Wyrok z 22 kwietnia 2024, sygn. I ACa 2163/22
Sygn. akt: I ACa 2163/22
WYROK
W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
Dnia 22 kwietnia 2024 r.
Sąd Apelacyjny w Gdańsku I Wydział Cywilny
w składzie:
Przewodniczący: SSA Marek Machnij
Protokolant: sekr. sąd. Mariusz Neumann
po rozpoznaniu w dniu 22 kwietnia 2024 r. w Gdańsku
na rozprawie
sprawy z powództwa K. G. i W. G.
przeciwko (...) Bankowi (...) Spółce Akcyjnej w W.
o ustalenie i zapłatę ewentualnie o ustalenie
na skutek apelacji pozwanego
od wyroku Sądu Okręgowego w Toruniu
z dnia 17 października 2022 r. sygn. akt I C 599/22
1) prostuje oznaczenie przedmiotu sporu w sentencji zaskarżonego wyroku przez dodanie po słowie „zapłatę” brakujących słów „ewentualnie o ustalenie”,
2) oddala apelację,
3) zasądza od pozwanego na rzecz powodów kwotę 8.100 zł (osiem tysięcy sto złotych) tytułem zwrotu kosztów postępowania apelacyjnego z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia uprawomocnienia się orzeczenia o tych kosztach do dnia zapłaty.
Na oryginale właściwy podpis.
Sygn. akt: I ACa 2163/22
UZASADNIENIE
Powodowie K. G. i W. G. wnieśli o zasądzenie od pozwanej (...) Banku (...) Spółki Akcyjnej w W. kwoty 142.381,14 zł z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia 9 lutego 2022 r. do dnia zapłaty tytułem zwrotu nienależnych świadczeń spełnionych na rzecz pozwanej na podstawie umowy kredytu W. K. hipoteczny nr (...) (...) z dnia 22 lutego 2008 r. oraz o ustalenie nieważności tej umowy. Ewentualnie wnosili o ustalenie, że nie wiążą ich bliżej wskazane postanowienia tej umowy, ponieważ są abuzywne.
Pozwany wniósł o oddalenie powództwa, kwestionując je co do zasady i co do wysokości, w szczególności zaprzeczając, aby zawarta między stronami umowa kredytu była sprzeczna z przepisami ustawy lub zasadami współżycia społecznego albo zawierała jakiekolwiek postanowienia abuzywne. Ponadto zakwestionował istnienie po stronie powodów interesu prawnego w domaganiu się ustalenia nieważności umowy.
Sąd Okręgowy w Toruniu wyrokiem z dnia 17 października 2022 r. ustalił, że zawarta między stronami umowa kredytu W. K. hipoteczny nr (...) (...) z dnia 22 lutego 2008 r. jest nieważna, zasądził od pozwanego na rzecz powodów kwoty 142.381,14 zł z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia 9 lutego 2022 r. do dnia zapłaty i zasądził od pozwanego na rzecz powodów kwotę 6.434 zł tytułem zwrotu kosztów procesu z odsetkami ustawowymi za opóźnienie.
W uzasadnieniu wyroku Sąd Okręgowy przedstawił szczegółowe ustalenia faktyczne, dotyczące okoliczności, w jakich doszło do zawarcia w dniu 22 lutego 2008 r. przez powodów z pozwanym bankiem umowy kredytu mieszkaniowego W. K. Hipoteczny nr (...) (...) i jej treści (w szczególności postanowień, dotyczących zasad denominacji świadczeń stron za pomocą kursów CHF) oraz sposobu jej wykonania przez strony, w tym wypłaty kwoty kredytu przez bank i spłaty rat kapitałowo – odsetkowych przez kredytobiorców oraz wysokości spłat dokonanych przez nich na rzecz pozwanego banku.
Sąd pierwszej instancji wyjaśnił następnie, na podstawie jakich dowodów ustalił powyższe okoliczności i w jaki sposób dokonał oceny zebranego w sprawie materiału dowodowego. Wskazał ponadto, z jakich przyczyn oddalił wniosek pozwanego o dopuszczenie dowodu z opinii biegłego.
Oceniając zasadność powództwa, Sąd Okręgowy w pierwszej kolejności wskazał, że wbrew pozwanemu powodowie mają interes prawny w domaganiu się ustalenia nieważności umowy, mimo że jednocześnie domagają się zwrotu spełnionych na jej podstawie świadczeń, ponieważ ustalenie rozstrzygnie niepewność co zakresu ich obowiązku, podlegającego wykonaniu w przyszłości. Co do istoty na podstawie przeprowadzonych rozważań prawnych, Sąd ten doszedł do wniosku, że na uwzględnienie zasługiwało zarówno żądanie nieważności przedmiotowej umowy, jak i zasądzenia od pozwanego na rzecz powodów zwrotu dochodzonych kwot jako świadczeń nienależnych. Wynikało to z uznania, że stosunek prawny został ułożony w sposób, który był sprzeczny z jego naturą, ponieważ ze względu na ukształtowanie denominacji pozwany zyskał swobodę określania wysokości świadczenia powodów, które nie zostało określone precyzyjnie w umowie. W ocenie Sądu Okręgowego nieważność umowy wynikała też z jej sprzeczności z art. 69 ust. 1 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. Prawo bankowe (t. jedn. Dz. U. z 2023 r., poz. 2488 z późn. zm., powoływanej dalej jako „pr. bank.”), ponieważ z uwagi na sposób ukształtowania denominacji powodowie mogli być zobowiązani do zwrócenia banków większej kwoty od wykorzystanej kwoty kredytu. Niezależnie od tego Sądu Okręgowy doszedł do wniosku, że postanowienia umowne, dotyczące denominacji, miały charakter niedozwolony. W ślad za przyjęciem nieważności umowy uznał za zasadne również roszczenie powodów o zwrot dochodzonych kwot z odsetkami ustawowymi za opóźnienie z tytułu zwrotu świadczenia nienależnego. Nie uwzględnił jednocześnie podniesionego przez pozwanego zarzutu przedawnienia tego roszczenia.
Powyższy wyrok został zaskarżony w całości przez pozwanego apelacją opartą na zarzutach:
1) naruszenia przepisów postępowania, które miało wpływ na wynik sprawy:
a) art. 227 k.p.c. w zw. z art. 205 3 § 2 k.p.c., art. 205 12 § 1 i 2 k.p.c., art. 232 k.p.c., art 235 2 § 1 k.p.c., art. 243 2 k.p.c. oraz art. 278 § 1 k.p.c. przez pominięcie dowodu z opinii biegłego sądowego z zakresu ekonomii wobec uznania, że umowa jest nieważna wskutek błędnego przyjęcia, że jej postanowienia pozwalały bankowi na jednostronne ustalanie kursów waluty, mimo że został on zgłoszony na okoliczności istotne dla rozstrzygnięcia sprawy, w związku z czym na podstawie art. 380 k.p.c. domagał się rozpoznania postanowienia Sądu pierwszej instancji o pominięciu tego dowodu i przeprowadzenia go w postępowaniu apelacyjnym,
b) art. 233 § 1 k.p.c., polegającego na braku wszechstronnego rozważenia i oceny całości zebranego w sprawie materiału dowodowego przez niewzięcie pod uwagę przy dokonywaniu ustaleń faktycznych:
– wskazanych bliżej dokumentów, a w konsekwencji zaniechanie dokonania pełnych i rzetelnych ustaleń faktycznych przez niedokonanie ustalenia, że stosowane przez bank wartości kursów kupna i sprzedaży walut były rynkowe i nie odbiegały od wartości podawanych przez Narodowy Bank Polski, co powinno prowadzić do wniosku, że kursy te nie były korzystne dla powodów i nie mogły prowadzić do rażącego naruszenia ich praw,
– zeznań świadka M. P., a w konsekwencji zaniechanie dokonania pełnych i rzetelnych ustaleń faktycznych przez brak ustalenia, że zgodnie z obowiązującą w banku procedurą wszyscy kredytobiorcy byli informowani o ryzykach związanych ze zmianą kursu CHF i ich wpływem na wysokość zadłużenia oraz o możliwości spłaty kredytu bezpośrednio w walucie obcej przez założenie rachunku technicznego, co umożliwiało uniknięcie stosowania przeliczeń rat kapitałowo – odsetkowych z wykorzystaniem kursów ustalanych przez pozwanego,
c) art 233 § 1 k.p.c. przez błędną, sprzeczną z pozostałym materiałem dowodowym, zasadami logiki i doświadczenia życiowego ocenę dowodów:
– z dokumentów w postaci wniosku kredytowego, umowy kredytu oraz zawartych w nich oświadczeń m. in. o zapoznaniu się powodów z ryzykiem kursowym przez uznanie, że nie wynika z nich, że pozwany nie proponował im kredytu złotówkowego i nie dopełnił ciążących na nim obowiązków informacyjnych w prawidłowy sposób i nie proponował powodom kredytu zlotowego, podczas gdy prawidłowa ocena tych dowodów powinna prowadzić do wniosku, że zaproponował im w pierwszej kolejności kredyt złotówkowy, a dopiero po jego odrzuceniu – kredyt denominowany, co do którego udzielił im odpowiednich pouczeń, uchylających ostatecznie abuzywność jej postanowień,
– zeznań powodów przez nieuprawnione przyjęcie, że bank nie dopełnił wobec nich obowiązków informacyjnych, podczas gdy już we wniosku o udzielenie kredytu złożyli oni stosowne oświadczenia o świadomości ryzyka zmiany kursów walut, a prawidłowa ocena całości zebranego materiału dowodowego powinna prowadzić do wniosku, że pracownicy pozwanego każdorazowo przekazywali klientom informacje o konsekwencjach związanych z zaciągnięciem zobowiązania kredytowego, w tym o istnieniu ryzyka walutowego,
2) naruszenia prawa materialnego:
a) art. 58 § 1 k.c. w zw. z art. 69 pr. bank. w brzmieniu obowiązującym z dacie za-warcia umowy i art. 353 1 k.c. przez ich błędną wykładnię, polegającą na uznaniu, że wynikający z art. 69 pr. bank. wymóg określenia w umowie kredytu m. in. kwoty i waluty kredytu należy rozumieć w sposób prowadzący do wniosku, że umowa kredytu – z uwagi na zawarty w niej mechanizm denominacji – nie spełnia tego wymogu co do essentialia negotii umowy kredytu i prowadzi do jej sprzeczności z naturą kredytu, podczas gdy prawidłowa wykładnia powinna prowadzić do wniosku, że zawarcie takiej umowy było dopuszczalne, a takie określenie kwoty i waluty kredytu spełniało wymóg określony w art. 69 pr. bank. i nie było sprzeczne z naturą umowy kredytu,
b) art. 65 § 1 i 2 k.c. w zw. z art. 56 k.c., art. 354 k.c. i art. 385 § 2 k.c. przez ich nieprawidłowe zastosowanie, polegające na niewzięciu pod uwagę przy dokonywaniu wykładni umowy zasad współżycia społecznego oraz ustalonych zwyczajów, a także zgodnego zamiaru stron umowy i w związku z tym dokonaniu przez Sąd Okręgowy takiej wykładni umowy, z której wynika, że dawała ona bankowi prawo do dowolnego kształtowania kursu przeliczania walut stosowanego przy wypłacie i spłatach kredytu, podczas gdy prawidłowe zastosowanie tych przepisów powinno prowadzić do wniosku, że umowa nie przyznawała bankowi prawa do dowolnego kształtowania tych kursów, a jedynie do ich ustalania w tabeli kursów na poziomie odpowiadającym rynkowemu kursowi wymiany walut,
c) art. 385 1 § 1 k.c. w zw. z art. 385 2 k.c. przez ich błędną wykładnię, pomijającą obowiązek prounijnej wykładni tych przepisów, a więc wykładni, która zapewniłaby zgodność z art. 1 ust. 2 Dyrektywy Rady 93/13/EWG z dnia 5 kwietnia 1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich (powoływanej dalej jako „Dyrektywa 93/13”) i art. 111 ust. 1 pkt 4 pr. bank. w zw. z art. 4 ust. 1 Dyrektywy 93/13 i ust. 2 lit. c) załącznika do Dyrektywy 93/13 i w konsekwencji błędne zastosowanie tych przepisów przez przyjęcie, że postanowienia, dotyczące kursu kupna i kursu sprzedaży z tabeli kursowej banku, mają charakter niedozwolony, mimo że:
– Dyrektywa 93/13 przewiduje, że kurs waluty może być przez dostawcę (tu: bank) ustalony w momencie dostawy (wypłaty lub spłaty kredytu) (ust. 2 lit c załącznika Dyrektywy 93/13), zaś art. 111 ust. 1 pkt 4 pr. bank. daje bankowi podstawę do ustalania kursów w tabeli banku, co oznacza, że publikowanie kursów w tabelach kursowych banku – na mocy art. 1 ust. 2 Dyrektywy – powinno być wyłączone spod oceny z perspektywy abuzywności,
– Dyrektywa 93/13 nakazuje przy ocenie abuzywności uwzględniać „rodzaj towarów lub usług” oraz wszelkie okoliczności towarzyszące (art. 4 ust. 1), co oznacza, że Sąd przy ocenie abuzywności powinien wziąć pod uwagę, że postanowienia, odnoszące się do indeksów rynkowych (takich jak np. kurs waluty) w umowach zawartych na kilkadziesiąt lat, nie mogą być opisane w formule algorytmu matematycznego,
– nie ma podstaw do uznania, że kwestionowane postanowienia były sprzeczne z dobrymi obyczajami z uwagi na hipotetyczne (choć nierzeczywiste) ryzyko, że bank będzie nadużywał prawa do ustalania kursu w tabeli kursowej i będzie ustalał ten kurs całkowicie w oderwaniu od realiów rynkowych,
a zatem prawidłowa wykładnia prowadziłaby do wniosku, że nie było podstaw do uznania, że klauzule przeliczeniowe były abuzywne,
d) art. 385 1 § 1 k.c. przez niewłaściwe zastosowanie, polegające na uznaniu, że sporne postanowienia niedozwolone postanowienie umowne w umowie zawartej z konsumentami, podczas gdy w okolicznościach niniejszej sprawy były one indywidualnie negocjowane, nie naruszają dobrych obyczajów, nie kształtują sytuacji konsumentów w sposób rażąco naruszający ich interesy i zostały sformułowane w sposób jednoznaczny,
e) art. 385 1 § 1 k.c. w zw. z art. 353 1 § 2 k.c. i art. 58 § 1 k.c. przez ich błędne zastosowanie, polegające na uznaniu, że stwierdzenie niedozwolonego charakteru postanowień umownych, odnoszących się do ustalania kursu, pociąga za sobą nieważność całej umowy, podczas gdy przepisy te nie wiążą z abuzywnością skutku w postaci bezwzględnej nieważności całej umowy, co powinno prowadzić do wniosku, że po ich usunięciu zobowiązanie w dalszym ciągu jest wyrażony w CHF, więc umowa może być nadal wykonywana w tej walucie,
f) art. 65 § 1 k.c., art. 358 § 1 i 2 k.c., art. L przepisów wprowadzających kodeks cywilny przez błędną wykładnię i brak zbadania, czy ewentualna luka w umowie, powstała na skutek usunięcia z niej klauzul przeliczeniowych, gdyby przyjąć, że taka luka w ogóle może powstać, nie może być wypełniona przez odwołanie się do uzupełniającej wykładni oświadczeń woli, względnie treści art. 358 k.c., podczas gdy z orzecznictwa TSUE wynika jednoznacznie, że nie istnieje zakaz odwoływania się do norm względnie wiążących o charakterze nieogólnym, w tym do art. 358 k.c., a ponadto możność zastosowania tego przepisu wynika z braku przepisów intertemporalnych i konieczności stosowania go do stosunków o charakterze ciągłym.
Na tych podstawach pozwany wniósł o zmianę zaskarżonego wyroku przez oddalenie powództwa w całości i zasądzenie od powodów kosztów procesu za obie instancje według norm przepisanych, ewentualnie o jego uchylenie i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania oraz rozstrzygnięcia o kosztach procesu. Ponadto na podstawie art. 380 k.p.c. wniósł o przeprowadzenie w postępowaniu apelacyjnym dowodów z opinii biegłego i dokumentów, które zostały pominięte przez Sąd pierwszej instancji.
Powodowie wnieśli o oddalenie apelacji i zasądzenie na ich rzecz kosztów postępowania apelacyjnego według norm przepisanych.
Sąd Apelacyjny zważył, co następuje:
W pierwszej kolejności wskazać należy, że Sąd Apelacyjny, jako sąd merytorycznie rozpoznający sprawę, zapoznał się zgodnie z art. 382 k.p.c. z całością zebranego w sprawie materiału dowodowego i w rezultacie doszedł do przekonania, że w zakresie istotnym dla rozstrzygnięcia może – stosownie do art. 387 § 2 1 pkt 1 k.p.c. – aprobować i przyjąć za własne ustalenia faktyczne, które zostały dokonane przez Sąd pierwszej instancji. Są one wprawdzie kwestionowane przez skarżącego, ale w ocenie Sądu Apelacyjnego odpowiadają treści zebranego materiału dowodowego, a ocena tego materiału jest zgodna z zasadami wynikającymi z art. 233 § 1 k.p.c. i jednocześnie jest w pełni zbieżna z własną oceną dokonaną przez sąd odwoławczy.
Na akceptację zasługują także wnioski prawne, wyprowadzone przez Sąd pierwszej instancji z tych ustaleń, zwłaszcza co do istnienia podstaw do uznania całej umowy kredytu za nieważną z powodu niedozwolonego charakteru jej postanowień, dotyczących sposobu ukształtowania mechanizmu przeliczania świadczeń stron za pomocą kursów CHF, który w przypadku powyższej umowy przybrał formę tzw. denominacji (nota bene pozwany twierdził, że był to kredyt walutowy, ale w istocie przyznał w odpowiedzi na pozew, że był to kredyt denominowany w walucie obcej, z tym że niezasadnie przekonywał, że mechanizm denominacji odnosił się tylko do sposobu wykonania umowy – zob. k. 90 i nast.), a w ślad za tym zasadności roszczenia powodów o zwrot uiszczonych na rzecz pozwanego na podstawie tej umowy kwot jako świadczeń nienależnych. Wskazać ponadto trzeba, że chociaż zarówno powyższe ustalenia faktyczne, jak i wnioski prawne Sądu pierwszej instancji, są przez pozwanego obszernie i pod różnym kątem kwestionowane, to podniesione przez niego zarzuty apelacyjne nie zdołały skutecznie podważyć prawidłowości zaskarżonego wyroku, ponieważ ostatecznie odpowiada on prawu, nawet gdyby przyjąć, że niektóre okoliczności lub zagadnienia mogły być nieco inaczej ujęte lub rozważone.
