadzenie tego dowodu w postępowaniu apelacyjnym. Poza tym na wypadek nieuwzględnienia apelacji zgłosił zarzut zatrzymania na podstawie art. 496 k.c. w zw. z art. 497 k.c. zasądzonej na rzecz powodów należności do czasu zaofiarowania przez nich lub zabezpieczenia zwrotu na jego rzecz kwoty 274.951,54 zł oraz 1.633,38 CHF z tytułu wypłaconego im kredytu.
Powodowie wnieśli o oddalenie apelacji i zasądzenie na ich rzecz kosztów postępowania apelacyjnego według norm przepisanych.
Sąd Apelacyjny zważył, co następuje:
Apelacja nie zasługiwała na uwzględnienie.
Sąd Apelacyjny, jako sąd merytorycznie rozpoznający sprawę, zapoznał się zgodnie z art. 382 k.p.c. z całością zebranego w sprawie materiału dowodowego i w rezultacie doszedł do przekonania, że w zakresie istotnym dla rozstrzygnięcia może – stosownie do art. 387 § 2 1 pkt 1 k.p.c. – aprobować i przyjąć za własne ustalenia faktyczne, które zostały dokonane przez Sąd I instancji. Są one wprawdzie kwestionowane przez skarżącego, ale w ocenie Sądu Apelacyjnego odpowiadają treści zebranego materiału dowodowego, a ocena tego materiału jest zgodna z zasadami wynikającymi z art. 233 § 1 k.p.c. i jednocześnie jest w pełni zbieżna z własną oceną dokonaną przez sąd odwoławczy.
Na akceptację zasługują także wnioski prawne wyprowadzone przez Sąd pierwszej instancji, zwłaszcza co do istnienia podstaw do uznania całej umowy kredytu za nieważną z powodu niedozwolonego charakteru jej postanowień, dotyczących sposobu ukształtowania mechanizmu przeliczania świadczeń stron za pomocą kursu CHF, który w tym przypadku przybrał formę tzw. denominacji, a w ślad za tym zasadności roszczenia powodów o zwrot uiszczonych na rzecz pozwanego na podstawie tej umowy kwot jako świadczeń nienależnych.
Wprawdzie zarówno powyższe ustalenia faktyczne, jak i wnioski prawne Sądu pierwszej instancji, są przez pozwanego obszernie i pod różnym kątem kwestionowane w apelacji, ale podniesione przez niego zarzuty apelacyjne nie zdołały skutecznie podważyć prawidłowości zaskarżonego wyroku, ponieważ odpowiada on prawu, nawet gdyby przyjąć, że niektóre okoliczności lub zagadnienia mogły być nieco inaczej ujęte lub rozważone.
Przede wszystkim podkreślić trzeba, że Sąd Okręgowy szczegółowo i dokładnie opisał treść zawartej między stronami umowy kredytu, a także przedstawił okoliczności, w jakich doszło do jej zawarcia, w szczególności informacje, jakie zostały przekazane powodom przez pozwanego i oświadczenia, jakie złożyli oni zgodnie z jego wymaganiami, od których zależało zawarcie tej umowy i dokonanie wypłaty kwoty kredytu na ich rzecz. Abstrahując od odmiennej oceny tych okoliczności przez pozwanego, nie można więc mieć żadnych zastrzeżeń co do prawidłowości opisu okoliczności faktycznych, przyjętego przez Sąd pierwszej instancji.
W tym kontekście wskazać należy, że konieczne jest odróżnienie dokonanych ustaleń faktycznych (opisu istotnych faktów) od ich oceny, czyli wyprowadzonych z nich wniosków. Ma to bardzo istotne znaczenie dla oceny zasadności zarzutów apelacyjnych pozwanego, dotyczących podstawy faktycznej zaskarżonego wyroku, ponieważ w gruncie rzeczy odnosiły się one nie tyle do treści dokonanych przez Sąd Okręgowy ustaleń, co do przyjętych na ich podstawie wniosków (przede wszystkim o charakterze prawnym przedmiotowej umowy jako kredytu złotowego, niedozwolonym charakterze postanowień umownych regulujących zasady denominacji świadczeń stron za pomocą kursu CHF, a w ślad za tym o nieważności całej umowy kredytu i obowiązku zwrotu przez pozwanego zapłaconych przez powodów na jego rzecz kwot jako świadczenia nienależnego).
Wobec tego można uznać, że pozwanemu w rzeczywistości nie chodzi o treść ustaleń faktycznych, lecz o zakwestionowanie dokonanej przez Sąd pierwszej instancji oceny zasadności żądania powodów. Mimo że formalnie podważa on zarówno prawidłowość zebrania materiału dowodowego (zwłaszcza oddalenie jego wniosku o dopuszczenie dowodu z opinii biegłego sądowego), jak i jego oceny, to de facto je-go zarzuty apelacyjne dotyczą przede wszystkim kwestii materialnoprawnych, z tym że ich podstawę stanowi próba przekonania, że należało przyjąć ustalenia i wnioski zgodne z jego stanowiskiem i twierdzeniami. Podkreślić przy tym można, że zakres materiału dowodowego, mającego istotne znaczenie dla rozstrzygnięcia, w gruncie rzeczy nie był w tej sprawie zbyt obszerny, ponieważ obejmował w zasadzie jedynie dokumenty związane bezpośrednio z zawarciem i wykonaniem spornej umowy oraz zeznania świadka E. P. i zeznania powodów. W świetle apelacji zasadniczym problemem w niniejszej sprawie była zatem nie tyle ocena zebranego materiału dowodowego lub treść wynikających z nich okoliczności faktycznych, co kwestia możliwości ich interpretacji zgodna ze stanowiskiem skarżącego.
Zauważyć można, że podobnie pozwany argumentował także w odpowiedzi na pozew, w której – wskazując, jakie twierdzenia powodów i okoliczności przyznaje, a jakim zaprzecza (zob. k. 80) – w gruncie rzeczy nie odnosił się do konkretnych faktów, lecz do wniosków, jakie można z nich wyprowadzić. Przykładowo, twierdzenie o braku po jego stronie jakichkolwiek uchybień w zakresie udzielania i realizacji kredytu na rzecz powodów, dotyczy sfery ocen i wnioskowania. Także zaprzeczanie, że przedmiotowa umowa jest nieważna lub niewykonalna albo zawiera klauzule niedozwolone, stanowi ocenę, która zdaniem pozwanego powinna zostać wyprowadzona z przedstawionych dowodów, ale nie jest konkretnym faktem, może natomiast wynikać lub nie wynikać z ustalonych faktów. Podobnie, brak możliwości negocjowania przez powodów treści umowy w trakcie trwania procedury kredytowej lub możliwości wpływania przez nich na jej treść nie dotyczy treści (kształtu) faktów istotnych dla rozstrzygnięcia, lecz ich interpretacji, tzn. tego, czy na podstawie ustalonych faktów można przyjąć, że umowa była indywidualnie negocjowana między stronami, a powodowie mieli możliwość realnego wpływu na jej treść. Również kwestia wypełnienia/niewypełnienia przez pozwanego obowiązków informacyjnych w toku czynności poprzedzających zawarcie umowy kredytu, jak i w trakcie jej zawierania w zakresie, dotyczącym ryzyka związanego z zaciągnięciem kredytu denominowanego, zmian kursu walutowego i związaną z tym zmianą wysokości kwoty zaciągniętego zobowiązania oraz rat kapitałowo – odsetkowych, dotyczy oceny ustalonych okoliczności faktycznych, a nie ustalenia faktów.
Inaczej rzecz ujmując, pozwanemu chodzi o to, żeby zebrane dowody i ustalone na ich podstawie fakty interpretować zgodnie z jego twierdzeniami i wyprowadzać z nich wnioski potwierdzające jego stanowisko, a tym samym podważające zasadność stanowiska powodów. Można więc uznać, że decydujące znaczenie w niniej-szej sprawie ma analiza dokonanej przez Sąd pierwszej instancji oceny twierdzeń i argumentów obu stron, oczywiście z uwzględnieniem tego, że podstawę tej oceny stanowiły ustalenia faktyczne, dokonane na podstawie zebranego materiału dowodowego.
W tej sytuacji można było ograniczyć się do stwierdzenia, że Sąd Apelacyjny generalnie aprobował i przyjął za własne ustalenia faktyczne Sądu Okręgowego, uznając, że są one zgodne z treścią zebranego materiału dowodowego i wystarczają do rozstrzygnięcia sprawy na obecnym etapie postępowania w zakresie objętym granicami apelacji. W świetle powyższych uwag chybione były zarzuty naruszenia art. 227 k.p.c. w zw. z art. 278 § 1 k.p.c. oraz art. 235 2 § 1 pkt 2 k.p.c. Odnośnie do postulowanego dowodu z opinii biegłego sądowego podkreślenia wymaga, że dla oceny abuzywności danego postanowienia umownego nie może mieć decydującego znacze-nia sposób wykonania umowy, zwłaszcza to, czy i w jaki sposób jedna ze stron korzystała z tego postanowienia, a na wykazanie właśnie takich okoliczności w szczególności pozwany powoływał dowody, które zostały pominięte przez Sąd pierwszej instancji.
Wbrew stanowisku skarżącego, nieistotne jest, czy w trakcie wykonywania umowy stosował on kurs w wysokości nieodbiegającej od kursu rynkowego lub śred-niego kursu NBP. Z punktu widzenia rozstrzygnięcia o żądaniach stron istotne jest bowiem jedynie to, czy sporne postanowienia umowne, oceniane na chwilę zawarcia umowy, stanowiły niedozwolone postanowienia umowne w rozumieniu art. 385 1 § 1 k.c., czyli kształtowało prawa i obowiązki konsumenta w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, rażąco naruszając jego interesy (zob. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 2 czerwca 2021 r., I CSKP 55/21, LEX nr 3219740). Dowód z opinii biegłego na okoliczności wskazane przez skarżącego był więc nieprzydatny dla rozstrzygnięcia kwestii abuzywności przedmiotowych klauzul, ponieważ taka ocena powinna być dokonywana na płaszczyźnie stosowania norm prawa materialnego, a dowód z opinii biegłego nie może służyć do rozstrzygnięcia takich kwestii (art. 235 2 § 1 pkt 2 – 5 k.p.c.).
Także zarzuty naruszenia art. 233 § 1 k.p.c., sprowadzające się do zarzucenia Sądowi pierwszej instancji dokonania ustaleń sprzecznych z treścią materiału dowodowego, ściśle wiążą się z przyjętą przez skarżącego interpretacją ustalonych okoliczności faktycznych. W związku z tym ich zasadność była uzależniona od oceny stanowiska i argumentacji pozwanego, zwłaszcza odnośnie do okoliczności mogących świadczyć – po pierwsze – o indywidualnym uzgodnieniu przez niego z powodami treści spornych postanowień umownych, dotyczących zasad denominacji kredytu i ustalania kursów waluty obcej stosowanej do tej denominacji, a po drugie – o należytym pouczeniu przez niego powodów o mechanizmie denominacji i spoczywającym na nich ryzyku związanym ze zmiennością kursów waluty denominacji (określanego w niniejszym uzasadnieniu przez Sąd Apelacyjny jako „ryzyko walutowe” w odróżnieniu od „ryzyka kursowego” związanego z jednostronnym ustalaniem kursu tej waluty przez pozwany bank).
Odnośnie do kwestii indywidualnego uzgodnienia między stronami postanowień umownych, wprowadzających do umowy mechanizm denominacji i regulujących zasady jej dokonywania, a także udzielenia przez niego powodom wyczerpujących i rzetelnych informacji oraz wyjaśnień związanych z zawieraną umową kredytu denominowanego we franku szwajcarskim, a także charakteru tej umowy (czy stanowiła ona kredyt walutowy, czy złotowy), podkreślić należy, że pozwanemu zależy przede wszystkim na takiej interpretacji zebranego materiału, która pozwalałaby na przyjęcie ustaleń i wniosków zgodnych z jego twierdzeniami, ponieważ w ślad za tym uzasadniona byłaby taka ocena prawna żądania powodów, która odpowiadałaby jego oczekiwaniom. Wiąże się to więc z interpretacją zebranego materiału i jego analizą, a nie z jego oceną. Pozwany bowiem w głównej mierze nie tyle wykazuje błędy w ocenie dowodów lub rozumowaniu Sądu pierwszej instancji, co polemizuje z jego ustaleniami i wnioskami.
Jeśli natomiast chodzi o kwestie prawne, w pierwszej kolejności zauważyć trzeba, że ocena postanowień umownych pod kątem ich abuzywności jest celowa i dopuszczalna jedynie wtedy, gdy znajdują się one w ważnej umowie. W konsekwencji bezwzględna nieważność umowy na podstawie art. 58 § 1 k.c. (z powodu sprzeczności jej treści z ustawą lub obejścia ustawy) lub na podstawie art. 58 § 2 k.c. (z powodu jej sprzeczności z zasadami współżycia społecznego), czy wreszcie z powodu przekroczenia granic swobody umów, o których mowa w art. 353 1 k.c., skutkowałaby tym, że nie miałoby już znaczenia, czy postanowienia umowne, zawarte w nieważnej umowie, mogłyby zostać uznane także za niedozwolone (abuzywne). Jedynie w tym zakresie można przyznać rację zarzutom apelacyjnym, w których pozwany kwestionował możliwość jednoczesnego przyjmowania, że sporne postanowienia o denominacji mogą skutkować zarówno bezwzględną nieważnością przedmiotowej umowy, jak i ich abuzywnością, również prowadzącą do jej nieważności w całości.
Zwrócić trzeba przy tym uwagę, że z art. 385 1 § 1 k.c. wynika, że niedozwolone postanowienia umowne nie wiążą konsumenta, co uznaje się na ogół za sankcję w postaci tzw. bezskuteczności zawieszonej, polegającej na tym, że jedynie konsument może w każdym czasie powołać się na abuzywność postanowień umownych, powodując – w razie zasadności swoich twierdzeń – ich nieważność od chwili zawarcia umowy (ab initio ), czyli z mocą wsteczną (ex tunc ). W konsekwencji nieważność tych postanowień nie następuje definitywnie ex lege , lecz zależy od woli konsumenta, który może powołać się na ich abuzywność, wskutek czego stracą one moc wiążącą i zostaną wyeliminowane z umowy (przy zachowaniu co do zasady ważności pozostałych postanowień umownych).
Zbyt daleko idące były zatem wywody powodów, którzy w przedstawionych w pozwie okolicznościach i argumentach dopatrywali się możliwości stwierdzenia zarówno abuzywności kwestionowanych postanowień umownych, jak i bezwzględnej nieważności tej umowy na podstawie art. 58 k.c. z powodu jej sprzeczności z art. 69 ust. 1 pr. bank. lub art. 353 1 k.c. Zauważyć wypada, że w zasadzie te same twierdzenia i argumenty były przez nich powoływane na poparcie obu podstaw swojego żądania. Wziąć jednak trzeba pod uwagę, że przepisy krajowe (art. 385 1 k.c. i nast.) oraz unijne (Dyrektywa 93/13/EWG) kompleksowo regulują ochronę konsumentów przed skutkami wprowadzania przez przedsiębiorców (w tym banki) do umów postanowień naruszających ich prawa m. in. w taki sposób, jaki jest oceniany w niniejszej sprawie. W związku z tym pozwany trafnie podniósł w apelacji, że te regulacje mają charakter przepisów szczególnych w stosunku do przepisów takich jak art. 58 k.c. lub art. 353 1 k.c., które ogólnie regulują zagadnienia związane z treścią umów, podczas gdy przepisy o niedozwolonych postanowień umownych dotyczą tylko specyficznego aspektu odnoszącego się do treści umów zawieranych między przedsiębiorcami i konsumentami.
