sygn. I ACa 1816/22 7 lutego 2024 Sąd Apelacyjny w Gdańsku

Wyrok z 7 lutego 2024, sygn. I ACa 1816/22

Sygn. akt: I ACa 1816/22

WYROK

W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ

Dnia 7 lutego 2024 r.

Sąd Apelacyjny w Gdańsku I Wydział Cywilny

w składzie:

Przewodniczący: SSA Marek Machnij

Protokolant: stażysta Justyna Ślubowska

po rozpoznaniu w dniu 7 lutego 2024 r. w Gdańsku

na rozprawie

sprawy z powództwa A. M.

przeciwko (...) Bank (...) w W. wykonującemu w Polsce działalność gospodarczą w ramach oddziału (...) Bank (...) (Spółka Akcyjna) Oddział w Polsce z siedzibą w W.

o zapłatę i ustalenie ewentualnie o zapłatę

na skutek apelacji pozwanego

od wyroku Sądu Okręgowego w Gdańsku

z dnia 28 czerwca 2022 r. sygn. akt XV C 1748/20

1) prostuje oznaczenie przedmiotu sporu w sentencji zaskarżonego wyroku przez wpisanie po słowie „ustalenie” brakujących słów „ewentualnie o zapłatę”,

2) zmienia zaskarżony wyrok w punkcie V (piątym) jedynie o tyle, że obniża zasądzoną na rzecz powoda kwotę 11.834 zł do kwoty 1.934 zł (jeden tysiąc dziewięćset trzydzieści cztery złote),

3) oddala apelację w pozostałej części,

4) zasądza od pozwanego na rzecz powoda kwotę 8.100 zł (osiem tysięcy sto złotych) tytułem zwrotu kosztów postępowania apelacyjnego z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia uprawomocnienia się orzeczenia o tych kosztach do dnia zapłaty.

Na oryginale właściwy podpis.

Sygn. akt: I ACa 1816/22

UZASADNIENIE

Powód A. M. wniósł o zasądzenie od pozwanego (...) Bank (...) w W. wykonującego w Polsce działalność gospodarczą w ramach oddziału (...) Bank (...) (Spółka Akcyjna) Oddział w Polsce z siedzibą w W. kwoty 4.314,92 zł z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia 4 kwietnia 2018 r. do dnia zapłaty tytułem zwrotu nienależnych świadczeń spełnionych na podstawie umowy kredytu nr (...) z dnia 18 czerwca 2008 r. w okresie od zawarcia umowy do dnia 4 czerwca 2009 r., twierdząc, że zawierała ona niedozwolone postanowienia umowne o indeksacji świadczeń stron za pomocą kursu CHF, co skutkuje jej nieważnością w całości.

Sąd Rejonowy w Sopocie nakazem zapłaty w postępowaniu upominawczym z dnia 29 marca 2019 r. uwzględnił powództwo.

W sprzeciwie od nakazu zapłaty pozwany wniósł o oddalenie powództwa, kwestionując je co do zasady i co do wysokości, w szczególności zaprzeczając, aby zawarta między stronami umowa kredytu była sprzeczna z przepisami ustawy lub zasadami współżycia społecznego albo zawierała jakiekolwiek postanowienia abuzywne.

W piśmie procesowym z dnia 15 października 2020 r. zmodyfikował powództwo w ten sposób, że rozszerzył żądanie do kwoty 34.122,62 zł i 25.339,87 CHF z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia 4 kwietnia 2018 r. do dnia zapłaty oraz zgłosił żądania ewentualne: zasądzenia od pozwanego kwoty 95.912,07 zł i 55.125,58 CHF z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia 4 kwietnia 2018 r. do dnia zapłaty.

W piśmie procesowym z dnia 4 listopada 2021 r. powód dokonał kolejnej modyfikacji powództwa, zgłaszając dodatkowe żądanie główne, którego przedmiotem było ustalenie nieważności przedmiotowej umowy.

Sąd Okręgowy w Gdańsku wyrokiem z dnia 28 czerwca 2022 r. ustalił, że zawarta między stronami w dniu 6 czerwca 2018 r. r. umowa kredytu jest nieważna, zasądził od pozwanego na rzecz powoda kwoty 99.512,07 zł i 55.125,58 CHF z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od bliżej wskazanych kwot i dat, oddalił powództwo w pozostałym zakresie żądania zasądzenia odsetek za opóźnienie i zasądził od pozwanego na rzecz powoda kwotę 11.834 zł tytułem zwrotu kosztów procesu.

W uzasadnieniu wyroku Sąd Okręgowy przedstawił szczegółowe ustalenia faktyczne, dotyczące okoliczności, w jakich doszło do zawarcia między powodem a poprzednikiem prawnym pozwanego (...) S.A. umowy o kredyt hipoteczny nr (...) (podpisanej w dniu 18 czerwca 2008 r., a sporządzonej w dniu 6 czerwca 2008 r.) w kwocie 396.900 zł, przeznaczonego na cele mieszkaniowe powoda (tj. zakup lokalu mieszkalnego na rynku wtórnym), w tym oświadczeń, złożonych przez niego zgodnie z wymaganiami banku oraz treści tej umowy (w tym zasad indeksowania kredytu kursem CHF) i sposobu jej wykonania przez obie strony, w szczególności wypłaty kwoty kredytu przez bank i spłaty rat przez powoda oraz wysokości spłat dokonanych przez niego na rzecz banku.

Sąd Okręgowy wyjaśnił ponadto, na podstawie jakich dowodów ustalił powyższe okoliczności oraz w jaki sposób ocenił wiarygodność i moc dowodową poszczególnych dowodów, a także z jakich przyczyn pominął wniosek dowodowy o dopuszczenie dowodu z opinii biegłego na okoliczności wskazane przez pozwanego oraz uznał niektóre z przedłożonych do akt dokumenty za nieprzydatne do ustalenia okoliczności istotnych dla rozstrzygnięcia w niniejszej sprawie.

Na podstawie przyjętych ustaleń faktycznych Sąd Okręgowy doszedł do wniosku, że powództwo zasługiwało na uwzględnienie niemal w całości. Z rozważań prawnych tego Sądu wynika, że nie podzielił stanowiska powoda o bezwzględnej nieważności przedmiotowej umowy z uwagi na jej sprzeczność z przepisami prawa, w szczególności z art. 69 ust. 1 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. Prawo bankowe (t. jedn. Dz. U. z 2023 r., poz. 2488 z późn. zm., powoływanej dalej jako „pr. bank.”) lub z zasadami współżycia społecznego, dopatrzył się natomiast podstaw do stwierdzenia jej bezwzględnej nieważności z powodu jej sprzeczności z zasadą swobody umów (art. 353 1 k.c.) z uwagi na brak oznaczenia przedmiotu świadczenia powoda, gdyż ustalenie jego wysokości zostało pozostawione do jednostronnej decyzji pozwanego.

Niezależnie od tego Sąd Okręgowy oceny zasadności żądania powoda dokonał ponadto na podstawie art. 385 1 k.c., uznając, że w rozstrzyganej sprawie zostały spełnione wszystkie omówione przez niego dokładnie i obszernie przesłanki stwierdzenia abuzywności postanowień umownych, regulujących wprowadzony do przedmiotowej umowy mechanizm indeksacji świadczeń stron za pomocą kursów CHF, co skutkowało koniecznością wyeliminowania tych postanowień z umowy, a wobec braku możliwości ich zastąpienia w inny sposób, doprowadziło do nieważności tej umowy w całości, a tym samym do zasadności żądania zwrotu spełnionych na jej podstawie przez powoda świadczeń jako mających charakter nienależny na podstawie art. 410 § 1 k.c.

Poza tym Sąd Okręgowy nie uwzględnił podniesionych przez pozwanego zarzutów braku po stronie powoda interesu prawnego w domaganiu się ustalenia nieważności umowy, przedawnienia jego roszczenia i zatrzymania zasądzonego na jego rzecz świadczenia do czasu zaofiarowania przez niego zwrotu na rzecz pozwanego świadczenia wzajemnego lub zabezpieczenia roszczenia o jego zwrot.

Powyższy wyrok został zaskarżony przez pozwanego apelacją w części uwzględniającej powództwo i rozstrzygającej o kosztach procesu. Podstawę apelacji stanowiły zarzuty:

I. naruszenia przepisów postępowania, które miało wpływ na wynik sprawy:

1) art. 233 § 1 k.p.c. przez dokonanie dowolnej a nie wszechstronnej oceny materiału dowodowego oraz dokonanie ustaleń faktycznych sprzecznych z treścią materiału dowodowego i niezgodnych z rzeczywistym stanem rzeczy przez:

a) ustalenie, że postanowienia umowne, dotyczące indeksacji, nie zostały przez niego indywidualnie uzgodnione z powodem, podczas gdy z przeprowadzonych dowodów z dokumentów wynikają okoliczności przeciwne,

b) brak należytego uwzględnienia zapoznania się przez powoda z postanowieniami umowy i regulaminu w odniesieniu do kredytu indeksowanego do waluty obcej oraz z kwestią ryzyka kursowego, jego świadomości w zakresie ryzyka kursowego związanego z wahaniem kursów waluty, do której indeksowany jest kredyt, świadomego i swobodnego wyboru przez niego kredytu indeksowanego do waluty obcej oraz świadomej rezygnacji z zaciągnięcia kredytu w złotych, podczas gdy te okoliczności wynikają z dokumentów złożonych w niniejszej sprawie,

c) ustalenie niezgodnie z prawdziwym stanem rzeczy, że pozwany nieprawidłowo i nierzetelnie pouczył powoda o ryzyku kursowym, podczas gdy z przeprowadzonych dowodów z dokumentów wynikają okoliczności przeciwne,

d) ustalenie niezgodnie z prawdziwym stanem rzeczy, że pozwanemu została przyznana dowolność i swoboda w zakresie kształtowania kursów wymiany walut, mających zastosowanie do umowy, podczas gdy z dostarczonych przez niego informacji i dokumentów wynika, że nie posiadał uprawnienia do arbitralnego lub dowolnego ustalania kursów walut,

e) brak pełnego uwzględnienia zeznań świadka D. M. (1) przy ocenie okoliczności faktycznych niniejszej sprawy i wyciągnięcia z nich pełnych wniosków,

f) ustalenie niezgodnie z prawdziwym stanem rzeczy, że różnica między kursem kupna a kursem sprzedaży waluty w mechanizmie kredytu indeksowanego stanowi dodatkowy, czysty dochód banku, podczas gdy tzw. spread walutowy może być analizowany jedynie w kontekście przychodu (nie dochodu), który jest równoważony kosztem spreadu walutowego ponoszonego przez pozwanego na potrzeby obsługi kredytu strony powodowej

– powyższe naruszenia przepisów postępowania skutkowały błędnym ustaleniem stanu faktycznego sprawy i doprowadziły do nieprawidłowego rozstrzygnięcia niniejszej sprawy,

2) art. 98 § 1 i 3 k.p.c. w zw. z § 2 pkt 3 i 7 oraz § 19 rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 22 października 2015 r. w sprawie opłat za czynności adwokackie przez zasądzenie na rzecz powoda kosztów procesu w nieprawidłowej wysokości, tj. przypisanej dla wartości przedmiotu sporu przekraczającej 200.000 zł, podczas gdy w niniejszej sprawie początkowa wartość przedmiotu sporu wskazana w pozwie nie przekraczała 5.000 zł,

II. naruszenia przepisów prawa materialnego:

1) art. 189 k.p.c. przez przyjęcie, że powodowi przysługuje interes prawny w ustaleniu nieważności umowy kredytu,

2) art. 353 1 k.c. w zw. z art. 58 § 1 i 3 k.c. oraz art. 65 k.c. przez uznanie, że przyjęta w umowie konstrukcja indeksacji została ukształtowana z naruszeniem gra-nic swobody umów, co prowadzi do nieważności umowy w całości,