Przede wszystkim podkreślić trzeba, że Sąd Okręgowy szczegółowo i dokładnie opisał treść zawartej między stronami umowy kredytu, a także przedstawił okoliczności, w jakich doszło do jej zawarcia, w szczególności informacje, jakie zostały przekazane kredytobiorcom przez pozwanego i oświadczenia, jakie złożyli oni zgodnie z jego wymaganiami, od których zależało najpierw zawarcie tej umowy, a następnie dokonanie wypłaty kwoty kredytu. Abstrahując od odmiennej oceny tych okoliczności przez pozwanego, nie można więc mieć żadnych zastrzeżeń do prawidłowości opisu okoliczności faktycznych, przyjętego przez Sąd pierwszej instancji.
W tym kontekście wskazać należy, że konieczne jest odróżnienie dokonanych ustaleń faktycznych (opisu istotnych faktów) od ich oceny, czyli wyprowadzonych z nich wniosków. Ma to bardzo istotne znaczenie dla oceny zasadności zarzutów apelacyjnych pozwanego, dotyczących podstawy faktycznej zaskarżonego wyroku, ponieważ w gruncie rzeczy odnosiły się one nie tyle do treści dokonanych przez Sąd Okręgowy ustaleń, co do przyjętych na ich podstawie wniosków (przede wszystkim o niedozwolonym charakterze postanowień umownych regulujących zasady denominacji świadczeń stron za pomocą kursu CHF, a w ślad za tym o nieważności całej umowy kredytu i obowiązku zwrotu przez pozwanego zapłaconych przez kredytobiorców na jego rzecz kwot jako świadczenia nienależnego).
Można więc uznać, że pozwanemu w rzeczywistości nie chodzi o treść ustaleń faktycznych, lecz o zakwestionowanie dokonanej przez Sąd pierwszej instancji oceny zasadności żądania powodów. Mimo że formalnie podważa on zarówno prawidłowość zebrania materiału dowodowego, jak i jego oceny, to de facto jego zarzuty apelacyjne dotyczą przede wszystkim kwestii materialnoprawnych, z tym że ich podstawę stanowi próba przekonania, że należało przyjąć wnioski zgodne z jego stanowiskiem i twierdzeniami. Podkreślić przy tym można, że zakres materiału dowodowego, mającego istotne znaczenie dla rozstrzygnięcia, w gruncie rzeczy nie był w tej sprawie zbyt obszerny, ponieważ obejmował w zasadzie jedynie dokumenty związane bezpośrednio z zawarciem i wykonaniem spornej umowy oraz zeznania świadka M. P. i zeznania powodów. W świetle apelacji zasadniczym problemem w niniejszej sprawie była zatem nie tyle ocena zebranego materiału dowodowego lub treść wynikających z niego okoliczności faktycznych, co kwestia możliwości ich interpretacji zgodnie ze stanowiskiem skarżącego.
Inaczej rzecz ujmując, pozwanemu chodzi o to, żeby ustalone fakty interpretować zgodnie z jego twierdzeniami i wyprowadzać z nich wnioski potwierdzające jego stanowisko, a tym samym podważające zasadność stanowiska powodów. Można więc uznać, że decydujące znaczenie w niniejszej sprawie ma analiza dokonanej przez Sąd pierwszej instancji oceny twierdzeń i argumentów obu stron, oczywiście z uwzględnieniem tego, że podstawę tej oceny stanowiły ustalenia faktyczne, dokonane na podstawie całości zebranego materiału dowodowego.
W tej sytuacji można było ograniczyć się do powyższego stwierdzenia, że Sąd Apelacyjny generalnie aprobował i przyjął za własne ustalenia faktyczne Sądu Okręgowego, uznając, że są one zgodne z treścią zebranego materiału dowodowego i wy-starczają do rozstrzygnięcia sprawy na obecnym etapie postępowania w zakresie objętym granicami apelacji.
W świetle powyższych uwag chybione były zarzuty naruszenia art. 227 k.p.c. w zw. z art. 205 3 § 2 k.p.c., art. 205 12 § 1 i 2 k.p.c., art. 232 k.p.c. i art. 278 § 1 k.p.c. oraz art. 235 2 § 1 pkt 2 i 5 k.p.c. przez oddalenie wniosków pozwanego o dopuszczenie dowodu z zeznań załączonych przez niego do odpowiedzi na pozew dokumentów oraz opinii biegłego, jak również naruszenia art. 233 § 1 k.p.c. przez błędną ocenę zeznań świadka M. P. i niektórych dokumentów. Wobec tego nie było także podstaw do przeprowadzenia tych dowodów w toku postępowania apelacyjnego stosownie do art. 380 k.p.c.
Odnośnie do postulowanego przez skarżącego dowodu z opinii biegłego sądowego podkreślenia wymaga, że dla oceny abuzywności danego postanowienia umownego nie ma decydującego znaczenia sposób wykonania umowy, w szczególności to, czy i w jaki sposób jedna ze stron korzystała z tego postanowienia, a na wykazanie przede wszystkim takich okoliczności pozwany powoływał powyższy dowód. Wbrew stanowisku skarżącego, nie jest istotne, czy w trakcie wykonywania umowy stosował on kursy CHF w wysokości nieodbiegającej od kursu rynkowego lub średniego kursu NBP. Z punktu widzenia rozstrzygnięcia o żądaniach stron istotne jest bowiem jedynie to, czy sporne postanowienia umowne, oceniane na chwilę zawarcia umowy, stanowiły niedozwolone postanowienia umowne w rozumieniu art. 385 ( 1) § 1 k.c., czyli kształtowały prawa i obowiązki konsumenta w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, rażąco naruszając jego interesy (zob. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 2 czerwca 2021 r., I CSKP 55/21, LEX nr 3219740). Dowód z opinii biegłego na okoliczności wskazane przez skarżącego był nieprzydatny dla rozstrzygnięcia kwestii abuzywności przedmiotowych klauzul, ponieważ taka ocena powinna być dokonywana przez sąd orzekający na płaszczyźnie zastosowania norm prawa materialnego, natomiast dowód z opinii biegłego nie może służyć do rozstrzygnięcia takich kwestii.
Nieistotna była także możliwość przedstawienia przez biegłego ogólnych informacji lub uwag – które według pozwanego wymagają wiedzy specjalnej – na temat mechanizmu denominacji w umowach kredytu zawieranych przez pozwany bank w okresie, w jakim doszło do zawarcia w/w umowy. Tak samo nie miały decydującego znaczenia zeznania świadka M. P., ponieważ mogła ona przedstawić co najwyżej jedynie ogólne informacje na temat tego, jak zazwyczaj przebiegało zawarcie takich umów, ewentualnie jak powinno przebiegać ich zawarcie zgodnie z procedurami obowiązującymi wówczas w pozwanym banku, ale nie jest to przydatne do ustalenia, czy wbrew powodom zawarcie przedmiotowej umowy przebiegało zgodnie z teoretycznym modelem.
Powyższe dowody nie dotyczyły zatem konkretnych okoliczności faktycznych, związanych z zawarciem przedmiotowej umowy, lecz zmierzały w istocie tylko do poparcia stanowiska procesowego pozwanego, który z powołaniem się na treść opinii biegłego, zeznań świadka i przedłożonych dokumentów chce argumentować, że jego twierdzenia w ogóle nie mogą być kwestionowane, ponieważ są zgodne z tymi dowodami. Oznacza to, że te dowody nie dotyczyły konkretnych okoliczności związanych ze sporną umową, lecz miały na celu jedynie poprawić i wzmocnić sytuację procesową skarżącego przez próbę wywołania wrażenia, że jego stanowisko ma charakter obiektywny i prawdziwy, ograniczając w konsekwencji Sądowi pierwszej instancji możliwość dokonania odmiennej oceny prawnej tej umowy.
Kwestionowanie oddalenia wniosku o dopuszczenie dowodu z opinii biegłego było chybione także z uwagi – jak będzie wynikać z dalszych wywodów Sądu Apelacyjnego – na niezasadność twierdzeń pozwanego, że możliwe było dokonanie przeliczenia wartości świadczeń stron przy zastosowaniu średnich kursów CHF publikowanych przez NBP w miejsce kursów publikowanych w jego tabeli (w nawiązaniu do jego twierdzenia, że abuzywne mogą być co najwyżej tylko postanowienia, dotyczące stosowania w mechanizmie denominacji kursów CHF ustalanych jednostronnie przez bank). Zbędne było zatem wyliczanie, jaka byłaby wartość świadczeń stron przy zastosowaniu średnich kursów NBP. Niezasadne było również ustalanie za pomocą opinii biegłego wartości świadczenia z tytułu nienależnego świadczenia, jakie mogłoby przysługiwać pozwanemu w związku z bezumownym korzystaniem przez kredytobiorców z kapitału kredytu, ponieważ w świetle aktualnego orzecznictwa TSUE bank nie może domagać się od nich takiego świadczenia w przypadku nieważności umowy kredytu ze względu na zawarte w niej niedozwolone postanowienia umowne.
Konkludując, w ocenie Sądu Apelacyjnego, okoliczności, na które miały zostać przeprowadzone pominięte przez Sąd Okręgowy dowody, w gruncie rzeczy nie dotyczyły faktów, mających istotne znaczenie dla rozstrzygnięcia sprawy, lecz zmierzały do zaprezentowania ogólnych poglądów i wniosków na temat kredytów denominowanych w sposób zgodny ze stanowiskiem procesowym pozwanego, a mianowicie miały potwierdzić, że nie ma żadnych podstaw do uznania, że zawarte w przedmiotowej umowie postanowienia, dotyczące denominacji świadczeń stron za pomocą kursów CHF, mają charakter niedozwolony i że może to skutkować nieważnością całej umowy. Ich pominięcie nie miało więc wpływu na treść zaskarżonego wyroku, ponieważ zgodnie z podstawową zasadą, odnoszącą się do postępowania dowodowego, przedmiotem dowodu są tylko takie fakty, które mają istotne znaczenie dla rozstrzygnięcia sprawy. Rzeczą Sądu meriti jest zatem czuwanie nad tym, aby postępowanie dowodowe nie wykraczało poza ramy wyznaczone przepisem art. 227 k.p.c.
Zauważyć przy tym można, że pozwany stara się formułować swoje twierdzenia i wnioski w sposób tak kategoryczny, jakby miały one jednoznaczną i niebudzącą żadnych wątpliwości podstawę w zebranym materiale dowodowym, a tym samym w ogóle nie mogły podlegać kwestionowaniu lub jakiejkolwiek dyskusji, mimo że w istocie wcale tak nie jest, ponieważ jego stanowisko opiera się na tendencyjnej i subiektywnej interpretacji okoliczności wynikających z tego materiału. Co więcej, część tez pozwanego (np. co do walutowego charakteru przedmiotowego kredytu i sposobu finansowania kredytów denominowanych kursem CHF) nie ma żadnego odzwierciedlenia w zebranym materiale dowodowym, w szczególności w umowie stron, a tym samym nie było to objęte treścią stosunkiem prawnego, zawartego między stronami i wynika wyłącznie z twierdzeń banku, opierających się na odpowiednim doborze pasujących do nich danych ekonomicznych i argumentów z różnych opracowań.
Także zarzuty naruszenia art. 233 § 1 k.p.c., sprowadzające się do zarzucenia Sądowi pierwszej instancji dokonania ustaleń sprzecznych z treścią materiału dowodowego, ściśle wiążą się z przyjętą przez skarżącego interpretacją ustalonych oko-liczności faktycznych. W związku z tym ich zasadność była uzależniona od oceny je-go stanowiska i argumentacji, zwłaszcza odnośnie do okoliczności mogących świadczyć – po pierwsze – o indywidualnym uzgodnieniu przez niego z powodami treści spornych postanowień umownych, dotyczących denominacji kredytu oraz sposobu ustalania kursów waluty obcej stosowanej do jego denominacji, po drugie – o należytym pouczeniu przez niego kredytobiorców o mechanizmie denominacji i spoczywającym na nich ryzyku związanym ze zmiennością kursów waluty denominacji (określanego w niniejszym uzasadnieniu przez Sąd Apelacyjny jako „ryzyko walutowe” w odróżnieniu od „ryzyka kursowego”, związanego z jednostronnym ustalaniem kursu tej waluty przez pozwany bank) i – po trzecie – charakteru prawnego tej umowy (czy stanowiła ona kredyt walutowy lub złotowy). Pozwanemu zależy bowiem na ta-kiej interpretacji zebranego materiału, która pozwalałaby na przyjęcie ustaleń i wniosków zgodnych z jego twierdzeniami, ponieważ w ślad za tym uzasadniona byłaby taka ocena prawna żądania powodów, która odpowiadałaby jego oczekiwaniom.
W związku z tym przechodząc do kwestii prawnych, w pierwszej kolejności wskazać należy, że można zgodzić się z pozwanym jedynie w zakresie, w jakim zakwestionował możliwość jednoczesnego uznania, że nieważność przedmiotowej umowy kredytu wynika zarówno ze sprzeczności jej postanowień umownych z przepisami prawa (zwłaszcza art. 69 ust. 1 pr. bank.) lub zasadą swobody umów (art. 353 1 k.c.), jak i z powodu ich abuzywności. Ocena postanowień umownych pod kątem ich abuzywności jest bowiem celowa i dopuszczalna jedynie wtedy, gdy znajdują się w ważnej umowie. W konsekwencji bezwzględna nieważność umowy na podstawie art. 58 § 1 k.c. (z powodu sprzeczności jej treści z ustawą lub obejścia ustawy) albo na podstawie art. 58 § 2 k.c. (z powodu jej sprzeczności z zasadami współżycia społecznego), czy wreszcie z powodu przekroczenia granic swobody umów, o których mowa w art. 353 1 k.c., skutkowałaby tym, że nie miałoby już znaczenia, czy postanowienia umowne, zawarte w nieważnej umowie, mogłyby zostać uznane także za niedozwolone (abuzywne).
Niemniej wziąć trzeba pod uwagę, że przepisy krajowe (art. 385 1 k.c. i nast.) i unijne (Dyrektywa 93/13/EWG) kompleksowo regulują ochronę konsumenta przed skutkami wprowadzania przez przedsiębiorców (w tym banki) do umów postanowień naruszających jego prawa m. in. w taki sposób, jaki jest oceniany w niniejszej sprawie. W związku z tym regulacje te mają charakter przepisów szczególnych w stosunku do przepisów takich jak art. 58 k.c. lub art. 353 1 k.c., które ogólnie regulują zagadnienia związane z treścią umów, podczas gdy przepisy o niedozwolonych postanowieniach umownych dotyczą tylko specyficznego aspektu, odnoszącego się do treści umów zawieranych między przedsiębiorcami i konsumentami.
W konsekwencji zdaniem orzekającego w sprawie składu Sądu Apelacyjnego nie zasługuje na akceptację bardzo częsta w sprawach dotyczących tzw. kredytów frankowych tendencja do jednoczesnego przyjmowania (tak przez strony, jak i przez sądy orzekające) tych samych okoliczności i argumentów za podstawę stwierdzenia zarówno sprzeczności postanowień umownych o denominacji lub indeksacji kredytu kursem CHF z przepisami ustawy, zasadą swobody umów lub zasadami współżycia społecznego, powodującej nieważność umowy kredytu na podstawie art. 58 k.c., jak i do uznawania tych samych postanowień umownych praktycznie z tych samych przyczyn za abuzywne. Nie uwzględnia to istnienia przepisów szczególnych, które regulują ochronę konsumentów przed stosowaniem przez przedsiębiorców niedozwolonych postanowień umownych, wskutek czego nie ma potrzeby jednoczesnego stosowania do tych samych okoliczności i zagadnień przepisów ogólnych oraz szczególnych.
Zwrócić trzeba ponadto uwagę na to, że z art. 385 1 § 1 k.c. wynika, że niedozwolone postanowienia umowne nie wiążą konsumenta, co uznaje się na ogół za sankcję w postaci tzw. bezskuteczności zawieszonej, polegającej na tym, że jedynie konsument może w każdym czasie powołać się na abuzywność postanowień umownych, powodując – w razie zasadności swoich twierdzeń – ich nieważność od chwili zawarcia umowy (ab initio), czyli z mocą wsteczną (ex tunc). W konsekwencji nieważność tych postanowień do pewnego stopnia zależy od woli konsumenta, który może powołać się na ich abuzywność, wskutek czego stracą moc wiążącą i definitywnie zostaną wyeliminowane z umowy (przy zachowaniu co do zasady ważności przez pozostałe postanowienia umowne). Może też jednak w ogóle nie powołać się na ich abuzywność lub też – mimo dostrzeżenia ich abuzywności – wprost i wyraźnie je zaakceptować, powodując, że następczo staną się one dla niego wiążące i nie będzie już mógł ich później kwestionować w oparciu o art. 385 1 k.c.
Przyjmując pogląd o pierwszeństwie przepisów o niedozwolonych postanowieniach umownych przed przepisami o charakterze ogólnym, konieczne jest dokonanie bardzo istotnego zastrzeżenia. O ile bowiem typową sankcją niedozwolonego charakteru postanowień umownych jest to, że – po powołaniu się przez konsumenta na ich abuzywność – nie wiążą stron jedynie te postanowienia przy jednoczesnym zachowaniu mocy wiążącej przez umowę w pozostałym zakresie (art. 385 1 § 2 k.c.), o tyle wziąć trzeba pod uwagę, że taki skutek może zostać przyjęty tylko w takich przypadkach, w których po wyeliminowaniu z umowy postanowień abuzywnych na-dal możliwe jest ustalenie, na podstawie pozostałych postanowień umownych, treści praw i obowiązków stron w stopniu pozwalającym na wykonanie wynikającego z niej zobowiązania zgodnie z jego treścią (istotą).
Nota bene, właśnie na taką możliwość powołuje się pozwany w zarzutach apelacyjnych, domagając się zastąpienia w mechanizmie denominacji kursów CHF, ustalanych w swojej tabeli, kursami średnimi ogłaszanymi przez NBP. W związku z tym wskazać należy, że taka możliwość nie wchodzi w rachubę w przypadkach, w których niedozwolony charakter mają postanowienia umowne, określające główne świadczenia stron, ponieważ bez takich postanowień niewątpliwie nie można wykonać umowy, skoro przestają wiązać strony właśnie te postanowienia, które określają, jakie mają być ich główne świadczenia. Podkreślić przy tym trzeba, że zobowiązanie wymaga określenia świadczenia, więc bez możliwości jego ustalenia nie można mówić o istnieniu ważnego zobowiązania.
W tym kontekście wskazać należy, że zawarte w przedmiotowej umowie kredytu postanowienia o denominacji określały główne świadczenia stron, ponieważ de-cydowały o ustaleniu ich wysokości (zarówno świadczenia banku, jak i świadczeń kredytobiorców). Wobec tego można zaakceptować stanowisko Sądu pierwszej instancji, że skoro te postanowienia okazały się abuzywne, to po ich wyeliminowaniu z umowy w ogóle niemożliwe stało się jej wykonanie, ponieważ bez mechanizmu denominacji nie jest możliwe ani ustalenie wartości świadczenia banku, ani wartości świadczeń powodów.