W konsekwencji zdaniem orzekającego w sprawie składu Sądu Apelacyjnego nie zasługuje na akceptację bardzo częsta w sprawach dotyczących tzw. kredytów frankowych tendencja do jednoczesnego przyjmowania (tak przez strony, jak i przez sądy orzekające) tych samych okoliczności i argumentów za podstawę stwierdzenia zarówno sprzeczności postanowień umownych o denominacji lub indeksacji kredytu kursem CHF z przepisami ustawy, zasadą swobody umów lub zasadami współżycia społecznego, powodującej nieważność umowy kredytu na podstawie art. 58 k.c., jak i do uznawania tych samych postanowień umownych praktycznie z tych samych przyczyn za abuzywne. Nie uwzględnia to istnienia przepisów szczególnych, które regulują ochronę konsumentów przed stosowaniem przez przedsiębiorców niedozwolonych postanowień umownych, wskutek czego nie ma potrzeby jednoczesnego stosowania do tych samych okoliczności i zagadnień przepisów ogólnych oraz szczególnych.
Przyjmując pogląd o pierwszeństwie przepisów o niedozwolonych postanowieniach umownych przed przepisami o charakterze ogólnym, konieczne jest jednak dokonanie bardzo istotnego zastrzeżenia. O ile bowiem typową sankcją niedozwolonego charakteru określonych postanowień umownych jest to, że – po powołaniu się przez konsumenta na ich abuzywność – nie wiążą stron jedynie te postanowienia przy jednoczesnym zachowaniu mocy wiążącej przez umowę w pozostałym zakresie (art. 385 1 § 2 k.c.), o tyle wziąć trzeba pod uwagę, że taki skutek może zostać przyjęty jedynie w takich przypadkach, w których po wyeliminowaniu z umowy postanowień abuzywnych nadal możliwe jest ustalenie, na podstawie pozostałych postanowień umownych, treści praw i obowiązków stron w stopniu pozwalającym na wykonanie wynikającego z niej zobowiązania zgodnie z jego treścią (istotą). Sytuacja taka z reguły nie zachodzi w przypadkach, w których niedozwolony charakter mają postanowienia umowne, określające główne świadczenia stron, ponieważ bez takich postanowień niewątpliwie nie można wykonać umowy, skoro przestają wiązać strony właśnie te postanowienia, które określają, jakie mają być ich główne świadczenia. Podkreślić trzeba, że zobowiązanie wymaga określenia świadczenia, więc bez możliwości jego ustalenia nie można mówić o istnieniu ważnego zobowiązania.
W tym kontekście wskazać należy, że Sąd pierwszej instancji trafnie stwierdził, że zawarte w przedmiotowej umowie kredytu postanowienia o denominacji określały główne świadczenia stron, ponieważ decydowały one o ustaleniu ich wysokości (zarówno świadczenia banku, jak i świadczeń kredytobiorców). W związku z tym zaakceptować można również stanowisko tego Sądu, że skoro te postanowienia okazały się abuzywne, to po ich wyeliminowaniu z umowy w ogóle niemożliwe stało się jej wykonanie, ponieważ bez mechanizmu denominacji nie jest możliwe ani ustalenie wartości świadczenia banku, ani wartości świadczeń powodów.
Inaczej rzecz ujmując, umowa była nieważna w całości nie bezpośrednio dlatego, że niektóre jej postanowienia miały charakter niedozwolony, ale dlatego, że bez tych postanowień jej treść stała się sprzeczna z ustawą, tj. w tym przypadku w szczególności z art. 69 ust. 1 pr. bank., określającego przedmiotowo istotne cechy umowy kredytu. Nieważność umowy ma więc charakter następczy w stosunku do stwierdzenia abuzywności jej postanowień, ponieważ jest konsekwencją wyeliminowania z niej niedozwolonych postanowień umownych, nie wynika natomiast wprost i bezpośrednio z ich abuzywności, która co do zasady skutkuje jedynie niezwiązaniem stron (w pierwszej kolejności konsumenta) tymi postanowieniami. Najpierw następuje zatem stwierdzenie ich abuzywności, a dopiero następnie – w zależności od oceny ich wpływu na możliwość wykonania umowy – może dojść do jej nieważności w ca-łości.
Zarzut naruszenia art. 233 § 1 k.p.c. był ponadto chybiony w zakresie, w jakim pozwany starał się – powołując się na wybrane dowody, zwłaszcza treść wskazanych przez niego fragmentów umowy i innych dokumentów – przekonać, że wbrew Sądowi Okręgowemu w świetle zebranego materiału dowodowego należało uznać, że przedmiotowa umowa stanowiła rodzaj kredytu walutowego a nie kredyt złotowy, zawierający mechanizm denominacji, będący w istocie formą waloryzacji. Argumentacja pozwanego opiera się bowiem na wybiórczej i tendencyjnej analizie dokumentów, która całkowicie pomija okoliczność, że niewątpliwie to on był ich autorem, począwszy od wniosku kredytowego przez tekst umowy i pozostałych dokumentów, wpływających na treść stosunku prawnego między stronami, w tym informacji dla kredytobiorców, dyspozycji wypłaty itd.
W związku z tym przy analizie jego twierdzeń i zarzutów decydujące znaczenie nadawać należy temu, że był on stroną, która zredagowała znajdujące się w spornej umowie postanowienia umowne, w szczególności dotyczące mechanizmu denominacji (tak w zakresie klauzuli walutowej, jak i kursowej). W konsekwencji zgodnie z zasadą in dubio contra proferentem przy wykładni postanowień tej umowy kierować się trzeba przede wszystkim tym, w jaki sposób obiektywnie mógł je zrozumieć odbiorca oświadczenia woli (tutaj powodowie), a nie jak pozwany je rozumiał lub jak obecnie chciałby je interpretować. Kierować się więc należy obiektywnym kontekstem logiczno – językowym mowy, a nie subiektywnymi celami lub intencjami pozwanego, prezentowanymi zwłaszcza na użytek niniejszego procesu.
Dodatkowo wziąć trzeba pod uwagę, że – jak wynika z doświadczenia życiowego i zawodowego Sądu Apelacyjnego, nabytego w szczególności w związku z ro-zpoznawaniem licznych spraw dotyczących tzw. kredytów frankowych – różne banki nierzadko w stosunkowo odmienny sposób formułowały w swoich wzorcach (formularzach) umownych, stosowanych do masowego zawierania umów ze swoimi klientami, będącymi konsumentami, treść postanowień wprowadzających do umów kredytu mechanizm denominacji lub indeksacji. Niekiedy wręcz myliły indeksację z denominacją lub traktowały je jako pojęcia zamienne względnie tożsame. Wobec tego, mimo nadania decydującego znaczenia obiektywnej metodzie wykładni treści takich umów, nie można ulegać presji banków, które aktualnie starają się tendencyjnie interpretować na swoją korzyść wybrane sformułowania, którymi akurat posłużyły się w swoich wzorcach umownych, na podstawie których dochodziło do zawarcia umów kredytu indeksowanego lub denominowanego w CHF.
Uwaga ta ma bardzo istotne znaczenie w niniejszej sprawie, ponieważ pozwany powoływał się w niej na to, że już z treści umowy, w szczególności jej nazwy, wynika, że udzielił powodom kredytu w walucie wymienialnej, co oznacza, że nie można utożsamiać lub porównywać go z kredytem denominowanym kursem waluty obcej, a tym bardziej uznawać za kredyt udzielony w walucie polskiej (tzw. kredyt złotowy). Takie stanowisko pozwanego abstrahuje od pozostałych postanowień umownych, które interpretowane obiektywnie i kompleksowo, a nie wybiórczo, nie pozwalają na przyjęcie, że na podstawie przedmiotowej umowy rzeczywiście udzielił powodom (tj. udostępnił im, jak jest mowa w art. 69 ust. 1 pr. bank.) kredyt w walucie obcej (czyli w CHF), a nie w walucie polskiej.
W związku z tym na pierwszy plan wysuwa się kwestia, czy istotnie można uznać, że umowa kredytu denominowanego w walucie obcej (np. CHF) rzeczywiście jest umową, w której przedmiotem świadczenia stron jest waluta obca, a zatem czy ma ona charakter kredytu walutowego (w znaczeniu udzielonego, tj. udostępnionego kredytobiorcy, w innej walucie niż polska) .
W tym kontekście zauważyć trzeba, że kredyt denominowany (podobnie jak indeksowany) niewątpliwie różni się zarówno od „typowego” kredytu walutowego, który jest udostępniony kredytobiorcy i spłacany przez niego w walucie obcej, jak i od „typowego” kredytu złotowego, który jest udostępniony kredytobiorcy i spłacany przez niego w walucie polskiej. Kredyt denominowany (indeksowany) nie może więc być bezkrytycznie utożsamiany z kredytem walutowym. Jego istotną cechą jest bowiem umieszczenie w nim mechanizmu denominacji (indeksacji), który z jednej strony wiąże wartość świadczeń stron z wartością wybranej waluty obcej, a z drugiej strony umożliwia zastosowanie do takiej umowy oprocentowania powiązanego ze stawką referencyjną właściwą dla tej waluty obcej. Posłużenie się tym mechanizmem nie przesądza jednak zatem o walutowym charakterze kredytu, gdyż w dalszym ciągu aktualna pozostaje konieczność oceny, jaka jest jego waluta.
W celu wyjaśnienia takiej kwestii przydatne może być sięgnięcie do rudymentarnego wręcz pojęcia przedmiotu zobowiązania oraz przedmiotu świadczenia. Przez przedmiot zobowiązania powszechnie rozumie się świadczenie, czyli zachowanie jego stron odpowiadające treści zobowiązania. W tym ujęciu przedmiotem zobowiązania w umowie kredytu nie jest określona w niej suma pieniężna (niezależnie od tego, w jakiej jest wyrażona walucie), lecz zachowanie stron, polegające ze strony banku na obowiązku udostępnienia kredytobiorcy umówionej kwoty kredytu na oz-naczony okres i na oznaczony cel, a ze strony kredytobiorcy na obowiązku zwrotu wykorzystanej kwoty kredytu i zapłacie umówionych odsetek lub także prowizji i innych opłat, jeśli wynika to z umowy.
Od tak rozumianego przedmiotu zobowiązania (czyli świadczenia lub świadczeń stron) odróżnić należy przedmiot świadczenia, czyli rzeczy lub inne obiekty, do których odnosi się zachowanie stron, stanowiące świadczenie, tj. przedmiot zobowiązania. W tym ujęciu przedmiotem świadczenia w umowie kredytu są środki pieniężne, które są udostępniane kredytobiorcy lub zwracane bankowi w ramach spełniania umówionych świadczeń. W ślad za tym przedmiotem świadczenia, umówionego w treści umowy, co do zasady może być tylko jedna waluta, natomiast zupełnie innym zagadnieniem jest to, w jakiej walucie świadczenie faktycznie zostanie wykonane. Inaczej mówiąc, nieprzekonujące jest twierdzenie, że walutą zobowiązania może być inna waluta od waluty, stanowiącej przedmiot świadczenia. Prowadziłoby to bowiem do niezasadnego utożsamienia sposobu spełnienia świadczenia (następującego dopiero na etapie wykonania umowy) ze sposobem określenia praw i obowiązków stron, dokonywanym znacznie wcześniej, a mianowicie w chwili zawierania umowy.
Nie negując zatem co do zasady, że – zwłaszcza z uwagi na dość powszechną obecnie wymienialność walut – nie jest wykluczone spełnienie świadczenia pieniężnego w innej walucie niż waluta umówiona w treści zobowiązania, nie można bezkrytycznie przyjmować, że posłużenie się w umowie kredytu mechanizmem denominacji (lub indeksacji) niewątpliwie i kategorycznie powoduje, że waluta obca staje walutą zobowiązania (czyli walutą, do której odnosi zachowanie stron, jako przedmiot zobowiązania), a waluta polska jest walutą, w której świadczenia stron są jedynie spełniane (umowa jest wykonywana). Nie można pomijać, że właśnie do waluty polskiej odnosi się zachowanie stron, ponieważ w tej walucie jest zarówno udostępniona kredytobiorcom suma pieniężna przez bank, jak i w niej są następnie zwracane raty kapitałowo – odsetkowe przez kredytobiorców. Niezasadne jest zatem sprowadzanie niewątpliwego faktu spełniania świadczeń w walucie polskiej jedynie do nieistotnego sposobu wykonania zobowiązania, którego przedmiotem jest rzekomo waluta obca. Próba takiego rozumienia kredytu denominowanego (lub indeksowanego) zmierza w istocie do utożsamienia go z kredytem walutowym z pominięciem lub zbagatelizowaniem zawartego w nim mechanizmu denominacji (indeksacji).
W konsekwencji uznać należy, że denominacja (indeksacja) nie sprowadza się tylko do umożliwienia wykonywania umowy (czyli spełniania świadczeń) w walucie polskiej zamiast w walucie obcej, będącej rzekomo walutą zobowiązania. Bardziej przekonujący jest pogląd, że ma ona inny charakter, a mianowicie nie wiąże się jedynie ze sposobem wykonania zobowiązania, ale z powiązaniem wartości świadczeń stron z wartością wybranej waluty obcej. Inaczej rzecz ujmując, dotyczy ona wprost i bezpośrednio określenia treści zobowiązania, czyli praw i obowiązków stron, a nie jedynie sposobu ich wykonania.
Taki pogląd pozwala na odróżnienie kredytu denominowanego (indeksowanego) zarówno od „typowego” kredytu walutowego, jak i od „typowego” kredytu złotowego. Wyjaśnia bowiem, dlaczego wartość (i tylko wartość) świadczeń stron jest wyrażana w walucie obcej, mimo że przedmiotem świadczenia, czyli zachowania stron, jest udostępnienie środków pieniężnych w walucie polskiej, a następnie zwracanie ich również w tej walucie. Wyjaśnia to również, dlaczego elementem mechanizmu denominacji (indeksacji) jest nie tylko spełnianie świadczeń w walucie polskiej, ale także ustalenie odsetek według stawki referencyjnej LIBOR. Nie ulega zaś wątpliwości, że obowiązek zapłaty odsetek jest elementem treści zobowiązania a nie jego wykonania.
Powiązanie przeliczania wartości świadczeń z waluty polskiej na walutę obcą ze stosowaniem oprocentowania LIBOR potwierdza, że mechanizm denominacji (indeksacji) stanowi jedną całość, kształtującą treść stosunku prawnego a nie jedynie sposób jego wykonania. Nota bene , sam pozwany wielokrotnie posługuje się w apelacji terminem „przeliczanie” świadczeń stron (np. w zarzucie, dotyczącym oddalenia wniosku o dopuszczenie dowodu z opinii biegłego, wskazał, że kursy CHF służyły do przeliczania świadczeń stron). Oznacza to, że doskonale zdaje sobie sprawę, że w rzeczywistości w przedmiotowej umowie wcale nie chodziło o udzielenie powodom kredytu walutowego w CHF, lecz jedynie o przeliczanie świadczeń stron za pomocą kursów tej waluty.
W takim ujęciu uznać należy, że waluta obca nie stanowi przedmiotu świadczenia, ale służy jedynie do ustalenia jego wartości, niemniej spełnianej w dalszym ciągu w walucie polskiej jako walucie zobowiązania. Pozwala to uznać, że wbrew twierdzeniom pozwanego nie ma zbyt istotnej różnicy między kredytem denominowanym a kredytem indeksowanym. Wprawdzie w tym pierwszym przypadku kwota kredytu jest wyrażona w walucie obcej, ale uwzględniając całość, a nie tylko wybrane fragmenty, postanowień umowy kredytu denominowanego nie ma podstaw do uznania, że właśnie ta waluta ma stanowić przedmiot świadczenia, czyli że w niej mają zostać spełnione świadczenia stron. Wprost przeciwnie, nie budzi obiektywnych wątpliwości, że świadczenia obu stron mają zostać spełnione w walucie polskiej.