3) art. 385 1 § 1 k.c. w związku z art. 4 ust. 2 Dyrektywy Rady 93/13/EWG z dnia 5 kwietnia 1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich (Dz.Urz. UE.L 1993 Nr 95, str. 29, dalej „Dyrektywa 93/13/EWG”) przez jego niewłaściwe zastosowanie, polegające na braku prawidłowego wyodrębnienia w łączącej strony umowie klauzul ryzyka walutowego, dotyczących stricte zastosowania mechanizmu indeksacji zobowiązania kredytowego kursem waluty obcej („klauzule ryzyka walutowego”) oraz klauzul spreadów walutowych, dotyczących wyłącznie odesłania do stosowanych przez bank kursów walutowych („klauzule spreadowe”), podczas gdy w świetle aktualnego na dzień orzekania orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, wydanego na gruncie podobnych spraw, klauzule ryzyka walutowego, uwzględniwszy ich wyodrębnienie, są postanowieniami określającymi główne świadczenia stron, zaś klauzule spreadowe są takiego charakteru pozbawione, co doprowadziło do nieprawidłowego przeprowadzenia łącznej oceny tych klauzul przez pryzmat przesłanek, o których mowa w art. 385 1 § 1 k.c.,

4) art. 65 k.c. i art. 69 pr. bank. przez błędne przyjęcie, że postanowienia indeksacyjne, dotyczące wyłącznie odesłania do stosowanych przez bank kursów walutowych (klauzule spreadowe), określają główne świadczenia stron umowy kredytu,

5) art. 385 1 § 1 zd. 2 k.c. przez przyjęcie, że zawarte w umowie postanowienia indeksacyjne nie zostały sformułowane w sposób jednoznaczny i przejrzysty,

6) art. 385 1 § 1 k.c. w zw. z art. 58 § 1 k.c. przez przyjęcie, że postanowienie sprzeczne z bezwzględnie obowiązującym przepisem ustawy może być jednocześnie uznane za niedozwolone postanowienie umowne oraz że postanowienia umowne, dotyczące indeksacji, stanowią niedozwolone postanowienia umowne,

7) art. 56 k.c. w zw. z art. 358 § 2 k.c., art. 69 ust. 3 pr. bank. i art. 6 ust. 1 Dyrektywy 93/13/EWG przez brak dokonania obowiązkowej oceny przez Sąd skutków dla powoda potencjalnego uznania umowy za nieważną oraz błędne przyjęcie, że brak jest odpowiednich przepisów dyspozytywnych, określających zasady indeksacji w umowach kredytu bankowego i w konsekwencji brak odwołania się do art. 358 § 2 k.c., wykładanego łącznie z art. 69 ust. 3 pr. bank., w miejsce uznanych za niedozwolone klauzul indeksacyjnych w zakresie, w jakim odsyłają one do tabel kursowych banku, w sytuacji gdy taki proces stosowania prawa zmierza do przywrócenia równowagi kontraktowej stron przy jednoczesnym zachowaniu ważności umowy i służy realizacji celów Dyrektywy 93/13/EWG, a ponadto jest zgodny z przepisami prawa krajowego,

8) art. 385 1 § 2 k.c. w zw. z art. 6 ust. 1 Dyrektywy 93/13/EWG i motywem dwudziestym pierwszym tej Dyrektywy przez brak przyjęcia, że w przypadku stwierdzenia niedozwolonego (nieuczciwego) charakteru całego mechanizmu indeksacji i konieczności wyeliminowania z umowy postanowień indeksacyjnych, dotyczących zasad wypłaty oraz spłaty kredytu, możliwe jest zastosowanie stawki referencyjnej WIBOR, podczas gdy wyeliminowanie całego mechanizmu indeksacji powinno prowadzić do uznania, że kredyt jest kredytem złotowym oprocentowanym według sumy stawki referencyjnej WIBOR charakterystycznej dla zobowiązań w walucie polskiej oraz marży banku,

9) art. 4 ustawy z dnia 29 lipca 2011 r., o zmianie ustawy – Prawo bankowe oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. Nr 165, poz. 984, powoływanej dalej jako „ustawa antyspreadowa”) w zw. z art. 69 ust. 3 pr. bank. i art. 75b pr. bank. przez pominięcie skutków aneksu z dnia 2 maja 2012 r.,

10) art. 405 k.c. w zw. z art. 410 § 1 i 2 k.c. przez przyjęcie, że roszczenie powoda znajduje uzasadnienie w przepisach o bezpodstawnym wzbogaceniu,

11) art. 411 pkt 2 i 4 k.c. przez uznanie, że powodowi przysługuje prawo do żądania zwrotu rat kredytu, mimo że świadczenia te czyniły zadość zasadom współżycia społecznego, a także miały charakter spełnienia świadczenia przed nadejściem terminu wymagalności,

12) art. 496 k.c. w zw. z art. 497 k.c. przez ich niezastosowanie i nieuwzględnienie w sentencji wyroku złożonego przez pozwanego zarzutu zatrzymania,

13) art. 496 k.c. w zw. z art. 497 k.c., art. 455 k.c. i art. 481 § 1 k.c. przez błędną wykładnię i przyznanie powodowi odsetek za opóźnienie od zasądzonego świadczenia pieniężnego, podczas gdy w sytuacji skutecznego podniesienia zarzutu zatrzymania odsetki za opóźnienie nie są należne,

14) ewentualnie art. 481 § 1 k.c. w zw. z art. 455 k.c. przez błędną wykładnię i przyznanie powodowi odsetek za opóźnienie od zasądzonego świadczenia pieniężnego od dnia 4 kwietnia 2018 r. i dnia 27 lutego 2021 r., podczas gdy mogły one być zasądzone od daty złożenia przez kredytobiorcę jednoznacznego oświadczenia w zakresie dalszego trwania umowy po pouczeniu o skutkach łączących się z potencjalną nieważnością umowy, co miało miejsce na rozprawie w dniu 28 października 2021 r.

Na tych podstawach pozwany wniósł o zmianę wyroku w zaskarżonej części przez oddalenie powództwa w tym zakresie oraz zasądzenie od powoda na jego rzecz kosztów procesu za obie instancje według norm przepisanych.

Powód wniósł o oddalenie apelacji i zasądzenie na jego rzecz kosztów postępowania apelacyjnego według norm przepisanych.

Sąd Apelacyjny zważył, co następuje:

Apelacja zasługiwała na uwzględnienie jedynie w nieznacznym zakresie co do rozstrzygnięcia o kosztach procesu za pierwszą instancję, a w pozostałej części była bezzasadna.

Odnośnie do podstawy faktycznej rozstrzygnięcia wydanego w postępowaniu apelacyjnym wskazać należy, że Sąd Apelacyjny – po zapoznaniu się zgodnie z art. 382 k.p.c., jako sąd merytorycznie rozpoznający sprawę, z całością zebranego w sprawie materiału dowodowego – doszedł do przekonania, że stosownie do art. 387 § 2 1 pkt 1 k.p.c. może zaakceptować i przyjąć za własne ustalenia faktyczne Sądu pierwszej instancji, ponieważ w zakresie istotnym dla rozstrzygnięcia są one zgodne z treścią tego materiału, a podniesione przez pozwanego zarzuty apelacyjne nie zdołały ich skutecznie podważyć. Na akceptację zasługują także wnioski prawne w/w Sądu, ale tylko w zakresie, w jakim uznał on wszystkie postanowienia umowne, dotyczące indeksacji, za abuzywne i na tej podstawie uznał przedmiotową umowę za nieważną w całości oraz zasądził od pozwanego na rzecz powoda zwrot nienależnych świadczeń.

Podkreślić trzeba, że Sąd Okręgowy w wystarczającym zakresie opisał treść zawartej między stronami umowy kredytu, a także przedstawił okoliczności, w jakich doszło do jej zawarcia, w szczególności informacje, jakie zostały przekazane powodowi przez pozwanego i oświadczenia, jakie złożył on zgodnie z wymaganiami banku, od których zależało zawarcie tej umowy i dokonanie wypłaty kwoty kredytu. Abstrahując od odmiennej oceny tych okoliczności przez pozwanego, a także jego stanowiska w przedmiocie charakteru prawnego tej umowy, zwłaszcza tego, czy miała ona charakter walutowy, czy złotowy oraz czy na podstawie zebranych dowodów można uznać, że spełnione zostały wszystkie przesłanki, wymagane do uznania spornych postanowień umownych za klauzule abuzywne w rozumieniu art. 385 1 k.c. zdaniem Sądu Apelacyjnego nie można mieć istotnych zastrzeżeń do prawidłowości opisu okoliczności faktycznych, przyjętego przez Sąd pierwszej instancji.

W tym kontekście podkreślić należy, że konieczne jest odróżnienie dokonanych ustaleń faktycznych (opisu istotnych faktów) od ich oceny, czyli wyprowadzonych z nich wniosków. Ma to bardzo istotne znaczenie dla oceny zasadności zarzutów apelacyjnych pozwanego, dotyczących podstawy faktycznej zaskarżonego wyroku, ponieważ w gruncie rzeczy odnosiły się one nie tyle do treści dokonanych przez Sąd Okręgowy ustaleń, co do przyjętych na ich podstawie wniosków (przede wszystkim o niedozwolonym charakterze postanowień umownych regulujących zasady indeksacji świadczeń stron za pomocą kursu CHF, a w ślad za tym o nieważności całej umowy kredytu i obowiązku zwrotu przez pozwanego zapłaconych przezpowoda na jego rzecz kwot jako świadczenia nienależnego). Można więc uznać, że pozwanemu w rzeczywistości nie chodzi o treść ustaleń faktycznych, lecz o zakwestionowanie dokonanej przez Sąd pierwszej instancji oceny zasadności żądania powoda. Mimo że formalnie podważa on zarówno prawidłowość zebrania materiału dowodowego, jak i jego oceny, to de facto jego zarzuty apelacyjne dotyczą przede wszystkim kwestii materialnoprawnych, z tym że ich podstawę stanowi próba przekonania, że należało przyjąć ustalenia i wnioski zgodne z jego stanowiskiem i twierdzeniami.

Wobec tego w pierwszej kolejności nie zasługiwał na uwzględnienie zarzut naruszenia art. 233 § 1 k.p.c., ponieważ pozwany w gruncie rzeczy przedstawił w nim jedynie, z jakimi ustaleniami i wnioskami Sądu pierwszej instancji nie zgadza się i dlaczego tak czyni, ale nie odnosił tego do konkretnych dowodów i nie wykazywał, dlaczego i w jakim zakresie zostały one oceniony w sposób sprzeczny z tym przepisem, w szczególności niezgodnie z zasadami logicznego rozumowania lub doświadczenia życiowego. Znalazło to dobitny wyraz w tym, że w ramach tego zarzutu pozwany po prostu przedstawił swoje twierdzenia co do tego, jakie okoliczności należało ustalić odmiennie, niż uczynił Sąd pierwszej instancji, zwłaszcza że:

– postanowienia przedmiotowej umowy zostały przez niego indywidualnie uzgodnione z powodem, ponieważ miał on lub co najmniej mógł mieć wpływ na jej treść,

– nie doszło do rażącego naruszenia interesów powoda i sprzeczności postanowień o indeksacji z dobrymi obyczajami,

– został on należycie i wyczerpująco poinformowani przez niego o ryzykach związanych z umową, w tym o ryzyku kursowym oraz że generalnie został prawidłowo i rzetelnie poinformowany o właściwościach i charakterze kredytu indeksowanego kursem CHF,

– bank nie mógł dowolnie kształtować kursów CHF, które publikował w swojej tabeli kursów walut obcych.

Z treści tego zarzutu jednoznacznie wynika więc, że sprowadzał się on w zasadzie tylko do subiektywnej i tendencyjnej polemiki skarżącego ze stanowiskiem Sądu pierwszej instancji, zmierzającej do zakwestionowania prawidłowości zaskarżonego rozstrzygnięcia wyłącznie dlatego, że jest ono niekorzystne dla strony pozwanej. Oznacza to, że skarżącemu chodzi przede wszystkim o to, żeby ustalone fakty interpretować zgodnie z jego twierdzeniami i wyprowadzać z nich wnioski potwierdzające jego stanowisko, a tym samym podważające zasadność stanowiska powoda i Sądu pierwszej instancji, który generalnie je zaakceptował. Wobec tego decydujące znaczenie w niniejszej sprawie ma analiza dokonanej przez ten Sąd oceny twierdzeń i argumentów obu stron, oczywiście z uwzględnieniem, że podstawę tej oceny stanowiły ustalenia faktyczne dokonane na podstawie całości zebranego materiału dowodowego.