Oznacza to, że umowa jest nieważna w całości nie bezpośrednio dlatego, że niektóre jej postanowienia mają charakter niedozwolony, ale dlatego, że bez tych po-stanowień jej treść staje się sprzeczna z ustawą, tj. w tym przypadku w szczególności z art. 69 ust. 1 pr. bank., określającym przedmiotowo istotne cechy umowy kredytu. Nieważność umowy ma więc charakter następczy w stosunku do stwierdzenia abuzywności jej postanowień, ponieważ jest konsekwencją wyeliminowania z niej niedozwolonych postanowień umownych, nie wynika natomiast wprost i bezpośrednio z ich abuzywności, która co do zasady skutkuje jedynie niezwiązaniem stron (w pierwszej kolejności konsumenta) tymi postanowieniami. Najpierw następuje zatem stwierdzenie ich abuzywności, a dopiero następnie – w zależności od oceny ich wpływu na możliwość wykonania umowy – może dojść do jej nieważności w całości.
Wskazać następnie trzeba, że w ocenie Sądu Apelacyjnego chybiony był zarzut naruszenia art. 233 § 1 k.p.c. także w zakresie, w jakim pozwany starał się – powołując się na wybrane dowody, zwłaszcza treść cytowanych przez niego fragmentów umowy i innych dokumentów – przekonać, że w świetle zebranego materiału dowodowego należało uznać, że przedmiotowa umowa powinna zostać uznana za rodzaj kredytu walutowego (ewentualnie w wersji kredytu denominowanego). Argumentacja pozwanego opiera się na wybiórczej i tendencyjnej analizie dokumentów, całkowicie pomijając okoliczność, że niewątpliwie to on był ich autorem, począwszy od wniosku kredytowego przez tekst umowy i pozostałych dokumentów, wpływających na treść stosunku prawnego między stronami, w tym informacji dla kredytobiorców, dyspozycji wypłaty itd.
W związku z tym przy analizie jego twierdzeń i zarzutów decydujące znaczenie nadawać należy temu, że był on stroną, która zredagowała znajdujące się w spornej umowie postanowienia umowne, w szczególności dotyczące mechanizmu denominacji (tak w zakresie klauzuli walutowej, jak i kursowej). W konsekwencji zgodnie z zasadą in dubio contra proferentem przy wykładni postanowień tej umowy kierować się trzeba przede wszystkim tym, w jaki sposób obiektywnie mógł je zrozumieć odbiorca oświadczenia woli (tutaj kredytobiorcy), a nie jak pozwany je rozumiał lub jak obecnie chciałby je interpretować. Kierować się więc należy obiektywnym kontekstem logiczno – językowym mowy, a nie subiektywnymi celami lub intencjami pozwanego, prezentowanymi zwłaszcza na użytek niniejszego procesu.
Dodatkowo wziąć trzeba pod uwagę, że – jak wynika z doświadczenia życiowego i zawodowego Sądu Apelacyjnego, nabytego w szczególności w związku z rozpoznawaniem licznych spraw dotyczących tzw. kredytów frankowych – różne banki nierzadko w stosunkowo odmienny sposób formułowały w swoich wzorcach (formularzach) umownych, stosowanych do masowego zawierania umów ze swoimi klientami, będącymi konsumentami, treść postanowień wprowadzających do umów kredytu mechanizm denominacji lub indeksacji. Niekiedy wręcz myliły indeksację z de-nominacją lub traktowały je jako pojęcia zamienne względnie tożsame. Wobec tego, mimo nadania decydującego znaczenia obiektywnej metodzie wykładni treści takich umów, nie można ulegać presji banków, które aktualnie starają się tendencyjnie interpretować na swoją korzyść wybrane sformułowania, którymi posłużyły się w swoich wzorcach umownych, na podstawie których dochodziło do zawarcia umów kredytu indeksowanego lub denominowanego w CHF.
Uwaga ta ma bardzo istotne znaczenie w niniejszej sprawie, ponieważ po-zwany powoływał się na to, że już z treści umowy, w szczególności jej nazwy (k. 35), wynika, że udzielił kredytobiorcom kredytu w walucie wymienialnej, co oznacza, że nie można utożsamiać lub porównywać go z kredytem jedynie denominowanym w walucie obcej (chociaż, jak wyżej wskazano, w odpowiedzi na pozew posługuje się argumentacją dotyczącą takiego kredytu), a tym bardziej uznawać go za kredyt udzielony w walucie polskiej (tzw. kredyt złotowy). Takie stanowisko pozwanego abstrahuje od pozostałych postanowień umownych, które interpretowane obiektywnie i kompleksowo, a nie wybiórczo, nie pozwalają na przyjęcie, że na podstawie przedmiotowej umowy rzeczywiście udzielił kredytobiorcom (tj. udostępnił im, jak jest mowa w art. 69 ust. 1 pr. bank.) kredytu w walucie obcej (czyli w CHF), a nie w walucie polskiej.
W związku z tym na pierwszy plan wysuwa się kwestia, czy istotnie można uznać, że umowa kredytu denominowanego w walucie obcej (np. CHF) rzeczywiście jest umową, w której przedmiotem świadczenia stron jest waluta obca, a zatem czy ma ona charakter kredytu walutowego (w znaczeniu udzielonego, tj. udostępnionego, kredytobiorcy w innej walucie niż polska).
W tym kontekście zauważyć trzeba, że kredyt denominowany (podobnie jak indeksowany) niewątpliwie różni się zarówno od „typowego” kredytu walutowego, który jest udostępniony kredytobiorcy i spłacany przez niego w walucie obcej, jak i od „typowego” kredytu złotowego, który jest udostępniony kredytobiorcy i spłacany przez niego w walucie polskiej. Kredyt denominowany (indeksowany) nie może więc być bezkrytycznie utożsamiany z kredytem walutowym. Jego istotną cechą jest bowiem umieszczenie w nim mechanizmu denominacji (indeksacji), który z jednej strony wiąże wartość świadczeń stron z wartością wybranej waluty obcej, a z drugiej strony umożliwia zastosowanie do takiej umowy oprocentowania powiązanego ze stawką referencyjną właściwą dla tej waluty obcej. Posłużenie się tym mechanizmem nie przesądza jednak samo przez się o walutowym charakterze kredytu, gdyż w dalszym ciągu aktualna pozostaje konieczność oceny, jaka jest jego waluta.
W celu wyjaśnienia takiej kwestii przydatne może być rozróżnienie pojęć: przedmiot zobowiązania i przedmiot świadczenia. Przez przedmiot zobowiązania po-wszechnie rozumie się świadczenie, czyli zachowanie jego stron odpowiadające treści zobowiązania. W tym ujęciu przedmiotem zobowiązania w umowie kredytu nie jest określona w niej suma pieniężna (niezależnie od tego, w jakiej jest wyrażona wa-lucie), lecz zachowanie stron, polegające ze strony banku na obowiązku udostępnienia kredytobiorcy umówionej kwoty kredytu na oznaczony okres i na oznaczony cel, a ze strony kredytobiorcy na obowiązku zwrotu wykorzystanej kwoty kredytu i zapłacie umówionych odsetek lub także prowizji i innych opłat, jeśli wynika to z umowy.
Od tak rozumianego przedmiotu zobowiązania (czyli świadczenia lub świadczeń stron) odróżnić należy przedmiot świadczenia, czyli rzeczy lub inne obiekty, do których odnosi się zachowanie stron, stanowiące świadczenie, tj. przedmiot zobowiązania. W tym ujęciu przedmiotem świadczenia w umowie kredytu są środki pieniężne, które są udostępniane kredytobiorcy lub zwracane bankowi w ramach spełniania umówionych świadczeń.
Nie negując co do zasady, że – zwłaszcza z uwagi na dość powszechną obecnie wymienialność walut – nie jest wykluczone spełnienie świadczenia pieniężnego w innej walucie niż waluta umówiona w treści zobowiązania, nie można jednak bezkrytycznie przyjmować, że posłużenie się w umowie kredytu mechanizmem denominacji (lub indeksacji) niewątpliwie i kategorycznie powoduje, że waluta obca staje walutą zobowiązania (czyli walutą, do której odnosi zachowanie stron, jako przedmiot zobowiązania), a waluta polska jest walutą, w której świadczenia stron są jedynie wykonywane. Nie można bowiem pomijać, że właśnie do waluty polskiej odnoszą się zachowania obu stron, ponieważ w tej walucie jest zarówno udostępniona kredytobiorcom suma pieniężna przez bank, jak i w niej są następnie zwracane przez nich raty kapitałowo – odsetkowe. Niezasadne jest zatem sprowadzanie niewątpliwego faktu spełniania świadczeń w walucie polskiej jedynie do nieistotnego sposobu wykonania zobowiązania, którego przedmiotem rzekomo jest waluta obca. Próba takiego rozumienia kredytu denominowanego (lub indeksowanego) zmierza w istocie do utożsamienia go z kredytem walutowym sensu stricto z pominięciem lub zbagatelizowaniem zawartego w nim mechanizmu denominacji (indeksacji), który wprost reguluje prawa i obowiązki stron, a nie jedynie sposób ich wykonania.
W związku z tym nie zasługuje na akceptację argumentacja pozwanego, w której próbuje przeciwstawić sobie pojęcia: waluta zobowiązania i waluta świadczenia (zob. zwłaszcza pkt 41 odpowiedzi na pozew k. 89v). Świadczenie jest bowiem istotą zobowiązania, skoro zobowiązanie polega z jednej strony na uprawnieniu do żądania spełnienia świadczenia, a z drugiej strony – na obowiązku jego spełnienia. Nie można więc uważać, że istnieje coś takiego jak waluta zobowiązania w oderwaniu od waluty świadczenia. W rzeczywistości jest tylko jedna waluta, którą można zamiennie określać jako waluta zobowiązania lub waluta świadczenia. Dotyczy to oczywiście treści praw i obowiązków stron zobowiązania. Nie wyklucza to natomiast możliwości wykonania zobowiązania w innej walucie niż waluta świadczenia/zobowiązania, chyba że sprzeciwia się temu ustawa, orzeczenie sądowe lub czynność prawna (por. art. 358 § 1 k.c.). Nie można zatem przez pryzmat rzeczywistego sposobu wykonania zobowiązania przyjmować, że waluta, w której jest lub ma być ono wykonane, może być przeciwstawiona walucie, w jakiej świadczenie/zobowiązanie zostało ustalone w treści obligacyjnego stosunku prawnego.
W konsekwencji uznać należy, że denominacja (indeksacja) nie sprowadza się tylko do umożliwienia wykonywania umowy (czyli spełniania świadczeń) w walucie polskiej zamiast w walucie obcej, będącej rzekomo walutą zobowiązania. Bardziej przekonujący jest pogląd, że ma ona inny charakter, a mianowicie nie dotyczy sposobu wykonania zobowiązania, ale polega na powiązaniu wartości świadczeń stron z wartością wybranej waluty obcej. Inaczej rzecz ujmując, dotyczy ona wprost i bezpośrednio określenia treści zobowiązania a nie jedynie sposobu jego wykonania.
Taki pogląd pozwala na odróżnienie kredytu denominowanego (indeksowanego) zarówno od „typowego” kredytu walutowego, jak i od „typowego” kredytu złotowego. Wyjaśnia bowiem, dlaczego wartość (i tylko wartość a nie przedmiot) świadczeń stron jest wyrażana w walucie obcej, mimo że przedmiotem świadczenia, czyli zachowania stron, jest udostępnienie środków pieniężnych w walucie polskiej, a następnie zwracanie ich również w tej walucie. Wyjaśnia to również, dlaczego elementem mechanizmu denominacji (indeksacji) jest nie tylko spełnianie świadczeń w walucie polskiej, ale także ustalenie odsetek według stawki referencyjnej LIBOR. Nie ulega zaś wątpliwości, że obowiązek zapłaty odsetek jest elementem treści zobowiązania a nie jego wykonania. Powiązanie przeliczania wartości świadczeń z waluty polskiej na walutę obcą ze stosowaniem oprocentowania LIBOR potwierdza, że mechanizm denominacji (indeksacji) stanowi jedną całość kształtującą treść stosunku prawnego a nie jedynie sposób jego wykonania.
W takim ujęciu waluta obca nie stanowi przedmiotu świadczenia, ale służy jedynie do ustalenia jego wartości, niemniej spełnianej w dalszym ciągu w walucie polskiej jako walucie zobowiązania. Pozwala to jednocześnie uznać, że nie ma zbyt istotnej różnicy między kredytem denominowanym a kredytem indeksowanym. Wprawdzie w tym pierwszym przypadku kwota kredytu jest formalnie wyrażona bezpośrednio w walucie obcej, ale uwzględniając całość, a nie tylko wybrane fragmenty, postanowień umowy kredytu denominowanego nie ma podstaw do uznania, że właśnie ta waluta – inaczej niż w kredycie indeksowanym – ma stanowić przedmiot świadczenia, czyli że w niej mają zostać spełnione świadczenia stron. Wprost przeciwnie, nie budzi obiektywnych wątpliwości, że także w kredycie denominowanym świadczenia obu stron co do zasady mają zostać spełnione w walucie polskiej.
Wobec tego, zwłaszcza w okresie, zanim doszło do sporów na tle tzw. umów frankowych, które są obecnie przedmiotem licznych postępowań sądowych, dość po-wszechnie przyjmowano, że w istocie różnica między kredytem denominowanym a indeksowanym polega jedynie na tym, że w pierwszym przypadku kwota kredytu wypłaconego w walucie polskiej jest uzależniona od ustalonej z góry kwoty w walucie obcej, co jednak nie dawało kredytobiorcy pewności, że uzyska dokładnie taką kwotę kredytu, jaka jest mu potrzebna do zrealizowania celu, na który zaciąga kredyt, natomiast w drugim przypadku kwota kredytu od razu była wyznaczona w walucie polskiej, ale z kolei nie było wiadomo, jaka będzie po udostępnieniu kredytu jej równowartość w walucie obcej, od której zależała następnie wysokość spłacanych rat. Niemniej w obu rodzajach umów w zasadzie w bardzo zbliżony sposób uregulowana była kwestia zarówno wypłaty kredytu, jak i jego spłaty, która każdorazowo miała następować w walucie polskiej, ale z zastosowaniem mechanizmu jej przeliczania za pomocą kursów umówionej waluty obcej.
Powodowało to z jednej strony uzależnienie wartości świadczeń stron od wartości waluty obcej (klauzula walutowa, z czym wiązało się ryzyko walutowe), a z drugiej strony narażało kredytobiorcę – z uwagi na powszechnie stosowaną zasadę dokonywania przeliczeń wartości świadczeń stron za pomocą kursów ustalanych jed-nostronnie przez bank – na ryzyko dowolnego określania wysokości jego zobowiązania przez bank (klauzula kursowa, z którą wiązało się ryzyko kursowe albo spreadowe).
W tym stanie rzeczy uznać można, że także w umowie kredytu denominowanego, w tym o takiej treści, jaka jest przedmiotem niniejszego postępowania, wbrew odmiennym twierdzeniom pozwanego waluta obca nie jest walutą zobowiązania (tak jak ma to miejsce w „typowym” kredycie walutowym), lecz jest jedynie miernikiem wartości świadczeń, które są jednak spełniane wyłącznie w walucie polskiej, czyli służy ona tylko do ustalenia ich wartości a nie do wyrażenia treści obowiązku stron, czyli określenia, że mają one obowiązek spełnienia świadczeń w walucie obcej, a rzekomo tylko wskutek zastosowania mechanizmu denominacji (indeksacji) faktycznie czynią to w walucie polskiej.
Powtórzyć wypada, że nie można aktualnie nadawać decydującego znaczenia konkretnemu sposobowi powiązania wartości świadczeń stron z wartością waluty obcej – przez posłużenie się przez bank w swoim wzorcu umownym konstrukcją denominacji lub indeksacji – ponieważ nie może to powodować, że sytuacja kredytobiorców będzie istotnie różnić się w zależności od konkretnego kształtu (uregulowania) tego sposobu. Pierwszoplanowe jest bowiem samo powiązanie wartości świadczeń stron z wartością waluty obcej, a nie to, czy w danej umowie przybrało to postać denominacji lub indeksacji, gdyż ma to drugorzędne znaczenie w stosunku do samego faktu uzależnienia wartości świadczeń stron umowy kredytu od wartości waluty obcej. Inaczej mówiąc, pozwany nie może obecnie powoływać na swoją korzyść tego, że przy zawieraniu z konsumentami umów tzw. kredytów frankowych zdecydował się na postać kredytu denominowanego a nie kredytu indeksowanego. W szczególności nie ma podstaw do przyjęcia, że akurat w przypadku kredytów denominowanych rzeczywiście dochodziło do umówienia się przez strony, że kwota kredytu zostanie udostępniona kredytobiorcom w walucie obcej, a jedynie faktycznie zostanie im wypłacona w walucie polskiej.
W tym kontekście wziąć trzeba ponadto pod uwagę treść wniosku (k. 122 – 128), nota bene także sporządzonego na formularzu opracowanym przez pozwany bank, ponieważ z niego wyraźnie, że w pierwszej kolejności powodowie zawnioskowali o udzielenie im kredytu w kwocie 154.897,04 zł, która następnie, i to po słowach „wypełnia Oddział”, została tylko wyrażona (to słowo też pochodzi wprost z powyższego formularza” w walucie obcej jako 70.051,12 CHF (k. 122). Nieprawdziwe jest więc twierdzenie pozwanego, jakoby powodowie wnioskowali o udzielenie kredytu w walucie obcej, i to w powyższej kwocie, ponieważ w rzeczywistości oni jedynie zgodzili się na jej przeliczenie za pomocą waluty obcej przez dokonanie wyboru CHF jako tzw. waluty kredytu (co samo przez się było już mylące i nieprecyzyjne, ponieważ, jak wyżej wyjaśniono, waluty denominacji/indeksacji nie można utożsamiać z walutą zobowiązania). W tym ujęciu denominacja sprowadzała się bowiem tylko do przeliczenia wartości kwoty kredytu, która została zawnioskowana w walucie polskiej, na jej równowartość w walucie obcej po to, aby kwota kredytu została w niej wyrażona w umowie, ale nie oznacza to, że w konsekwencji stawała się ona walutą zobowiązania. Inaczej mówiąc, wyrażenie, czyli właśnie denominowanie (co semantycznie zbliżone jest znaczeniowo do „nazwania”), nie oznacza, że chodziło o realne udzielenie kredytu w walucie obcej, gdyż de facto miała ona na celu jedynie określenie w walucie obcej wartości świadczeń stron, podlegających tak ze strony banku, jak i ze strony powodów, spełnieniu w walucie polskiej.
Z tego punktu widzenia zauważyć można, że w gruncie rzeczy nawet pozwany dostrzega, że denominacja polega tylko na wyrażeniu kredytu w walucie obcej, a nie na jego udzieleniu i udostępnieniu w tej walucie. Niestety jednocześnie błędnie wywodzi, że waluta obca jest rzekomo walutą długu (zobowiązania), a złoty stanowi jedynie walutę płatności (spełnienia świadczenia lub wykonania zobowiązania), nie biorąc pod uwagę, że nie można odrywać świadczenia, czyli zachowania stron, od rzeczy lub obiektów, których to zachowanie ma dotyczyć zgodnie z treścią zobowiązania. Skoro zatem strony od razu umawiały się na spełnienie swoich świadczeń w walucie polskiej, to nie można uznawać, że jednocześnie odnosiły swoje obowiązki, czyli zachowanie, które było przedmiotem zobowiązania, do innej (obcej) waluty. W związku z tym uznać należy, że argumentacja pozwanego stanowi jedynie próbę uratowania tezy o walutowym charakterze spornego kredytu.