Wobec tego, zwłaszcza w okresie, zanim doszło do sporów na tle tzw. umów frankowych, które są obecnie przedmiotem licznych postępowań sądowych, dość powszechnie przyjmowano, że w istocie różnica między kredytem denominowanym a indeksowanym polega jedynie na tym, że w pierwszym przypadku kwota kredytu wypłaconego w walucie polskiej jest uzależniona od ustalonej z góry kwoty w walucie obcej, co nie dawało kredytobiorcy pewności, że uzyska dokładnie taką kwotę kredytu, jaka jest mu potrzebna do zrealizowania celu, na który zaciąga kredyt, natomiast w drugim przypadku kwota kredytu od razu była wyznaczona w walucie polskiej, ale z kolei nie było wiadomo, jaka będzie po udostępnieniu kredytu jej równowartość w walucie obcej, od której zależała następnie wysokość spłacanych rat. Nie-mniej w obu rodzajach umów w zasadzie w bardzo zbliżony sposób uregulowana była kwestia zarówno wypłaty kredytu, jak i jego spłaty, która każdorazowo miała następować w walucie polskiej, ale z zastosowaniem mechanizmu jej przeliczania za pomocą kursu umówionej waluty obcej.
Powodowało to z jednej strony uzależnienie wartości świadczeń stron od wartości waluty obcej (klauzula walutowa, z czym wiązało się ryzyko walutowe), a z drugiej strony narażało kredytobiorcę – z uwagi na powszechnie stosowaną zasadę dokonywania przeliczeń wartości świadczeń stron za pomocą kursów ustalanych jednostronnie przez bank – na ryzyko dowolnego określania wysokości jego zobowiązania przez bank (klauzula kursowa lub inaczej ryzyko kursowe albo spreadowe).
W tym stanie rzeczy uznać można, że także w umowie kredytu o takiej treści, jaka jest przedmiotem niniejszego postępowania, wbrew odmiennym twierdzeniom pozwanego waluta obca nie jest walutą zobowiązania (tak jak ma to miejsce w „typowym” kredycie walutowym), lecz jest jedynie miernikiem wartości świadczeń, które są jednak spełniane wyłącznie w walucie polskiej, czyli służy tylko do ustalenia ich wartości a nie do wyrażenia treści obowiązku stron, czyli określenia, że mają one obowiązek spełnienia świadczeń w walucie obcej, a rzekomo tylko wskutek zastosowania mechanizmu denominacji (indeksacji) faktycznie czynią to w walucie polskiej.
Powtórzyć wypada, że nie można aktualnie nadawać decydującego znaczenia konkretnemu sposobowi powiązania wartości świadczeń stron z wartością waluty obcej – przez posłużenie się przez bank w swoim wzorcu umownym konstrukcją denominacji lub indeksacji lub nawet pominięciem obu tych określeń (milczeniem na temat tego, jakie znaczenie ma posłużenie się w umowie mechanizmem przeliczeniowym za pomocą kursów waluty obcej) – ponieważ nie może to powodować, że sytuacja kredytobiorców będzie istotnie różnić się w zależności od konkretnego kształtu (uregulowania) tego sposobu. Pierwszoplanowe jest bowiem samo powiązanie wartości świadczeń stron z wartością waluty obcej, a nie to, czy w danej umowie przybrało to postać denominacji lub indeksacji, gdyż ma to drugorzędne znaczenie w stosunku do samego faktu uzależnienia wartości świadczeń stron umowy kredytu od wartości waluty obcej.
Inaczej mówiąc, pozwany nie może wykorzystywać obecnie tego, że przy zawieraniu z konsumentami umów tzw. kredytów frankowych posłużył się nazwą „kredyt udzielony w walucie wymienialnej’ zamiast kredyt denominowany w walucie obcej (wymienialnej), skoro z jej treści wynika, że de facto nie chodziło w niej o rzeczywiste udostępnienie powodom kwoty kredytu w walucie obcej, lecz była ona wykorzystywana jedynie do przeliczania wartości świadczeń obu stron. Nie można ponadto uznać, że w przypadku kredytów denominowanych – odmiennie niż w kredytach indeksowanych – rzeczywiście dochodziło do umówienia się przez strony, że kwota kredytu zostanie udostępniona kredytobiorcom w walucie obcej, a jedynie faktycznie zostanie im wypłacona w walucie polskiej, czyli że taki kredyt istotnie miał charakter walutowy.
Z tego punktu widzenia zauważyć można, że nawet pozwany dostrzega, że denominacja polega tylko na wyrażeniu kredytu w walucie obcej (przeliczaniu wartości świadczeń stron), a nie na jego faktycznym udzieleniu i udostępnieniu w tej walucie. Niestety jednocześnie błędnie wywodzi, że waluta obca jest rzekomo walutą długu (zobowiązania), a złoty stanowi jedynie walutę płatności (spełnienia świadczenia lub wykonania zobowiązania), nie biorąc pod uwagę, że nie można odrywać świadczenia, czyli zachowania stron, od rzeczy lub obiektów, których to zachowanie ma dotyczyć zgodnie z treścią zobowiązania. Skoro zatem strony od razu umawiały się na spełnienie swoich świadczeń w walucie polskiej, to nie można uznawać, że jednocześnie odnosiły swoje obowiązki, czyli zachowanie, które było przedmiotem zobowiązania, do innej (obcej) waluty. W związku z tym uznać należy, że argumentacja pozwanego stanowi jedynie próbę uratowania tezy o walutowym charakterze kredytu udzielonego powodom.
Wziąć trzeba ponadto pod uwagę, że według dominującego obecnie poglądu, który jest podzielany także przez orzekający skład Sądu Apelacyjnego, umowa kredytu denominowanego (indeksowanego) nie stanowi odrębnego rodzaju umowy, lecz jest jedynie szczególnym rodzajem (co określa się też niekiedy mianem wariantu lub podtypu) umowy kredytu jako umowy nazwanej, ale o charakterze pozakodeksowym, ponieważ jest uregulowana w powołanej wyżej ustawie Prawo bankowe, a nie w Kodeksie cywilnym. Oznacza to, że co do zasady musi ona odpowiadać treści umowy kredytu, czyli musi zawierać wszystkie elementy przedmiotowo istotne (essentialia negotii ) umowy kredytu, określone w art. 69 pr. bank. W związku z tym jej ewentualne modyfikacje nie mogą naruszać takich elementów, które decydują o istocie umowy kredytu. W szczególności nie mogą zmieniać świadczeń typowych dla umowy kredytu w takim stopniu, aby nie można już było przyjąć, że nadal odpowiadają one elementom essentialia negotii umowy kredytu.
Prowadzi to do wniosku, że nieuprawnione jest twierdzenie – z powołaniem się na zasadę swobody umów, wyrażoną w art. 353 1 k.c. – że umowa kredytu denominowanego (a także indeksowanego) ma na tyle odmienny i wręcz szczególny charakter, że może istotnie modyfikować postanowienia decydujące o zachowaniu przez nią cech typowych dla umowy kredytu. Inaczej rzecz ujmując, gdyby nawet nie wykluczyć ex definitione możliwości dokonania w granicach swobody umów z art. 353 1 k.c. dalej idącej modyfikacji treści stosunku prawnego między stronami, to nie można byłoby już wówczas mówić o umowie kredytu, lecz co najwyżej o jakiejś odmiennej od niej umowie nienazwanej. Jednak niewątpliwie strony, w tym również pozwany, zgodnie uważają, że zawarta przez nie umowa mieściła się w ogólnej konstrukcji umowy kredytu, wobec czego jej oceny należy dokonywać z uwzględnieniem regulacji dotyczących tej umowy.
W związku z tym zauważyć trzeba, że jednym z kryteriów zasady swobody umów, wymienionych w art. 353 1 k.c., jest właściwość (natura) stosunku prawnego. Kryterium to może być rozumiane dwojako: szeroko jako ogólna zgodność z właściwością (naturą) stosunku prawnego, zwłaszcza o charakterze obligacyjnym lub wąsko jako zgodność z właściwością (naturą) konkretnego stosunku prawnego, czyli w analizowanym obecnie przypadku – umowy kredytu bankowego. Skoro zatem strony są ze sobą zgodne co do tego, że zawarta między nimi umowa kredytu denominowanego powinna mieścić się w ramach ogólnej konstrukcji umowy kredytu, to nawet w świetle art. 353 1 k.c. niewątpliwie nie może ona modyfikować takich elementów, które decydują o tym, że konkretna umowa może jeszcze zostać uznana za umowę kredytu.
W tej sytuacji wziąć trzeba pod uwagę, że z art. 69 ust. 1 pr. bank. wynika, że kredytobiorca powinien zwrócić bankowi z tytułu kapitału taką samą kwotę, którą bank mu udostępnił. W tym zakresie świadczenia stron powinny więc być jednakowe i równe, co odnosi się zwłaszcza do ich nominalnej tożsamości. Inaczej mówiąc, kapitał podlegający zwrotowi przez kredytobiorcę co do zasady nie powinien być ani wyższy, ani niższy od kapitału, który został mu udostępniony przez bank. Jednocześnie zauważyć wypada, że ze względu na powszechnie występujące zjawisko inflacji, powodującej spadek realnej wartości siły nabywczej pieniądza, zwłaszcza przy kredytach długoterminowych udzielanych na kilkanaście lub nawet więcej lat, może dojść do spadku realnej wartości kapitału zwracanego – w przeciwieństwie do świa-dczenia banku udostępnianego kredytobiorcy z reguły jednorazowo lub w transzach od razu po zawarciu umowy lub w niezbyt odległym czasie od jej zawarcia – sukcesywnie (w ratach) przez cały okres kredytowania w wysokości nominalnej.
Generalnie takiemu niekorzystnemu dla kredytodawcy zjawisku zapobiegać powinno ustalenie wysokości oprocentowania kredytów na takim poziomie, aby płacone przez kredytobiorcę odsetki (w ramach raty kapitałowo – odsetkowej) zapewniały bankowi wynagrodzenia gwarantujące osiągnięcie przez niego zysku mimo spadku realnej wartości zwracanego kapitału.
Pełnienie przez odsetki funkcji waloryzacyjnej jest aktualnie powszechnie akceptowane w orzecznictwie i doktrynie, zwłaszcza w odniesieniu do odsetek za opó-źnienie. Nie wdając się w teoretyczne rozważania, czy także odsetki kapitałowe (np. z tytułu kredytu) mają charakter waloryzacyjny, nie można ignorować faktu, że zjawiska inflacyjne mogą wpływać na podwyższenie oprocentowania kredytów, ponieważ odsetki bezsprzecznie mają zapewnić bankowi wynagrodzenie za korzystanie z udostępnionego kapitału, uwzględniające także odpowiedni (tj. zakładany w ramach udzielonego kredytu) zysk, który mógłby zostać zagrożony przez spadek realnej wartości kapitału zwracanego przez bardzo długi okres w wartości nominalnej, czyli odpowiadającej wysokości udostępnionej kwoty środków pieniężnych według stanu z chwili zawarcia umowy kredytu.
Wobec tego może pojawić się kwestia, w jaki ewentualny inny sposób zapewnić, aby zwracany bankowi (przez wiele lat związania stron umową kredytu) kapitał zachował realną wartość, jaką miał w chwili zawarcia tej umowy, bez jednoczesnej konieczności ustalania zbyt dużej wysokości oprocentowania kredytu. De lege lata wydaje się, że może to nastąpić w szczególności przez skorzystanie z waloryzacji umownej, przewidzianej w art. 358 1 § 2 k.c., zgodnie z którym strony mogą zastrzec w umowie, że wysokość świadczenia pieniężnego zostanie ustalona według innego niż pieniądz miernika wartości. Istotne jest przy tym, że aktualnie w doktrynie i orzecznictwie powszechnie przyjmuje się, że miernikiem wartości, według którego zostanie dokonana waloryzacja (tzw. miernikiem lub kryterium waloryzacji), może być także pieniądz (waluta), ale inny niż ten, w której świadczenie jest wyrażone i podlega spełnieniu (bywa to określane jako klauzula walutowa).
Sąd Apelacyjny w składzie orzekającym w niniejszej sprawie podziela pogląd, że mechanizm denominacji (lub indeksacji) świadczenia w umowie kredytu za pomocą kursu waluty obcej jest w istocie jedynie rodzajem waloryzacji umownej (zob. np. wyroki Sądu Najwyższego z dnia 1 marca 2017 r., IV CKN 285/16 i z dnia 27 lutego 2019 r., II CSK 19/18). Dodać wypada, że Sądowi Apelacyjnemu znane są poglądy, że denominacja (indeksacja) w umowach kredytu ma całkowicie odmienny charakter i że w żadnym wypadku nie wolno utożsamiać jej lub, co gorsza, mylić z waloryzacją, o której mowa w art. 358 1 § 2 k.c., ale pogląd ten należy uznać za niezasadny. Zaakceptowanie takiego poglądu oznaczałoby bowiem, że denominacja (indeksacja) nie ma służyć zapewnieniu jedynie realnej wartości świadczenia kredytobiorcy, a tym samym, że nie zmierza wyłącznie do tego, aby zwrócił on bankowi dokładnie taką samą kwotę środków pieniężnych, którą sam od niego uprzednio ot-rzymał, z tym że w ujęciu realnym (ekonomicznym) a nie jedynie nominalnym, lecz mogłoby powodować, że wartość zwróconego kapitału nie tylko w ujęciu nominalnym, ale i realnym, nie odpowiadałaby wartości udostępnionego mu przez bank kapitału, i to nawet przy uwzględnieniu spadku siły nabywczej pieniądza (tj. waluty polskiej) po zawarciu umowy kredytu.
Konkludując, jeśli do umowy kredytu denominowanego mają mieć zastosowanie przepisy prawa bankowego, w tym art. 69 pr. bank., to nie można uznać, że denominacja może być rozumiana inaczej niż waloryzacja umowna, o której mowa w art. 358 1 § 2 k.c. Zastosowany w przedmiotowej umowie kredytu mechanizm denominacji (podobnie jak w innych umowach kredytu – indeksacji) nie ma więc jakiegoś specyficznego charakteru, lecz jest w istocie sposobem waloryzacji. Denominacja nie służy bowiem do określenia lub inaczej wyrażenia przedmiotu świadczenia w walucie obcej, lecz jedynie do ustalenia (przeliczenia) za pomocą tej waluty jego wartości, ale podlegającej spełnieniu w walucie polskiej, będącej walutą zobowiązania kredytowego.
Zauważyć ponadto należy, że świadczenie pieniężne (nota bene jedynie w odniesieniu do świadczenia pieniężnego można mówić o jego waloryzacji) po waloryzacji nie zmienia swojego charakteru lub przedmiotu, lecz co do zasady w dalszym ciągu jest spełniane w tej samej walucie, w jakiej zobowiązanie zostało zawarte. Jest to szczególnie widoczne w przypadkach, w których miernikiem waloryzacji są inne rzeczy niż waluta obca, np. jakieś towary (produkty) lub złoto lub np. ogólnie wskaźnik inflacji (określany według zmiany określonych cen, usług, rzeczy lub wynagrodzeń). Zastosowanie waloryzacji nie prowadzi zatem do tego, że świadczenie nie będzie już polegać na zapłacie określonej sumy pieniężnej, lecz będzie podlegać spełnieniu go bezpośrednio w przedmiotach lub usługach przyjętych za miernik (kryterium) waloryzacji.
Dotyczy to także sytuacji, w której miernikiem wartości (kryterium waloryzacji) jest waluta obca, aczkolwiek taki miernik może niekiedy powodować trudności w odróżnieniu waluty świadczenia od waluty waloryzacji (denominacji lub indeksacji). Niemniej, zważywszy, że celem waloryzacji jest jedynie ustalenie realnej zamiast nominalnej wartości świadczenia za pomocą wybranego miernika, czyli w tym przypadku – konkretnej waluty obcej, nie można przyjmować, że skutkuje to jednocześnie zmianą waluty świadczenia z waluty polskiej na walutę obcą, a nie tylko zmianą kwotowej wysokości tego świadczenia, czyli jej ustaleniem (przeliczeniem) za pomocą kursu wybranej waluty.