W tej sytuacji można ograniczyć się do wskazanego na wstępie stwierdzenia, że Sąd Apelacyjny aprobował i przyjął za własne ustalenia faktyczne i wnioski prawne Sądu Okręgowego, uznając, że są one zgodne z treścią zebranego materiału dowodowego i wystarczają do rozstrzygnięcia sprawy także na obecnym etapie postępowania w zakresie objętym granicami apelacji.

Dodać wypada, że uzasadnienie Sądu pierwszej instancji w istocie ma treść podobną jak w innych sprawach rozpoznawanych przez ten Sąd na tle analogicznych sporów między kredytobiorcami a pozwanym bankiem, dotyczących umów kredytu indeksowanego zawartych na podstawie tego samego wzorca umownego stosowanego przez ten bank w tamtym okresie do zawierania takich umów ze wszystkimi swoimi klientami, będącymi konsumentami. Nie podważa to jednak zgodności tego uzasadnienia z wymogami, określonymi w art. 327 1 k.p.c. Podkreślić trzeba, że trudno oczekiwać, żeby w podobnych sprawach sądy przedstawiały całkowicie odrębną i odmienną argumentację. Wprost przeciwnie, uznać można, że zaletą jest rozstrzyganie podobnych spraw w podobny sposób i w oparciu o podobną argumentację, ponieważ świadczy to w gruncie rzeczy o jednakowym podejściu sądów do takich samych okoliczności i zagadnień.

Warto przy tym zauważyć, że sposób sformułowania uzasadnienia zaskarżonego wyroku nie stwarzał dla pozwanego żadnego problemu dla sformułowania licznych, obszernych i bardzo zróżnicowanych zarzutów apelacyjnych, począwszy od zakwestionowania prawidłowości zebrania materiału dowodowego (do czego miało dojść wskutek oddalenia wniosku o dopuszczenie dowodu z opinii biegłego), przez podważanie ustalonych okoliczności faktycznych (wskutek nieuwzględnienia w pełni zeznań zgłoszonych przez niego świadków i załączonych przez niego dokumentów), a skończywszy na kwestionowaniu prawidłowości dokonanej przez Sąd pierwszej instancji prawnej oceny ważności przedmiotowej umowy i zasadności żądania zwrotu dochodzonej przez powoda należności w oparciu o przepisy o nienależnym świadczeniu. Nie można więc uznać, że treść tego uzasadnienia stanowiła istotną przeszkodę do zaskarżenia orzeczenia przez pozwanego lub kontroli jego prawidłowości przez Sąd Apelacyjny.

Wskazać jednocześnie należy, że orzekającemu składowi Sądowi Apelacyjnemu doskonale znana jest z urzędu okoliczność, że także pozwany w podobny sposób formułuje swoje pisma (zwłaszcza odpowiedzi na pozew i apelacje) w analogicznych sprawach. Zresztą podobnie postępuje obecny skład Sądu odwoławczego, ponieważ wykorzystuje w niniejszej sprawie oceny i argumenty, które przedstawił w odniesieniu do praktycznie tożsamych zarzutów pozwanego w podobnych sprawach i jedynie uzupełnia je lub modyfikuje w zakresie uwzględniającym specyfikę konkretnej sprawy.

Wśród takich specyficznych zagadnień znajduje się kwestia prawidłowości rozstrzygnięcia przez Sąd Okręgowy o kosztach procesu za pierwszą instancję. W tym zakresie pozwany zasadnie zarzucił w/w Sądowi naruszenie § 19 rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 22 października 2015 r. w sprawie opłat za czynności radców prawnych (t. jedn. Dz. U. z 2023 r., poz. 1935 z późn. zm.) w zw. z § 2 pkt 3 i 7 tego rozporządzenia oraz art. 98 § 1 i 3 k.p.c. W rozstrzyganej sprawie nie budzi wątpliwości, że określona początkowo (w pozwie) wartość przedmiotu sporu wynosiła 4.315 zł, co uzasadniało ustalenie wysokości opłaty minimalnej na podstawie § 2 ust. 3 w/w rozporządzenia, czyli w kwocie 900 zł. Dopiero w wyniku kilkukrotnej zmiany powództwa wartość przedmiotu sporu wzrosła ponad kwotę 200.000 zł (skutkowało to przekazaniem sprawy do Sądu Okręgowego w Gdańsku), do której uzasadnione jest zastosowanie opłaty minimalnej w kwocie 10.800 zł zgod-nie z § 2 pkt 7 w/w rozporządzenia. Wziąć jednak trzeba pod uwagę, że stosownie do § 19 tego rozporządzenia w razie zmiany w toku postępowania wartości stanowiącej podstawę obliczenia opłat, bierze się pod uwagę wartość zmienioną, poczynając od następnej instancji, czyli w tym przypadku dopiero od obecnego postępowania apelacyjnego. W związku z tym pozwany ma rację, że Sąd pierwszej instancji powinien ustalić wysokość opłaty minimalnej za czynności pełnomocnika powodów, będącego radcą prawnym, na podstawie pkt. 2 a nie pkt 7. w/w rozporządzenia, a tym samym łączna wysokość przysługujących powodowi kosztów procesu nie wynosi 11.817 zł, lecz 1.917 zł, co skutkowało odpowiednią zmianą zaskarżonego wyroku na mocy art. 386 § 1 k.p.c.

W odniesieniu do pozostałych zarzutów apelacyjnych wskazać najpierw należy, że chybiony był zarzut naruszenia art. 233 § 1 k.p.c. przez nieuwzględnienie w całości zeznań świadka D. M. (złożonych na piśmie). W istocie jego zeznania sprowadzały się wyłącznie do przedstawienia swoich opinii i poglądów na temat prawidłowości informowania przez bank swoich klientów, w tym powoda, o charakterystyce kredytu indeksowanego i o należytym pouczeniu go o spoczywającym na nim ryzyku kursowym, a także o prawidłowości ustalania przez bank kursów CHF w tabeli kursów walut obcych i o możliwości negocjowania treści umowy kredytu. Inaczej mówiąc, świadek nie przedstawił relacji o znanych mu faktach (w jakich okolicznościach doszło do zawarcia konkretnej umowy), lecz jedynie ogólnie opowiedział, jak powinno przebiegać zawarcie takiej umowy, i to w celu przekonania sądu orzekającego, że odbyło się ono właśnie w taki sposób i w konsekwencji nie może być kwestionowane w tej sprawie pod kątem zgodności z prawem.

Zarzut ten opierał się więc na założeniu, że konieczne i uzasadnione jest przyjęcie takiej interpretacji okoliczności faktycznych i wyprowadzenie z nich takich wniosków, które są zgodne ze stanowiskiem skarżącego. Oznacza to, że zeznania te-go świadka (podobnie jak opinia biegłego, która także została pominięta przez Sąd pierwszej instancji) miały przede wszystkim wesprzeć stanowisko pozwanego, że nie ma żadnych podstaw do zakwestionowania ważności przedmiotowej umowy. Taka ocena należy jednak do sądu orzekającego i zeznania świadków lub opinia biegłego nie mogą służyć do narzucenia mu sposobu dokonania tej oceny. Nie mieściłoby się to bowiem w sferze ustalania faktów istotnych dla rozstrzygnięcia, lecz w sferze ich oceny.

Przechodząc do analizy zarzutów apelacyjnych, związanych z dokonaną przez Sąd pierwszej instancji oceną prawną spornej umowy, wskazać należy, że Sąd ten słusznie uznał, że zawarte w niej postanowienia, dotyczące indeksacji, czyli ustalania wysokości świadczeń stron za pomocą kursu CHF, stanowią niedozwolone postanowienia umowne (inaczej abuzywne) w rozumieniu art. 385 1 i nast. k.c.

Zauważyć ponadto trzeba, że Sąd pierwszej instancji trafnie uznał, że – wbrew powodowi – nie ma podstaw do przyjęcia również bezwzględnej nieważności powyższej umowy z uwagi na sprzeczność jej postanowień z prawem i zasadami współżycia społecznego, ale mimo tego dość niekonsekwentnie dopatrzył się możliwości stwierdzenia jej bezwzględnej nieważności z uwagi na naruszenie zasad swobody umów. To ostatnie stanowisko w/w Sądu nie zasługuje na akceptację, ponieważ nie uwzględnia, że ocena postanowień umownych pod kątem ich abuzywności jest celowa i dopuszczalna jedynie wtedy, gdy znajdują się w ważnej umowie. W konsekwencji bezwzględna nieważność umowy na podstawie art. 58 § 1 k.c. (z powodu sprzeczności jej treści z ustawą lub z powodu obejścia ustawy) albo na podstawie art. 58 § 2 k.c. (z powodu jej sprzeczności z zasadami współżycia społecznego), czy wreszcie z powodu przekroczenia granic swobody umów, o których mowa w art. 353 1 k.c., skutkuje tym, że nie ma już znaczenia, czy postanowienia umowne, zawarte w nieważnej umowie, mogłyby zostać uznane także za niedozwolone (abuzywne). Z takiego punktu widzenia bezwzględna nieważność umowy ma pierwszeństwo przed abuzywnością jej postanowień. Pomimo tego zaskarżony wyrok ostatecznie odpowiada jednak prawu, ponieważ uwzględnione przez w/w Sąd podstawy faktyczne i prawne uzasadniały przyjętą przez niego ocenę postanowień przedmiotowej umowy kredytu jako mających charakter niedozwolony.

Wziąć trzeba przy tym pod uwagę, że z art. 385 1 § 1 k.c. wynika, że niedozwolone postanowienia umowne nie wiążą konsumenta, co uznaje się zazwyczaj za sankcję w postaci tzw. bezskuteczności zawieszonej, polegającej na tym, że jedynie konsument może w każdym czasie powołać się na abuzywność postanowień umownych, powodując – w razie zasadności swoich twierdzeń – że wiążą go już od chwili zawarcia umowy (ab initio ), czyli z mocą wsteczną (ex tunc ). W konsekwencji nieważność tych postanowień nie następuje definitywnie ex lege , lecz do pewnego stopnia zależy od woli konsumenta, który może powołać się na ich abuzywność, wskutek czego stracą one moc wiążącą i zostaną wyeliminowane z umowy (przy zachowaniu co do zasady ważności pozostałych postanowień umownych). Może jednak również w ogóle nie powołać się na ich abuzywność lub też – mimo dostrzeżenia ich abuzywności – wprost i wyraźnie je zaakceptować, powodując, że następczo staną się one wiążące także dla niego i nie będzie już mógł ich później kwestionować w oparciu o art. 385 1 k.c.

Niemniej nawet wtedy, gdy wskutek powołania się przez konsumenta na abuzywność postanowień umownych ostatecznie dochodzi do nieważności umowy, i to ze skutkiem wstecznym, nie można tego utożsamiać z jej bezwzględną nieważnością. W tym przypadku nieważność umowy nie ma bowiem charakteru samoistnego, lecz jest konsekwencją abuzywności, z tym że następuje jedynie wówczas, gdy bez niedozwolonych postanowień umownych w ogóle nie jest możliwe utrzymanie umowy w mocy (jej dalsze wykonywanie), a zatem wtedy, gdy nie jest wystarczający przewidziany w art. 385 1 § 1 i 2 k.c. skutek w postaci braku mocy wiążącej (co określa się też jako bezskuteczność) takich postanowień wobec konsumenta przy jednoczesnym związaniu stron umową w pozostałym zakresie, lecz konieczne jest ustalenie, że umowa – po wyeliminowaniu z niej postanowień abuzywnych – jest nieważna w całości.