Wziąć trzeba ponadto pod uwagę, że według dominującego obecnie poglądu, który jest podzielany także przez orzekający skład Sądu Apelacyjnego, umowa kredytu denominowanego (a także indeksowanego) nie stanowi odrębnego rodzaju umowy, lecz jest jedynie szczególnym rodzajem (co określa się też niekiedy mianem wariantu lub podtypu) umowy kredytu jako umowy nazwanej, ale o charakterze pozakodeksowym, ponieważ jest uregulowana w powołanej wyżej ustawie Prawo bankowe, a nie w Kodeksie cywilnym. Oznacza to, że co do zasady musi ona odpowiadać treści umowy kredytu, czyli musi zawierać wszystkie elementy przedmiotowo istotne (essentialia negotii) umowy kredytu, określone w art. 69 pr. bank. W związku z tym jej ewentualne modyfikacje nie mogą naruszać takich elementów, które decydują o istocie umowy kredytu. W szczególności nie mogą zmieniać świadczeń typowych dla umowy kredytu w takim stopniu, aby nie można już było przyjmować, że nadal odpowiadają one elementom essentialia negotii umowy kredytu.
Prowadzi to do wniosku, że nieuprawnione jest twierdzenie – z powołaniem się na zasadę swobody umów, wyrażoną w art. 353 1 k.c. – że umowa kredytu denominowanego (a także indeksowanego) ma na tyle odmienny i wręcz szczególny charakter, że może istotnie modyfikować postanowienia decydujące o zachowaniu przez nią cech typowych dla umowy kredytu. Inaczej rzecz ujmując, gdyby nawet nie wykluczyć ex definitione możliwości dokonania w granicach swobody umów z art. 353 1 k.c. dalej idącej modyfikacji treści stosunku prawnego między stronami, to nie można byłoby już wówczas mówić o umowie kredytu, lecz co najwyżej o jakiejś odmiennej od niej umowie nienazwanej. Jednak niewątpliwie strony, w tym również pozwany, zgodnie uważają, że zawarta przez nie umowa mieściła się w ogólnej konstrukcji umowy kredytu, wobec czego jej oceny należy dokonywać z uwzględnieniem regulacji dotyczących tej umowy.
W związku z tym zauważyć trzeba, że jednym z kryteriów zasady swobody umów, wymienionych w art. 353 1 k.c., jest właściwość (natura) stosunku prawnego. Kryterium to może być rozumiane dwojako: szeroko jako ogólna zgodność z właści-wością (naturą) stosunku prawnego, zwłaszcza o charakterze obligacyjnym lub wąsko jako zgodność z właściwością (naturą) konkretnego stosunku prawnego, czyli w analizowanym obecnie przypadku – umowy kredytu bankowego. Skoro zatem strony są ze sobą zgodne co do tego, że zawarta między nimi umowa kredytu denominowanego powinna mieścić się w ramach ogólnej konstrukcji umowy kredytu, to nawet w świetle art. 353 1 k.c. niewątpliwie nie może ona modyfikować takich elementów, które decydują o tym, że konkretna umowa może jeszcze zostać uznana za umowę kredytu.
W tej sytuacji wziąć trzeba pod uwagę, że z art. 69 ust. 1 pr. bank. wynika, że kredytobiorca powinien zwrócić bankowi z tytułu kapitału taką samą kwotę, którą bank mu udostępnił. W tym zakresie świadczenia stron powinny więc być jednakowe i równe, co odnosi się zwłaszcza do ich nominalnej tożsamości. Inaczej mówiąc, kapitał podlegający zwrotowi przez kredytobiorcę co do zasady nie powinien być ani wyższy, ani niższy od kapitału, który został mu udostępniony przez bank. Jednocześnie zauważyć wypada, że ze względu na powszechnie występujące zjawisko inflacji, powodującej spadek realnej wartości siły nabywczej pieniądza, zwłaszcza przy kredytach długoterminowych udzielanych na kilkanaście lub nawet więcej lat (w tej sprawie na 360 miesięcy, czyli 30 lat – § 2 pkt 4 umowy k. 35v), może dojść do spadku realnej wartości kapitału zwracanego – w przeciwieństwie do świadczenia banku udostępnianego kredytobiorcy z reguły jednorazowo lub w transzach od razu po zawarciu umowy lub w niezbyt odległym czasie od jej zawarcia (w tym przypadku w transzach – por. § 6 ust. 2 umowy k. 36) – sukcesywnie (w ratach) przez cały okres kredytowania w wysokości nominalnej.
Generalnie takiemu niekorzystnemu dla kredytodawcy zjawisku zapobiegać powinno ustalenie wysokości oprocentowania kredytów na takim poziomie, aby płacone przez kredytobiorcę odsetki (w ramach raty kapitałowo – odsetkowej) zapewniały bankowi wynagrodzenia gwarantujące osiągnięcie przez niego zysku mimo spadku realnej wartości zwracanego kapitału.
Pełnienie przez odsetki funkcji waloryzacyjnej jest aktualnie powszechnie akceptowane w orzecznictwie i doktrynie, zwłaszcza w odniesieniu do odsetek za opóźnienie. Nie wdając się w teoretyczne rozważania, czy także odsetki kapitałowe (np. z tytułu kredytu) mają charakter waloryzacyjny, nie można ignorować faktu, że zjawiska inflacyjne mogą wpływać na podwyższenie oprocentowania kredytów, ponieważ odsetki bezsprzecznie mają zapewnić bankowi wynagrodzenie za korzystanie z udostępnionego kapitału, uwzględniające także odpowiedni (tj. zakładany w ramach udzielonego kredytu) zysk, który mógłby zostać zagrożony przez spadek realnej wartości kapitału zwracanego przez bardzo długi okres w wartości nominalnej, czyli odpowiadającej wysokości udostępnionej kwoty środków pieniężnych według stanu z chwili zawarcia umowy kredytu.
Wobec tego może pojawić się kwestia, w jaki ewentualny inny sposób zapewnić, aby zwracany bankowi (przez wiele lat związania stron umową kredytu) kapitał zachował realną wartość, jaką miał w chwili zawarcia tej umowy, bez jednoczesnej konieczności ustalania zbyt dużej wysokości oprocentowania kredytu. De lege lata wydaje się, że może to nastąpić w szczególności przez skorzystanie z waloryzacji umownej, przewidzianej w art. 358 1 § 2 k.c., zgodnie z którym strony mogą zastrzec w umowie, że wysokość świadczenia pieniężnego zostanie ustalona według innego niż pieniądz miernika wartości. Istotne jest przy tym, że aktualnie w doktrynie i orzecznictwie powszechnie przyjmuje się, że miernikiem wartości, według którego zostanie dokonana waloryzacja (tzw. miernikiem lub kryterium waloryzacji), może być także pieniądz (waluta), ale inny niż ten, w której świadczenie jest wyrażone i podlega spełnieniu (bywa to również określane jako klauzula walutowa).
Sąd Apelacyjny w składzie orzekającym w niniejszej sprawie podziela pogląd, że mechanizm denominacji (lub indeksacji) świadczenia w umowie kredytu za pomocą kursu waluty obcej jest w istocie jedynie rodzajem waloryzacji umownej (zob. np. wyroki Sądu Najwyższego z dnia 1 marca 2017 r., IV CKN 285/16 i z dnia 27 lutego 2019 r., II CSK 19/18).
Dodać wypada, że Sądowi Apelacyjnemu znane są poglądy, że denominacja (indeksacja) w umowach kredytu ma całkowicie odmienny charakter i że w żadnym wypadku nie wolno utożsamiać jej lub, co gorsza, mylić z waloryzacją, o której mowa w art. 358 1 § 2 k.c., ale pogląd ten należy uznać za niezasadny. Zaakceptowanie takiego poglądu oznaczałoby bowiem, że denominacja (indeksacja) nie ma służyć za-pewnieniu jedynie realnej wartości świadczenia kredytobiorcy, a tym samym, że nie zmierza wyłącznie do tego, aby zwrócił on bankowi dokładnie taką samą kwotę środków pieniężnych, którą sam od niego uprzednio otrzymał, z tym że w ujęciu realnym (ekonomicznym) a nie jedynie nominalnym, lecz mogłoby powodować, że wartość zwracanego kapitału nie tylko w ujęciu nominalnym, ale i realnym, nie odpowiadałaby wartości udostępnionego mu przez bank kapitału, i to nawet przy uwzględnieniu spadku siły nabywczej pieniądza (tj. waluty polskiej) po zawarciu umowy kredytu.
Konkludując, jeśli do umowy kredytu denominowanego mają mieć zastosowanie przepisy prawa bankowego, w tym art. 69 pr. bank., to nie można uznać, że denominacja może być rozumiana inaczej niż waloryzacja umowna, o której mowa w art. 358 1 § 2 k.c. Zastosowany w przedmiotowej umowie kredytu mechanizm denominacji (podobnie jak w innych umowach kredytu – indeksacji) nie ma więc jakiegoś specyficznego charakteru, lecz jest w istocie sposobem waloryzacji. Denominacja służy bowiem jedynie do ustalenia (przeliczenia) za pomocą waluty obcej wartości świadczeń obu stron podlegających spełnieniu w walucie polskiej, będącej walutą zobowiązania kredytowego, nie ma zaś na celu ustalenia w walucie obcej bezpośrednio przedmiotu zobowiązania, z rzekomym pozostawieniem – jak twierdzą banki – możliwości jedynie spełnienia takiego świadczenia w walucie polskiej.
Zauważyć przy tym należy, że świadczenie pieniężne (nota bene jedynie w odniesieniu do świadczenia pieniężnego można mówić o jego waloryzacji) po waloryzacji nie zmienia swojego charakteru lub przedmiotu, lecz co do zasady w dalszym ciągu jest spełniane w tej samej walucie, w jakiej zobowiązanie zostało zawarte. Jest to szczególnie widoczne w przypadkach, w których miernikiem waloryzacji są inne rzeczy niż waluta obca, np. jakieś towary (produkty) lub złoto lub np. ogólnie wskaźnik inflacji (określany według zmiany określonych cen, usług, rzeczy lub wynagrodzeń). Zastosowanie waloryzacji nie prowadzi zatem do tego, że świadczenie nie będzie już polegać na zapłacie określonej sumy pieniężnej, lecz będzie podlegać spełnieniu bezpośrednio w przedmiotach lub usługach przyjętych za miernik (kryterium) waloryzacji.
Dotyczy to także sytuacji, w której miernikiem wartości (kryterium waloryzacji) jest waluta obca, aczkolwiek taki miernik może niekiedy powodować trudności w odróżnieniu waluty świadczenia od waluty waloryzacji (denominacji lub indeksacji). Zważywszy jednak, że celem waloryzacji jest jedynie ustalenie realnej zamiast nominalnej wartości świadczenia za pomocą wybranego miernika, czyli w tym przypadku – konkretnej waluty obcej, nie można przyjmować, że skutkuje to jednocześnie zmianą waluty świadczenia z waluty polskiej na walutę obcą, a nie tylko zmianą kwotowej wysokości tego świadczenia, czyli jej ustaleniem (przeliczeniem, wyrażeniem, denominowaniem itp.) za pomocą kursu wybranej waluty.
Błędne i nieuwzględniające istoty waloryzacji jest więc stanowisko, że za-stosowanie waluty obcej jako miernika waloryzacji (czy to w wersji denominacji, czy to w wersji indeksacji) powoduje, że staje się ona walutą zobowiązania. W rzeczywistości przedmiot zobowiązania, polegający na spełnieniu umówionego świadczenia, nadal jest określony w walucie polskiej, natomiast waluta obca służy wyłącznie do ustalenia wysokości (wartości) tego świadczenia. Oznacza to, że także w przypadku zastosowania waluty obcej jako miernika waloryzacji nie dochodzi do zmiany waluty zobowiązania, gdyż waluta obca ma na celu jedynie ustalenie zwaloryzowanej wysokości świadczenia, ale spełnianego w dotychczasowej walucie. Można to ująć także w ten sposób, że waluta polska jest przez cały czas walutą zobowiązania, w której spełniane jest świadczenie, a waluta obca jest tylko narzędziem do ustalenia wartości (kwoty) tego świadczenia.
Przeciwko takiemu sposobowi rozumienia mechanizmu denominacji nie prze-mawia argumentacja pozwanego, według którego mechanizm ten polegał na wbudo-waniu w umowę kredytu po stronie banku funkcji quasi kantoru, w związku z czym istota denominacji miałaby polegać na odkupywaniu przez bank pożyczonej klientowi waluty obcej (przy wypłacie kredytu), będącej walutą zobowiązania kredytowego oraz na sprzedawaniu mu waluty polskiej (przy jego spłacie).
Nieprzekonujące jest przy tym twierdzenie, że było to działanie rzekomo wyłącznie w interesie i na korzyść konsumentów w celu zaoszczędzenia im niedogodności związanych z koniecznością wymiany udostępnionej w walucie obcej kwoty kapitału na walutę polską oraz z nabywania waluty obcej w celu spłaty rat. Nie znajduje to żadnej podstawy w treści umowy stron, w której w gruncie rzeczy w ogóle nie ma wyjaśnienia, na czym polega mechanizm denominacji, a tym bardziej nie ma w niej mowy o odkupieniu od powodów udostępnionego im w walucie obcej kredytu przed jego faktyczną wypłatą w walucie polskiej. Argumentacja pozwanego stanowi więc jedynie próbę dogodnej dla niego interpretacji umowy, wykorzystującej przy tym niejasność jej postanowień, mimo że – jak wyżej wyjaśniono – należy je interpretować na jego niekorzyść jako autora tekstu umowy. Wziąć bowiem trzeba pod uwagę, że w tej umowie w rzeczywistości nie ma mowy o wypłacie lub spłacie kredytu bezpośrednio w walucie obcej, ponieważ świadczenia obu stron niewątpliwie podlegały spełnieniu w walucie polskiej.
Odmiennego poglądu nie może uzasadniać argument, że zgodnie z § 21 i 22 (...) umowy kredytobiorcy mogli wybrać sposób spłaty rat, w tym również ich spłaty bezpośrednio w walucie obcej (z rachunku walutowego lub rachunku technicznego – k. 40v), ponieważ sposób wykonania obowiązku spełnienia świadczenia nie może samoistnie przesądzać o walucie zobowiązania. Dodać należy, że w związku z dość powszechną obecnie wymienialnością walut nie można utożsamiać spełnienia świadczenia w innej walucie ze zmianą waluty stanowiącej przedmiot świadczenia. Zapłata w innej walucie, o ile zostanie zaakceptowana przez wierzyciela lub jeśli jest on do tego zobligowany przez obowiązujące przepisy, jest tylko odpowiednikiem spełnienia świadczenia w umówionej walucie. Wobec tego nawet w przypadku wyboru spłaty rat kredytu w walucie obcej, w której kredyt był tylko denominowany (wyrażony), ale nie udzielony, nie można mówić o tym, że w konsekwencji ta waluta stawała się lub wręcz była od początku walutą zobowiązania.
W przeciwnym wypadku konieczne byłoby jednoznaczne wyjaśnienie w umo-wie, jaki sens ma posługiwanie się w niej jednocześnie dwoma walutami. W przedmiotowej umowie nie ma jednak takiego wyjaśnienia. W szczególności, wbrew aktualnym twierdzeniom pozwanego, nie wynika z niej dostatecznie wyraźnie, że kredyt został udostępniony kredytobiorcom rzekomo w walucie obcej, a jedynie został im faktycznie wypłacony w walucie polskiej, jak również w odwrotnej konfiguracji – że jest on zaciągnięty w walucie obcej, a jedynie może być (według ich wyboru) – spłacany w walucie polskiej zamiast w walucie obcej. Co prawda, pozwany zmierza do tego, aby przekonać sądy orzekające do takiej interpretacji przedmiotowej umowy, ale jego stanowisko nie jest ani przekonujące, ani jedynie możliwe do przyjęcia w świetle brzmienia tej umowy.
Zgodnie z kombinowaną metodą wykładni, odnoszoną do postanowień umo-wnych o charakterze niejednoznacznym i spornym, można bowiem uznać, że przyjęta w tej umowie konstrukcja denominacji wcale nie polegała – tak jak twierdzi pozwany – na realnym udostępnieniu kredytobiorcom kredytu w walucie obcej, lecz je-dynie na powiązaniu jego wartości z tą walutą. Inaczej rzecz ujmując, w rzeczywistości zarówno przy wypłacie kredytu, jak i przy jego spłacie, w ogóle nie dochodziło do realnego obrotu walutą obcą, a twierdzenia o odkupowaniu waluty obcej od kredytobiorców (przy wypłacie kredytu) lub sprzedawaniu im waluty obcej (przy spłacie kredytu) są bezpodstawne i formułowane tylko na użytek procesu, ponieważ denominacja nie miała na celu obrotu walutą obcą, lecz chodziło w niej jedynie o po-wiązanie wartości świadczeń, spełnianych przez obie strony w walucie polskiej, z walutą obcą, w której kredyt jest denominowany, czyli tylko wyrażony, ale już nie spełniany.
Niezasadne były więc zarzuty pozwanego, że Sąd pierwszej instancji powinien uznać na podstawie zebranego materiału dowodowego (jeśli oceniłby go pra-widłowo, tj. zgodnie ze stanowiskiem skarżącego), że sporna umowa miała charakter kredytu walutowego, w którym świadczenia obu stron zostały wyrażone w walucie obcej (CHF). Podkreślić trzeba, że argumentacja skarżącego opierała się na dowolnej i wybiórczej analizie zebranego materiału dowodowego, który nie dawał podstaw do przyjęcia, że trafna jest wyłącznie taka interpretacja, którą on prezentował. Wbrew niemu, treść przygotowanych przez niego dokumentów wcale nie była tak oczywista i jednoznaczna, jak obecnie próbuje przekonywać, ponieważ de facto zastosowana przez niego konstrukcja denominacji budzi bardzo wiele wątpliwości i może być bardzo rozbieżnie interpretowana.
Kwestia ta ma jednocześnie bardzo istotne znaczenie dla oceny zarzutów apelacyjnych, odnoszących się do prawidłowości lub wadliwości poinformowania kredytobiorców przez pozwanego o ryzyku (ryzykach) wiążącym się z zawarciem umo-wy o treści wynikającej z przedstawionego im wzorca umownego. Wziąć trzeba pod uwagę, że już z samych wątpliwości co do charakteru prawnego umowy i zastosowanego w niej mechanizmu denominacji (czy była to umowa kredytu, a jeśli tak, to czy miała charakter walutowy lub złotowy, a także na czym polega istota denominacji, zwłaszcza czy stanowi ona waloryzację, czy też ma zupełnie inny cel i charakter) wynika, że prawidłowe pouczenie o powyższych ryzykach, umożliwiające kredytobiorcom odpowiednie zrozumienie ich wpływu na ich sytuację prawną i ekonomiczną, wymagałoby przede wszystkim jednoznacznego sformułowania postanowień umownych, kształtujących treść tej umowy. Odnosi się to również do innych dokumentów, które pozwany przygotował na etapie zawierania umowy (wniosek kredytowy) i jej wykonywania (dyspozycje uruchomienia kredytu lub jego transz), a które były podpisywane przez kredytobiorców na formularzach opracowanych przez bank.