Błędne i nieuwzględniające istoty waloryzacji jest więc stanowisko, że zastosowanie waluty obcej jako miernika waloryzacji (czy to w wersji denominacji, czy to w wersji indeksacji) powoduje, że staje się ona walutą zobowiązania. W rzeczywistości przedmiot zobowiązania, polegający na spełnieniu umówionego świadczenia, nadal jest określony w walucie polskiej, a waluta obca służy wyłącznie do ustalenia wysokości tego świadczenia. Oznacza to, że także w przypadku zastosowania waluty obcej jako miernika waloryzacji nie dochodzi do zmiany waluty zobowiązania, gdyż waluta obca ma na celu jedynie ustalenie zwaloryzowanej wysokości świadczenia, ale spełnianego w dotychczasowej walucie. Można to ująć także w ten sposób, że waluta polska jest przez cały czas walutą zobowiązania, w której spełniane jest świadczenie, a waluta obca jest tylko narzędziem do ustalenia wartości (kwoty) tego świadczenia.
Przeciwko takiemu sposobowi rozumienia mechanizmu denominacji nie przemawia argumentacja pozwanego, według którego mechanizm ten polegał na wbudowaniu w umowę kredytu po stronie banku funkcji quasi kantoru, w związku z czym istota denominacji miałaby polegać na odkupywaniu przez bank pożyczonej klientowi waluty obcej (przy wypłacie kredytu), będącej walutą zobowiązania kredytowego oraz na sprzedawaniu mu waluty polskiej (przy jego spłacie).
Nieprzekonujące jest przy tym twierdzenie, że było to działanie rzekomo wyłącznie w interesie i na korzyść konsumentów w celu zaoszczędzenia im niedogodności związanych z wymianą udostępnionej w walucie obcej kwoty kapitału na walutę polską oraz z nabywaniem waluty obcej w celu spłaty rat. Nie znajduje to żadnej podstawy w treści umowy stron, w której w gruncie rzeczy w ogóle nie ma wyjaśnienia, na czym polega mechanizm denominacji, a tym bardziej nie ma w niej mowy o odkupieniu od powodów udostępnionego im w walucie obcej kredytu przed jego faktyczną wypłatą w walucie polskiej. Argumentacja pozwanego stanowi więc jedynie próbę dogodnej dla niego interpretacji umowy, wykorzystującej przy tym niejasność jej postanowień, mimo że – jak wyżej wyjaśniono – należy je interpretować na jego niekorzyść jako autora tekstu umowy. Wziąć zatem trzeba pod uwagę, że w tej umowie w rzeczywistości nie ma mowy o wypłacie lub spłacie kredytu bezpośrednio w walucie obcej, ponieważ świadczenia obu stron niewątpliwie podlegały spełnieniu w walucie polskiej.
Odmiennego poglądu nie może uzasadniać podniesiony przez pozwanego argument, że powodowie zgodnie z § 21 i § 22 (...) mogli wybrać sposób spłaty rat, w tym również ich spłaty bezpośrednio w walucie obcej (z rachunku walutowego lub rachunku technicznego – k. 25), ponieważ sposób wykonania obowiązku spełnienia świadczenia nie może samoistnie przesądzać o walucie zobowiązania. Dodać należy, że w związku z dość powszechną wymienialnością walut nie można utożsamiać speł-nienia świadczenia w innej walucie ze zmianą waluty stanowiącej przedmiot świadczenia. Zapłata w innej walucie, o ile zostanie zaakceptowana przez wierzyciela lub jeśli jest on do tego zobowiązany przez obowiązujące przepisy, jest tylko odpowiednikiem spełnienia świadczenia w umówionej walucie. Wobec tego nawet w przypadku wyboru spłaty rat kredytu w walucie obcej, w której kredyt był denominowany, nie można mówić o tym, że w konsekwencji ta waluta stawała się (lub wręcz była od samego początku) walutą zobowiązania.
W przeciwnym wypadku konieczne byłoby jednoznaczne wyjaśnienie w umo-wie, jaki sens ma posługiwanie się w niej jednocześnie dwoma walutami. W przedmiotowej umowie nie ma jednak takiego wyjaśnienia. W szczególności, wbrew aktualnym twierdzeniom pozwanego, nie wynika z niej dostatecznie wyraźnie, że kredyt został udostępniony powodom w walucie obcej, a jedynie został im faktycznie wypłacony w walucie polskiej, jak również w odwrotnej konfiguracji – że jest on zaciągnięty w walucie obcej, a jedynie może być (według ich wyboru) – spłacany w walucie polskiej zamiast w walucie obcej. Co prawda, pozwany zmierza do tego, aby obecnie przekonać sądy orzekające do takiej interpretacji przedmiotowej umowy, ale jego stanowisko nie jest ani przekonujące, ani jedynie możliwe do przyjęcia w świetle brzmienia tej umowy.
Zgodnie z kombinowaną metodą wykładni, odnoszoną do postanowień umo-wnych o charakterze niejednoznacznym i spornym, można bowiem uznać, że przyjęta w tej umowie konstrukcja denominacji wcale nie polegała – tak jak twierdzi pozwany – na realnym udostępnieniu powodom kredytu w walucie obcej, lecz jedynie na powiązaniu jego wartości z tą walutą. Inaczej rzecz ujmując, w rzeczywistości zarówno przy wypłacie kredytu, jak i przy jego spłacie, w ogóle nie dochodziło do realnego obrotu walutą obcą, a twierdzenia o odkupowaniu waluty obcej od kredytobiorców (przy wypłacie kredytu) lub sprzedawaniu im waluty obcej (przy spłacie kredytu) są bezpodstawne i formułowane tylko na użytek procesu, ponieważ denominacja nie miała na celu obrotu walutą obcą, lecz chodziło w niej jedynie o powiązanie wartości świadczenia spełnianego przez obie strony w walucie polskiej z walutą obcą, w której kredyt jest denominowany, czyli tylko wyrażony, ale już nie spełniany.
Niezasadne były więc zarzuty pozwanego, że Sąd pierwszej instancji powinien uznać na podstawie zebranego materiału dowodowego (jeśli oceniłby go prawidłowo, tj. zgodnie ze stanowiskiem skarżącego), że sporna umowa miała charakter kredytu walutowego, w którym świadczenia obu stron zostały wyrażone w walucie obcej (CHF). Podkreślić trzeba, że argumentacja skarżącego opierała się na dowolnej i wybiórczej analizie zebranego materiału dowodowego, który nie dawał podstaw do przyjęcia, że trafna jest wyłącznie taka interpretacja, którą prezentował pozwany. Wbrew niemu, treść przygotowanych przez niego dokumentów wcale nie była tak oczywista i jednoznaczna, jak obecnie próbuje przekonywać, ponieważ de facto zastosowana przez niego konstrukcja denominacja budzi bardzo wiele wątpliwości i może być bardzo rozbieżnie interpretowana.
Kwestia ta ma jednocześnie bardzo istotne znaczenie dla oceny zarzutów apelacyjnych, odnoszących się do prawidłowości lub wadliwości poinformowania powodów przez pozwanego o ryzyku (ryzykach) wiążących się z zawarciem umowy o treści wynikającej z przedstawionego im wzorca umownego. Wziąć trzeba pod uwagę, że już z samych wątpliwości co do charakteru prawnego umowy i zastosowanego w niej mechanizmu denominacji (czy była to umowa kredytu, a jeśli tak, to czy miała charakter walutowy lub złotowy, a także na czym polega istota denominacji, zwłaszcza czy stanowi ona waloryzację, czy też ma zupełnie inny cel i charakter) wynika, że prawidłowe pouczenie powodów o powyższych ryzykach, umożliwiającego im odpowiednie zrozumienie ich wpływu na ich sytuację prawną i ekonomiczną, wymagałoby przede wszystkim jednoznacznego sformułowania postanowień umownych, kształtujących treść tej umowy. Odnosi się to również do innych dokumentów, które pozwany przygotował na etapie zawierania umowy i jej wykonywania, a które były podpisywane przez powodów na formularzach opracowanych przez bank.
Pozostaje ponadto kwestia, jak sam pozwany ówcześnie, a nie obecnie, rozumiał treść przygotowanej przez siebie umowy, w szczególności, czy rzeczywiście uważał, że udziela powodom kredytu w walucie obcej, czy przyjmował ją tylko jako przelicznik świadczeń obu stron, podlegających zgodnie z treścią umowy spełnieniu w walucie polskiej. Truizmem jest bowiem stwierdzenie, że w celu prawidłowego i rzetelnego wyjaśnienia powodom istoty i skutków umowy kredytu denominowanego, konieczne byłoby przede wszystkim to, aby sam pozwany prawidłowo je rozumiał oraz chciał wyczerpująco i uczciwie im je przedstawić. Tymczasem w ocenie Sądu Apelacyjnego uzasadnione są bardzo daleko idące wątpliwości co do trafności takiego założenia, jeśli chodzi o wiedzę pozwanego oraz jego zachowanie w stosunku do powodów.
Już w odniesieniu do powołanego w apelacji wniosku o udzielenie kredytu, który także został przecież opracowany przez pozwanego, zauważyć należy, że trudno jest mówić o jego jednoznaczności, zważywszy, że z jednej strony wnioskodawca (powodowie) mieli w nim wskazać wnioskowaną kwotę kredytu (w tym przypadku 280.000 zł k. 105) w walucie polskiej (wniosek ten w ogóle nie przewidywał możliwości wnioskowania o udzielenie kredytu w walucie obcej), ale jednocześnie z drugiej strony wnioskodawca miał następnie wybrać walutę kredytu spośród takich walut, jak: PLN, USD, CHF i EUR, po czym wnioskowana kwota kredytu (która została wcześniej określona w walucie polskiej) została wyrażona w walucie wymienialnej, przy czym nie wiadomo nawet, czy jej wyliczenia rzeczywiście dokonali sami powodowie, czy też uczynił to bezpośrednio pracownik pozwanego, skoro niewątpliwie konieczna była do tego znajomość aktualnego kursu CHF stosowanego przez bank (zob. k. 105 i nast.). Z tego wniosku nie wynikało jednak (zwłaszcza w sposób łatwy do zrozumienia dla przeciętnego konsumenta), jaki w ogóle był sens (cel) dokonywania wyboru innej waluty kredytu od waluty, w której określona została kwota wnioskowanego kredytu. Nie wyjaśniono w nim także, w jakiej walucie kredyt zostanie powodom faktycznie udostępniony.
Na podstawie tego wniosku nie można więc kategorycznie stwierdzić, że powodowie od razu powinni byli zorientować się, że kredyt rzekomo zostanie im udzielony (udostępniony) w walucie obcej, a nie w walucie, w której określili wnioskowaną kwotę kredytu. Nie mogli też zrozumieć, na czym polega dodatkowe wskazanie tzw. waluty kredytu. Ponadto z tego wniosku nie wynika, że kredyt będzie wyrażony w walucie obcej, a jedynie jego wypłata nastąpi w walucie polskiej. Zresztą w tym wniosku w ogóle nie posługiwano się pojęciem kredyt denominowany, a tym bardziej walutowy. Nie można więc uznać, że powodowie rzekomo powinni byli od razu zdawać sobie sprawę, że faktycznie zaciągają kredyt w walucie obcej lub co najmniej denominowany w tej walucie i co to będzie dla nich praktycznie oznaczać.
Analogicznie przedstawia się kwestia sposobu sformułowania umowy kredytu, która – jak już była wcześniej mowa – także nie była jednoznaczna i zrozumiała. W szczególności nie wyjaśniała należycie zależności między walutą obcą a walutą polską, o których była w niej mowa, tak, aby był w stanie zrozumieć ją przeciętny konsument, i to dysponujący taką wiedzą i doświadczeniem, jakie mógł mieć w chwili zawierania tej umowy, tj. w 2007 r., a nie obecnie, kiedy problematyka tzw. kredytów frankowych (denominowanych i indeksowanych) jest już przedmiotem bardzo licznych orzeczeń, publikacji naukowych oraz publicznych wypowiedzi różnych osób i organów.
Argumentacja pozwanego nie koresponduje również z treścią pouczeń i informacji przekazanych powodom przy zawarciu umowy. W pierwszej kolejności wskazać należy, że z treści umowy kredytu nie wynika, aby pozwany poinformował powodów, że ich zadłużenie będzie określone w walucie obcej i że w tej walucie będą mieli obowiązek spełniać swoje świadczenia (spłacać raty kapitałowo – odsetkowe. Jedynie w § 11 pkt 2 (...) jest ogólnie mowa o tym, że kredytobiorca został pouczony, że ponosi ryzyko zmiany kursów waluty, polegające na wzroście zadłużenia z tytułu kredytu oraz wysokości rat wyrażonych w walucie polskiej przy wzroście kursów waluty kredytu (k. 22v). Nota bene , skoro w tym pouczeniu była wprost mo-wa o możliwości wzrostu zadłużenia w przypadku wzrostu kursu waluty obcej, to nie można zgodzić się z twierdzeniem, że było ono niezmienne z uwagi na to, że było określone w walucie obcej, będącej rzekomo walutą zobowiązania.
Z kolei w załączonych do odpowiedzi na pozew informacjach (abstrahując od braku niewątpliwego wykazania przez pozwanego, że zostały one dokładnie i rzetelnie wyjaśnione powodom) mowa jest o kredytach walutowych jako kredytach, w których suma została określona nie w złotych, lecz w innej walucie (k. 129v). Nie ma jednak w tej broszurze jednoczesnego i przejrzystego wyjaśnienia, na czym polega taki mechanizm. Jak zaś wcześniej wskazano, w ogóle nie ma podstaw do określania takich kredytów mianem walutowych lub przeciwstawiania ich kredytom złotowym, ponieważ nie były one udzielone w walucie obcej, lecz polskiej, a waluta obca służyła jedynie do ustalenia wartości świadczeń stron. Informacje te nie mogły więc pomóc powodom zrozumieć istoty i charakteru zawieranej umowy, ponieważ nie wyjaśniały przyczyn i sensu posługiwania się w umowie kursem waluty obcej, niezasadnie posługując się przy tym pojęciem kredyt walutowy, mimo że obiektywnie nie było do tego podstaw, ponieważ nie wnioskowali oni o kredyt w walucie obcej ani faktycznie nie został on im udostępniony w tej walucie.
Analizując charakter prawny (istotę) umowy kredytu denominowanego (a także indeksowanego), zauważyć ponadto należy, że co raz częściej spotkać się można z tezą, prezentowaną zwłaszcza przez banki, że w tzw. kredytach frankowych chodziło o umożliwienie kredytobiorcom skorzystania z niższego oprocentowania uzależnionego od stawki LIBOR właściwego dla CHF, jako wybranej waluty obcej (określanego niekiedy jako „dobrodziejstwo” niższego oprocentowania), ale w zamian za przyjęcie przez nich na siebie ryzyka walutowego związanego z wahaniami kursu tej waluty. Taka teza pozwala wprawdzie poprawniej wyjaśnić, dlaczego takie kredyty nie miały charakteru walutowego (tzn. nie były udzielone w walucie obcej, lecz w walucie polskiej), a waluta obca służyła jedynie do ustalenia wartości świadczeń stron, podlegających jednak przez cały czas spełnianiu w walucie polskiej, ale w dalszym ciągu nie daje podstaw do przyjęcia, że kredytobiorcy rzeczywiście zdawali sobie sprawę z charakteru tych kredytów i znaczenia, w jakich miała w nich waluta obca.