W tym stanie rzeczy stwierdzić można, że zbyt daleko idące były wywody powoda, który w przedstawionych w pozwie okolicznościach i argumentach dopatrywał się możliwości stwierdzenia zarówno abuzywności zakwestionowanych postanowień umownych, jak i bezwzględnej nieważności tej umowy na podstawie art. 58 k.c. z powodu jej sprzeczności z art. 69 ust. 1 pr. bank. lub art. 353 1 k.c. oraz z powodu jej sprzeczności z zasadami współżycia społecznego. Zauważyć wypada, że w zasadzie te same twierdzenia i argumenty powoływał on zarówno na poparcie tezy o niedozwolonym charakterze postanowień umownych o indeksacji, jak i tezy o ich sprzeczności z prawem lub zasadami współżycia społecznego. Takie stanowisko nie uwzględnia tego, że przepisy krajowe (art. 385 1 k.c. i nast.) oraz unijne (Dyrektywa Rady 93/13/EWG) kompleksowo regulują ochronę konsumentów przed wprowadzaniem przez przedsiębiorców (w tym banki) do umów postanowień naruszających ich prawa m. in. w taki sposób, jaki jest oceniany w niniejszej sprawie.

W związku z tym regulacje te mają charakter przepisów szczególnych w stosunku do przepisów takich jak art. 58 k.c. lub art. 353 1 k.c., które jedynie ogólnie re-gulują zagadnienia związane z treścią umów, podczas gdy przepisy o niedozwolonych postanowieniach umownych regulują specyficzne zagadnienia związane z treścią umów, zawieranych przez przedsiębiorców ze szczególnymi kontrahentami, a mianowicie z konsumentami. Niezasadne jest więc dopatrywanie się bezwzględnej nieważności umów tam, gdzie zastosowanie mogą mieć przepisy krajowe i unijne, dotyczące ochrony praw konsumentów.

Przyjmując pogląd o pierwszeństwie przepisów o niedozwolonych postanowieniach umownych przed przepisami o charakterze ogólnym, konieczne jest dokonanie bardzo istotnego zastrzeżenia. O ile bowiem – jak już była o tym mowa wyżej – typową sankcją niedozwolonego charakteru określonych postanowień umownych jest to, że – po powołaniu się przez konsumenta na ich abuzywność – nie wiążą stron jedynie te postanowienia przy jednoczesnym zachowaniu przez umowę mocy wiążącej w pozostałym zakresie (art. 385 1 § 2 k.c.), o tyle wziąć trzeba pod uwagę, że taki skutek może nastąpić jedynie w takich przypadkach, w których po wyeliminowaniu z umowy postanowień abuzywnych nadal możliwe jest ustalenie, na podstawie pozostałych postanowień umownych, treści praw i obowiązków stron w stopniu pozwalającym na wykonanie wynikającego z niej zobowiązania zgodnie z jego treścią (istotą).

Sytuacja taka z reguły nie zachodzi w przypadkach, w których niedozwolony charakter mają postanowienia umowne określające główne świadczenia stron, ponieważ bez takich postanowień niewątpliwie nie można wykonać umowy, skoro przestają wiązać strony właśnie te postanowienia, które określają, jakie mają być ich główne świadczenia. Podkreślić trzeba, że zobowiązanie wymaga określenia świadczenia, więc bez możliwości jego ustalenia nie można mówić o istnieniu ważnego zobowiązania.

W tym kontekście wskazać należy, że Sąd pierwszej instancji trafnie stwierdził, że zawarte w przedmiotowej umowie kredytu postanowienia o indeksacji określały główne świadczenia stron, ponieważ decydowały o ustaleniu ich wysokości (za-równo świadczenia banku, jak i świadczenia powoda). W związku z tym zaakceptować można również stanowisko tego Sądu, że skoro te postanowienia okazały się abuzywne, to po ich wyeliminowaniu z umowy w ogóle niemożliwe stało się jej wykonanie, ponieważ bez mechanizmu indeksacji nie jest możliwe ani ustalenie wartości świadczenia banku (która po wypłacie kredytu miała być wyrażona w walucie obcej), ani wartości świadczeń powoda (które z kolei w chwili spłaty rat miały być przeliczane z waluty obcej na walutę polską). W konsekwencji umowa stała się nieważna w całości, co Sąd pierwszej instancji trafnie przyjął m. in. na podstawie art. 189 k.p.c. w zw. z art. 58 k.c., art. 69 ust. 1 pr. bank. i art. 385 1 § 1 k.c. Wynikało to z faktu, że po uznaniu za nieważne (jako niewiążące konsumenta, inaczej bezskuteczne wobec niego) postanowień o indeksacji świadczeń kursem CHF utraciła ona postanowienia decydujące o możliwości jej wykonania zgodnie z treścią zobowiązania i wolą stron, które wprawdzie chciały uzależnić wysokość swoich świadczeń od kursu CHF, ale uczyniły to w taki sposób, który nie mógł się utrzymać, ponieważ był abuzywny.

Inaczej rzecz ujmując, umowa była nieważna w całości nie bezpośrednio dlatego, że niektóre jej postanowienia miały charakter niedozwolony, ale dlatego, że bez tych postanowień jej treść stała się sprzeczna z ustawą, tj. w tym przypadku w szczególności z art. 69 ust. 1 pr. bank., określającym przedmiotowo istotne cechy umowy kredytu. Nieważność umowy ma więc charakter następczy (pośredni) w stosunku do stwierdzenia abuzywności jej postanowień, ponieważ jest konsekwencją wyeliminowania z niej niedozwolonych postanowień umownych, nie wynika natomiast wprost z ich abuzywności, która co do zasady skutkuje jedynie niezwiązaniem stron (w pierwszej kolejności konsumenta) tymi postanowieniami. Najpierw następuje zatem stwierdzenie ich abuzywności, a dopiero następnie – w zależności od oceny ich wpływu na możliwość wykonania umowy – może dojść do jej nieważności w całości.

Wskazać następnie należy, że w niniejszej sprawie w zasadzie nie było kwestionowane przez pozwanego, że zawarte w umowie kredytu postanowienia o indeksacji dotyczyły w istocie waloryzacji. Co prawda, twierdził on jednocześnie, że umo-wa ta miała charakter walutowy, w związku z czym jego zdaniem waluta obca (w tym przypadku CHF) była walutą zobowiązania, a waluta polska – jedynie walutą, w której umowa była wykonywana (w której faktycznie spełniane były świadczenia stron), ale takie twierdzenia nie zasługują na akceptację, gdyż nie odpowiadają koncepcji indeksacji jak wariantu (rodzaju) waloryzacji. Wziąć trzeba pod uwagę, że waloryzacja polega na tym, że wartość świadczeń stron jest ustalana za pomocą innego miernika niż pieniądz (tj. innego pieniądza od tego, w którym zobowiązanie jest zawarte, gdyż miernikiem waloryzacji może także inna waluta, co także bywa określane jako „klauzula walutowa”), ale nie prowadzi do zmiany waluty zobowiązania.

Nie można zatem uznać, że indeksacja może prowadzić do zmiany waluty świadczenia jednej lub obu stron z waluty polskiej na walutę obcą (w tym przypadku CHF. Ma ona bowiem na celu jedynie ustalenie nowej wartości świadczenia przy za-stosowaniu określonego miernika waloryzacji, ale świadczenie to w dalszym ciągu wyrażone jest w tej samej walucie, z tym że ma inną wartość różniącą się od wartości nominalnej. Nie można też przyjąć, że indeksacja polegała jedynie na przeliczaniu wartości świadczeń ustalonych w walucie obcej na walutę polską, ponieważ oz-naczałoby to, że wbrew treści umowy, a także wniosku kredytowego, był to po prostu kredyt walutowy, który był jedynie wypłacony i spłacany w walucie polskiej. Podkreślić trzeba, że w § 2 ust. 1 umowy zostało użyte sformułowanie „kredyt jest indeksowany do waluty obcej CHF”, a nie „kredyt jest udzielony w walucie obcej CHF” (k. 188). Jeszcze dobitniej wynika to z treści wniosku kredytowego (nota bene złożonego na formularzu opracowanym przez pozwanego), w którym wnioskowana kwota kredytu mogła być określona wyłącznie w PLN (k. 494). Także z § 2 ust. 1 umowy wprost wynika, że bank zobowiązał się udostępnić powodowi kwotę w wysokości 363.900 zł, przy czym obliczenie jej równowartości w CHF, i to dopiero po dokonaniu jej wypłaty w złotych polskich, miało nastąpić według zasad opisanych w § 7 ust. 4 Regulaminu (k. 196 i k. 508).

W ocenie Sądu Apelacyjnego przedstawiany przez pozwanego sposób rozumienia mechanizmu indeksacji nie odpowiada ani konstrukcji waloryzacji, ani istocie umowy kredytu, która zgodnie z art. 69 ust. 1 pr. bank. polega na tym, że bank z obowiązuje się oddać do dyspozycji kredytobiorcy na czas oznaczony w umowie kwotę środków pieniężnych z przeznaczeniem na ustalony cel, a kredytobiorca zobowiązuje się do korzystania z niej na warunkach określonych w umowie, zwrotu kwoty wykorzystanego kredytu wraz z odsetkami w oznaczonych terminach spłaty oraz zapłaty prowizji od udzielonego kredytu.

W świetle tego przepisu za istotną cechę umowy kredytu uznać należy przede wszystkim to, że kredytobiorca ma oddać bankowi dokładnie taką samą kwotę, jaką od niego otrzymał (jaką bank mu udostępnił). Można oczywiście rozważać, czy chodzi o taką samą kwotę wyłącznie w znaczeniu nominalnym (rozumianą jako taka sa-ma liczba znaków pieniężnych), czy też dopuszczalne może być przyjęcie jej równowartości w znaczeniu realnym, inaczej ekonomicznym (taka sama wartość ekonomiczna, która niekonieczne musi odpowiadać takiej samej liczbie znaków pieniężnych). W tym zakresie zarówno istniejąca od wielu lat praktyka obrotu prawnego oraz poglądy funkcjonujące w doktrynie i orzecznictwie, jak i obowiązujące obecnie regulacje prawne, przemawiają za uznaniem dopuszczalności również tej drugiej możliwości, czyli przyjęcia, że także w umowie kredytu możliwe jest zastosowanie waloryzacji, w tym za pomocą wartości (kursu) innej waluty niż waluta zobowiązania (tzw. klauzula walutowa).

Niemniej w konstrukcji umowy kredytu z pewnością nie mieści się taka interpretacja, na którą często powołują się banki, zgodnie z którą indeksacja (a także denominacja) ma całkowicie odrębny i specyficzny charakter, którego w żadnym wypadku nie można mylić lub utożsamiać z waloryzacją umowną, przewidzianą w art. 358 1 § 2 k.c. Nie można zaakceptować tezy, że zastosowanie w umowie kredytu mechanizmu, wiążącego wartość świadczeń stron z kursem wybranej waluty obcej, może służyć innemu celowi niż zachowanie realnej wartości (rozumianej jako równowartość ekonomiczna) świadczenia zwracanego bankowi przez kredytobiorcę oraz świadczenia, które bank mu udostępnił. Wykluczyć zatem należy sytuację, w której kredytobiorca – z powołaniem się na wyrażenie przez niego zgody na obciążenie go ryzykiem kursowym, abstrahując na razie, czy była ona w pełni świadoma i rozważna – mógłby być zobowiązany do zwrotu na rzecz banku świadczenia, które ani nominalnie, ani choćby tylko realnie nie odpowiada wartości świadczenia, które sam od niego otrzymał.

Gdyby jednak nawet przyjąć, że w granicach zasady swobody umów (art. 353 1 k.c.) mieści się także takie ukształtowanie treści stosunku prawnego, które polegałoby na tym, że uzależnienie wartości świadczeń stron od kursu waluty obcej w ogóle nie musi zapewniać ich realnej zgodności (równowartości) ze świadczeniem drugiej strony, to taka umowa – w przekonaniu orzekającego składu Sądu Apelacyjnego – nie odpowiadałaby już istotnym cechom umowy kredytu. Inaczej mówiąc, stanowisko, że ryzyko walutowe, związane z uzależnieniem wartości świadczenia kredytobiorcy, może sięgać tak daleko, że wartość świadczenia konsumenta może w ogóle nie odpowiadać wartości udostępnionej mu kwoty kredytu ani nominalnie, ani choćby tylko realnie, byłoby sprzeczne z art. 69 ust. 1 pr. bank.