Pozostaje ponadto kwestia, jak sam pozwany ówcześnie, a nie obecnie, rozumiał treść przygotowanej przez siebie umowy, w szczególności, czy rzeczywiście uważał, że udziela powodom kredytu w walucie obcej, czy przyjmował ją tylko jako przelicznik świadczeń obu stron, podlegających zgodnie z treścią umowy spełnieniu w walucie polskiej. Truizmem jest bowiem stwierdzenie, że w celu prawidłowego i rzetelnego wyjaśnienia kredytobiorcom istoty i skutków umowy kredytu denominowanego, konieczne byłoby przede wszystkim to, aby sam pozwany prawidłowo je rozumiał oraz chciał je wyczerpująco i uczciwie im przedstawić. Tymczasem w ocenie Sądu Apelacyjnego uzasadnione są bardzo daleko idące wątpliwości co do trafności takiego założenia, jeśli chodzi o posiadaną przez pozwanego wiedzę oraz uczciwość jego zachowania w stosunku do powodów.
Już z samego wniosku kredytowego wynika, że jego treść nie była jednoznaczna, ponieważ z jednej strony wnioskodawca miał w nim wskazać wnioskowaną kwotę kredytu bezpośrednio w walucie polskiej, tj. zł (k. 122), ale jednocześnie z drugiej strony miał następnie wybrać walutę kredytu (a w istocie tzw. walutę kredytu) spośród takich walut, jak: PLN, USD, CHF i EUR, po czym wnioskowana kwota kredytu była wyrażana w walucie wymienialnej, ale – jak wynika wprost z tego wniosku wypełniał ją pracownik pozwanego (o czym przekonuje sformułowanie „wypełnia Oddział), co jest zresztą całkiem oczywiste, skoro w tym niewątpliwie konieczna była znajomość aktualnego kursu CHF stosowanego przez bank. Z takiego wniosku nie wynika zatem (zwłaszcza w sposób łatwy do zrozumienia dla przeciętnego konsumenta), jaki w ogóle był sens (cel) dokonywania wyboru innej waluty od waluty, w której określona została kwota wnioskowanego kredytu. Nie wskazano w nim także, w jakiej walucie kredyt zostanie faktycznie udostępniony.
Nie można więc kategorycznie stwierdzić, że kredytobiorcy od razu powinni byli zorientować się, że kredyt rzekomo zostanie im udzielony (udostępniony) w walucie obcej, a nie w walucie, w której określili wnioskowaną kwotę kredytu. Nie mogli też zrozumieć, na czym polega dodatkowe wskazanie tzw. waluty kredytu. Ponadto z takiego wniosku nie wynikało, że kredyt będzie wyrażony w walucie obcej, a jedynie jego wypłata nastąpi w walucie polskiej. Zresztą w ogóle nie posługiwano się w nim pojęciem kredyt denominowany, a tym bardziej – walutowy. Nie można zatem uznać, że kredytobiorcy rzekomo powinni byli od razu zdawać sobie sprawę, że faktycznie zaciągają kredyt w walucie obcej lub co najmniej denominowany w tej walucie i co to będzie dla nich praktycznie oznaczać.
Analogicznie przedstawia się kwestia sposobu sformułowania umowy kredytu, która także nie była jednoznaczna i zrozumiała. W szczególności nie wyjaśniała należycie zależności między walutą obcą a walutą polską, o których była w niej mowa tak, aby był w stanie zrozumieć ją przeciętny konsument, i to dysponujący taką wiedzą i doświadczeniem, jakie mógł mieć w chwili zawierania tej umowy, a nie obecnie, kiedy problematyka tzw. kredytów frankowych (denominowanych i indeksowanych) jest już przedmiotem bardzo licznych orzeczeń, publikacji naukowych oraz publicznych wypowiedzi różnych osób i organów.
Argumentacja pozwanego nie koresponduje również z treścią pouczeń i in-formacji przekazanych kredytobiorcom przy zawarciu umowy. Przede wszystkim wskazać należy, że z treści umowy kredytu nie wynika, aby pozwany poinformował ich, że zadłużenie będzie określone w walucie obcej i że w tej walucie będą mieli obowiązek spełniać swoje świadczenia (spłacać raty kapitałowo – odsetkowe). Jedynie w § 11 ust. 2 umowy jest bardzo ogólnie mowa o tym, że kredytobiorca oświadcza, że został poinformowany, że ponosi ryzyko zmiany kursów waluty, polegające na wzroście zadłużenia z tytułu kredytu (sic!) oraz wysokości rat kredytu wyrażonych w walucie polskiej przy wzroście kursów waluty kredytu (k. 37). Trudno jednak uznać, że było to wystarczające do należytego wyjaśnienia im charakteru umowy kredytu denominowanego i skutków, zwłaszcza niekorzystnych dla nich, jej zawarcia.
Zresztą, skoro sam bank uważał, że ryzyko, związane z zastosowaniem denominacji kwoty kredytu za pomocą kursu waluty obcej, może prowadzić do wzrostu zadłużenia z tytułu kredytu, oznacza to, że wbrew odmiennym twierdzeniom, przedstawianym obecnie w toku procesu, kwota kredytu, którą powodowie mieli obowiązek zwrócić była zmienna, ponieważ zależała od wahań waluty obcej, za pomocą której była ustalana (wyliczana). Nie było zatem tak, że kwota kredytu rzekomo była niezmienna, gdyż została ustalona w walucie obcej w wysokości wskazanej w § 2 ust. 1 umowy.
Biorąc więc pod uwagę, że – jak wcześniej wyjaśniono – w istocie nie ma podstaw do określania takich kredytów mianem walutowych, ponieważ nie były one udzielone w walucie obcej, lecz polskiej, a waluta obca służyła jedynie do ustalenia wartości świadczeń stron, uznać należy, że nie można zgodzić się z pozwanym, aby kredytobiorcy mogli i powinni byli zdawać sobie sprawę, że wnioskując o udzielenie kredytu w walucie polskiej, w rzeczywistości zaciągają go w walucie obcej i że w tej walucie będą zobowiązani go zwrócić, a nie, że waluta obca będzie służyć tylko do wyliczenia wysokości rat kapitałowo – odsetkowych, które będą przez nich spłacane w złotych polskich (z ich rachunku bankowego w tej walucie).
Analizując charakter prawny (istotę) umowy kredytu denominowanego (a także indeksowanego), zauważyć ponadto należy, że co raz częściej spotkać się można z tezą, prezentowaną zwłaszcza przez banki, że w tzw. kredytach frankowych chodziło o umożliwienie kredytobiorcom skorzystania z niższego oprocentowania uzależnionego od stawki LIBOR właściwego dla CHF, jako wybranej waluty obcej, ale w zamian za przyjęcie przez nich na siebie ryzyka walutowego związanego z wahaniami kursu tej waluty. Taka teza pozwala wprawdzie poprawniej wyjaśnić, dlaczego takie kredyty nie miały charakteru walutowego (tzn. nie były udzielone w walucie obcej, lecz w walucie polskiej), a waluta obca służyła jedynie do ustalenia wartości świadczeń stron, podlegających jednak przez cały czas spełnianiu w walucie polskiej, ale w dalszym ciągu nie daje podstaw do przyjęcia, że kredytobiorcy rzeczywiście zdawali sobie sprawę z charakteru tych kredytów i znaczenia, jakie miała w nich waluta obca.
Chodzi zwłaszcza o to, że w chwili zawierania umowy nie było im rzetelnie i wyczerpująco wyjaśnione, że w zamian za uzyskanie korzyści w postaci niższego oprocentowania (które mogą mieć tylko doraźny lub przejściowy charakter) przyjmują na siebie bardzo poważne, a przy tym nieograniczone i obciążające wyłącznie nich, ryzyko nawet bardzo znacznego wzrostu ich zadłużenia w przypadku wzrostu kursu waluty obcej przyjętej za podstawę denominacji (lub indeksacji).
W tym zakresie nieprzekonujące są twierdzenia pozwanego, że on także w porównywalnym stopniu z kredytobiorcami był narażony na ryzyko walutowe, związane z wahaniami kursu CHF. Abstrahując od tego, że to on, jako przedsiębiorca, był autorem konstrukcji kredytu denominowanego w kształcie przyjętym w przedmiotowej umowie, w związku z czym nie może powoływać się na niekorzystne dla niego sformułowanie tej konstrukcji, wziąć trzeba pod uwagę, że jego ryzyko nie może być porównywane z ryzykiem obciążającym kredytobiorców, gdyż nawet w najbardziej niekorzystnej dla niego sytuacji ryzykował co najwyżej utratą wypłaconego kapitału, a ponadto z każdą ratą ograniczało się ono do jego niespłaconej części, ale taka sytuacja w świetle wieloletnich tendencji ekonomicznych jest w gruncie rzeczy bardzo teoretyczna, gdyż niedorzeczne byłoby założenie, że wartość CHF może bardzo znacznie zmniejszyć się, a tym bardziej, że spadnie praktycznie do zera. Natomiast możliwość wzrostu kursu CHF należało bardzo realnie brać pod uwagę, zwłaszcza w perspektywie wieloletniego związania stron umową.
Prowadzi to do wniosku, że przyjęty w umowie mechanizm denominacji był na tyle niejednoznaczny i skomplikowany, że nawet jeśli pozwany udzielił kredytobiorcom jakichś informacji o przyjmowanym na siebie ryzyku walutowym, to niewątpliwie nie były one wystarczające do podjęcia przez nich świadomej i przemyślanej (rozważnej) decyzji o zawarciu umowy kredytu denominowanego w kształcie przygotowanym przez pozwanego. Z przedłożonych im dokumentów w ogóle nie wynikało bowiem, na czym ma polegać zastosowany w umowie mechanizm denominacji i jakie mogą być jego następstwa, zwłaszcza niekorzystne dla nich.
Z przekonaniem graniczącym z pewnością można ponadto uznać, że zostało to im faktycznie przedstawione w taki sposób, że ten kredyt jest dla nich znacznie korzystniejszy [od kredytu bez denominacji] z uwagi na zastosowanie do niego stawek LIBOR. Mogła być wprawdzie również mowa o tym, że takie oprocentowanie jest uzależnione od CHF jako wskazanej w umowie waluty obcej, ale nie można już mieć pewności, że kredytobiorcy mogli – w świetle okoliczności, w jakich doszło do zawarcia umowy oraz udzielonych im przez bank informacji i wyjaśnień – zdawać sobie sprawę, na czym polega zastosowanie waluty obcej w tej umowie (w jakim celu jest w niej stosowana) oraz jakie mogą być tego dla nich konsekwencje (w szczególności negatywne dla nich) i ich skala. W przeciwnym razie (tj. gdyby zostali rzetelnie i wyczerpująco o tym pouczeni) można logicznie zakładać, że nie zgodziliby się na jej zawarcie jako zbyt ryzykownej dla nich.
W tym kontekście nieprzekonujące jest powoływanie się przez pozwanego na to, że powodowie, jako osoby dorosłe i doświadczone, mogli i powinni byli zdawać sobie sprawę z tego, że kursy walut obcych nie są stałe, lecz ulegają ciągłym zmianom, a tym samym z istnienia ryzyka związanego z zawarciem przedmiotowej umowy. Jak bowiem wynika z dotychczasowych rozważań, opracowana przez pozwanego konstrukcja kredytu denominowanego w CHF nie była prosta i zrozumiała. Ponadto nie chroniła kredytobiorców, będących konsumentami, przed skutkami nieograniczonego wzrostu kursu waluty obcej, będącej jedynie walutą denominacji (czyli przeliczania świadczeń) a nie walutą świadczenia.
Symptomatyczne jest przy tym, że pozwany stara się przekonać, że nie może odpowiadać za skutki wzrostu wartości CHF, ponieważ on również nie brał pod uwa-gę możliwości tak znacznego wzrostu kursu tej waluty i nawet nie był w stanie tego przewidzieć. Nie negując, że taka okoliczność (bardzo znaczny wzrost kursu CHF) rzeczywiście była niezależna od pozwanego i nie była przez niego zawiniona, nie można zaaprobować wyprowadzanego z tego wniosku, że kredytobiorcy – konsumenci rzekomo niezasadnie i sprzecznie z zasadami współżycia społecznego chcą obecnie zwolnić się z konieczności wywiązania się z przyjętego na siebie zobowiązania, mimo potwierdzenia przy zawieraniu umowy kredytu denominowanego, że znają i akceptują ryzyko związane z zawarciem takiej umowy.
Zauważyć należy, że skoro pozwany chce powoływać się na swoją korzyść, że nie był w stanie przewidzieć lub oszacować rozmiarów ryzyka związanego z zawarciem takiej umowy, mimo że jest przecież profesjonalistą w dziedzinie finansów ze szczególnym uwzględnieniem rynku kredytowego, to nie może oczekiwać, aby kredytobiorcy jako konsumenci, czyli nieprofesjonaliści w powyższym zakresie, znacznie lepiej od niego przewidywali lub szacowali to ryzyko. Jeśli zatem pozwany argumentuje, że ryzyko takiej zmiany wartości CHF, do jakiej faktycznie doszło po zawarciu spornej umowy (zwłaszcza w 2008 r. po upadku banku (...) i w 2015 r. po uwolnieniu przez Narodowy Bank Szwajcarii kursów CHF), w ogóle nie było możliwe do przewidzenia przez kogokolwiek, nawet przez banki, to nie może jednocześnie podnosić, że kredytobiorcy powinni jednak byli przewidywać taką możliwość, a zatem, że ich zgoda była świadoma i rozważna, a tym samym w pełni skuteczna także w takiej sytuacji. Takie podejście świadczy w gruncie rzeczy o nielojalnym i nieuczciwym oraz nierównym podejściu przez bank do swoich kontrahentów, będących konsumentami.
Inaczej rzecz ujmując, dostrzec trzeba, że zasadniczym problemem w tej sprawie była przyjęta w spornej umowie kredytu sama konstrukcja denominacji, która nie tylko wiązała wartość świadczeń kredytobiorców z wartością waluty obcej w postaci CHF, która to wartość nie była adekwatna do ewentualnych wahań wartości waluty polskiej (siły nabywczej tej waluty), ale jednocześnie obciążała ryzykiem wzrostu tej wartości wyłącznie konsumentów, i to bez jakiegokolwiek ograniczenia ich ryzyka. Pozwany nie wprowadził bowiem do umowy żadnych postanowień, które pozwalałyby ewentualnie chronić konsumentów, będących słabszą stroną umowy, przed takimi zmianami wartości waluty obcej, których wprawdzie także on nie przewidywał i które być może uważał nawet za nieprawdopodobne, ale które obiektywnie, jako profesjonalista, powinien był jednak brać pod uwagę, zwłaszcza że bezkrytycznie wymaga tego od drugiej strony. Chodzi mianowicie o to, że będąc profesjonalistą powinien uwzględnić możliwość wystąpienia także takiej sytuacji, którą być może uważał za mało prawdopodobną, ale której nie można było całkowicie wykluczyć, w szczególności w perspektywie wieloletniego związania stron zawieraną umową kredytu.
W tym ujęciu znaczny wzrost wartości CHF, wbrew bankowi, nie stanowi zasadniczej lub wyłącznej przyczyny kwestionowania umowy przez powodów, ponieważ w rzeczywistości niekorzystność tej umowy wynika przede wszystkim z takiego ukształtowania przez pozwanego (jako autora wzorca umownego) treści umowy, która od razu (już od chwili zawarcia umowy) narażała kredytobiorców na ryzyko nieograniczonego wzrostu wysokości ich świadczenia, natomiast znaczny wzrost kursu CHF, do którego faktycznie doszło po zawarciu umowy) był jedynie okolicznością, która w pełni ujawniła skalę tego ryzyka. Oznacza to, że w istocie powodowie kwestionują tę umowę nie tyle ze względu na to, że doszło do wzrostu tego kursu, co dlatego, że z uwagi na przyjęty w niej sposób denominacji skutki tego wzrostu godzą bezpośrednio i bez jakiegokolwiek ograniczenia w nich jako słabszą stronę umowy.
Jeśli jeszcze chodzi o okoliczności faktyczne, to nie ma również podstaw do zaakceptowania stanowiska pozwanego, że wbrew Sądowi pierwszej instancji po-stanowienia spornej umowy, dotyczące mechanizmu denominacji i sposobu jego realizacji, zostały przez niego indywidualnie uzgodnione z powodami. O indywidualnym uzgodnieniu tych postanowień nie może świadczyć ani podjęcie przez kredytobiorców decyzji, że spośród wielu ofert różnych banków dostępnych wówczas na rynku zawrą umowę kredytu właśnie z pozwanym, ani wybranie spośród jego umów takiej umowy, która przewidywała denominację świadczeń za pomocą kursu CHF. Wreszcie, nie ma znaczenia, że we wniosku kredytowym, nota bene złożonym na formularzu opracowanym przez pozwanego, wypełnili niektóre niezbędne dane (nie tylko osobowe, ale dotyczące także kwoty kredytu, celu kredytu, sposobu jego wypłaty, terminów spłacania rat, sposobu ich spłaty przez potrącanie z ich rachunku prowadzonego w walucie polskiej itp.), a także zgodnie z treścią wniosku zaznaczyli, że wybierają CHF jako walutę kredytu (jak wyżej wyjaśniono, nie rozumiejąc w is-tocie, co ten wybór realnie dla nich oznacza nie tylko w chwili składania wniosku, ale i w całym okresie związania stron umową).
Wziąć trzeba pod uwagę, że oczywiste jest, że do zawarcia tej umowy nie-wątpliwie nie mogło dojść całkowicie bez jakichkolwiek uzgodnień między kredytobiorcami a pozwanym, ponieważ musieli oni co najmniej wyrazić wolę zawarcia umowy kredytu, i to właśnie z tym bankiem oraz wskazać, na jaki cel i w jakiej kwocie, a także na jaki okres chcą go uzyskać. Nie jest to jednak równoznaczne z indywidualnym uzgodnieniem wszystkich postanowień umownych, ponieważ w kontekście art. 385 1 i nast. k.c. wymóg ten należy odnosić przede wszystkim do tych postanowień umownych, które są oceniane pod kątem abuzywności, a nie ogólnie do faktu zawarcia całej umowy, do czego nie może przecież dojść także bez zgody i udziału konsumenta.