Chodzi zwłaszcza o to, że w chwili zawierania umowy nie było im rzetelnie i wyczerpująco wyjaśnione, że w zamian za uzyskanie korzyści z tytułu niższego oprocentowania (które mogą mieć tylko doraźny lub przejściowy charakter) przyjmują na siebie bardzo poważne, a przy tym nieograniczone i obciążające wyłącznie nich, ryzyko nawet bardzo znacznego wzrostu ich zadłużenia w przypadku wzrostu kursu waluty obcej przyjętej za podstawę denominacji (lub indeksacji).
Nieprzekonujące jest stanowisko pozwanego, że on także, i to w równym sto-pniu z powodami, ponosił ryzyko walutowe z uwagi na to, że kurs CHF mógł nie tylko wzrosnąć, ale i zmaleć. Wziąć trzeba pod uwagę, po pierwsze, że to pozwany był ukształtował treść postanowień umownych o denominacji, więc – w przeciwieństwie do konsumentów – powinien do siebie kierować zastrzeżenia, że nie również niego narażały na to ryzyko, po wtóre, skala tego ryzyka była nieporównywalna z ryzykiem obciążającym powodów, ponieważ nieprawdopodobne jest, żeby wartość kursu CHF wobec PLN spadła prawie do zera, podczas gdy w drugą stronę nie było żadnych ograniczeń możliwego wzrostu kursu CHF i po trzecie, choćby z racji rozpoznawania licznych spraw frankowych wiadomo Sądowi Apelacyjnemu, że banki powszechnie zabezpieczały się przed tym ryzykiem, podczas gdy konsumenci co do zasady nie mieli takiej możliwości.
Prowadzi to do wniosku, że przyjęty w umowie mechanizm denominacji był na tyle niejednoznaczny i skomplikowany, że udzielone powodom informacje o przyjmowanym na siebie ryzyku walutowym były niewystarczające do podjęcia przez nich świadomej i przemyślanej (rozważnej) decyzji o zawarciu umowy kredytu denominowanego w kształcie przygotowanym przez pozwanego. W rzeczywistości z przedłożonych im dokumentów w ogóle nie wynikało, na czym ma polegać zastosowany w umowie mechanizm denominacji i jakie mogą być jego następstwa, zwła-szcza niekorzystne dla nich. Z przekonaniem graniczącym z pewnością uznać można, że zostało to im faktycznie przedstawione w taki sposób, że ten kredyt jest dla nich znacznie korzystniejszy [od kredytu bez denominacji] z uwagi na zastosowanie do niego stawek LIBOR. Mogła być wprawdzie również mowa o tym, że takie oprocentowanie jest uzależnione od CHF jako wskazanej w umowie waluty obcej, ale nie można już mieć pewności, że powodowie mogli – w świetle okoliczności, w jakich doszło do zawarcia umowy oraz udzielonych im przez bank informacji i wyjaśnień – zdawać sobie sprawę, na czym polega zastosowanie waluty obcej w tej umowie (w jakim celu jest w niej stosowana) oraz jakie mogą być tego dla nich konsekwencje (w szczególności negatywne) i ich skala.
W tym kontekście nieprzekonujące jest powoływanie się przez pozwanego na to, że jako osoby dorosłe i doświadczone mogli i powinni byli oni zdawać sobie sprawę z tego, że kursy walut obcych nie są stałe, lecz ulegają ciągłym zmianom, a tym samym z istnienia ryzyka związanego z zawarciem przedmiotowej umowy. Jak bowiem wynika z dotychczasowych rozważań, opracowana przez pozwanego konstrukcja kredytu denominowanego w CHF nie była prosta i zrozumiała. Ponadto nie chroniła kredytobiorców, będących konsumentami, przed skutkami nieograniczonego wzrostu kursu waluty obcej, będącej jedynie walutą denominacji (czyli przeliczania świadczeń) a nie walutą świadczenia.
Podobnie nie ma istotnego znaczenia to, że powodowie wcześniej (w 2005 r.) korzystali już z innego kredytu powiązanego z kursem CHF, ponieważ nie może to oznaczać, że zwalniało to pozwanego z obowiązku ukształtowania postanowień zawartej z nimi później umowy w sposób niezawierający postanowień abuzywnych. Można też ująć to w ten sposób, że to, że w tamtym okresie kształtowanie treści umów kredytów powiązanych z walutą obcą następowało w praktyce w sposób bardzo zbliżony do treści powyższej umowy oraz że nie było to wtedy powszechnie kwestionowane w doktrynie, orzecznictwie lub przez organy nadzoru bankowego, nie oznacza, że jej postanowienia nie mogą zostać obecnie ocenione jako abuzywne.
Zauważyć ponadto należy, że pozwany stara się przekonać, że nie może odpowiadać za skutki wzrostu wartości CHF, ponieważ on również nie brał pod uwagę możliwości tak znacznego wzrostu kursu tej waluty i nawet nie był w stanie tego przewidzieć. Nie negując, że taka okoliczność (bardzo znaczny wzrost kursu CHF) rzeczywiście była niezależna od pozwanego i nie była przez niego zawiniona, nie można zaaprobować wyprowadzanego z tego wniosku, że kredytobiorcy – konsumenci rzekomo niezasadnie i sprzecznie z zasadami współżycia społecznego chcą zwolnić się z konieczności wywiązania się z przyjętego na siebie zobowiązania, mimo potwierdzenia przy zawieraniu umowy kredytu denominowanego, że znają i akceptują ryzyko związane z zawarciem takiej umowy.
Zauważyć należy, że skoro pozwany chce powoływać się na swoją korzyść, że nawet on nie był w stanie przewidzieć lub oszacować rozmiarów ryzyka związanego z zawarciem takiej umowy, mimo że jest przecież profesjonalistą w dziedzinie finansów ze szczególnym uwzględnieniem rynku kredytowego, to nie może oczekiwać, aby powodowie, jako konsumenci, czyli nieprofesjonaliści w powyższym zakresie, znacznie lepiej od niego przewidywali lub szacowali to ryzyko. Jeśli zatem pozwany argumentuje, że ryzyko takiej zmiany wartości CHF, do jakiej faktycznie doszło po zawarciu spornej umowy (zwłaszcza w 2008 r. po upadku banku (...) i w 2015 r. po uwolnieniu przez Narodowy Bank Szwajcarii kursów CHF), w ogóle było niemożliwe do przewidzenia przez kogokolwiek, nawet przez banki, to nie może jednocześnie podnosić, że powodowie powinni jednak byli przewidywać taką możliwość, a zatem, że ich zgoda była świadoma i rozważna, a tym samym w pełni skuteczna także w takiej sytuacji. Takie podejście świadczy w gruncie rzeczy o nielojalnym i nieuczciwym oraz nierównym podejściu przez bank do swoich kontrahentów, będących konsumentami.
Inaczej rzecz ujmując, dostrzec trzeba, że zasadniczym problemem w tej sprawie była przyjęta w spornej umowie kredytu sama konstrukcja denominacji, która nie tylko wiązała wartość świadczeń powodów z wartością waluty obcej w postaci CHF, która to wartość nie była adekwatna do ewentualnych wahań wartości waluty polskiej (siły nabywczej tej waluty), ale jednocześnie obciążała konsumentów ryzykiem wzrostu tej wartości, i to bez jakiegokolwiek ograniczenia granic tego ryzyka. Pozwany nie wprowadził bowiem do umowy żadnych postanowień, które pozwalałaby ewentualnie chronić konsumentów, będących słabszą stroną umowy, przed takimi zmianami wartości waluty obcej, których wprawdzie nie przewidywał i które być może uważał nawet za nieprawdopodobne, ale które obiektywnie, jako profesjonalista, powinien był jednak brać pod uwagę, zwłaszcza że bezkrytycznie wymaga tego od powodów. Chodzi mianowicie o to, że będąc profesjonalistą powinien uwz-ględnić możliwość wystąpienia także takiej sytuacji, którą być może uważał za mało prawdopodobną, ale której nie można było całkowicie wykluczyć, w szczególności w perspektywie wieloletniego związania stron zawieraną umową kredytu.
W tym ujęciu znaczny wzrost wartości CHF, wbrew bankowi, nie stanowi zasadniczej lub wyłącznej przyczyny kwestionowania umowy przez powodów, ponieważ w rzeczywistości niekorzystność tej umowy dla nich wynika przede wszystkim z takiego ukształtowania przez pozwanego (jako autora wzorca umownego) treści umowy, która od razu (od chwili zawarcia umowy) narażała ich na ryzyko nieograniczonego wzrostu wysokości ich świadczenia, natomiast znaczny wzrost kursu CHF był jedynie okolicznością, która w pełni ujawniła skalę tego ryzyka. Oznacza to, że kwestionują oni tę umowę nie tyle ze względu na to, że doszło do wzrostu tego kursu, co dlatego, że z uwagi na przyjęty w umowie sposób denominacji skutki tego wzrostu godzą bezpośrednio i bez jakiegokolwiek ograniczenia w nich jako słabszą stronę umowy.
Jeśli jeszcze chodzi o okoliczności faktyczne, to nie ma również podstaw do zaakceptowania stanowiska pozwanego, że wbrew Sądowi pierwszej instancji postanowienia spornej umowy, dotyczące mechanizmu denominacji i sposobu jego realizacji, zostały przez niego indywidualnie uzgodnione z powodami. O indywidualnym uzgodnieniu tych postanowień nie może świadczyć ani podjęcie przez powodów decyzji, że spośród wielu ofert różnych banków dostępnych wówczas na rynku zawrą umowę kredytu właśnie z pozwanym, ani wybranie spośród jego umów takiej umowy, która przewidywała denominację świadczeń za pomocą kursu CHF. Wreszcie, nie ma znaczenia, że we wniosku kredytowym, nota bene złożonym na formularzu opracowanym przez pozwanego, wypełnili niektóre niezbędne dane (nie tylko osobowe, ale dotyczące także kwoty kredytu, celu kredytu, sposobu jego wypłaty, terminów spłacania rat, sposobu ich spłaty przez potrącanie z ich rachunku prowadzonego w walucie polskiej itp.), a także zgodnie z treścią wniosku zaznaczyli, że wybierają CHF jako walutę kredytu (jak wyżej wyjaśniono, nie rozumiejąc w istocie, co ten wybór realnie dla nich oznacza nie tylko w chwili składania wniosku, ale i w całym okresie związania stron umową).
Wziąć trzeba pod uwagę, że oczywiste jest, że do zawarcia tej umowy niewątpliwie nie mogło dojść całkowicie bez jakichkolwiek uzgodnień między powodami a pozwanym, ponieważ musieli oni co najmniej wyrazić wolę zawarcia umowy kredytu, i to z pozwanym bankiem oraz wskazać, na jaki cel i w jakiej kwocie, a także na jaki okres chcą go uzyskać. Nie jest to jednak równoznaczne z indywidualnym uzgodnień wszystkich postanowień umownych, ponieważ w kontekście art. 385 1 i nast. k.c. wymóg ten należy odnosić przede wszystkim do tych postanowień umownych, które są oceniane pod kątem abuzywności, a nie ogólnie do faktu zawarcia całej umowy, do czego nie może przecież dojść także bez zgody i udziału konsumenta.
W związku z tym z faktu, że konsument zaakceptował umowę kredytu przygotowaną wprawdzie zgodnie z jego wnioskiem, ale na podstawie wzorca umownego opracowanego przez bank i stosowanego przez niego do wielu klientów, nie można wyprowadzać wniosku, że w konsekwencji wszystkie postanowienia umowne zostały z nim indywidualnie uzgodnione. Chodzi bowiem przede wszystkim o to, czy miał on możliwość wpływu na ukształtowanie tych postanowień, które mają charakter abuzywny. W tym zakresie nie jest więc wystarczające jedynie to, że zaakceptował je w takim kształcie, w jakim bank zaproponował je w opracowanym przez siebie wzorcu umownym.
W konsekwencji nieistotne było zarówno kwestionowanie wiarygodności powodów, jak i powoływanie się na dowody, z których bardzo ogólnie miałoby wynikać, jak generalnie przebiegało zawieranie takich umów jak przedmiotowa umowa. Takie zarzuty nie są wystarczające do podważenia poglądu Sądu pierwszej instancji, że umowa ta w odniesieniu do postanowień dotyczących denominacji nie była indywidualnie negocjowana z powodami, lecz postanowienia te zostały przyjęte z gotowego wzorca, tak samo jak w przypadku wielu innych klientów banku, a tym samym umowa ta de facto miała charakter adhezyjny, w którym wybór konsumentów sprowadzał się do akceptacji zawarcia umowy przygotowanej przez bank lub zrezygnowania z jej zawarcia.
Wobec bezzasadności zarzutów, kwestionujących prawidłowość dokonanych przez Sąd pierwszej instancji ustaleń faktycznych, nie było również podstaw do zakwestionowania dokonanej przez ten Sąd oceny prawnej przedmiotowej umowy. Także w tym zakresie zarzuty pozwanego sprowadzały się do próby korzystnej dla niego interpretacji ustalonych okoliczności, mimo że nie było do tego uzasadnionych podstaw.
Podkreślić przy tym wyraźnie trzeba, że nie chodzi o nieważność tej umowy samoistnie ze względu już tylko na samo wprowadzenie do niej mechanizmu denominacji. W ocenie Sądu Apelacyjnego brak jest podstaw, aby co do zasady taki mechanizm należało z góry uznać za sprzeczny z ustawą, zwłaszcza art. 69 pr. bank. lub za wykraczający poza granice zasady swobody umów, określone w art. 353 1 k.c., czy wreszcie sprzeczny z zasadami współżycia społecznego, co miałoby skutkować bezwzględną nieważnością umowy na podstawie art. 58 § 1 lub 2 k.c. Problem polega bowiem nie na tym, że taki mechanizm został wprowadzony do umowy kredytu, ale na tym, jak został on ukształtowany w konkretnym przypadku, w szczególności, czy nie narusza uprawnień powodów jako konsumentów. Decydujące znaczenie miała zatem ocena postanowień umownych, dotyczących tego mechanizmu, pod kątem przesłanek ich abuzywności w rozumieniu art. 385 1 i nast. k.c.
Powtórzyć wypada, że przepisy o ochronie konsumenta przez ukształtowaniem przez przedsiębiorcę treści umowy w sposób abuzywny mają charakter szczególny w stosunku do przepisów, które ogólnie regulują zagadnienia związane ze sposobem ukształtowania treści umowy, czyli art. 58 § 1 i 2 k.c. W związku z tym niezasadna jest próba przyjmowania, że naruszenie interesów konsumenta (w szczególności przez naruszenie równowagi kontraktowej lub wykorzystanie przez przedsiębiorcę swojej dominującej pozycji) lub zasad współżycia społecznego może jednocześnie skutkować uznaniem jej postanowień za bezwzględnie nieważne, jak i abuzywne. Mogłoby to zresztą okazać się niekorzystne dla samego konsumenta, ponieważ bezwzględna nieważność umowy w niektórych aspektach mogłaby stawiać go w gorszej sytuacji niż abuzywność. W szczególności mogłoby to wpływać na rozpoczęcie terminu przedawnienia jego roszczenia o zwrot świadczeń spełnionych na podstawie nieważnej umowy, ponieważ nie zależałoby to od tego, kiedy dostrzegł on i powołał się na abuzywność jej postanowień umownych. Tymczasem w przypadku oparcia jego ochrony na przepisach o niedozwolonych postanowieniach umownych, to od niego zależy, czy skorzysta on z takiej ochrony lub zrezygnuje z niej, powodując, że abuzywne postanowienia będą skuteczne i wiążące także wobec niego.
W związku z tym w ocenie orzekającego składu Sądu Apelacyjnego oceny spornych postanowień umownych należało dokonać przede wszystkim na podstawie przepisów o niedozwolonych postanowieniach umownych bez uznawania tych samych okoliczności za podstawę jednoczesnego stwierdzenia również bezwzględnej nieważności umowy.