W konsekwencji nie można zgodzić się z tym, że wartość świadczenia kredytobiorcy w żadnym ujęciu nie musi odpowiadać wartości otrzymanego przez niego od banku świadczenia, lecz może zależeć od niedającego się w gruncie rzeczy przewidzieć (i to nie tylko przez konsumenta, ale także przez banki, na co niezasadnie próbują się one powoływać, jako na argument mający przemawiać za brakiem sprze-czności ich zachowania z dobrymi obyczajami), zwłaszcza w pespektywie wielu lat związania stron umową kredytu hipotecznego, czynnika w postaci kursu waluty obcej (najczęściej CHF), czyli że staje się ona w istocie całkowicie nieokreślona, nieprzewidywalna i wręcz przypadkowa (losowa).

Wobec tego za granicę dopuszczalnej zmiany wysokości świadczenia kredytobiorcy uznać należy spadek siły nabywczej waluty kredytu (a zatem w Polsce co do zasady waluty polskiej). Z tego względu bardzo istotny jest dobór odpowiedniego miernika wartości świadczenia, stanowiącego miernik (kryterium) waloryzacji lub wprowadzenie odpowiednich mechanizmów, kształtujących wysokość świadczeń stron tak, aby zastosowanie waloryzacji mogło zostać uznane – przynajmniej w ogól-nej ocenie – za adekwatne do spadku realnej siły nabywczej waluty polskiej. Wziąć bowiem trzeba pod uwagę, że w przypadku takich umów kredytu jak w rozstrzyganej sprawie, kredytobiorcom niewątpliwie chodziło o uzyskanie kredytu w walucie polskiej, o którą zresztą powód wyraźnie wnioskował we wniosku kredytowym i która była mu potrzebna do zrealizowania celu, na który zaciągał kredyt (czyli nabycie określonego w umowie prawa do lokalu mieszkalnego) i w której kwota kredytu została mu faktycznie wypłacona i wreszcie – w której ją spłacał, ponieważ w tej walucie uzyskuje swoje dochody.

Za nadużycie uznać więc należy argumentację banków, że w umowach kredytu indeksowanego kredytobiorcy świadomie akceptowali, że waluta obca stanowiła walutę zobowiązania, a kwota kredytu jedynie zostanie im wypłacona w walucie polskiej i w tej walucie będzie mogła być spłacana. Taki pogląd zmierza w istocie do zrównania powyższych kredytów z kredytami walutowymi sensu stricto , tj. wyrażonymi i faktycznie udostępnionymi w walucie obcej, co w dalszej kolejności ma uzasadniać tezę, że wartość kapitału (kwoty) kredytu rzekomo w ogóle nie zmienia się wraz ze zmianami kursu waluty obcej, ponieważ przez cały czas jest wyrażona niezmiennie w tej walucie.

Przeciwko traktowaniu kredytów indeksowanych jako kredytów walutowych oraz uznawaniu indeksacji za coś więcej niż typowa waloryzacja nie przemawia także powoływanie się na sposób finansowania lub ewidencjonowania takich kredytów. Zauważyć trzeba, że na tę drugą kwestię konsumenci (w tym powód) nie mają żadnego wpływu, natomiast wywody na temat konieczności sfinansowania przez bank kredytów indeksowanych środkami w walucie obcej (lub ich zabezpieczenia środka-mi w tej walucie) w gruncie rzeczy pozostają wyłącznie w sferze gołosłownych i cał-kowicie nienadających się do jakiejkolwiek procesowej weryfikacji twierdzeń banków. Z procesowego punktu widzenia ani w niniejszej sprawie, ani w jakiejkolwiek z wielu innych spraw, które dotychczas rozpoznawał orzekający skład Sądu Apelacyjnego, nie było jakichkolwiek podstaw – poza powtarzanymi uporczywie i stanowczo twierdzeniami banków – do przyjęcia, że takie kredyty rzeczywiście miały charakter walutowy, a indeksacja (denominacja) wykraczała poza funkcje mechanizmu przeliczeniowego odpowiadającego koncepcji waloryzacji świadczeń stron za pomocą miernika w postaci kursu waluty obcej (zazwyczaj CHF). Zauważyć ponadto należy, że sposób finansowania kredytu przez bank w ogóle nie był przedmiotem umo-wy stron, więc nie można uznać, że kwestia ta była objęta ich porozumieniem i może mieć obecnie znaczenie dla oceny jej charakteru.

W konsekwencji, w ocenie Sądu Apelacyjnego, nie ma żadnych procesowych podstaw do przyjęcia, że mechanizm indeksacji wiązał się z realnym obrotem walutowym i nadawał kredytowi charakter walutowy. Bardziej uzasadnione i przekonujące, jako adekwatne do uznania indeksacji jedynie za rodzaj waloryzacji umownej, jest przyjęcie, że stanowiła ona wyłącznie mechanizm przeliczeniowy, który w ogóle nie wiązał się obrotem walutami ani nawet nie wymagał takiego obrotu. Waluta obca (CHF) służyła wyłącznie do ustalenia wysokości (wartości) świadczeń stron, a nie do ich spełniania (wykonywania umowy) w tej walucie. Była ona zatem miernikiem wartości świadczenia, a nie jego przedmiotem. Świadczenia obu stron były bowiem wyrażone i spełniane w walucie polskiej, natomiast waluta obca stanowiła tylko podstawę (miernik) ustalenia ich wysokości. W związku z tym nie zasługuje na akceptację pogląd, że w umowach kredytów frankowych występują jednocześnie dwie waluty: waluta obca jako waluta zobowiązania (przez co kredyt ma mieć charakter walutowy) oraz waluta polska jedynie jako waluta wykonania zobowiązania.

Dodać można, że traktowanie kredytów indeksowanych (denominowanych) jako kredytów walutowych jest w istocie wewnętrznie sprzeczne. Skoro bowiem mają to być, zdaniem banków, kredyty walutowe, to nie znajduje logicznego wyjaśnienia, dlaczego tak istotne znaczenie ma w nich ustalenie zasad przeliczania świadczeń stron z waluty obcej na walutę polską lub z waluty polskiej na walutę obcą. Oczywiste bowiem powinno być, że skoro rzekomo są one wyrażone i udzielone w walucie obcej, to podlegają wypłacie i spłacie w tej walucie. Zupełnie inną kwestią byłoby natomiast to, że faktycznie – zwłaszcza obecnie pod rządami art. 358 § 2 k.c. – mogą być wypłacone i spłacane w walucie polskiej.

W tej sytuacji bardziej przekonujący jest pogląd, że takie umowy nie mają charakteru walutowego, lecz złotowy, natomiast ich specyficzną cechą jest to, że wartość świadczeń stron jest w nich uzależniona od kursu waluty obcej. Tylko w takim ujęciu można nadać logiczny sens sformułowaniu „kredyt denominowany” lub „kredyt indeksowany” w walucie obcej. Jeśli bowiem byłby on już walutowy, to nonsensowne byłoby jego ponowne przeliczanie za pomocą kursu waluty obcej. Zupełnie inaczej rzecz przedstawia się w przypadku uznania takich kredytów za złotowe, ponieważ wówczas ma sens przeliczanie wartości świadczeń spełnianych w walucie polskiej na walutę obcą przy zastosowaniu jej kursu określonego w umowie.

Konkludując, nie powinno budzić wątpliwości, że zawarte w przedmiotowej umowie postanowienia o indeksacji dotyczyły w rzeczywistości waloryzacji świadczeń stron lub inaczej po prostu – były klauzulami przeliczeniowymi, służącymi do ustalenia wartości świadczeń stron przy wypłacie i spłacie rat kapitałowo – odsetkowych. Wypłata kapitału oraz jego spłata odbywa się bowiem w złotych, ale w kwotach ustalanych w oparciu o kurs waluty obcej do złotego według Tabeli kursów walut obcych obowiązujących w banku.

Podkreślić można, że zwłaszcza z § 2 pkt 2 Regulaminu wprost wynikało, że kredyt indeksowany do waluty obcej jest kredytem wypłacanym i spłacanym w PLN w oparciu o kurs waluty obcej do złotego według Tabeli banku (k. 194 i k. 507). Nie znajduje więc uzasadnienia podjęta przez pozwanego próba odczytania tego sformułowania jako oznaczającego, że „kredyt został udzielony w walucie obcej (CHF”), gdyż jest to wprost i rażąco sprzeczne z tym sformułowaniem, które pochodzi przecież od pozwanego jako autora tego Regulaminu.

W konsekwencji nie ma miejsca na taką interpretację umowy, zgodnie z którą bank w pierwszej kolejności rzeczywiście udostępnił powodowi kwotę kredytu we frankach szwajcarskich (a zatem, że był to kredyt walutowy), które realnie musiał posiadać i sprzedać po to, aby wypłacić mu kwotę kredytu w złotych. W rzeczywistości kolejność operacji była bowiem dokładnie odwrotna: najpierw bank udostępnił (wypłacił) powodowi kwotę kredytu w PLN, którą następnie abstrakcyjnie (wyłącznie rachunkowo) przeliczył na CHF. Nie dochodziło jednak w tym przypadku do jakiegokolwiek obrotu walutami (obrotu dewizowego). Podobnie nie dochodziło do niego przy spłacie kredytu. Indeksacja polegała więc tylko na przeliczeniu kwoty kredytu z PLN na CHF w celu ustalenia jego salda w walucie obcej, podlegającego następnie spłacie w walucie polskiej, ale po przeliczeniu na tę walutę raty ustalonej w CHF dopiero po wypłacie kredytu w PLN. W obu przypadkach indeksacja nie wykraczała zatem poza funkcję stricte przeliczeniową.

Powyższe przeliczenie – jak wyżej wyjaśniono – miało na celu zachowanie realnej (ekonomicznej) równowartości świadczeń stron, czyli odpowiadało konstrukcji waloryzacji umownej. Takie stanowisko jest spójne z poglądem, że kredyt indeksowany nie ma charakteru walutowego. Skoro bowiem indeksacja jest po prostu rodzajem waloryzacji, to nie może służyć do określenia przedmiotu świadczenia (waluty zobowiązania), lecz jedynie do ustalenia jego wartości. Zauważyć wypada, że świadczenie pieniężne po waloryzacji nie zmienia swojego charakteru lub przedmiotu, a zatem co do zasady w dalszym ciągu jest spełniane w tej samej walucie, w jakiej zostało zawarte zobowiązanie. W związku tym waluta obca, która jest stosowana w mechanizmie indeksacji, nie określa przedmiotu świadczenia, lecz jego wartość. Nie wykracza więc poza funkcję przeliczeniową (miernika wartości) i nie staje się walutą zobowiązania, czyli tą, w której świadczenie jest wyrażone i co do zasady podlega spełnieniu.

Inaczej mówiąc, zastosowanie waluty obcej jako miernika waloryzacji nie prowadzi do zmiany waluty świadczenia. W rzeczywistości świadczenie nadal jest określone w tej samej walucie, w jakiej zostało wyrażone w chwili powstania zobowiązania (zawarcia umowy), a waluta obca służy wyłącznie do ustalenia nowej (ujmowanej kwotowo) wysokości tego świadczenia w dotychczasowej walucie, tj. jego wysokości zwaloryzowanej, która ma zastąpić wysokość nominalną (tj. tę, którą świadczenie miałoby bez dokonania waloryzacji). Także w przypadku zastosowania waluty obcej jako miernika waloryzacji nie dochodzi więc do zmiany waluty zobowiązania. W takim przypadku jedna waluta jest przez cały czas walutą zobowiązania, w której spełniane jest świadczenie, a druga (obca) waluta jest tylko narzędziem do ustalenia zwaloryzowanej wartości tego świadczenia. Jedynie w takim ujęciu można uznać, że w umowie kredytu indeksowanego (a także denominowanego) występują dwie waluty, ale tylko jedna z nich (waluta polska) jest walutą świadczenia, a druga (waluta obca) jest wyłącznie walutą przeliczeniową stosowaną w mechanizmie indeksacji/denominacji.