W związku z tym z faktu, że konsument zaakceptował umowę kredytu przygotowaną wprawdzie zgodnie z jego wnioskiem, ale na podstawie wzorca umownego opracowanego przez bank i stosowanego przez niego do wielu klientów, nie można wyprowadzać wniosku, że w konsekwencji wszystkie postanowienia umowne zostały z nim indywidualnie uzgodnione. Chodzi bowiem przede wszystkim o to, czy miał on możliwość wpływu na ukształtowanie tych postanowień, które mają charakter abuzywny. W tym zakresie nie jest więc wystarczające jedynie to, że zaakceptował je w takim kształcie, w jakim bank zaproponował je w opracowanym przez siebie wzorcu umownym.
W konsekwencji nieistotne było zarówno kwestionowanie wiarygodności powodów jak i powoływanie się na dowody, z których bardzo ogólnie miałoby wynikać, jak generalnie przebiegało zawieranie takich umów jak przedmiotowa umowa. Takie zarzuty nie są wystarczające do podważenia poglądu Sądu pierwszej instancji, że umowa ta w odniesieniu do postanowień dotyczących denominacji nie była indywidualnie negocjowana z kredytobiorcami, lecz postanowienia te zostały przyjęte z gotowego wzorca, tak samo jak w przypadku wielu innych klientów pozwanego banku, a tym samym umowa ta de facto miała charakter adhezyjny, w którym wybór konsumentów sprowadzał się do akceptacji zawarcia umowy przygotowanej przez bank lub zrezygnowania z jej zawarcia.
Wobec bezzasadności zarzutów, kwestionujących prawidłowość dokonanych przez Sąd pierwszej instancji ustaleń faktycznych, nie było również podstaw do zakwestionowania dokonanej przez ten Sąd oceny prawnej przedmiotowej umowy. Także w tym zakresie zarzuty pozwanego sprowadzały się do próby korzystnej dla niego interpretacji ustalonych okoliczności, mimo że nie było do tego uzasadnionych podstaw.
Podkreślić przy tym wyraźnie trzeba, że nie chodzi o nieważność tej umowy samoistnie ze względu już tylko na samo wprowadzenie do niej mechanizmu de-nominacji. W ocenie Sądu Apelacyjnego brak jest podstaw, aby co do zasady taki mechanizm należało z góry uznać za sprzeczny z ustawą, zwłaszcza art. 69 pr. bank. lub za wykraczający poza granice zasady swobody umów, określone w art. 353 1 k.c., czy wreszcie sprzeczny z zasadami współżycia społecznego, co miałoby skutkować bezwzględną nieważnością umowy na podstawie art. 58 § 1 lub 2 k.c. Problem polega bowiem nie na tym, że taki mechanizm został wprowadzony do umowy kredytu, ale na tym, jak został on ukształtowany w konkretnym przypadku, w szczególności, czy nie narusza uprawnień kredytobiorców jako konsumentów. Decydujące znaczenie miała zatem ocena postanowień umownych, dotyczących tego mechanizmu, pod kątem przesłanek ich abuzywności w rozumieniu art. 385 1 i nast. k.c.
Powtórzyć wypada, że przepisy o ochronie konsumenta przed ukształtowaniem przez przedsiębiorcę treści umowy w sposób abuzywny mają charakter szczególny w stosunku do przepisów, które ogólnie regulują zagadnienia związane ze sposobem ukształtowania treści umowy, czyli art. 58 § 1 i 2 k.c. W związku z tym niezasadna jest próba przyjmowania, że naruszenie interesów konsumenta (w szczególności przez naruszenie równowagi kontraktowej lub wykorzystanie przez przedsiębiorcę swojej dominującej pozycji) lub zasad współżycia społecznego może jednocześnie skutkować uznaniem jej postanowień za bezwzględnie nieważne, jak i abuzywne. Mogłoby to zresztą okazać się niekorzystne dla samego konsumenta, ponieważ bezwzględna nieważność umowy w niektórych aspektach mogłaby stawiać go w gorszej sytuacji niż abuzywność. W szczególności mogłoby to wpływać na początek terminu przedawnienia jego roszczenia o zwrot świadczeń spełnionych na podstawie nieważnej umowy, ponieważ nie zależałoby to od tego, kiedy dostrzegł on i powołał się na abuzywność jej postanowień umownych. Tymczasem w przypadku oparcia jego ochrony na przepisach o niedozwolonych postanowieniach umownych, to od niego zależy, czy skorzysta on z takiej ochrony lub zrezygnuje z niej, powodując, że abuzywne postanowienia będą skuteczne i wiążące także wobec niego.
W związku z tym w ocenie orzekającego składu Sądu Apelacyjnego oceny spornych postanowień umownych należało dokonać na podstawie przepisów o niedozwolonych postanowieniach umownych bez uznawania tych samych okoliczności za podstawę jednoczesnego stwierdzenia również bezwzględnej nieważności umowy.
Oceniając w ten sposób przyjętą w przedmiotowej umowie treść postanowień o denominacji, podkreślić należy, że pozwany bezzasadnie eksponował odmienność kredytu denominowanego od kredytu indeksowanego, jak również bezpodstawnie twierdził, że kredyt denominowany jest kredytem walutowym udzielonym bezpośrednio we frankach szwajcarskich. Wobec tego nie ma istotnego znaczenia argumentacja nawiązująca do waluty hipoteki lub możliwości spłaty kredytu bezpośrednio w CHF, ponieważ te okoliczności nie mogą determinować walutowego charakteru kredytu. Podkreślić trzeba, że hipoteka ma charakter akcesoryjny w stosunku do wierzytelności, wobec czego nie może przesądzać o jej charakterze. Co do zasady powinna oczywiście zachodzić zgodność między hipoteką a wierzytelnością, którą zabezpiecza, ale ma ona charakter następczy, czyli to waluta hipoteki powinna być zgodna z walutą wierzytelności a nie odwrotnie. Z faktu wpisania hipoteki w walucie obcej nie można zatem wywodzić, że także wierzytelność musi być określona w tej walucie.
Nota bene, z doświadczenia zawodowego Sądu Apelacyjnego wynika, że w kredytach denominowanych nie zawsze konsekwentnie stosowano określanie sumy hipotecznej w walucie denominacji. Nie można więc wyprowadzać z tego stanowczych wniosków, przesądzających o walucie wierzytelności (ani w jedną, ani w drugą stronę, tzn. nie można twierdzić, że taki czy inny wpis hipoteki świadczy o złotowym lub walutowym charakterze kredytu).
Także możliwość spłaty kredytu denominowanego bezpośrednio w CHF nie świadczy niepodważalnie o walucie kredytu. Wziąć trzeba pod uwagę, że taka możliwość miała na celu przede wszystkim ochronę konsumentów przed koniecznością spłacania kredytu według jednostronnie i dowolnie ustalanych przez bank kursów walut obcych w swojej tabeli (wynika to nawet z argumentacji skarżącego, który eksponuje, że gdyby kredytobiorcy wybrali spłatę kredytu w CHF zamiast w PLN, to w ogóle nie byliby narażeni na negatywne skutki, wynikające ewentualnie z jednostronnego ustalania przez niego kursów CHF w swojej tabeli kursowej). Oznacza to więc, że nie chodziło wcale o wykonywanie zobowiązania w jego rzekomej walucie, lecz tylko o uniknięcie konieczności stosowania kursów z tabeli ustalanej jednostronnie przez bank.
Zauważyć ponadto trzeba, że argument o możliwości spłaty kredytu bezpośrednio w walucie denominacji w istocie przemawia na niekorzyść banku. Skoro bowiem do powstania takiej możliwości niezbędne było istnienie specjalnej regulacji umownej lub ustawowej (z chwilą wejścia w życie ustawy z dnia 29 lipca 2011 r. o zmianie ustawy Prawo bankowe oraz niektórych innych ustaw – Dz. U. z 2011 r., Nr 165 poz. 984, powoływanej dalej jako „ustawa antyspreadowa”), uznać należy, że waluta obca nie była walutą zobowiązania, gdyż w takim przypadku oczywiste byłoby, że nie tylko może, lecz wręcz powinna być walutą, w której następuje spełnienie świadczenia. Tymczasem niewątpliwie zgodnie z umową świadczenia obu stron miały być spełniane w walucie polskiej. Powtórzyć zatem wypada, że wprowadzenie możliwości spłaty kredytu denominowanego bezpośrednio w walucie obcej nie oz-nacza, że była ona walutą zobowiązania, lecz wiązało się to z dążeniem do uniknięcia negatywnych dla konsumentów skutków, wynikających ze stosowania w mechanizmie denominacji kursów CHF, ustalanych jednostronnie przez bank.
Podobnie argument o możliwości tzw. przewalutowania kredytu nie oznacza, że chodziło o rzeczywistą zmianę waluty kredytu. Przewalutowanie polegało bowiem w gruncie rzeczy na rezygnacji ze znajdującego się w umowie kredytu mechanizmu denominacji, wskutek czego kwota kapitału kredytu, wyrażonego w walucie obcej wskutek zastosowania tego mechanizmu, zostałaby przeliczona na walutę polską z jednoczesnym zastosowaniem oprocentowania według stawek WIBOR zamiast LIBOR. Zauważyć przy tym trzeba, że taka możliwość wcale nie byłaby tak jednoznacznie korzystna dla kredytobiorców, jak próbuje to przedstawiać pozwany. Przy przewalutowaniu nowa wysokość kapitału w PLN nie byłaby bowiem ustalana w odniesieniu do tej kwoty, która faktycznie została kredytobiorcom udostępniona (wypłacona) w chwili zawarcia umowy, lecz do jej równowartości w walucie obcej, wynikającej z dokonanego już uprzednio przeliczenia tej kwoty, przy czym następowałoby to według kursu CHF z chwili przewalutowania a nie z chwili wypłaty kredytu. W konsekwencji na ogół byłaby ona znacznie wyższa od faktycznie udostępnionej kwoty kredytu, a dodatkowo na niekorzyść kredytobiorców działałoby jeszcze i to, że od tak podwyższonej kwoty kredytu (wyrażonej w walucie polskiej) musieliby od tej pory płacić znacznie wyższe odsetki według stawek WIBOR a nie LIBOR, tak jak dotychczas. Koncepcja tzw. przewalutowania kredytów frankowych również budzi więc daleko idące zastrzeżenia, ponieważ w istocie najczęściej byłaby bardzo niekorzystna dla konsumentów.
W tej sytuacji decydujące znaczenie ma niezasadność zarzutów apelacyjnych, dotyczących naruszenia art. 385 1 k.c. (w licznie i różnorodnie ujętych sformułowaniach), w których pozwany kwestionował możliwość przyjęcia abuzywności postanowień umownych, dotyczących denominacji. Podkreślić przy tym należy, że w ocenie Sądu Apelacyjnego, popartej dotychczasowymi rozważaniami, niedozwolony charakter mają nie tylko postanowienia dotyczące zasad jednostronnego i dowolnego ustalania kursów CHF przez bank (czyli klauzule kursowe), ale także, i to przede wszystkim, postanowienia, które wprowadzają do umowy sam związek między wartością świadczeń stron a walutą obcą (czyli klauzula walutowa).
Jeśli chodzi o materialnoprawne przesłanki oceny tych postanowień, wskazać należy, że w niniejszej sprawie nie jest kwestionowane, że kredytobiorcy zawarli sporną umowę z pozwanym jako konsumenci. Nie budzi także wątpliwości, mimo że było to kwestionowane przez pozwanego, że postanowienia, dotyczące denominacji, nie zostały z nimi indywidualnie uzgodnione, lecz zostały przyjęte z wzorca umownego, który w takiej samej postaci stosował on również wobec swoich innych klientów, będących konsumentami.
Na akceptację zasługuje także stanowisko Sądu pierwszej instancji, że po-stanowienia umowne, dotyczące denominacji, określały główne świadczenia stron. Skoro bowiem świadczeniem jest zachowanie stron zgodne z treścią zobowiązania, to nie może budzić wątpliwości, że już samo powiązanie wartości świadczenia (czyli wysokości kwoty podlegającej spełnieniu w walucie polskiej) z walutą obcą, a nie tylko sposób ustalania kursu tej waluty, wpływało na określenie sposobu zachowania się powodów, tj. tego, jaką kwotę mają oni obowiązek zapłacić na rzecz banku.
Jednocześnie, jak wyżej wyjaśniono, nie ma podstaw do uznania, że postanowienia, dotyczące mechanizmu denominacji, zostały sformułowane jednoznacznie, prostym i zrozumiałym dla każdego konsumenta językiem. W rzeczywistości mechanizm ten nie został w jakimkolwiek zakresie wyjaśniony, ponieważ nie można uznać, że wystarczające było wskazanie, że kwota kredytu, o który kredytobiorcy wnioskowali w walucie polskiej, a która miała zostać wyrażona w umowie w walucie obcej, zostanie im wypłacona w walucie polskiej i będzie również spłacana przez nich w tej walucie, ale po każdorazowym przeliczeniu według kursu CHF określanego przez bank. Podkreślić trzeba, że nawet obecnie bardzo sporne i kontrowersyjne w orzecznictwie, doktrynie i dyskusji publicznej jest, na czym w istocie polegała denominacja, jaki był jej charakter i wpływ na umowę kredytu. Trudno więc oczekiwać, aby była ona prawidłowo zrozumiana przez powodów w realiach istniejących w 2008 r., kiedy doszło do zawarcia przedmiotowej umowy. Można zatem ocenić, że nie jest wystarczające powoływanie się przez pozwanego na to, że treść umowy od strony semantycznej lub formalnej została zredagowana prostym i zrozumiałym językiem, ponieważ w tym przypadku chodzi o rzeczywistą możliwość łatwego zrozumienia treści umowy przez konsumenta bez konieczności dokładnej analizy umowy, a tym bardziej bez posiadania specjalistycznej wiedzy, zwłaszcza prawniczej lub ekonomicznej.
W tym kontekście podkreślić należy, że nietrafna jest teza, jakoby alternatywą dla tzw. kredytu frankowego oprocentowanego według stawek LIBOR o treści ukształtowanej w ocenianym w niniejszej sprawie przypadku była umowa kredytu złotowego oprocentowanego według stawek WIBOR. Pomija to bowiem okoliczność, że niewątpliwie możliwe było ukształtowanie zarówno umowy kredytu denominowanego, jak i indeksowanego w sposób nieabuzywny, ale wymagałoby to, po pierwsze, zrezygnowania z dokonywania przeliczenia wartości świadczenia banku według innego, a przy tym korzystniejszego dla niego, kursu waluty obcej niż świadczenia kredytobiorcy, po drugie, wprowadzenia jasnych i obiektywnych zasad ustalania kursu waluty denominacji/indeksacji i po trzecie, zabezpieczenia interesów kredytobiorcy przed skutkami takiego wzrostu kursu waluty denominacji/indeksacji, który powodowałby, że wartość zwracanego przez niego na rzecz banku świadczenia byłaby nadmiernie oderwana od wartości świadczenia, które od niego otrzymał. Odpowiadałoby to tezie, że zawarcie umowy kredytu indeksowanego (a także denominowanego) jest wprawdzie dopuszczalne (czyli inaczej mówiąc, jak banki często podkreślają, zgodne z prawem), niemniej jej treść powinna zostać ukształtowana tak, aby nie naruszała praw konsumenta w zakresie podlegającym ochronie na podstawie art. 385 1 k.c. oraz Dyrektywy 93/13.
W związku z tym wyeliminowanie jedynie postanowień, dotyczących zasad ustalania kursów CHF i ewentualne zastąpienie ich regulacjami, pozwalającymi zastosować w mechanizmie denominacji kurs średni NBP zamiast kursów ustalanych przez bank w swojej Tabeli Kursów, w gruncie rzeczy nie doprowadziłoby do przywrócenia równowagi kontraktowej między stronami. Zasadniczym problemem jest bowiem to, że powodowie w dalszym ciągu byliby w pełni obciążeni skutkami wzrostu kursu CHF, które są kompletnie oderwane od zmiany realnej wartości udostępnionej im kwoty kredytu.
W tym stanie rzeczy zasadnicze znaczenie ma kwestia, czy postanowienia umowne, dotyczące całego mechanizmu denominacji, a nie tylko ustalania kursów CHF, kształtowały prawa i obowiązki powodów, jako konsumentów, w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami i jednocześnie rażąco naruszały ich interesy. Zauważyć przy tym wypada, że dostrzegł to również skarżący, który w apelacji eksponował, że Sąd pierwszej instancji nie wyjaśnił odrębnie (osobno), w jakich aspektach dopatruje się w odniesieniu do konkretnych postanowień umownych ich nieuczciwości, a z jakich przyczyn stwierdza naruszenie, i to rażące, interesu konsumenta. Co do zasady można zgodzić się z taką krytyką pozwanego, ale nie oznacza to, że jest ona merytorycznie uzasadniona. Wprost przeciwnie, uznać należy, że istnieją podstawy do stwierdzenia w niniejszej sprawie – z osobna – spełnienia obu powyższych przesłanek.
W tym zakresie wziąć trzeba pod uwagę, że przy ich ocenie należy uwzględniać okoliczności zawarcia umowy oraz jej treść, ponieważ dopiero takie całościowe ujęcie pozwala ocenić, czy ukształtowanie praw i obowiązków konsumenta nie nastąpiło w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, skutkując jednocześnie rażącym naruszeniem jego interesów. Odnośnie do pierwszej przesłanki zwraca się uwagę m. in. na zachowanie równowagi informacyjnej między stronami, odnoszonej do znajomości charakteru, treści i skutków postanowień umownych badanych jako niedozwolone. W ramach drugiej przesłanki zazwyczaj wskazuje się na konieczność porównania sytuacji konsumenta, w jakiej znajdowałby się, gdyby sporne postanowienia nie zostały wprowadzone do umowy z sytuacją, w jakiej znajduje się z tymi postanowieniami.
W tym zakresie nawiązać należy do uwag, w których była mowa o niejedno-znaczności postanowień, dotyczących denominacji oraz braku ich rzeczowego i zrozumiałego dla konsumenta wyjaśnienia, w szczególności określenia, z czym w istocie wiąże się zastosowanie waluty obcej w zawieranej przez niego umowie kredytu i jakie mogą wynikać z tego dla niego skutki nie tylko w tamtej chwili, ale i w dłuższej perspektywie, obejmującej cały okres obowiązywania umowy.
W tym ujęciu zauważyć można, że w chwili proponowania konsumentom takich umów oraz ich zawierania na pierwszy plan niewątpliwie wysuwała się przede wszystkim kwestia korzyści płynących dla kredytobiorcy ze znacznie niższego oprocentowania kwoty kredytu według stawek LIBOR a nie WIBOR. Jednocześnie pojawiała się wprawdzie również kwestia ryzyka (niekiedy ujmowana wprost w umowie, a niekiedy w odrębnych oświadczeniach przygotowywanych przez bank, które konsument miał obowiązek podpisać, jeśli chciał uzyskać kredyt), związanego z tym, że kwota kapitału zostanie przeliczona według kursu waluty obcej, będącej walutą denominacji. Kwestia istnienia i charakteru tego ryzyka była jednak zasadniczo łagodzona lub wręcz bagatelizowana przez ograniczenie rozważań na temat możliwych wahań kursu CHF do zbyt krótkiego przedziału czasowego (z reguły jedynie do okresu ostatnich dwóch lat) lub do rozważania możliwości wzrostu tego kursu – zresztą zgodnie z obowiązującą wówczas Rekomendacją S – tylko o około 20 %.