Oceniając w ten sposób przyjętą w przedmiotowej umowie treść postanowień o denominacji, podkreślić należy, że pozwany bezzasadnie eksponował odmienność kredytu denominowanego od kredytu indeksowanego, jak również bezpodstawnie twierdził, że przedmiotowy kredyt jest kredytem walutowym udzielonym powodom we frankach szwajcarskich. Wobec tego nie ma istotnego znaczenia argumentacja nawiązująca do waluty hipoteki lub możliwości spłaty kredytu bezpośrednio w CHF, ponieważ te okoliczności nie mogą determinować walutowego charakteru kredytu. Podkreślić trzeba, że hipoteka ma charakter akcesoryjny w stosunku do wierzytelności, wobec czego nie może przesądzać o jej charakterze. Co do zasady powinna oczywiście zachodzić zgodność między hipoteką a wierzytelnością, ale ma ona charakter następczy, czyli to waluta hipoteki powinna być zgodna z walutą wierzytelności a nie odwrotnie. Z faktu wpisania hipoteki w walucie obcej nie można zatem wywodzić, że także wierzytelność musi być określona w tej walucie.
Nota bene , z doświadczenia zawodowego Sądu Apelacyjnego wynika, że w przypadku kredytów denominowanych nie zawsze konsekwentnie stosowano określanie sumy hipotecznej w walucie denominacji. Nie można więc wyprowadzać z tego stanowczych wniosków, przesądzających o walucie wierzytelności (ani w jedną, ani w drugą stronę, tzn. nie można twierdzić, że taki czy inny wpis hipoteki świadczy o złotowym lub walutowym charakterze kredytu).
Także możliwość spłaty kredytu denominowanego bezpośrednio w CHF nie świadczy niepodważalnie o walucie kredytu. Wziąć trzeba pod uwagę, że taka możliwość miała na celu przede wszystkim ochronę konsumentów przed koniecznością spłacania kredytu według jednostronnie i dowolnie ustalanych przez bank kursów walut obcych w swojej tabeli. Nie chodziło zatem wcale o wykonywanie zobowiązania w jego rzekomej walucie.
Zauważyć ponadto trzeba, że argument o możliwości spłaty kredytu bezpośrednio w walucie denominacji (lub indeksacji) w istocie przemawia na niekorzyść banków. Skoro bowiem do powstania takiej możliwości niezbędne było istnienie specjalnej regulacji umownej lub ustawowej (z chwilą wejścia w życie tzw. ustawy antyspreadowej), uznać należy, że waluta obca nie była walutą zobowiązania, gdyż w takim przypadku oczywiste byłoby, że nie tylko może, lecz wręcz powinna być walutą, w której następuje spełnienie świadczenia. Tymczasem niewątpliwie zgodnie z umową świadczenia obu stron miały być spełniane w walucie polskiej. Powtórzyć zatem wypada, że wprowadzenie możliwości spłaty kredytu w walucie obcej nie oznacza, że była ona walutą zobowiązania, lecz w zasadzie wiązało się z dążeniem do uniknięcia negatywnych dla konsumentów skutków, wynikających ze stosowania w mechanizmie denominacji (indeksacji) kursów CHF, ustalanych jednostronnie przez banki.
Podobnie argument o możliwości tzw. przewalutowania kredytu nie oznacza, że chodziło o rzeczywistą zmianę waluty kredytu. Przewalutowanie polegało bowiem w gruncie rzeczy na rezygnacji ze znajdującego się w umowie kredytu mechanizmu denominacji, wskutek czego kwota kapitału kredytu, wyrażonego w walucie obcej wskutek zastosowania tego mechanizmu, była przeliczana na walutę polską z jednoczesnym zastosowaniem oprocentowania według stawek WIBOR zamiast LIBOR. Zauważyć przy tym trzeba, że taka możliwość wcale nie byłaby tak jednoznacznie korzystna dla kredytobiorców, jak próbuje to przedstawiać pozwany. Przy przewalutowaniu nowa wysokość kapitału w walucie polskiej nie byłaby bowiem ustalana w odniesieniu do tej kwoty, która faktycznie została powodom udostępniona (wypłacona) w chwili zawarcia umowy, lecz do jej równowartości wynikającej z dokonanego już uprzednio przeliczenia tej kwoty, przy czym następowałoby to według kursu CHF z chwili przewalutowania a nie z chwili wypłaty kredytu. W konsekwencji na ogół byłaby ona znacznie wyższa od faktycznie udostępnionej kwoty kredytu, a dodatkowo na niekorzyść kredytobiorców działałoby jeszcze to, że od tak podwyższonej kwoty musieliby od tej pory płacić znacznie wyższe odsetki według stawek WIBOR a nie LIBOR, tak jak dotychczas. Koncepcja tzw. przewalutowania kredytów frankowych również budzi więc daleko idące zastrzeżenia, ponieważ w istocie najczęściej byłaby bardzo niekorzystna dla konsumentów.
W tej sytuacji decydujące znaczenie ma kwestia abuzywności postanowień umownych, dotyczących denominacji, czyli zarzuty apelacyjne dotyczące naruszenia art. 385 1 k.c. (w licznie i różnorodnie ujętych sformułowaniach). W ocenie Sądu Apelacyjnego, popartej dotychczasowymi rozważaniami, uznać przy tym należy, że niedozwolony charakter mają nie tylko postanowienia dotyczące zasad jednostronnego i dowolnego ustalania kursów CHF przez bank (czyli klauzule kursowe), ale także, i to przede wszystkim postanowienia, które wprowadzają sam związek między wartością świadczeń stron a walutą obcą (czyli klauzula walutowa).
Jeśli chodzi o materialnoprawne przesłanki oceny tych postanowień, wskazać należy, że w niniejszej sprawie nie jest kwestionowane, że powodowie zawarli sporną umowę z pozwanym jako konsumenci. Nie budzi także wątpliwości, mimo że było to kwestionowane przez pozwanego, że postanowienia, dotyczące denominacji, nie zostały indywidualnie uzgodnione z powodami, lecz zostały przyjęte z wzorca umownego, który w takiej samej postaci stosował on również wobec swoich innych klientów, będących konsumentami.
Na akceptację zasługuje także stanowisko Sądu pierwszej instancji, że postanowienia umowne, dotyczące denominacji, określały główne świadczenia stron. Skoro bowiem świadczeniem jest zachowanie stron zgodne z treścią zobowiązania, to nie może budzić wątpliwości, że już samo powiązanie wartości świadczenia (czyli wysokości kwoty podlegającej spełnieniu w walucie polskiej) z walutą obcą, a nie tylko sposób ustalania kursu tej waluty, wpływało na określenie sposobu zachowania się powodów, tj. tego, jaką kwotę mają oni obowiązek zapłacić na rzecz banku.
Jednocześnie, jak wyżej wyjaśniono, nie ma podstaw do uznania, że postanowienia, dotyczące mechanizmu denominacji, zostały sformułowane jednoznacznie, prostym i zrozumiałym dla każdego konsumenta językiem. W rzeczywistości mechanizm ten nie został w jakimkolwiek zakresie wyjaśniony, ponieważ nie można uznać, że wystarczające było wskazanie, że kwota kredytu, o który powodowie wnioskowali w walucie polskiej, a która miała zostać wyrażona w walucie obcej, zostanie wypłacona w walucie polskiej i będzie również spłacana w walucie polskiej, ale po każdorazowym przeliczeniu według kursu określanego przez bank. Podkreślić trzeba, że nawet obecnie bardzo sporne i kontrowersyjne w orzecznictwie, doktrynie i dyskusji publicznej jest, na czym w istocie polegała denominacja, jaki był jej charakter i wpływ na umowę kredytu. Trudno więc oczekiwać, aby była ona prawidłowo zrozumiana przez powodów w realiach istniejących w 2007 r., kiedy doszło do zawarcia przedmiotowej umowy. Można zatem ocenić, że nie jest wystarczające powoływanie się przez pozwanego na to, że treść umowy od strony semantycznej lub formalnej została zredagowana prostym i zrozumiałym językiem, ponieważ w tym przypadku chodzi o rzeczywistą możliwość łatwego zrozumienia treści umowy przez konsumenta bez konieczności dokładnej analizy umowy, a tym bardziej bez posiadania specjalistycznej wiedzy, zwłaszcza prawniczej lub ekonomicznej.
W tym stanie rzeczy zasadnicze znaczenie ma kwestia, czy postanowienia umowne, dotyczące całego mechanizmu denominacji, a nie tylko ustalania kursów CHF, kształtowały prawa i obowiązki powodów, jako konsumentów, w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami i jednocześnie rażąco naruszały ich interesy. Zauważyć przy tym wypada, że dostrzegł to również skarżący, który w apelacji eksponował, że Sąd pierwszej instancji nie wyjaśnił odrębnie (osobno), w jakich aspektach dopatruje się ich nieuczciwości, a z jakich przyczyn stwierdza naruszenie, i to rażące, interesu konsumenta. Co do zasady można zgodzić się z taką krytyką pozwanego, ale nie oznacza to, że jest ona merytorycznie uzasadniona. Wprost przeciwnie, uznać należy, że istnieją podstawy do stwierdzenia w niniejszej sprawie – z osobna – spełnienia obu powyższych przesłanek.
W tym zakresie wziąć trzeba pod uwagę, że przy ich ocenie należy uwzględniać okoliczności zawarcia umowy oraz jej treść, ponieważ dopiero takie całościowe ujęcie pozwala ocenić, czy ukształtowanie praw i obowiązków konsumenta nie nastąpiło w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, skutkując jednocześnie rażącym naruszeniem jego interesów. Odnośnie do pierwszej przesłanki zwraca się uwagę między innymi na zachowanie równowagi informacyjnej między stronami, odnoszonej do znajomości charakteru, treści i skutków postanowień umownych badanych jako niedozwolone. W ramach drugiej przesłanki zazwyczaj wskazuje się na konieczność porównania sytuacji konsumenta, w jakiej znajdowałby się, gdyby sporne postanowienia nie zostały wprowadzone do umowy z sytuacją, w jakiej znajduje się z tymi postanowieniami.
W tym kontekście nawiązać należy do uwag, w których była mowa o niejednoznaczności postanowień, dotyczących denominacji oraz braku ich rzeczowego i zrozumiałego dla konsumenta wyjaśnienia, w szczególności określenia, z czym w istocie wiąże się zastosowanie waluty obcej w zawieranej przez niego umowie kredytu i jakie mogą wynikać z tego dla niego skutki nie tylko w tamtej chwili, ale i w dłuższej perspektywie, obejmującej cały okres obowiązywania umowy.
W tym ujęciu zauważyć można, że w chwili proponowania konsumentom takich umów oraz ich zawierania na pierwszy plan niewątpliwie wysuwała się przede wszystkim kwestia korzyści płynących dla kredytobiorcy ze znacznie niższego oprocentowania kwoty kredytu według stawek LIBOR a nie WIBOR. Jednocześnie pojawiała się wprawdzie również kwestia ryzyka (niekiedy ujmowana wprost w umowie, a niekiedy w odrębnych oświadczeniach przygotowywanych przez bank, które konsument miał obowiązek podpisać, jeśli chciał uzyskać kredyt), związanego z tym, że kwota kapitału zostanie przeliczona według kursu waluty obcej, będącej walutą denominacji. Kwestia istnienia i charakteru tego ryzyka była jednak zasadniczo łagodzona lub wręcz bagatelizowana przez ograniczenie rozważań na temat możliwych wahań kursu CHF do zbyt krótkiego przedziału czasowego (z reguły jedynie do okresu ostatnich dwóch lat) lub do rozważania możliwości wzrostu tego kursu – zresztą zgodnie z obowiązującą wówczas Rekomendacją S – tylko o około 20 %.
Jeśli więc nawet banki (ich pracownicy lub pośrednicy współpracujący z bankami) – tak jak twierdzi pozwany – nie wskazywały wprost, że kurs CHF jest stabilny, ponieważ miała to być podobno jedna z najpewniejszych walut świata oraz wprost i wyraźnie nie zapewniały, że kredyt denominowany w CHF jest bardzo bezpieczny, to niewątpliwie zakres przekazywanych kredytobiorcom informacji o ryzyku walutowym oraz kontekst, w jakim były one przekazywane, co najwyżej tylko formalnie wskazywał na nieograniczony charakter tego ryzyka, ale faktycznie ani kredytobiorcy, ani nawet same banki, w chwili zawarcia umowy nie brali realnie pod uwagę znacznie wyższego wzrostu kursu CHF, mogącego wahać się nawet w granicach 150 – 200 % w stosunku do kursu z chwili zawarcia umowy kredytu. Nie można więc zaakceptować oczekiwania przez pozwanego, że tylko powodowie powinni ponosić konsekwencje tak znacznego wzrostu kursu CHF, skoro – jak sam przecież podnosił – w gruncie rzeczy nie było ono możliwe do przewidzenia w chwili zawarcia umowy nawet dla niego.
Wbrew skarżącemu, nie można zatem nadawać zbyt daleko idącego znaczenia temu, że powodowie podpisali oświadczenia, z których wynikało, że zostali zaznajomieni przez bank z ryzykiem wiążącym się z zawarciem takiej umowy i zostali pouczeni o konieczności rozważenia tego ryzyka przed podjęciem decyzji o zawarciu tej umowy. Wziąć bowiem trzeba pod uwagę, że złożeniu tych oświadczeń towarzyszyło zaprezentowanie powodom informacji i symulacji, wskazujących na to, że kredyt denominowany w CHF jest dla nich znacznie korzystniejszy niż typowy kredyt złotowy, który jest oprocentowany stawką WIBOR, a nie LIBOR tak jak kredyt denominowany. W przeciwnym razie, tj. gdyby rzeczywiście i rzetelnie wyjaśniono im nie tylko korzyści, ale i zagrożenia związane z taką umową, to z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością można przyjąć, że nie zawarliby takiej umowy jako zbyt ryzykownej dla nich.
Można więc uznać, że pozwany bardzo istotnie wpłynął na decyzję powodów, proponując im zawarcie umowy kredytu denominowanego w CHF jako hipotetycznie najkorzystniejszego dla nich z uwagi na znacznie niższe oprocentowanie, ale nie wyjaśnił im jednocześnie rzetelnie, że taka sytuacja będzie miała miejsce tylko w przypadku utrzymania się lub jedynie nieznacznego wzrostu kursu CHF. Nawet gdyby przyjąć korzystnie dla pozwanego, że on sam także nie zdawał sobie wówczas sprawy z możliwości tak bardzo znacznego wzrostu kursu CHF, to i tak należy uz-nać, że przedstawiona przez niego informacja o ryzyku walutowym nie była rzetelna i wyczerpująca, ponieważ faktycznie nie uświadomił im, że taką możliwość (tj. zna-cznie większego wzrostu kursu CHF niż tylko o około 20 %) również należy bardzo poważnie i realnie brać pod uwagę. Mówiąc obrazowo, pozwany uśpił ostrożność i czujność powodów, przedstawiając im ofertę udzielenia kredytu denominowanego w CHF, który miał być dla nich bardzo korzystny, nie zwracając im jednocześnie uwagi na to, że jest on jednocześnie dla nich bardzo, ale to bardzo ryzykowny.
Taka ocena była już zresztą wyrażana w orzecznictwie (zob. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 29 października 2019 r. sygn. akt IV CSK 309/18) , w którym wskazano, że gdyby kredytobiorcy – konsumenci zostali należycie pouczeni o spoczywającym na nich ryzyku walutowym, to działając świadomie i rozważnie nie zawarliby umowy kredytu indeksowanego kursem waluty obcej (co może być odniesione także do kredytu denominowanego), a jednocześnie bank, zdając sobie sprawę z możliwości kwestionowania jej treści przez konsumentów w ogóle nie proponowałby im zawarcia takiej umowy.