Z poglądu, że indeksacja jest w istocie wyłącznie waloryzacją, polegającą na ustalaniu (przeliczaniu) wartości świadczeń stron przy pomocy kursu CHF, wynika jednocześnie wniosek, że w ogóle nie powinna ona mieć zastosowania do tego świadczenia, które jest spełniane od razu po powstaniu zobowiązania (zawarciu umowy kredytu) ewentualnie niezwłocznie po jego powstaniu, ponieważ może dotyczyć jedynie tego świadczenia, które jest spełniane dopiero po upływie pewnego okresu od tej chwili. Tylko w takiej sytuacji można bowiem mówić o spadku jego realnej wartości z uwagi na spadek siły nabywczej waluty, w której ma ono zostać spełnione, w związku z czym uzasadnione może być ustalenie jego wartości według wybranego miernika waloryzacji.

Odnosząc to do umowy kredytu, wziąć trzeba pod uwagę, że tylko jedno z wynikających z niej świadczeń, a mianowicie świadczenie kredytobiorcy, podlega spełnieniu dopiero po pewnym czasie od powstania zobowiązania, a w gruncie rzeczy jest sukcesywnie spełniane przez cały okres trwania umowy (niekiedy nawet przez kilkanaście lub kilkadziesiąt lat – w niniejszej sprawie przez 480 miesięcy, czyli 40 lat – zob. § 2 ust. 3 umowy k. 188.). Natomiast świadczenie banku, polegające na udostępnieniu kredytobiorcy kwoty kredytu, jest co do zasady spełniane jednorazowo (por. § 5 ust. 1 umowy k. 189) bezpośrednio po zawarciu umowy lub w stosunkowo nieodległym terminie od tej chwili. W oczywisty sposób nie może więc stracić swojej realnej wartości, jaką posiada zgodnie z treścią zobowiązania.

Prowadzi to do wniosku, że niedopuszczalne, a co najmniej wątpliwe i wysoce kontrowersyjne, jest stosowane w umowach tzw. kredytów frankowych przeliczanie nie tylko świadczenia spełnianego przez kredytobiorcę na rzecz banku przez wiele lat spłaty kredytu, ale także świadczenia banku udostępnianego kredytobiorcy (jednorazowo lub w transzach) w zasadzie bezpośrednio po zawarciu umowy kredytu. Przeliczanie tego świadczenia mogłoby zostać ewentualnie zaakceptowane jedynie wtedy, gdyby miało służyć tylko do ustalenia jego równowartości w walucie obcej stanowiącej miernik waloryzacji (czyli salda kredytu w tej walucie). Jednak w takim ujęciu bezdyskusyjnie powinno ono odpowiadać wartości tego świadczenia, które będzie podlegać zwrotowi dopiero po upływie pewnego okresu od powstania zobowiązania, czyli świadczenia kredytobiorcy. Inaczej rzecz ujmując, powinno to sprowadzać się do ustalenia (przeliczenia) w walucie obcej równowartości kwoty udostępnionej kredytobiorcy w walucie polskiej za pomocą tego samego miernika według jakiego następnie będzie przeliczana wartość spłat dokonywanych przez kredytobiorcę.

W takim ujęciu w gruncie rzeczy nie miałoby istotnego znaczenia, jaki rodzaj kursu CHF (kurs średni NBP lub nawet kursy sprzedaży albo kupna ustalane jednostronnie przez pozwany bank) zostałby przyjęty do takiego przeliczenia, lecz decydujące byłoby to, aby do przeliczenia wartości obu świadczeń (banku i kredytobiorcy) stosować jeden (dokładnie taki sam) kurs waluty obcej, ponieważ tylko w takim przypadku można byłoby mówić, że ich świadczenia są – zgodnie z istotą umowy kredytu – takie same, chociaż z uwagi na dokonanie waloryzacji nie musiałyby być sobie nominalnie równe w walucie polskiej.

W takiej sytuacji nie ma miejsca na dwukrotną (podwójną) waloryzację świadczeń obu stron umowy kredytu indeksowanego: raz świadczenia banku, a drugi raz świadczenia kredytobiorcy. Tym bardziej niezasadne jest stosowanie do ustalenia równowartości świadczenia banku kursu kupna (korzystniejszego dla tej strony), skoro nieprawdziwe i bezpodstawne są poglądy, według których bank rzekomo udostępnia kredytobiorcy kwotę kredytu w walucie obcej, a jedynie dla wygody kredytobiorcy wypłaca mu ją faktycznie w walucie polskiej. Za zgodne z istotą waloryzacji uznać natomiast należy, że ustalenie równowartości świadczenia kredytobiorcy w walucie obcej powinno nastąpić tylko raz, i to przy zastosowaniu takiego samego kursu (aczkolwiek wydaje się, że optymalny byłby kurs sprzedaży waluty obcej, skoro przeliczenie wartości świadczeń stron powinno mieć na celu ustalenie, jaką kwotę kredytobiorca ma spłacić wprawdzie w walucie polskiej, ale po jej przeliczeniu w oparciu o kurs waluty obcej w chwili spłaty poszczególnych rat tak, aby dokonana spłata odpowiadała – według przyjętego miernika waloryzacji – dokładnie takiej samej wartości, jaką świadczenie miało w chwili powstania zobowiązania). Przeliczenie wartości kwoty kredytu na walutę obcą (co jest niekiedy określane jako ustalenie salda kredytu w walucie obcej), dokonane w chwili jej udostępnienia kredytobiorcy przez bank, powinno bowiem stanowić jedynie punkt odniesienia służący do ustalenia wartości poszczególnych rat świadczenia kredytobiorcy w chwili ich spełnienia.

Pozwoliłoby to jednocześnie uniknąć wątpliwości, związanych z tym, że w przypadku podwójnej waloryzacji, dokonywanej przy tym za pomocą różnych kursów (kursu kupna do świadczenia banku i kursu sprzedaży do świadczenia kredytobiorcy), mogłoby dojść do tego, że nawet w przypadku hipotetycznego zwrócenia przez kredytobiorcę całej kwoty kredytu w tym samym dniu, w którym bank mu ją udostępnił, ten drugi musiałby – z uwagi na różne kursy, a także związany z tym spread walutowy – oddać bankowi w walucie polskiej, będącej walutą zobowiązania, znacznie wyższą (niekiedy nawet o kilka lub kilkanaście tysięcy złotych) kwotę, niż sam od niego otrzymał. Z tego punktu widzenia nie można zatem odmówić racji poglądom, zgodnie z którymi dawało to bankowi dodatkowy i niczym nieuzasadniony dochód (przypominający prowizję), mimo że nie łączyło się z tym żadne świadczenie z jego strony na rzecz kredytobiorcy. Tym samym pozwany bezpodstawnie kwestionuje w apelacji taki wniosek i próbuje bronić poglądu, jakoby w pełni uzasadnione było przeliczanie wartości świadczeń stron za pomocą innych kursów CHF.

Z dotychczasowych rozważań wynika, że indeksacja rozumiana jako sposób waloryzacji świadczeń stron nie daje podstaw do stosowania odmiennych kursów CHF do przeliczania wartości świadczeń obu stron, lecz powinna polegać na ustaleniu w walucie obcej wartości świadczenia udostępnionego przez bank kredytobiorcy w walucie polskiej (według ustalonego przez strony jednakowego kursu dla obu świadczeń), która to wartość powinna następnie służyć do ustalania, jaką kwotę w walucie polskiej, mającej stanowić równowartość ustalonej w walucie indeksacji kwoty kredytu, kredytobiorca powinien spłacać w poszczególnych terminach płatności. Już tylko naruszenie wymogu stosowania jednakowego kursu do przeliczania wartości świadczeń stron nasuwa wniosek o niedozwolonym charakterze postanowień umowy kredytu indeksowanego, ponieważ może prowadzić do rozbieżności, i to na niekorzyść konsumenta jako słabszej strony umowy, między wartością świadczenia udostępnionego kredytobiorcy oraz podlegającego zwrotowi na rzecz banku.

Niemniej na tym nie kończą się zastrzeżenia do powyższych postanowień, ponieważ kolejnym problemem w przyjętej w przedmiotowym przypadku konstrukcji umowy kredytu indeksowanego było obciążenie powodów (kredytobiorcy) nieograniczonym ryzykiem wzrostu ich świadczenia. Wbrew argumentacji banku, nie chodzi przy tym wyłącznie o konsekwencje wynikające ze wzrostu kursu CHF i o to, że powód mógł i powinien zdawać sobie sprawę z możliwości wystąpienia takich skutków z uwagi na to, że wiedza o zmienności kursów walut obcych ma charakter powszech-ny i elementarny. Zasadnicze znaczenie ma bowiem brak adekwatnej zależności między wzrostem kursu CHF (lub ogólniej wahaniami kursów tej waluty) a zmianami siły nabywczej waluty polskiej, ponieważ właśnie to zjawisko jest główną przyczyną rozbieżności między wartością świadczenia udostępnionego kredytobiorcy a realną (tj. po dokonaniu waloryzacji) wartością świadczenia podlegającego zwrotowi na rzecz banku.

W tym kontekście bardzo istotne stają się dwie kolejne kwestie, które jednocześnie wpływają na ocenę abuzywności przyjętych w przedmiotowej umowie postanowień o indeksacji. Pierwsza z nich wiąże się obiektywnie z samym sposobem konkretnego ukształtowania mechanizmu indeksacji, który godzi w interesy powoda jako konsumenta, a druga – z brakiem należytego i zrozumiałego wyjaśnienia mu, że przyjęty w umowie sposób indeksacji (a w istocie waloryzacji) świadczeń stron może okazać się dla niego niekorzystny, a w skrajnych przypadkach – wręcz rażąco niekorzystny.

Odnośnie do pierwszej kwestii wziąć trzeba pod uwagę, że niewątpliwie to pozwany jest autorem tekstu umowy zawartej między stronami. Powód nie miał natomiast istotnego wpływu na treść tej umowy, w szczególności na jej postanowienia dotyczące indeksacji, które nie były z nim indywidualnie uzgadniane i mógł je tylko zaakceptować lub zrezygnować z zawarcia przygotowanej przez pozwanego umowy. Za takim poglądem przemawia doskonale znana z urzędu orzekającemu składowi Sądu Apelacyjnego okoliczność, że treść postanowień o indeksacji zawieranych przez pozwanego w oparciu o ten sam wzorzec umowny z innymi konsumentami była taka sama, a zatem absurdalne byłoby założenie, że we wszystkich przypadkach dokonywał on ze swoimi kontrahentami identycznych uzgodnień w drodze indywidualnych negocjacji.

Podobny wniosek można zresztą wyprowadzić nawet z argumentacji pozwanego w apelacji, w której wywodzi, że skoro powód nawet nie podjął inicjatywy w zakresie ewentualnego uzgadniania spornych postanowień umownych, to nie moż-na uznać, że nie zostały one z nim indywidualnie uzgodnione. Taki wniosek nie zasługuje na akceptację, ponieważ nie można uznać, że w art. 385 1 § 1 k.c. chodzi jedynie o potencjalną możliwość indywidualnego uzgodnienia przez konsumenta z przedsiębiorcą kwestionowanych postanowień umownych. Dotyczy to bowiem ich realnego uzgodnienia z konsumentem (ale niekoniecznie z jego inicjatywy) w toku kształtowania treści umowy. Jeśli zatem konsument jedynie akceptuje treść postanowień, które zaproponował mu przedsiębiorca w swoim wzorcu umownym stosowanym w takim samym kształcie wobec wszystkich swoich kontrahentów, ewentualnie jedynie nie sprzeciwia się im, to nie można uznać, że te postanowienia zostały wprowadzone do umowy w drodze indywidualnych uzgodnień między jej stronami i że pozbawia to konsumenta ochrony z tytułu niedozwolonych postanowień umownych.

W konsekwencji wyłącznie pozwany odpowiada za to, że przyjęte w przedmiotowej umowie postanowienia, kształtujące treść mechanizmu indeksacji świadczeń stron za pomocą kursu CHF, prowadzą do obciążenia powoda skutkami ryzyka walutowego wykraczającymi poza zakres utraty realnej równowartości świadczeń stron (w wyniku spadku siły nabywczej waluty polskiej), wobec czego wartość jego świadczenia bardzo znacznie odbiega od wartości świadczenia otrzymanego przez niego od banku, a w gruncie rzeczy staje się całkowicie nieprzewidywalna i przypad-kowa, gdyż nie zależy od spadku siły nabywczej waluty polskiej, lecz od zmian kursów CHF, które nie zależą przecież od wartości waluty polskiej ani nie są z nią w jakikolwiek sposób powiązane.