Jeśli więc nawet banki (ich pracownicy) nie wskazywały wprost, że kurs CHF jest stabilny, ponieważ miała to być podobno jedna z najpewniejszych walut świata oraz wprost i wyraźnie nie zapewniały, że kredyt denominowany w CHF jest bardzo bezpieczny, to niewątpliwie zakres przekazywanych kredytobiorcom informacji o ry-zyku walutowym oraz kontekst, w jakim były one przekazywane, co najwyżej tylko formalnie wskazywał na nieograniczony charakter tego ryzyka, ale faktycznie ani kredytobiorcy, ani nawet same banki, w chwili zawarcia umowy nie brali realnie pod uwagę znacznie wyższego wzrostu kursu CHF, mogącego wahać się nawet w granicach 150 – 200 % w stosunku do kursu z chwili zawarcia umowy kredytu. Nie można więc zaakceptować oczekiwania przez pozwanego, że tylko kredytobiorcy powinni ponosić konsekwencje tak znacznego wzrostu kursu CHF, skoro – jak sam przecież podnosił – w gruncie rzeczy nie było ono możliwe do przewidzenia w chwili zawarcia umowy nawet dla niego.
Można więc uznać, że pozwany bardzo istotnie wpłynął na decyzję kredytobiorców, proponując im zawarcie umowy kredytu denominowanego w CHF jako hipotetycznie najkorzystniejszego dla nich z uwagi na znacznie niższe oprocentowanie, ale nie wyjaśnił im jednocześnie rzetelnie, że taka sytuacja będzie miała miejsce tylko w przypadku utrzymania się lub jedynie nieznacznego wzrostu kursu CHF. Nawet gdyby przyjąć korzystnie dla pozwanego, że on sam także nie zdawał sobie wówczas sprawy z możliwości tak bardzo znacznego wzrostu kursu CHF, to i tak należy uznać, że przedstawiona przez niego kredytobiorcom informacja o ryzyku walutowym nie była rzetelna i wyczerpująca, ponieważ faktycznie nie uświadomił im, że taką możliwość (tj. znacznie większego wzrostu kursu CHF niż tylko o około 20 %) również należy bardzo poważnie i realnie brać pod uwagę. Mówiąc obrazowo, pozwany uśpił ich ostrożność i czujność, przedstawiając im ofertę udzielenia kredytu denominowanego w CHF, który miał być dla nich bardzo korzystny, nie zwracając im jednocześnie uwagi na to, że jest on jednocześnie dla nich bardzo, ale to bardzo ryzykowny.
Taka ocena była już zresztą wyrażana w orzecznictwie (zob. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 29 października 2019 r. sygn. akt IV CSK 309/18), w którym wskazano, że gdyby kredytobiorcy – konsumenci zostali należycie pouczeni o spoczywającym na nich ryzyku walutowym, to działając świadomie i rozważnie nie zawarliby umowy kredytu indeksowanego kursem waluty obcej (co może być odniesione także do kredytu denominowanego), a jednocześnie bank, zdając sobie sprawę z możliwości kwestionowania jej treści przez konsumentów w ogóle nie proponowałby im zawarcia takiej umowy.
Chodzi zatem o kwestię, czy można uznać za uczciwe zaproponowanie konsumentom zawarcia takiej umowy kredytu, która w zamian za korzyści płynące z niższego oprocentowania wystawiała ich jednocześnie na ogromne i nieograniczone ryzyko walutowe, które mogło wywoływać dla nich negatywne skutki niweczące lub nawet znacznie przekraczające korzyści, jakie mieli uzyskać z tej umowy. U.-ględnić bowiem trzeba, że bank, jako profesjonalista, mógł i powinien był zdawać sobie sprawę, że możliwość wzrostu, i to znacznego, kursu CHF w okresie kilkunastu lub kilkudziesięciu lat trwania umowy, jest całkiem realna, nawet jeśli subiektywnie uważał, że do niej nie dojdzie. Takie działanie pozwanego, eksponującego głównie pozytywne aspekty zawieranej z konsumentem umowy, a jednocześnie pomijającego lub minimalizującego jej negatywne aspekty, z pewnością zasługuje na uznanie za sprzeczne z dobrymi obyczajami.
Jeśli natomiast chodzi o rażące naruszenie interesów kredytobiorców, jako konsumentów, wskazać należy, że powinno to odnosić się nie do korzyści (realnych lub rzekomych), które uzyskali oni i ewentualnie mogliby jeszcze uzyskać w przyszłości dzięki niższemu oprocentowaniu kredytu, lecz powinno polegać na uwzględnieniu ich obecnej sytuacji, w której de facto nadal mają jeszcze do zwrotu kwotę znacznie (niekiedy nawet dwukrotnie lub więcej) wyższą od kwoty, która rzeczywiście została im wypłacona (udostępniona), i to pomimo kilku lub kilkunastu lat regularnych spłat kredytu na dotychczasowych zasadach (tj. przy zastosowaniu mechanizmu denominacji). Wobec niezasadności twierdzeń o walutowym charakterze kredytu denominowanego nie ma bowiem podstaw do akceptacji stanowiska pozwanego, że wartość kredytu jest niezmienna i odpowiada kwocie wyrażone w walucie obcej, wynikającej z przeliczenia udostępnionego kredytu. Kredyt bezspornie nie został przecież udostępniony i nawet nigdy nie miał zostać udostępniony powodom w walucie obcej, która miała służyć jedynie do ustalenia jego wartości podlegającej spłacie polskiej, ale z oprocentowaniem adekwatnym dla kredytów walutowych.
Nie jest więc tak oczywiste, jak twierdzi pozwany, że zastosowany w spornej umowie mechanizm denominacji nie naruszył ich interesów w stopniu rażącym. Nie chodzi bowiem jedynie o to, jakie kursy CHF (ustalane przez bank, czy jakieś inne kursy rynkowe albo kursy średnie Narodowego Banku Polskiego) powinny być zastosowane w mechanizmie denominacji, ale o abuzywność samego mechanizmu denominacji w takim kształcie, który został wprowadzony do tej umowy przez pozwanego, ponieważ skutkowało to znaczącą nierównowagą kontraktową stron przez obciążenie jedynie kredytobiorców ryzykiem walutowym, a dodatkowo przyznaniem sobie także uprawnienia do jednostronnego ustalania wysokości ich świadczeń (tj. obciążeniem ich również ryzykiem kursowym w znaczeniu przyjętym w niniejszym uzasadnieniu).
Wyeliminowanie z umowy całego mechanizmu denominacji, a nie jedynie postanowień, dotyczących ustalania kursów CHF (klauzul kursowych), powoduje, że bezprzedmiotowe stają się zarzuty i wywody pozwanego, odnoszące się do możliwości częściowego utrzymania umowy w mocy i jej dalszego wykonywania przy zastosowaniu kursów CHF spoza jego tabel. Rozważenie takiej możliwości byłoby celowe jedynie wtedy, gdyby sam mechanizm denominacji, czyli uzależnienie wartości świadczeń kredytobiorców od wartości CHF (niezależnie od tego, w jaki sposób byłby ustalany jej kurs), nie budził zastrzeżeń pod względem zgodności z przepisem art. 385 1 k.c. Ponieważ jednak odpowiedź na takie pytanie jest niekorzystna dla skarżącego, uznać należy, że nie było możliwości utrzymania tej umowy w mocy w jakimkolwiek zakresie.
Podkreślić trzeba, że rażące naruszenie równowagi kontraktowej na niekorzyść kredytobiorców nie ograniczało się tylko do kwestii stosowania przez bank własnych kursów CHF. W związku z tym, wbrew stanowisku skarżącego, samo ewentualne zastąpienie w mechanizmie denominacji ustalanych przez niego jednostronnie kursów CHF kursami średnimi NBP, nie byłoby wystarczające do przywrócenia zachwianej między stronami równowagi, lecz mogłoby ją co najwyżej złagodzić, ale nadal pozostałyby aktualne niekorzystne dla kredytobiorców skutki, wynikające z obciążenia wyłącznie nich ryzykiem nieograniczonego w jakikolwiek sposób wzrostu kursu waluty denominacji.
W tej sytuacji odnośnie do samych zarzutów, dotyczących zasad ustalania kursów CHF przez bank, zauważyć należy, że problem ten nie polega na tym, czy stosowane przez pozwanego zasady ustalania tych kursów były obiektywne (rynkowe) i czy mógł je dowolnie ustalać, lecz na tym, że w umowie nie zostały określone zasady, na podstawie których je ustalał. Nie może zaś budzić wątpliwości, że takie zasady istniały, skoro pozwany konsekwentnie odwołuje się do nich w toku procesu, wywodząc, że z uwagi na wiążące go regulacje prawne oraz mechanizmy ekonomiczne nie mógł ich ustalać dowolnie, lecz musiały one mieć charakter rynkowy, który obiektywnie nie godził w interesy kredytobiorców.
Jeśli więc takie zasady istniały, to należało wprowadzić je do treści umowy po to, aby z jednej strony stały się one wiążące dla obu stron (w tym dla banku), a z drugiej strony, aby kredytobiorcy mogli je poznać i stosownie do swojej woli dokonać kontroli, czy pozwany stosuje się do nich przy ustalaniu kursów CHF, według których przeliczane są świadczenia stron (przy wypłacie kredytu i przy jego spłatach). Tym samym nie jest istotne to, w jaki sposób bank faktycznie ustalał te kursy, lecz to, że nie określił zasad ich ustalania w treści umowy kredytu, która niewątpliwi została zawarta na podstawie przygotowanego przez niego projektu (wzorca umownego).
W konsekwencji chybione są wszystkie zarzuty apelacyjne, w których pozwany podnosi, że w świetle wskazanych przez niego przepisów prawa materialnego nie mógł dowolnie ustalać kursów CHF, w związku z czym nie było – jego zdaniem – podstaw do stwierdzenia abuzywności postanowień umownych odsyłających do stosowania ustalanych przez niego kursów tej waluty.
Odmiennego poglądu nie może uzasadniać treść art. 111 ust. 1 pkt 4 pr. bank., który stanowi normatywną podstawę do publikowania przez banki tabel kursowych, w których ogłaszają stosowane przez siebie kursy sprzedaży i kupna walut obcych. Stanowisko pozwanego nie bierze pod uwagę, że w przypadku waloryzacji w ogóle nie dochodzi do sprzedaży lub kupna walut obcych, lecz jedynie do rachunkowego przeliczania wartości świadczeń z waluty polskiej na walutę obcą (przy wypłacie kredytu) i z waluty obcej na walutę polską (przy jego spłacie).
Zauważyć ponadto należy, że sytuacja kredytobiorcy jest zasadniczo odmienna od sytuacji innych kontrahentów banku, którzy chcą od niego nabyć lub sprzedać mu walutę obcą. W ich przypadku kurs wymiany znają już bowiem oni przed podjęciem decyzji o dokonaniu transakcji z bankiem, więc mogą ocenić, czy chcą ją zawrzeć po danym kursie, czy z niej rezygnują. Natomiast kredytobiorcy w chwili podejmowania decyzji o zawarciu umowy kredytu denominowanego nie znają jeszcze kursu waluty obcej, po jakim kwota kredytu zostanie przeliczona, a tym bardziej nie wiedzą, po jakim kursie będą przeliczane ich raty w całym wieloletnim okresie spłaty. Właśnie z tej przyczyny zasadnicze znaczenie dla nich ma nie tyle znajomość konkretnej tabeli kursowej z danego dnia, co wiedza o zasadach, według jakich w ich kontrakcie bank będzie ustalał te kursy w przyszłości.
W związku z tym Sąd Okręgowy trafnie uznał, że nie było konieczności ustalania, w szczególności za pomocą opinii biegłego, jak pozwany faktycznie ustalał kursy CHF stosowane przy przeliczaniu wartości świadczeń stron i czy te kursy nie były, zwłaszcza rażąco, niekorzystne dla kredytobiorców. Decydujące jest bowiem to, że treść umowy dawała mu taką możliwość, a nie to, czy z niej skorzystał i ewentualnie w jakim zakresie.
W tym stanie rzeczy stwierdzić trzeba, że usunięciu z umowy podlega przede wszystkim § 2 ust. 1, określający kwotę kredytu w walucie obcej, a jednocześnie nie ma w niej innych postanowień, które pozwalałyby ustalić wysokość kredytu w walucie polskiej, której faktycznie dotyczył przedmiot zobowiązania stron i w której kredyt został udostępniony kredytobiorcom. Oznacza to, że przedmiotowa umowa utraciła element przedmiotowo istotny obejmujący określenie wysokości kwoty udostępnionego kredytu.
Taka sytuacja skutkuje zaś jej nieważnością w całości na podstawie art. 58 § 1 k.c. jako sprzecznej z ustawą, a mianowicie niezawierającej wszystkich elementów essentialia negotii umowy kredytu, o których mowa w art. 69 ust. 1 pr. bank. Podkreślić należy, że nieważność umowy na tej podstawie nie ma jednak charakteru samodzielnego, lecz jest następcza w stosunku do stwierdzenia stosownie do art. 385 1 k.c. bezskuteczności wobec powodów postanowień o charakterze niedozwolonym. Wynika to ze znaczenia tych postanowień, powodującego, że umowa traci elementy decydujące o jej ważności. W związku z tym uzasadnione jest uzupełnienie wywodu Sądu pierwszej instancji w ten sposób, że nieważność umowy następuje na podstawie art. 58 § 1 k.c., ale w związku ze stwierdzeniem bezskuteczności jej postanowień na podstawie art. 385 1 k.c.
Inaczej rzecz ujmując, wskutek wyeliminowania z umowy kredytu całego mechanizmu denominacji zmienia się ona tak istotnie, że nie posiada już wszystkich elementów przedmiotowo istotnych pozwalających na ustalenie treści praw i obowiązków stron, a tym samym na jej wykonanie zgodnie z właściwością (naturą) i celem zobowiązania mającego wynikać z zawarcia takiej umowy. Uzasadnia to uznanie, że umowa staje się nieważna w całości nie tyle ze względu na stwierdzenie abuzywności niektórych z jej postanowień, ponieważ zgodnie z art. 385 1 § 2 k.c. co do zasady umowa powinna byłaby zachować moc wiążącą (a zatem ważność) w pozostałym zakresie, co ze względu na to, że bez tych postanowień traci ona elementy przedmiotowo istotne dla umowy kredytu. Daje to podstawy do uznania, że dopiero w następstwie uznania niedozwolonego charakteru postanowień umownych otwiera się droga do stwierdzenia nieważności całej umowy na podstawie art. 58 § 1 k.c. jako sprzecznej z ustawą oraz na podstawie art. 353 1 k.c. jako sprzecznej z właściwością (naturą) zobowiązania z umowy kredytu.
Oznacza to, że umowa kredytu nie staje się nieważna wprost ze względu na abuzywność jej postanowień, lecz z uwagi na to, że bez tych postanowień jej treść staje się sprzeczna z prawem i nie mieści się w granicach swobody umów. Stwierdzenie abuzywności nie powoduje więc wprost nieważności całej umowy, ale stanowi przesłankę wpływającą na ustalenie jej nieważności. Takie stanowisko pozwala wyjaśnić, dlaczego jako podstawę nieważności umów kredytów frankowych sądy powołują zazwyczaj jednocześnie art. 58 § 1 k.c. i art. 353 1 k.c. w zw. z art. 385 1 k.c., ponieważ dopiero łączne rozważenie abuzywności postanowień o denominacji/indeksacji w kontekście jej wpływu na treść umowy odpowiada na pytanie, dlaczego należy uznać ją za nieważną w całości, a nie tylko w zakresie tych postanowień.
Takie podejście wychodzi jednocześnie naprzeciw argumentacji pozwanego, nawiązującej do rzekomej wewnętrznej sprzeczności w uzasadnieniu zaskarżonego wyroku, polegającej na przyjęciu bezwzględnej nieważności umowy przy jednoczesnym stwierdzeniu abuzywności jej postanowień. Wziąć trzeba pod uwagę, że postanowienia abuzywne nie mają mocy wiążącej jedynie w stosunku do konsumenta, który może następczo je zaakceptować i potwierdzić ważność umowy mimo abuzywności jej postanowień. Jeśli jednak nie dojdzie do ich potwierdzenia, to skutkiem ich abuzywności może być ich wyeliminowanie z umowy, co w dalszej kolejności – jeśli przemawia za tym ich znaczenie dla wynikającego z niej zobowiązania – może uzasadniać przyjęcie nieważności całej umowy.
Taka sytuacja miała miejsce w niniejszej sprawie, w związku z czym pozwany bezzasadnie wywodził w apelacji, zwłaszcza w zarzutach naruszenia prawa materialnego, że możliwe jest utrzymanie tej umowy w mocy i jej dalsze wykonywanie z zastosowaniem mechanizmu denominacji, ale z pominięciem kursów CHF określanych przez niego w swojej tabeli kursowej.
Dodać jeszcze wypada, że odmiennej oceny żądania powodów w kontekście ważności spornej umowy nie mogą uzasadniać argumenty odwołujące się do skutków wejścia w życie ustawy antyspreadowej. Przede wszystkim nie można przyjąć, że ustawa ta miała na celu potwierdzenie ważności umów kredytu indeksowanego lub denominowanego tak zawartych przed jej wejściem w życie, jak i w późniejszym okresie. Z jej przepisów nie wynika bowiem, aby ustawodawca zajął w tej kwestii jakiekolwiek stanowisko. W gruncie rzeczy przyjął on jedynie zawieranie takich umów za istniejący obiektywnie fakt, w związku z czym ograniczył się tylko do uregulowania niektórych zagadnień, które w tamtym okresie wywoływały kontrowersje prawne i niezadowolenie kredytobiorców. Wziąć zwłaszcza trzeba pod uwagę, że wówczas, mimo światowego kryzysu ekonomiczno – finansowego, który rozpoczął się w 2008 r., nie ujawniły się jeszcze w pełni wszystkie negatywne dla konsumentów konsekwencji sposobu ukształtowania mechanizmu indeksacji (denominacji), czyli w zasadzie waloryzacji, wprowadzonego przez banki do powyższych umów. W szczególności początkowo nie zdawano sobie jeszcze w pełni sprawy nie tylko z wadliwości przyznania bankom uprawnienia do jednostronnego i dowolnego ustalania kursów walut stosowanych do przeliczania wartości świadczeń stron (czyli z obciążenia konsumentów ryzykiem kursowym), lecz także ze skutków obciążenia wyłącznie konsumentów nieograniczonymi następstwami wzrostu kursu waluty indeksacji (denominacji), czyli ryzykiem walutowym.