Chodzi zatem o kwestię, czy można uznać za uczciwe zaproponowanie konsumentom zawarcia takiej umowy kredytu, która w zamian za korzyści płynące z niższego oprocentowania wystawiała ich jednocześnie na ogromne i nieograniczone ryzyko walutowe, które mogło wywoływać dla nich negatywne skutki niweczące lub nawet znacznie przekraczające korzyści, jakie mieli uzyskać z tej umowy. U.-ględnić bowiem trzeba, że bank, jako profesjonalista, mógł i powinien był zdawać sobie sprawę, że możliwość wzrostu, i to znacznego, kursu CHF w okresie kilkunastu lub kilkudziesięciu lat trwania umowy, jest całkiem realna, nawet jeśli subiektywnie uważał, że do niej nie dojdzie. Takie działanie pozwanego, eksponującego głównie pozytywne aspekty zawieranej z konsumentem umowy, a jednocześnie pomijającego lub minimalizującego jej negatywne aspekty, z pewnością zasługuje na uznanie za sprzeczne z dobrymi obyczajami.
Jeśli natomiast chodzi o rażące naruszenie interesów powodów, jako konsumentów, wskazać należy, że powinno to odnosić się nie do korzyści (realnych lub rzekomych), które uzyskali oni i ewentualnie mogliby jeszcze uzyskać w przyszłości dzięki niższemu oprocentowaniu kredytu, lecz powinno polegać na uwzględnieniu ich obecnej sytuacji, w której de facto nadal mają jeszcze do zwrotu kwotę znacznie (niekiedy nawet dwukrotnie lub więcej) wyższą od kwoty, która rzeczywiście została im wypłacona (udostępniona), i to pomimo kilku lub kilkunastu regularnych spłat kredytu na dotychczasowych zasadach (tj. przy zastosowaniu mechanizmu denominacji). Wobec niezasadności twierdzeń o walutowym charakterze kredytu denominowanego nie ma bowiem podstaw do akceptacji stanowiska pozwanego, że wartość kredytu należy odnosić do kwoty wynikającej z przeliczenia udostępnionego kredytu na walutę obcą. Kredyt bezspornie nie został przecież udostępniony i nawet nigdy nie miał zostać udostępniony w walucie obcej, która miała służyć jedynie do ustalenia jego wartości podlegającej spłacie polskiej, ale z oprocentowaniem adekwatnym dla kredytów walutowych.
Nie jest więc tak oczywiste, jak twierdzi pozwany, że zastosowany w spornej umowie mechanizm denominacji nie naruszył interesów powodów w stopniu rażącym. Nie chodzi bowiem jedynie o to, jakie kursy CHF (ustalane przez bank, czy jakieś inne kursy rynkowe albo kursy średnie Narodowego Banku Polskiego) powinny być zastosowane w mechanizmie denominacji, ale o abuzywność samego mechanizmu denominacji w takim kształcie, który został wprowadzony do tej umowy przez pozwanego, ponieważ skutkowało to znaczącą nierównowagą stron przez obciążenie jedynie powodów ryzykiem walutowym, a dodatkowo przyznaniem sobie także uprawnienia do jednostronnego ustalania wysokości ich świadczeń (tj. obciążeniem ich również ryzykiem kursowym w znaczeniu przyjętym w niniejszym uzasadnieniu).
W tej sytuacji nie zasługiwały na uwzględnienie zarzuty apelacyjne, które sprowadzały się do próby wykazania, że jedyne zastrzeżenia pod kątem abuzywności można mieć co najwyżej do postanowień umownych, dotyczących stosowania do przeliczania świadczeń stron (w mechanizmie indeksacji) kursów CHF ustalanych jednostronnie przez pozwanego w swojej tabeli kursowej oraz do braku określenia w umowie zasad ustalania tych kursów. Takie podejście pozwanego było bardzo dogodne dla niego, ponieważ odwracało uwagę od pozostałych problemów, wiążących się z ukształtowaniem indeksacji w przedmiotowej umowie, a mianowicie dokonywaniem niekorzystnego dla powodów przeliczania wartości świadczeń obu stron na podstawie odmiennych kursów CHF oraz obciążenia wyłącznie nich nieograniczonym ryzykiem walutowym.
Rażące naruszenie równowagi kontraktowej na niekorzyść powodów nie ograniczało się bowiem tylko do kwestii stosowania przez bank własnych kursów CHF, lecz obejmowało, i to przede wszystkim, dwa wspomniane wyżej elementy. W związku z tym, wbrew stanowisku skarżącego, samo ewentualne zastosowanie do przeliczania wartości świadczeń obu stron kursów średnich ogłaszanych przez NBP zamiast kursów CHF ustalanych przez niego jednostronnie, nie byłoby wystarczające do przywrócenia zachwianej między stronami równowagi, lecz mogłoby ją co najwyżej złagodzić, ale nadal pozostałyby aktualne niekorzystne dla powodów skutki, wynikające z nieprawidłowego ustalenia w CHF początkowej kwoty kredytu (salda), podlegającej spłacie w ratach kapitałowo – odsetkowych oraz z obciążenia wyłącznie nich ryzykiem nieograniczonego w jakikolwiek sposób wzrostu kursu waluty indeksacji.
Natomiast odnośnie do samych zarzutów, dotyczących zasad ustalania kursów CHF, zauważyć należy, że problem ten nie polega na tym, czy stosowane przez bank zasady ustalania tych kursów były obiektywne (rynkowe) i czy bank mógł je dowolnie ustalać, lecz na tym, że w umowie nie zostały określone zasady, na podstawie których bank je ustalał. Nie może zaś budzić wątpliwości, że takie zasady istniały, skoro sam bank konsekwentnie odwołuje się do nich w toku procesu, wywodząc, że z uwagi na wiążące go regulacje prawne oraz mechanizmy ekonomiczne nie mógł ich ustalać dowolnie, lecz musiały one mieć charakter rynkowy, który obiektywnie nie godził w interesy powodów. Jeśli więc takie zasady istniały, to należało wprowadzić je do treści umowy po to, aby z jednej strony stały się one wiążące dla obu stron (w tym dla banku) lub przynajmniej określić w niej, w jaki sposób te zasady będą ustalane, skoro pozwany twierdzi, że w perspektywie wieloletniego związania stron nie było możliwe przedstawienie ich w formie prostego algorytmu arytmetycznego. Z drugiej strony pozwoliłoby to powodom poznać te zasady, w związku z czym mogliby ewentualnie dokonać kontroli, czy pozwany stosuje się do nich przy ustalaniu kursów CHF, według których przeliczane są świadczenia stron (przy wypłacie kredytu i przy jego spłatach). Tym samym nie jest istotne to, w jaki sposób bank faktycznie ustalał te kursy, lecz to, że nie określił zasad ich ustalania w treści umowy kredytu, która niewątpliwie została zawarta na podstawie przygotowanego przez niego projektu (wzorca umownego).
W konsekwencji chybione są wszystkie zarzuty apelacyjne, w których pozwany podnosi, że w świetle wskazanych przez niego przepisów prawa materialnego nie mógł dowolnie ustalać kursów CHF, w związku z czym nie było – jego zdaniem – podstaw do stwierdzenia abuzywności postanowień umownych odsyłających do stosowania ustalanych przez niego kursów tej waluty.
Odmiennego poglądu nie może uzasadniać treść art. 111 ust. 1 pkt 4 pr. bank., który stanowi normatywną podstawę do publikowania przez banki tabel kursowych, w których ogłaszają stosowane przez siebie kursy sprzedaży i kupna walut obcych. Stanowisko pozwanego nie bierze pod uwagę, że w przypadku waloryzacji w ogóle nie dochodzi do sprzedaży lub kupna walut obcych, lecz jedynie do rachunkowego przeliczania wartości świadczeń z waluty polskiej na walutę obcą (przy wypłacie kredytu) i z waluty obcej na walutę polską (przy jego spłacie).
Zauważyć ponadto należy, że sytuacja kredytobiorcy jest zasadniczo odmienna od sytuacji innych kontrahentów banku, którzy chcą od niego nabyć lub sprzedać mu walutę obcą. W ich przypadku kurs wymiany znają już bowiem oni przed podjęciem decyzji o dokonaniu transakcji z bankiem, więc mogą ocenić, czy chcą ją zawrzeć po danym kursie, czy z niej rezygnują. Natomiast kredytobiorcy w chwili podejmowania decyzji o zawarciu umowy kredytu indeksowanego nie znają jeszcze kursu waluty obcej, po jakim kwota kredytu zostanie przeliczona, a tym bardziej nie wiedzą, po jakim kursie będą przeliczane ich raty w całym wieloletnim okresie spłaty. Właśnie z tej przyczyny zasadnicze znaczenie dla nich ma nie tyle znajomość konkretnej tabeli kursowej z danego dnia, co wiedza o zasadach, według jakich w ich kontrakcie bank będzie ustalał te kursy w przyszłości.
W związku z tym Sąd Okręgowy trafnie uznał, że nie było konieczności ustalania, w szczególności za pomocą opinii biegłego, jak pozwany faktycznie ustalał kursy CHF stosowane przy przeliczaniu wartości świadczeń stron i czy te kursy nie były, zwłaszcza rażąco, niekorzystne dla powodów. Decydujące jest bowiem to, że treść umowy dawała mu taką możliwość, a nie to, czy z niej skorzystał i ewentualnie w jakim zakresie.
Wyeliminowanie z umowy całego mechanizmu denominacji, a nie jedynie postanowień dotyczących ustalania kursów CHF (klauzul kursowych), powoduje, że bezprzedmiotowe stają się zarzuty i wywody pozwanego, odnoszące się do możliwości częściowego utrzymania umowy w mocy i jej dalszego wykonywania przy zastosowaniu kursów CHF spoza jego tabel. Rozważenie takiej możliwości byłoby celowe jedynie wtedy, gdyby sam mechanizm denominacji, czyli uzależnienie wartości świadczeń powodów od wartości CHF (niezależnie od tego, w jaki sposób byłby ustalany jej kurs), nie budził zastrzeżeń pod względem zgodności z przepisem art. 385 1 k.c. Ponieważ jednak odpowiedź na takie pytanie jest niekorzystna dla skarżącego, uznać należy, że nie było możliwości utrzymania tej umowy w mocy w jakimkolwiek zakresie.
Zauważyć zwłaszcza trzeba, że usunięciu z umowy podlega przede wszystkim § 2 ust. 1, określający kwotę kredytu w walucie obcej, a jednocześnie nie ma w niej innych postanowień, które pozwalałyby ustalić wysokość kredytu w walucie polskiej, w której faktycznie została im udostępniona (k. 20). Oznacza to, że umowa straciła element przedmiotowo istotny obejmujący określenie wysokości kwoty udostępnionego kredytu.
Taka sytuacja skutkuje zaś jej nieważnością w całości na podstawie art. 58 § 1 k.c. jako sprzecznej z ustawą, a mianowicie niezawierającej wszystkich elementów essentialia negotii umowy kredytu, o których mowa w art. 58 § 1 k.c. Podkreślić jednak należy, że nieważność umowy na tej podstawie nie ma charakteru samodzielnego, lecz jest następcza w stosunku do stwierdzenia stosownie do art. 385 1 k.c. bezskuteczności wobec powodów postanowień o charakterze niedozwolonym. Wynika to ze znaczenia tych postanowień, powodującego, że umowa traci elementy decydujące o jej ważności. W związku z tym uzasadnione jest uzupełnienie wywodu Sądu pierwszej instancji w ten sposób, że nieważność umowy następuje na podstawie art. 58 § 1 k.c., ale w związku ze stwierdzeniem bezskuteczności jej postanowień na podstawie art. 385 1 k.c.
Inaczej rzecz ujmując, wskutek wyeliminowania z umowy kredytu całego mechanizmu denominacji zmienia się ona tak istotnie, że nie posiada już wszystkich elementów przedmiotowo istotnych pozwalających na ustalenie treści praw i obowiązków stron, a tym samym na jej wykonanie zgodnie z właściwością (naturą) i celem zobowiązania mającego wynikać z zawarcia takiej umowy. Uzasadnia to uznanie, że umowa staje się nieważna w całości nie tyle ze względu na stwierdzenie abuzywności niektórych z jej postanowień, ponieważ zgodnie z art. 385 1 § 2 k.c. co do zasady – jak podnosi pozwany w zarzutach apelacyjnych – umowa powinna byłaby zachować moc wiążącą (a zatem ważność) w pozostałym zakresie, co ze względu na to, że bez tych postanowień traci ona elementy przedmiotowo istotne dla umowy kredytu. Daje to podstawy do uznania, że dopiero w następstwie uznania niedozwolonego charakteru postanowień umownych otwiera się droga do stwierdzenia nieważności całej umowy na podstawie art. 58 § 1 k.c. jako sprzecznej z ustawą oraz na podstawie art. 353 1 k.c. jako sprzecznej z właściwością (naturą) zobowiązania z umowy kredytu.
Oznacza to, że umowa kredytu nie staje się nieważna w całości wprost ze względu na abuzywność jej postanowień, lecz z uwagi na to, że bez tych postanowień jej treść staje się sprzeczna z prawem i nie mieści się w granicach swobody umów. Stwierdzenie abuzywności nie powoduje więc wprost nieważności całej umowy, ale stanowi przesłankę wpływającą na ustalenie jej nieważności. Takie stanowisko pozwala wyjaśnić, dlaczego jako podstawę nieważności umów kredytów frankowych sądy powołują zazwyczaj jednocześnie art. 58 § 1 k.c. i art. 353 1 k.c. w zw. z art. 385 1 k.c., ponieważ dopiero łączne rozważenie abuzywności postanowień o denominacji/indeksacji w kontekście jej wpływu na treść umowy odpowiada na pytanie, dlaczego należy uznać ją za nieważną w całości, a nie tylko w zakresie tych postanowień.
Takie podejście wychodzi jednocześnie naprzeciw argumentacji pozwanego, nawiązującej do rzekomej wewnętrznej sprzeczności w uzasadnieniu zaskarżonego wyroku, polegającej na przyjęciu bezwzględnej nieważności umowy przy jednoczesnym stwierdzeniu abuzywności jej postanowień. Wziąć trzeba pod uwagę, że postanowienia abuzywne nie mają mocy wiążącej jedynie w stosunku do konsumenta, który może następczo je zaakceptować i potwierdzić ważność umowy mimo abuzywności jej postanowień. Jeśli jednak nie dojdzie do ich potwierdzenia, to skutkiem ich abuzywności może być ich wyeliminowanie z umowy, co w dalszej kolejności – jeśli przemawia za tym ich znaczenie dla wynikającego z niej zobowiązania – może uzasadniać przyjęcie nieważności całej umowy.
Taka sytuacja miała miejsce w niniejszej sprawie, w związku z czym pozwany bezzasadnie wywodził w apelacji, zwłaszcza w zarzutach naruszenia prawa materialnego, że możliwe jest utrzymanie tej umowy w mocy i jej dalsze wykonywanie z zastosowaniem mechanizmu denominacji, ale z pominięciem kursów CHF określanych przez niego w swojej tabeli kursowej.
Dodać jeszcze wypada, że odmiennej oceny żądania powodów w kontekście ważności spornej umowy nie mogą uzasadniać argumenty odwołujące się do skutków wejścia w życie ustawy antyspreadowej. Przede wszystkim nie można przyjąć, że ustawa ta miała na celu potwierdzenie ważności umów kredytu indeksowanego lub denominowanego tak zawartych przed jej wejściem w życie, jak i w późniejszym okresie. Z jej przepisów nie wynika bowiem, aby ustawodawca zajął w tej kwestii jakiekolwiek stanowisko. W gruncie rzeczy przyjął on jedynie zawieranie takich umów za istniejący obiektywnie fakt, w związku z czym ograniczył się tylko do uregulowania niektórych zagadnień, które w tamtym okresie wywoływały kontrowersje prawne i niezadowolenie kredytobiorców. Wziąć zwłaszcza trzeba pod uwagę, że wówczas, mimo światowego kryzysu ekonomiczno – finansowego, który rozpoczął się w 2008 r., nie ujawniły się jeszcze w pełni wszystkie negatywne dla konsumentów konsekwencji sposobu ukształtowania mechanizmu indeksacji (denominacji), czyli w zasadzie waloryzacji, wprowadzonego przez banki do powyższych umów. W szczególności początkowo nie zdawano sobie jeszcze w pełni sprawy nie tylko z wadliwości przyznania bankom uprawnienia do jednostronnego i dowolnego ustalania kursów walut stosowanych do przeliczania wartości świadczeń stron (czyli z obciążenia konsumentów ryzykiem kursowym), lecz także ze skutków obciążenia wyłącznie konsumentów nieograniczonymi następstwami wzrostu kursu waluty indeksacji (denominacji), czyli ryzykiem walutowym.