Problem z indeksacją (podobnie jak z denominacją) nie polega więc na samym wprowadzeniu mechanizmu waloryzacji świadczeń stron, lecz na doborze takiego miernika waloryzacji, który w istocie nie zapewnia rzetelnej waloryzacji, gdyż nie koreluje ze spadkiem wartości (siły nabywczej) waluty polskiej. O ile więc samo zastosowanie mechanizmu waloryzacji w umowie kredytu (w tym również za pomocą innej waluty [czyli waluty obcej] niż waluta polska będąca walutą świadczenia) co do zasady można uznać za dopuszczalne, jako stanowiące możliwą odmianę (wariant) takiej umowy, o tyle uznać należy, że powinien on zostać tak ukształtowany, aby nie prowadził do oderwania, zwłaszcza zbyt znacznie na niekorzyść konsumentów, zwaloryzowanej wartości świadczenia, zwracanego przez nich na rzecz banku, od wartości świadczenia, które od niego otrzymali. W związku z tym w orzecznictwie trafnie zwraca się uwagę na brak jakiegokolwiek ograniczenia granic ryzyka walutowego spoczywającego na konsumentach lub na brak sprawiedliwego rozłożenia tego ryzyka między stronami (w szczególności obciążenia nim, i to w większym stopniu, banku jako profesjonalisty oraz silniejszej strony umowy).

Obiektywnie rzecz ujmując, postanowienia umowne, regulujące indeksację, zostały bowiem tak skonstruowane przez pozwanego jako autora tekstu umowy, że nie prowadziły jedynie do zachowania realnej wartości świadczenia zwracanego mu przez powoda w całym okresie kredytowania (które stosownie do art. 69 pr. bank. co do zasady powinno odpowiadać wartości udostępnionej im kwoty kapitału), lecz wykraczały poza granice, jakie wynikały z indeksacji jako odmiany waloryzacji, ponieważ jego świadczenie zależy w istocie od niedających się przewidzieć wahań kursu waluty obcej, zastosowanej w mechanizmie indeksacji, a nie od spadku realnej wartości tego świadczenia (czyli od spadku siły nabywczej waluty polskiej).

W konsekwencji w skrajnych przypadkach powód de facto mógłby być zobowiązany do zwrotu na rzecz banku – w walucie polskiej, będącej walutą zobowiązania – kwoty nawet kilkukrotnie wyższej od tej, którą sam od niego otrzymał, ponieważ przyjęty miernik indeksacji (waloryzacji) nie zależy od spadku siły nabywczej waluty polskiej, lecz od wahań kursu CHF, a jednocześnie umowa nie zawiera żadnych postanowień, które ograniczałyby lub usuwały skutki wynikające z ryzyka walutowego wykraczającego (zwłaszcza nadmiernie na niekorzyść powoda) poza spadek siły nabywczej waluty polskiej. Wobec tego uznać należy, że taki sposób sformułowania indeksacji rażąco naruszał jego interes jako konsumenta, ponieważ zdecydowanie nie zapewniał, że zwróci bankowi dokładnie taką samą kwotę (choćby tylko w ujęciu zwaloryzowanym), którą od niego otrzymał.

Przeciwko takiemu poglądowi nie przemawia przekonująco argumentacja, że obciążające kredytobiorców (bez jakiegokolwiek merytorycznego/formalnego ograniczenia) ryzyko walutowe było równoważone przez ich korzyści wynikające z zastosowania do kredytów denominowanych/indeksowanych znacznie niższego oprocentowania LIBOR zamiast WIBOR. Wzrost kursu CHF, jako waluty indeksacji/de-nominacji, nie powoduje bowiem jedynie wzrostu raty, ale także wzrost salda zadłużenia (oczywiście w walucie polskiej jako walucie zobowiązania, ponieważ nie ma podstaw do uznania, że kwotę kredytu stanowi rzekomo niezmienna suma wyrażona w CHF, skoro nie została ona udostępniona powodowi, lecz stanowi jedynie wynik przeliczenia kwoty kredytu za pomocą waluty indeksacji). Zauważyć przy tym wypada, że rata kredytu składa się z części kapitałowej i części odsetkowej, w związku z czym wzrost salda kredytu (wskutek wzrostu kursu waluty obcej) wpływa istotnie na zwiększenie wysokości płaconej przez kredytobiorcę w walucie polskiej raty nie tylko w części kapitałowej, ale i odsetkowej, ponieważ de facto są one liczone wpra-wdzie według stawki LIBOR (korzystnej dla powoda, co eksponuje bank), ale obiektywnie rzecz biorąc – od wyższej kwoty kapitału (w przeliczeniu na PLN).

W konsekwencji kwestia ogólnej (uwzględniającej zarówno elementy pozytywne, jak i negatywne) korzystności kredytów „frankowych” dla kredytobiorców jest co najmniej kontrowersyjna. Nie można bezkrytycznie zaakceptować tezy, że wzrost kursu waluty indeksacji jest niewątpliwie kompensowany przez niższe oprocentowanie (niezależnie od tego, że stawki LIBOR po zawarciu przedmiotowej umo-wy rzeczywiście bardzo zmalały, nawet poniżej zera) kredytu, ponieważ niższe op-rocentowanie należy odnosić do wyższej kwoty kapitału (z uwagi na przeliczanie go z waluty polskiej na walutę obcą według znacznie wyższego niż w chwili zawarcia umowy kursu CHF). Wobec tego aktualne pozostaje stanowisko, że mechanizm indeksacji powinien zostać tak ukształtowany, aby w przypadku wzrostu, zwłaszcza bardzo znacznego, kursu waluty obcej, nie nastąpił wzrost świadczenia kredytobiorców w sposób całkowicie oderwany od spadku siły nabywczej waluty polskiej jako waluty zobowiązania.

Nie ma zatem podstaw do uznania, że obciążenie kredytobiorców ryzykiem walutowym bez jakiegokolwiek ograniczenia, w szczególności do zakresu spadku siły nabywczej waluty polskiej, ewentualnie sprawiedliwego rozłożenia tego ryzyka między obie strony, z dodatkowym uwzględnieniem tego, że bank jest w tej relacji niewątpliwie stroną silniejszą, nie narusza rażąco interesów konsumenta. Podkreślić przy tym trzeba, że chodzi już o samo ukształtowanie treści umowy, a nie o wynikające z tego faktyczne skutki, ponieważ zgodnie z powszechnie akceptowanym poglądem oceny, czy postanowienia umowne mają charakter niedozwolony, dokonuje się według stanu z chwili jej zawarcia a nie z późniejszej perspektywy, uwzględniającej skutki wynikające z tych postanowień dla konsumenta w toku jej wykonywania. Zresztą, pozwany w apelacji również domaga się kierowania się stanem istniejącym w chwili zawarcia umowy, ale także w tym zakresie czyni to tendencyjnie wyłącznie na swoją korzyść.

Nie można więc zgodzić się z poglądem, że przyczyną kwestionowania tych postanowień jest wyłącznie wzrost (niezależny od banku i niezawiniony przez niego) kursu CHF, a nie treść postanowień regulujących zasady indeksacji świadczeń stron za pomocą kursu tej waluty, ponieważ taki pogląd nie uwzględnia tego, że negatywne dla konsumentów skutki wzrostu kursu CHF wynikają przede wszystkim z niekorzystnego dla nich ukształtowania zasad indeksacji, które nie chronią ich przed nadmiernym wpływem tych skutków na wysokość ich świadczenia. Inaczej rzecz ujmując, wzrost kursu CHF (zwłaszcza bardzo znaczny, który nie był przewidywany i brany pod uwagę ani przez strony, ani w Rekomendacji S, która zakładała jego wzrost tylko w granicach 20 %) jedynie uwidocznił niedozwolony charakter spornych postanowień umownych, jaki miały one jednak już od chwili zawarcia umowy. Niekorzystne dla konsumentów skutki umowy tkwiły w niej bowiem od samego początku, a wzrost kursu CHF spowodował tylko, że skutki te nabrały realnego wymiaru.

W tej sytuacji, w ocenie orzekającego składu Sądu Apelacyjnego, nie powinno budzić uzasadnionych wątpliwości, że już tylko z powyższych przyczyn zawarte w przedmiotowej umowie kredytu postanowienia, regulujące zasady indeksacji świadczeń stron, kształtowały prawa i obowiązki powoda w sposób rażąco dla niego niekorzystny. Warto w tym zakresie posłużyć się stosowanym w orzecznictwie poglądem, według którego rażące naruszenie interesów konsumenta ma miejsce wtedy, gdy następuje pogorszenie jego sytuacji prawnej w stosunku do tej, która istniałaby, gdyby do umowy nie zostały wprowadzone przez przedsiębiorcę niekorzystne dla niego postanowienia umowne. Z takiego punktu widzenia wziąć trzeba pod uwagę, że gdyby do umowy nie wprowadzono postanowień o indeksacji, to powód byłby przez cały czas zobowiązany do zwrotu nominalnej wartości świadczenia, która z up-ływem czasu stanowiłaby dla niego realnie co raz mniejsze obciążenie finansowe z uwagi na spadek siły nabywczej waluty polskiej, podczas gdy w kredycie indeksowanym wartość jego świadczenia (tak pod względem wysokości salda kapitału w walucie polskiej, jak i wysokości rat) w gruncie rzeczy nie uległa zmniejszeniu, i to mimo wielu lat spłacania kredytu zgodnie z treścią umowy, lecz wprost przeciwnie wysokość jego zadłużenia stała się nawet większa od kwoty udostępnionego mu kredytu. Wprawdzie korzystał on (i ewentualnie nadal mógłby korzystać) z niższego oprocentowania LIBOR zamiast WIBOR, ale nie można stanowczo i niewątpliwie uznać, że stanowi to dla niego istotną korzyść, skoro wysokość jego raty – z uwagi na wzrost kursu CHF – wcale nie jest niższa niż, gdyby zawarł umowę kredytu bez klauzuli indeksacyjnej.

Powyższe uwagi odnosiły się zasadniczo do przesłanki w postaci rażącego naruszenia interesów powoda jako konsumenta. Jednocześnie dostrzec należy, że sposób ukształtowania jego praw i obowiązków – w następstwie przyjętego w umowie mechanizmu indeksacji – wcale nie był tak prosty i jednoznaczny, jak próbuje przekonywać skarżący. Nie ogranicza się to bowiem do uzależnienia wysokości jego świadczenia (rat kapitałowo – odsetkowych) od zmiennego kursu CHF, lecz obejmują przede wszystkim nieograniczone w jakikolwiek sposób obciążenie go skutkami wzrostu tego kursu w stopniu odrywającym całkowicie wartość jego świadczenia od wartości świadczenia, które otrzymał od banku.

Nie można więc mówić, że chodziło jedynie o świadomość zmienności kursów walut obcych, która ma charakter oczywisty i powszechny dla każdego konsumenta bez konieczności posiadania jakichkolwiek dodatkowych wiadomości. Problem sprowadza się bowiem do tego, że koniecznie było wyraźne i jednoznaczne uświadomienie powodowi, że godząc się na zawarcie umowy kredytu indeksowanego o treści przygotowanej przez pozwanego, w rzeczywistości akceptuje zawarcie umowy, która bardzo mocno różniła się od typowej umowy kredytu, ponieważ jego świadczenie mogło nie tylko nominalnie, ale i realnie znacznie różnić się od kwoty, która została mu udostępniona. W tej sytuacji nie było wystarczające jedynie bardzo ogólne poinformowanie go o ryzyku walutowym wiążącym się z taką umową i uzyskanie od niego oświadczenia o świadomości takiego ryzyka oraz akceptacji tego, że ponosi jego skutki, lecz należało dokładnie i rzetelnie wyjaśnić mu, na czym polega taki kredyt i że może on okazać się dla niego nawet bardzo niekorzystny, jeśli dojdzie do znacznego wzrostu kursu CHF w porównaniu do stanu z chwili zawarcia umowy.