W tamtej sytuacji mogło więc wydawać, że wystarczające będzie pozbawienie banków jedynie możliwości samodzielnego i jednostronnego ustalania kursów waluty obcej stosowanej do indeksacji (denominacji) kredytów. Podkreślić przy tym należy, że skutek taki nie następował ex lege, ponieważ ustawodawca nie określił w ustawie antyspreadowej zasad ustalania kursów waluty obcej, lecz cel tej ustawy chciał osiągnąć przez nowelizację art. 69 pr. bank., polegającą na wprowadzeniu obowiązku określania w treści umów kredytu indeksowanego (denominowanego) zasad ustalania tych kursów przez banki w oparciu o precyzyjne i obiektywne przesłanki/kryteria. Dotyczyło to umów, które miały być zawarte po wejściu ustawy antyspreadowej w życie, czyli z dniem 26 sierpnia 2011 r. Natomiast w odniesieniu do umów kredytu indeksowanego (denominowanego), zawartych przed tą datą, zgodnie z art. 4 ustawy antyspreadowej nałożono na banki obowiązek bezpłatnej zmiany umów kredytu, ale tylko w części niespłaconej, w celu ich dostosowania do znowelizowanej treści art. 69 ust. 2 pkt 4a i art. 75b pr. bank. Oznacza to, że wymagało to zawarcia aneksu zmieniającego umowę lub co najmniej zmiany regulaminu, jeśli było to wystarczające do dostosowania treści umowy do brzmienia znowelizowanych przepisów Prawa bankowego.
Przepisy ustawy antyspreadowej nie dają więc podstaw do uznania, że ustawodawca automatycznie uznał za zgodne z prawem (jak to niekiedy określa się w sporach frankowych „konwalidował”) zawarte wcześniej umowy kredytu indeksowanego (denominowanego), w szczególności, że wyłączył możliwość badania zgodności ich treści z przepisami o niedozwolonych postanowieniach umownych. Wniosek taki nie wynika z jakiegokolwiek przepisu tej ustawy.
Wprost przeciwnie, uznać należy, że właśnie dlatego, że zawieranie takich umów co do zasady jest prawnie dopuszczalne, a zatem nie są one a limine bezwzględnie nieważne tylko z uwagi na sam fakt wprowadzenia do nich mechanizmu denominacji lub indeksacji, otwiera się możliwość, a poniekąd wręcz konieczność, oceny, czy postanowienia, dotyczące tego mechanizmu, nie zostały ukształtowane przez przedsiębiorcę (bank) w sposób niedozwolony w rozumieniu art. 385 1 k.c. W konsekwencji także po jej wejściu w życie nie jest wyłączone badanie zawartych wcześniej umów kredytu indeksowanego (denominowanego) pod kątem ich zgodności z prawem lub abuzywności.
W tym stanie rzeczy Sąd Apelacyjny doszedł do przekonania, że pozwany nie zdołał skutecznie zakwestionować ani uznania przez Sąd pierwszej instancji, że zawarte w spornej umowie postanowienia, regulujące sposób dokonania przeliczania świadczeń stron w ramach mechanizmu ich denominacji przy pomory kursów CHF, miały charakter niedozwolony w rozumieniu art. 385 1 k.c., a z uwagi na ich istotne znaczenie dla tej umowy skutkowały jej nieważnością w całości, a w dalszej kolejności – koniecznością zwrócenia powodów przez pozwanego otrzymanych od nich kwot, które stanowią świadczenia nienależne.
W tej sytuacji dodać wypada, że nie ma podstaw do uznania, że uwzględnienie żądania zwrotu nienależnego świadczenia mogłoby być w niniejszej sprawie sprzeczne z art. 405 k.c. w zw. z art. 409 k.c., art. 410 § 1 i 2 k.c. lub art. 411 k.c. Przede wszystkim wziąć trzeba pod uwagę, że przepisy o nienależnym świadczeniu mają charakter szczególny w stosunku do przepisów ogólnych o bezpodstawnym wzbogaceniu. Nienależne świadczenie jest bowiem szczególnym przypadkiem bezpodstawnego wzbogacenia, charakteryzującym się tym, że wynika ze spełnienia świadczenia, które – z różnych przyczyn – okazuje się nie mieć podstawy w ważnym stosunku zobowiązaniowym. Ma to istotne znaczenie przy ocenie przesłanek żądania zwrotu nienależnego świadczenia, do których przepisy ogólne, w tym art. 409 k.c., mogą mieć zastosowanie jedynie w zakresie nieobjętym szczególnym charakterem nienależnego świadczenia.
Ograniczając się do okoliczności niniejszej sprawy, wskazać należy, że skoro chodzi w niej o przypadek zwrotu świadczenia, które zostało spełnione na pod-stawie umowy kredytu, która okazała się nieważna, to po obu stronach, a nie tylko po stronie kredytobiorców, powstaje roszczenie o zwrot nienależnego świadczenia. W konsekwencji pozwany nie może powoływać się na to, że kredytobiorcy nie zwrócili mu jeszcze całej kwoty udostępnionego kapitału (czyli domaga się w istocie zastosowania tzw. teorii salda zamiast teorii dwóch kondykcji) oraz że nie jest już wzbogacony z uwagi na to, że zużył świadczenie otrzymane od kredytobiorców. Jego stanowisko nie uwzględnia tego, że – nie przesądzając o jego zasadności lub wysokości – jemu również przysługuje analogiczne roszczenie kondykcyjne wobec nich, o którego wartość nadal jest wzbogacony.
Odnośnie do art. 411 pkt 1 k.c. zauważyć trzeba, że nie ma istotnego znaczenia okoliczność, że kredytobiorcy świadomie i dobrowolnie dokonywali spłaty rat kapitałowo – odsetkowych, i to bez zastrzeżenia ich zwrotu. Abstrahując od kwestii, że w chwili ich dokonywania ważność umowy nie była jeszcze negowana, w szczególności z powołaniem się na abuzywność postanowień umownych, dotyczących de-nominacji, wobec czego trudno logicznie oczekiwać od nich, aby spełniając świadczenia na podstawie umowy, która w przekonaniu obu stron, istniejącym w chwili ich spełniania, była ważna, jednocześnie zastrzegali zwrot płaconych rat (jako świadczenia nienależnego, chociaż wtedy nie było to jeszcze nawet brane pod uwagę), wskazać należy, że z końcowej części tego przepisu wprost wynika, że możliwość wyłączenia zwrotu nienależnego świadczenia nie dotyczy sytuacji, w której zostało ono spełnione w wykonaniu nieważnej czynności prawnej. Oznacza to, że w przypadku stwierdzenia nieważności umowy, choćby nawet po wielu latach od jej zawarcia, ex definitione wyłączone jest kwestionowanie obowiązku zwrotu świadczenia z powołaniem się na to, że spełniający to świadczenie nie był do niego zobowiązany.
Nie można też uznać, że roszczenie kredytobiorców o zwrot nienależnego świadczenia jest niezasadne z uwagi na to, że jego spełnienie było zgodne z zasadami współżycia społecznego, o czym mowa w art. 411 pkt 2 k.c. Wziąć trzeba pod uwagę, że do ustalenia nieważności przedmiotowej umowy kredytu doszło z powodu stwierdzenia abuzywności postanowień umowy przewidujących przeliczanie (waloryzację) wartości świadczeń za pomocą waluty obcej, jak i sposobu dokonywania tego przeliczania. Wiązało się to z negatywną oceną zachowania pozwanego jako sprzecznego z dobrymi obyczajami w rozumieniu art. 385 1 k.c. Było to więc w istocie zbieżne z oceną uwzględniającą zasady współżycia społecznego, które podobnie jak dobre obyczaje, mają charakter klauzul generalnych. Wobec tego nie można jednocześnie nagannie oceniać zachowania pozwanego pod kątem dobrych obyczajów oraz nie uznawać jego zachowania za sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.
Oznacza to, że przeciwko możliwości uznania żądania kredytobiorców za sprzeczne z zasadami współżycia społecznego przemawia zasada tzw. czystych rąk, zgodnie z którą na naruszenie tych zasad nie może powoływać się ten, kto sam je narusza. Pozwany, który zastosował w umowie niedozwolone postanowienia, skutkujące jej nieważnością, a tym samym obowiązkiem zwrotu otrzymanego świadczenia, nie może zatem domagać się zachowania tego świadczenia z powołaniem się na to, że byłoby to zgodne z zasadami współżycia społecznego.
Nie było także podstaw do zastosowania w tej sprawie art. 411 pkt 4 k.c. Nie można bowiem uznać, że otrzymane przez pozwanego od powodów świadczenia (raty kapitałowo – odsetkowe) miały charakter świadczenia spełnionego przed nadejściem terminu jego wymagalności, ponieważ można uznać, że spełnili je na innej podstawie prawnej (tj. z tytułu niewymagalnego jeszcze roszczenia o zwrot nienależnego świadczenia, a nie tytułem wymagalnych rat kredytu). Wziąć trzeba pod uwagę, że kredytobiorcy, dokonując wpłat na rzecz pozwanego, niewątpliwie nie działali z zamiarem lub świadomością spełnienia świadczenia z tytułu zwrotu na jego rzecz nienależnego świadczenia, które było jeszcze niewymagalne, lecz działali w celu spełnienia świadczenia z tytułu umowy kredytu w przekonaniu, że są do tego zobowiązani. W tej sytuacji nie można mówić, że dokonywali jednocześnie wpłat w celu zaspokojenia niewymagalnego roszczenia pozwanego o zwrot nienależnego świadczenia, skoro takie roszczenie jeszcze nawet wtedy nie istniało, a kredytobiorcy działali w przekonaniu, że spełniają świadczenie, do którego są zobowiązani na podstawie zawartej między stronami umowy kredytu. Zwrócić trzeba uwagę, że dopiero w wyniku skutecznego powołania się przez nich na abuzywność postanowień umownych, co doprowadziło do ustalenia nieważności umowy w całości, świadczenia te nabrały charakteru nienależnego i powstało po ich stronie roszczenie o ich zwrot, podobnie jak po stronie pozwanego powstało – nie przesądzając obecnie jego zasadności i zakresu – roszczenie o zwrot świadczenia, które on spełnił na ich rzecz.
Konkludując, pozwany nie zdołał skutecznie podważyć prawidłowości zaskarżonego wyroku. Decydujące znaczenie ma to, że wbrew niemu abuzywny charakter mają nie tylko postanowienia, dotyczące klauzuli kursowej (czyli zasad ustalania przez niego kursów CHF stosowanych do denominacji, tj. przeliczania wartości świadczeń stron), ale przede wszystkim postanowienia, wprowadzające mechanizm denominacji do przedmiotowej umowy, ponieważ zostały one tak ukształtowane, że nieuczciwie (a zatem w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami) prowadziły do rażącego naruszenia interesu powodów przez obciążenie nich nieograniczonym ryzykiem walutowym, mogącym prowadzić do bardzo znacznego wzrostu ich świadczenia w sposób całkowicie oderwany od wartości świadczenia, które otrzymali od banku. W konsekwencji nie jest możliwe utrzymanie umowy w mocy, ponieważ wyeliminowaniu z niej podlega cały mechanizm denominacji, wobec czego z jednej strony nie zawiera już postanowień, dotyczących przeliczania wartości świadczeń stron za pomocą CHF, w których kursy ustalane przez bank mogłyby być zastąpione przez kursy średnie ogłaszane przez NBP, a z drugiej strony bez tych postanowień w ogóle nie można ustalić, jaka powinna być wysokość świadczenia banku w walucie polskiej, a w ślad za tym – jaka powinna być wartość świadczeń powodów.
Z tych wszystkich względów Sąd Apelacyjny doszedł do przekonania, że zarzuty apelacyjne nie zasługiwały na uwzględnienie, a zaskarżony wyrok odpowiada prawu. W konsekwencji oddalił apelację na mocy art. 385 k.p.c. oraz orzekł o kosztach postępowania apelacyjnego na mocy art. 108 § 1 k.p.c. w zw. z art. 109 k.p.c. i art. 98 § 1, 1 1 i 3 k.p.c. oraz art. 99 k.p.c. w zw. z § 2 pkt 6 i § 10 ust. 1 pkt 2 rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości w sprawie opłat za czynności radców prawnych z dnia 22 października 2015 r. (t. jedn. Dz. U. z 2018 r., poz. 265) odpowiednio do wyniku sprawy w tej instancji.
Poza tym na podstawie art. 350 § 1 i 3 k.p.c. Sąd Apelacyjny z urzędu sprostował niedokładność w oznaczeniu przedmiotu sporu w sentencji zaskarżonego wyroku przez dodanie po słowie „zapłatę” słów „ewentualnie o ustalenie”, biorąc pod uwagę, że z tego wyroku nie wynika, że powodowie zgłosili w niniejszej sprawie także żądanie ewentualne, o którym Sąd ten wprawdzie nie orzekł, niemniej powinien dać wyraz w wyroku, że również ono było objęte przedmiotem postępowania.
Na koniec wskazać należy, że Sąd Apelacyjny uznał za niezasadny zgłoszony w piśmie procesowym z dnia 11 kwietnia 2024 r. zarzut zatrzymania (k. 380 i nast.).
Przede wszystkim zauważyć trzeba, że co najmniej wątpliwe jest, czy umowa kredytu ma charakter wzajemny. Gdyby jednak nawet uznać, że pewnych elementów wzajemności można dopatrzyć się w odniesieniu do świadczeń, polegających z jednej strony za wstrzymywaniu się przez bank z żądaniem zwrotu udostępnionego kapitału, a z drugiej strony na zapłacie przez kredytobiorcę odsetek stanowiących zapłatę za korzystanie z tego kapitału w umówionym okresie (czyli wynagrodzenie za korzystanie z cudzego kapitału), to nie można uznać, że wzajemny charakter ma obowiązek zwrotu udostępnionego kapitału. Takie świadczenie nie stanowi bowiem ekwiwalentu udostępnienia kapitału, lecz jest obowiązkiem niezależnym od tego, czy i jaką zapłatę bank uzyska za jego udostępnienie. Tymczasem właśnie takiego obowiązku dotyczy podniesiony przez pozwanego zarzut zatrzymania (nota bene, skoro bank obejmuje tym zarzutem kwotę kredytu w walucie polskiej, to wydaje się potwierdzać w tym zakresie, że sam doskonale zdaje sobie sprawę, że był to kredyt udzielony w tej walucie a nie w walucie obcej).
Niezależnie od tego zauważyć należy, że zarzut zatrzymania ma służyć do zabezpieczenia interesów strony zobowiązanej do zwrotu świadczenia wzajemnego w celu zapewnienia jej, że sama również otrzyma od drugiej strony świadczenie, które spełniła na jej rzecz. W związku z tym podniesienie tego zarzutu uznać należy za niezasadne wówczas, gdy uprawniony może uzyskać ochronę swojego roszczenia w inny sposób. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, gdy roszczenia obu stron o zwrot nienależnego świadczenia mają charakter pieniężny, ponieważ w takim przypadku możliwe jest przede wszystkim skorzystanie z zarzutu potrącenia. Inaczej mówiąc, zarzut zatrzymania wchodzi w rachubę jedynie wtedy, gdy strona zobowiązana do zwrotu otrzymanego świadczenia, jest narażona na to, że nie będzie mogła uzyskać zwrotu świadczenia, które sama spełniła, a zatem gdy świadczenia obu stron mają różny charakter (przedmiot).
Wiąże się z tym ponadto kwestia dopuszczalności podniesienia zarzutu za-trzymania w odniesieniu do roszczenia, które nie jest jeszcze wymagalne. Skoro bowiem zarzut zatrzymania ma podobne znaczenie jak zarzut potrącenia, to uznać można, że co do zasady objęte nim roszczenie powinno być wymagalne. Z tego zaś punktu widzenia zauważyć należy, że pozwany w gruncie rzeczy dopiero w oświadczeniu o skorzystaniu z prawa zatrzymania z dnia 25 marca 2024 r. (k. 382), po raz pierwszy w ogóle powołał się na to, że może przysługiwać mu względem powodów roszczenie o zwrot spełnionego na rzecz kredytobiorców świadczenia, podczas gdy w toku całego postępowania, włącznie z apelacją, stanowczo i konsekwentnie zaprzeczał, aby umowa była nieważna, a spełnione na jej podstawie świadczenia stron podlegały zwrotowi jako nienależne. Niezasadne wydaje się więc zgłoszenie zarzutu zatrzymania bez uprzedniego wezwania powodów do zwrotu nienależnego świadczenia oraz połączenie w jednym oświadczeniu wezwania do jego zwrotu i zarzutu zatrzymania. Uznać wypada, że przede wszystkim pozwany powinien, choćby na wypadek nieuwzględnienia jego stanowiska, najpierw zażądać od powodów zwrotu swojego świadczenia, a dopiero potem ewentualnie podnieść zarzut jego zatrzymania.
Odmienne stanowisko mogłoby ponadto prowadzić do nadużywania przez bank uprawnień do podnoszenia zarzutu zatrzymania, który de facto nie zmierzałby do zabezpieczenia jego interesów, lecz miałby jedynie utrudnić lub uniemożliwić skorzystanie przez konsumenta z ochrony przed klauzulami abuzywnymi, a tym samym wywoływać efekt odstraszający lub zniechęcający do dochodzenia przez niego swoich praw.
Warto w tym zakresie zwrócić uwagę na stanowisko Sądu Najwyższego, wyrażone w postanowieniu z dnia 6 grudnia 2022 r. (I CSK 4694/22, LEX nr 3460582), zgodnie z którym w wypadku uznania umowy za nieważną przedsiębiorca nie może poprzez zarzut zatrzymania żądać kompensacji niekorzystnych skutków jego bezprawnego zachowania. Art. 7 ust. 1 w związku z motywem dwudziestym czwartym dyrektywy 93/13/EWG zobowiązuje państwa członkowskie do zapewnienia stosownych i skutecznych środków zapobiegających dalszemu stosowaniu nieuczciwych warunków w umowach zawieranych przez sprzedawców lub dostawców z konsumentami. Niedopuszczalne byłoby takie ukształtowanie sytuacji prawnej konsumenta wskutek uznania umowy kredytu za nieważną z powodu zawartych w niej nieuczciwych postanowień umownych, które prowadziłoby do udaremnienia oczekiwanego skutku przepisów ochronnych w odniesieniu do konsumentów, realizującej w istocie tzw. efekt mrożący, a to wskutek istotnego pogorszenia sytuacji ekonomicznej konsumenta na skutek dokonanego przezeń wyboru wyjścia z sytuacji, w której stał się ofiarą nieuczciwej praktyki ze strony przedsiębiorcy.
Konkludując, uznać należy, że podniesienie zarzutu zatrzymania było w okolicznościach niniejszej sprawy bezzasadne i nieskuteczne, ponieważ w gruncie rzeczy nie miało służyć ochronie interesów pozwanego, jako wierzyciela powodów, ale miało utrudnić im uzyskanie ochrony prawnej, wynikającej z posłużenia się przez niego w przedmiotowej umowie niedozwolonymi postanowieniami umownymi. Wobec tego zarzut ten został oddalony na podstawie art. 496 k.c. w zw. z art. 497 k.c. stosowanymi a contrario.
Na oryginale właściwy podpis.