W tamtej sytuacji mogło więc wydawać, że wystarczające będzie pozbawienie banków jedynie możliwości samodzielnego i jednostronnego ustalania kursów waluty obcej stosowanej do indeksacji (denominacji) kredytów. Podkreślić przy tym należy, że skutek taki nie następował ex lege , ponieważ ustawodawca nie określił w ustawie antyspreadowej zasad ustalania kursów waluty obcej, lecz cel tej ustawy chciał osiągnąć przez nowelizację art. 69 pr. bank., polegającą na wprowadzeniu obowiązku określania w treści umów kredytu indeksowanego (denominowanego) zasad ustalania tych kursów przez banki w oparciu o precyzyjne i obiektywne przesłanki/kryteria. Dotyczyło to umów, które miały być zawarte po wejściu ustawy antyspreadowej w życie, czyli z dniem 26 sierpnia 2011 r. Natomiast w odniesieniu do umów kredytu indeksowanego (denominowanego), zawartych przed tą datą, zgodnie z art. 4 ustawy antyspreadowej nałożono na banki obowiązek bezpłatnej zmiany umów kredytu, ale tylko w części niespłaconej, w celu ich dostosowania do znowelizowanej treści art. 69 ust. 2 pkt 4a i art. 75b pr. bank. Oznacza to, że wymagało to zawarcia aneksu zmieniającego umowę lub co najmniej zmiany regulaminu, jeśli było to wystarczające do dostosowania treści umowy do brzmienia znowelizowanych przepisów Prawa bankowego.
Przepisy ustawy antyspreadowej nie dają więc podstaw do uznania, że ustawodawca automatycznie uznał za zgodne z prawem (jak to niekiedy określa się w sporach frankowych „konwalidował”) zawarte wcześniej umowy kredytu indeksowanego (denominowanego), w szczególności, że wyłączył możliwość badania zgodności ich treści z przepisami o niedozwolonych postanowieniach umownych. Wniosek taki nie wynika z jakiegokolwiek przepisu tej ustawy. Wprost przeciwnie, uznać należy, że właśnie dlatego, że zawieranie takich umów co do zasady jest prawnie dopuszczalne, a zatem nie są one a limine bezwzględnie nieważne tylko z uwagi na sam fakt wprowadzenia do nich mechanizmu denominacji lub indeksacji, otwiera się możliwość, a poniekąd wręcz konieczność, oceny, czy postanowienia, dotyczące tego mechanizmu, nie zostały ukształtowane przez przedsiębiorcę (bank) w sposób niedozwolony w rozumieniu art. 385 1 k.c. W konsekwencji także po jej wejściu w życie nie jest wyłączone badanie zawartych wcześniej umów kredytu indeksowanego (denominowanego) pod kątem ich zgodności z prawem lub abuzywności.
W tym stanie rzeczy Sąd Apelacyjny doszedł do przekonania, że pozwany nie zdołał skutecznie zakwestionować uznania przez Sąd pierwszej instancji, że zawarte w spornej umowie postanowienia, regulujące sposób dokonania przeliczania świadczeń stron w ramach mechanizmu ich denominacji przy pomory kursów CHF, miały charakter niedozwolony w rozumieniu art. 385 1 k.c., a z uwagi na ich istotne znaczenie dla tej umowy skutkowały jej nieważnością w całości, a w dalszej kolejności – koniecznością zwrócenia powodom przez pozwanego otrzymanych od nich kwot, które stanowią świadczenia nienależne.
W tym kontekście nie zasługiwały na uwzględnienie zarzuty naruszenia art. 405 k.c. w zw. z art. 410 k.c., a także art. 232 k.p.c. Chybiony jest bowiem argument, że z uwagi na spłacanie kredytu w drodze potrącania należnych rat kapitałowo – odsetkowych z ich rachunku bankowego nie doszło do spełnienia tych świadczeń. Stanowisko pozwanego pomija okoliczność, że dokonanie potrącenia jest równoznaczne z zapłatą, chociaż nie następuje faktyczne przekazywanie świadczeń. Jeśli zatem okazało się, że jedna z potrącanych wierzytelności nie istniała, ponieważ bankowi – ze względu na nieważność umowy – nie przysługiwała wierzytelność wobec powodów – to nie powoduje to, że w konsekwencji nie ma on obowiązku oddania im kwot, które od nich bezpodstawnie otrzymał w drodze potrącenia.
Dodać wypada, że chociaż pozwany nie podnosił w tej sprawie w apelacji innych zarzutów związanych z naruszeniem art. 410 k.c. w zw. z art. 405 k.c. i art. 409 k.c., a zwłaszcza art. 411 k.c., to Sąd Apelacyjny z urzędu miał na uwadze również te zagadnienia, lecz nie stwierdził ich naruszenia, więc nie jest konieczne szczegółowe analizowanie tych kwestii.
Niezasadne były również zarzuty naruszenia art. 481 § 1 k.c. w zw. z art. 455 k.c. i art. 385 1 § 1 k.c. przez zasądzenie odsetek ustawowych za opóźnienie od dnia 22 lipca 2021 r., a nie dopiero od dnia 13 września 2022 r., kiedy powodowie zostali pouczeni przez Sąd pierwszej instancji na rozprawie o skutkach nieważności umowy kredytu i oświadczyli, że domagają się stwierdzenia jej nieważności.
Wziąć trzeba pod uwagę, że powyższe pouczenie i oświadczenie konsumenta nie ma na celu wywołania skutku w postaci nieważności umowy i powstania roszczenia o zwrot nienależnego świadczenia, a w ślad za tym – wymagalności tego roszczenia. W rzeczywistości wiążą się one z możliwością następczego wyrażenia przez konsumenta zgody na skuteczność niedozwolonych postanowień umownych wobec niego. Właśnie dlatego w świetle orzecznictwa TSUE wymagane jest uprzednie wyjaśnienie konsumentowi znaczenia wyrażenia takiej zgody lub jej braku w kontekście nieważności umowy i skutków jej nieważności dla niego. Pouczenie to oraz oświadczenie konsumenta nie jest jednak wymagane dla wywołania skutku w postaci nieważności umowy, gdyż następuje on automatycznie i od samego początku, jeśli bez niedozwolonych postanowień umownych nie jest możliwe utrzymanie umowy w mocy. Oznacza to, że oświadczenie konsumenta nie jest konieczne do wywołania nieważności umowy zawierającej niedozwolone postanowienia, lecz do ewentualnego spowodowania jej ważności mimo umieszczenia w niej takich postanowień.
Ponadto dostrzec trzeba, że wynikający z orzecznictwa TSUE wymóg udzielania konsumentowi wyjaśnień i pouczeń przez sąd orzekający ma na celu zwiększenie jego efektywnej ochrony. Kwestia udzielenia/nieudzielenie tego pouczenia lub jego zakresu i treści nie może więc być wykorzystywana przez banki jako argument mający skutkować niezasadnością powództwa w całości lub co najmniej w zakresie wymagalności roszczenia powodów.
W tym kontekście dodać wypada, że podstawę roszczenia pieniężnego powodów stanowił art. 410 k.c., ponieważ jego przedmiotem był zwrot świadczenia spełnionego na rzecz pozwanego w wykonaniu umowy, która okazała się nieważna z powodu znajdujących się w niej niedozwolonych postanowień umownych. Ponieważ pozwany nie zgłosił w tym zakresie w apelacji odrębnych zarzutów, wystarczy obecnie wskazać, że Sąd Apelacyjny podziela pogląd, że w przypadku nieważności umowy kredytu z powodu abuzywności jej postanowień konsument jest uprawniony do żądania zwrotu wszelkich kwot zapłaconych na rzecz banku niezależnie od ewentualnych roszczeń drugiej strony wobec niego (zgodnie z teorią dwóch kondykcji) oraz że nie istnieją żadne podstawy wygaśnięcia lub niezasadności takiego żądania, w szczególności wynikające z art. 411 k.c. lub art. 5 k.c.
Z tych wszystkich względów Sąd Apelacyjny doszedł do przekonania, że zarzuty apelacyjne nie zasługiwały na uwzględnienie, a zaskarżony wyrok odpowiada prawu. W tym stanie rzeczy oddalił apelację na mocy art. 385 k.p.c. oraz orzekł o kosztach postępowania apelacyjnego na mocy art. 108 § 1 k.p.c. w zw. z art. 109 k.p.c. i art. 98 § 1 k.p.c. oraz art. 99 k.p.c. w zw. z § 2 pkt 6 w zw. z § 10 ust. 1 pkt 2 rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości w sprawie opłat za czynności radców prawnych z dnia 22 października 2015 r. (t. jedn. Dz. U. z 2018 r., poz. 265) odpowiednio do wyniku sprawy w tej instancji.
Poza tym na podstawie art. 350 § 1 i 3 k.p.c. Sąd Apelacyjny sprostował z urzędu niedokładność w oznaczeniu przedmiotu sporu w sentencji zaskarżonego wyroku przez dodanie po słowie „zapłatę” słów „ ewentualnie o zapłatę”, biorąc pod uwagę, że z tego wyroku nie wynika, że powodowie zgłosili w niniejszej sprawie także żądanie ewentualne.
Na koniec wskazać należy, że Sąd Apelacyjny uznał za niezasadny zgłoszony w apelacji zarzut zatrzymania.
Przede wszystkim zauważyć trzeba, że co najmniej wątpliwe jest, czy umowa kredytu ma charakter wzajemny. Gdyby jednak nawet uznać, że pewnych elementów wzajemności można dopatrzyć się w odniesieniu do świadczeń, polegających z jednej strony za wstrzymywaniu się przez bank z żądaniem zwrotu udostępnionego kapitału, a z drugiej strony na zapłacie przez kredytobiorcę odsetek stanowiących zapłatę za korzystanie z tego kapitału w umówionym okresie (czyli wynagrodzenie za korzystanie z cudzego kapitału), to nie można uznać, że wzajemny charakter ma obo-wiązek zwrotu udostępnionego kapitału. Takie świadczenie nie stanowi bowiem ekwiwalentu udostępnienia kapitału, lecz jest obowiązkiem niezależnym od tego, czy i jaką zapłatę bank uzyska za jego udostępnienie. Tymczasem właśnie takiego obowiązku dotyczy podniesiony przez pozwanego zarzut zatrzymania.
Niezależnie od tego zauważyć należy, że zarzut zatrzymania ma służyć do zabezpieczenia interesów strony zobowiązanej do zwrotu świadczenia wzajemnego w celu zapewnienia jej, że sama również otrzyma od drugiej strony świadczenie, które spełniła na jej rzecz. W związku z tym podniesienie tego zarzutu uznać należy za niezasadne wówczas, gdy uprawniony może uzyskać ochronę swojego roszczenia w inny sposób. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, gdy roszczenia obu stron o zwrot nienależnego świadczenia mają charakter pieniężny, ponieważ w takim przypadku możliwe jest przede wszystkim skorzystanie z zarzutu potrącenia. Inaczej mówiąc, zarzut zatrzymania wchodzi w rachubę jedynie wtedy, gdy strona zobowiązana do zwrotu otrzymanego świadczenia, jest narażona na to, że nie będzie mogła uzyskać zwrotu świadczenia, które sama spełniła, a zatem gdy świadczenia obu stron mają różny charakter (przedmiot).
Wiąże się z tym ponadto kwestia dopuszczalności podniesienia zarzutu zatrzymania w odniesieniu do roszczenia, które nie jest jeszcze wymagalne. Skoro bowiem zarzut zatrzymania ma podobne znaczenie jak zarzut potrącenia, to uznać można, że co do zasady objęte nim roszczenie powinno być wymagalne. Z tego zaś punktu widzenia zauważyć należy, że pozwany w gruncie rzeczy dopiero w oświadczeniach o skorzystaniu z prawa zatrzymania z dnia 27 października 2022 r., dołączonych do apelacji (k. 245 – 246), po raz pierwszy w ogóle powołał się na to, że może przysługiwać mu względem powodów roszczenie o zwrot spełnionego na ich rzecz świadczenia, podczas gdy w toku całego postępowania, włącznie z apelacją, stanowczo i konsekwentnie zaprzeczał, aby umowa była nieważna, a spełnione na jej podstawie świadczenia stron podlegały zwrotowi jako nienależne. Niezasadne wydaje się więc zgłoszenie zarzutu zatrzymania bez uprzedniego wezwania powodów do zwrotu spełnionego na ich rzecz świadczenia oraz połączenie w jednym oświadczeniu wezwania do jego zwrotu i zarzutu zatrzymania. Uznać wypada, że przede wszystkim pozwany powinien, choćby na wypadek nieuwzględnienia jego stanowiska, najpierw zażądać od powodów zwrotu swojego świadczenia, a dopiero potem ewentualnie podnieść zarzut jego zatrzymania.
Odmienne stanowisko mogłoby ponadto prowadzić do nadużywania przez bank uprawnień do podnoszenia zarzutu zatrzymania, który de facto nie zmierzałby do zabezpieczenia jego interesów, lecz miałby jedynie utrudniać lub uniemożliwiać skorzystanie przez konsumenta z ochrony przed klauzulami abuzywnymi, a tym samym wywoływać efekt odstraszający lub zniechęcający do dochodzenia przez niego swoich praw.
Warto w tym zakresie zwrócić uwagę na stanowisko Sądu Najwyższego, wyrażone w postanowieniu z dnia 6 grudnia 2022 r. (I CSK 4694/22, LEX nr 3460582), zgodnie z którym w wypadku uznania umowy za nieważną przedsiębiorca nie może poprzez zarzut zatrzymania żądać kompensacji niekorzystnych skutków jego bezprawnego zachowania. Art. 7 ust. 1 w związku z motywem dwudziestym czwartym dyrektywy 93/13/EWG zobowiązuje państwa członkowskie do zapewnienia stosownych i skutecznych środków zapobiegających dalszemu stosowaniu nieuczciwych warunków w umowach zawieranych przez sprzedawców lub dostawców z konsumentami. Niedopuszczalne byłoby takie ukształtowanie sytuacji prawnej konsumenta wskutek uznania umowy kredytu za nieważną z powodu zawartych w niej nieuczciwych postanowień umownych, które prowadziłoby do udaremnienia oczekiwanego skutku przepisów ochronnych w odniesieniu do konsumentów, realizującej w istocie tzw. efekt mrożący, a to wskutek istotnego pogorszenia sytuacji ekonomicznej konsumenta na skutek dokonanego przezeń wyboru wyjścia z sytuacji, w której stał się ofiarą nieuczciwej praktyki ze strony przedsiębiorcy.
Konkludując, uznać należy, że podniesienie zarzutu zatrzymania było w okolicznościach niniejszej sprawy bezzasadne i nieskuteczne, ponieważ w gruncie rzeczy nie miało służyć ochronie interesów pozwanego, jako wierzyciela powodów, ale zmierzało do utrudnienia im uzyskanie ochrony prawnej, wynikającej z posłużenia się przez niego w przedmiotowej umowie niedozwolonymi postanowieniami umownymi. Wobec tego zarzut ten został oddalony na podstawie art. 496 k.c. w zw. z art. 497 k.c. stosowanymi a contrario .
Na oryginale właściwy podpis.