Udzielenie takich wyjaśnień jest jednak wysoce wątpliwe, a wręcz można uznać, że z pewnością ich nie było, ponieważ pozwany w gruncie rzeczy przyznał w odpowiedzi na pozew i apelacji, że nie uprzedził powoda o możliwości tak znacznego wzrostu kursu CHF, ponieważ nie posiadał wiedzy o nadchodzącym wzroście. Nie przeszkadza mu to jednak w stawianiu powodowi zarzutu, że mógł on i powinien był liczyć się z takim wzrostem. Nie zasługuje to na akceptację także z uwagi na to, że pozwany, jako profesjonalista, nie może w tym zakresie stawiać powodowi, jako konsumentom i słabszej stronie umowy, surowszych wymagań niż sobie. Skoro zatem powołuje się na to, że nawet on nie mógł przewidzieć, że może dojść do tak znacznego wzrostu kursu CHF, to tym bardziej nie może obciążać powoda skutkami tego, że ich nie przewidywał i nie wziął pod uwagę, podejmując decyzję o zawarciu umowy kredytu indeksowanego kursem CHF o przygotowanej przez niego treści.

Zresztą, co do zasady nie zasługuje na aprobatę próba przerzucenia przez pozwanego na powoda odpowiedzialności za wprowadzenie do umowy indeksacji i sposób ukształtowania zasad jej przeprowadzenia, ponieważ pomija to okoliczność, że te postanowienia wprowadził do umowy i ukształtował ich treść pozwany bez indywidualnego uzgodnienia z powodem. Nie można też nadać decydującego znaczenia temu, że powód zgodził się zawrzeć umowę o treści przygotowanej przez pozwanego, ponieważ zaakceptował zawarte w niej postanowienia, gdyż nie może to oznaczać, że jeśli wtedy im się nie sprzeciwił, to utracił uprawnienie do ich późniejszego zakwestionowania, gdy okazało się, że mają charakter abuzywny, ponieważ w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami rażąco niekorzystnie dla niego kształtują jego prawa i obowiązki wobec banku.

W tym kontekście zauważyć ponadto należy, że nawet aktualnie pozwany nie jest w stanie (ewentualnie nie chce) dostrzec wszystkich skutków wynikających z za-warcia umowy kredytu indeksowanego. W dalszym ciągu eksponuje bowiem przede wszystkim korzyści, mające płynąć dla powoda ze znacznie niższego oprocentowania kredytu według stawek LIBOR, pomijając, że takie korzyści wchodziły w rachubę wyłącznie przy założeniu jedynie nieznacznego wzrostu kursu CHF jako waluty indeksacji. Z argumentacji pozwanego wynika, że w zasadzie dostrzega on tylko korzyści, wynikające rzekomo dla kredytobiorców z umowy kredytu indeksowanego, pomijając lub bagatelizując, że jego konstrukcja od samego początku zawierała w so-bie ogromne i niedające się oszacować ryzyko, że taka umowa może okazać się dla nich bardzo niekorzystna.

W takiej sytuacji trudno jest zakładać, że w chwili jej zawarcia rzeczywiście i rzetelnie poinformował powoda zarówno o korzyściach, jakie mogą uzyskać z tej umowy, jak i o wiążących się z nią dla niego ryzykach, a także o ich skali i prawdopodobieństwie ich wystąpienia w całym okresie kredytowania. Bardziej przekonujący jest wniosek, że – tak jak nawet czyni to obecnie, mimo że wiadomo już, że takie umowy, oględnie rzecz ujmując, wcale nie są tak jednoznacznie korzystne dla kredytobiorców – eksponował przede wszystkim pozytywne aspekty tej umowy, pomijając lub co najmniej zmniejszając znaczenie jej negatywów. Dotyczy to w szczególności kwestii, na ile można było wówczas realnie zakładać, że korzyści płynące z niższego oprocentowania kredytu indeksowanego mogą zrównoważyć lub przynajmniej złagodzić ryzyko związane z wahaniami kursów CHF, które obciążały w sposób nieograniczony jedynie konsumentów.

W tym kontekście pojawia się pytanie, czy w ogóle można uznać za uczciwe ze strony banku i lojalne wobec kontrahenta, będącego konsumentem, zaproponowanie zawarcia umowy, która wprawdzie prima facie mogła wydawać się dla niego bardzo korzystna (i tak zresztą była wówczas powszechnie, aczkolwiek bez pogłębionej refleksji, odbierana przez kredytobiorców, opinię publiczną, polityków, a nawet banki), ale obiektywnie łączyła się z ogromnym ryzykiem, że może wywołać dla niego bardzo niekorzystne skutki, których nie przyjąłby, gdyby został o nich rzetelnie uprzedzony. Generalnie można zresztą zauważyć, że pozwany – przez tendencyjny dobór informacji o kredycie oraz sposób zaprezentowania jego zalet (niższe oprocentowanie i w konsekwencji niższa rata) oraz wad (nieograniczone i bardzo poważne ryzyko walutowe) – niewątpliwie mógł wpłynąć na istotnie decyzję powoda o za-warciu z nim umowy kredytu indeksowanego zamiast innej umowy wprawdzie z wyższym oprocentowaniem i ratą, ale pozbawionej elementu ryzyka walutowego. Takie zachowanie banku podlega zaś negatywnej ocenie pod kątem zgodności z dobrymi obyczajami.

Powyższe rozważania odpowiadają przyjętemu w orzecznictwie sposobowi rozumienia przesłanki sprzeczności ukształtowania praw i obowiązków konsumenta z dobrymi obyczajami. Uznaje się bowiem, że zachowanie przedsiębiorcy narusza dobre obyczaje wtedy, gdy traktując konsumenta w sposób sprawiedliwy, uczciwy i uwzględniający jego prawnie uzasadnione interesy, nie mógłby racjonalnie spodziewać, że przyjąłby on takie postanowienie w drodze indywidualnych negocjacji. Z tego punktu widzenia nie można uznać za zgodne z dobrymi obyczajami przedstawianie konsumentowi umowy w sposób eksponujący przede wszystkim wynikające z niej dla niego korzyści (niższe oprocentowanie) przy jednoczesnym pomijaniu lub bagatelizowaniu niekorzystnych dla niego skutków, które mogą wynikać z zawartych w umowie postanowień umownych, obciążających jedynie niego nieograniczonym w jakikolwiek sposób ryzykiem walutowym.

Przeciwko takiej ocenie nie może przemawiać argument, że rozsądny i doświadczony konsument powinien (niekiedy mówi się, że wręcz „doskonale”) zdawać sobie sprawę ze zmienności kursów walut obcych i wiążącego się z tym ryzyka wzrostu (nawet bardzo znacznego) salda kapitału i wysokości rat kapitałowo – odsetkowych. Nie może to bowiem usprawiedliwiać wprowadzania przez przedsiębiorcę do umowy postanowień, które obiektywnie rażąco godzą w interes konsumenta. Wziąć trzeba pod uwagę, że udzielenie konsumentowi ochrony przez niedozwolonymi postanowieniami umownymi nie jest uzależnione od okoliczności subiektywnych po jego stronie. Nie ma więc ono charakteru względnego determinowanego in concreto przez zachowanie, wiedzę, wykształcenie, doświadczenie życiowe itp. konsumenta. Nie do zaakceptowania byłoby więc uzależnianie udzielenia mu ochrony od tego, czy mógł on lub powinien był zdawać sobie sprawę, że przedsiębiorca proponuje mu w umowie postanowienia o charakterze niedozwolonym. W przeciwnym razie należałoby uznać, że jeśli przedsiębiorcy uda się wprowadzić do umowy postanowienia niedozwolone, których rozważny i doświadczony konsument nie dostrzegł i nie sprzeciwił się im, to taki konsument nie może już powoływać się na ich abuzywność, a zachowanie przedsiębiorcy nie może zostać zakwestionowane.

Decydujące znaczenie ma więc obiektywnie rażąco niekorzystny dla powoda charakter postanowień o indeksacji oraz okoliczności zawarcia umowy, które pozwalają uznać, że nie został należycie uprzedzony o wszystkich skutkach, mogących wynikać z takich postanowień, w związku z czym zawarł umowę z pozwanym bankiem, działając w zaufaniu do niego, na podstawie którego był przekonany, że proponując mu korzystniejsze warunki oprocentowania, a tym samym niższą ratę, która to okoliczność niewątpliwie istotnie wpłynęła na jego decyzję o zawarciu takiej umowy, nie umieścił jednocześnie w umowie postanowień, które mogłyby rażąco naruszać jego interesy. Bank, wykorzystując zaufanie powoda, który potrzebował jak najkorzystniejszego dla siebie kredytu, zaproponował mu zawarcie umowy, która prima facie mogła wydawać się dla niego wyłącznie korzystna i bezpieczna, ale w rzeczywistości – z uwagi na obciążenie go ryzykiem walutowym, które mogło istotnie prze-ważyć skutki umowy na jego niekorzyść – nie miała takiego charakteru.

Dodać wypada, że nie jest przekonujący argument banku, że także on nie mógł przewidzieć wystąpienia takiego wzrostu kursu CHF, który doprowadził do bardzo niekorzystnych następstw dla powoda. Skoro bowiem sam bank twierdzi, że taka okoliczność była niemożliwa do przewidzenia nawet dla niego jako profesjonalisty (w szczególności w dziedzinie kredytów), to tym bardziej nie można uznać, że powinien był ją przewidzieć powód, będący konsumentem (nieprofesjonalistą) i uwzględnić ją w swoich kalkulacjach co do zawarcia umowy kredytu indeksowanego kursem CHF lub zrezygnowania z takiej umowy. Taki argument nie może więc przemawiać na niekorzyść powoda i stanowić podstawy odmówienia mu ochrony przed wprowadzonymi przez pozwanego do umowy kredytu postanowieniami niedozwolonymi.

Jeszcze raz podkreślić trzeba, że nie zasługuje na akceptację próba przekonywania przez bank, że to sami kredytobiorcy rzekomo ponoszą odpowiedzialność za przyjęcie na siebie nieograniczonego ryzyka walutowego. Nie można zgodzić się ze stanowiskiem, że kredytobiorcy powinni, jako rozsądni i rozważni konsumenci, ocenić, czy postanowienia, proponowane im przez bank w umowie kredytu indeksowanego, w każdej sytuacji będą dla nich obiektywnie korzystne. Nie można bowiem zrównywać sytuacji konsumenta jako słabszej pod każdym względem (ekonomicznym, organizacyjnym, fachowym itp.) strony umowy z sytuacją banku jako przedsiębiorcy wyspecjalizowanego w dziedzinie finansów, w tym zwłaszcza kredytów i w konsekwencji twierdzić, że zawarcie umowy kredytu indeksowanego (podobnie i denominowanego) było w gruncie rzeczy wynikiem wspólnej decyzji równoprawnych i równorzędnych podmiotów. W rzeczywistości konsument, jako strona stosunku cywilnoprawnego, tylko formalnie ma taką samą pozycję jak bank, ale nie można z tego wyprowadzać wniosku, że powinien ze szczególną ostrożnością podchodzić do zaproponowanej mu przez pozwanego według własnego wzorca umowy kredytu, a jeśli tego nie uczynił, to jego zaniechanie zwalnia przedsiębiorcę (bank) z odpowiedzialności za wprowadzenie do umowy postanowień niekorzystnych dla konsumenta, które są obecnie kwalifikowane przez sądy orzekające w tej sprawie jako niedozwolone. Wprost przeciwnie, uznać należy, że co do zasady konsument może w dobrej wierze oczekiwać, że przedsiębiorca nie będzie umieszczał w przygotowanej przez siebie umowie postanowień o charakterze niedozwolonym.

W konsekwencji, w ocenie orzekającego składu Sądu Apelacyjnego, nie można przyjąć, że jakiekolwiek zachowanie konsumenta może usprawiedliwiać przedsię-biorcę, który wprowadził do umowy postanowienia o charakterze niedozwolonym. Inaczej rzecz ujmując, nie można uzależniać udzielenia konsumentowi ochrony od tego, czy mógł i powinien był zauważyć, że przedsiębiorca sformułował umowę w sposób niekorzystny dla niego (tj. konsumenta), lecz decydujące znaczenie ma przede wszystkim to, że przedsiębiorca w ogóle nie powinien wprowadzać do umowy postanowień mogących mieć charakter niedozwolony. Nie można bowiem przyjąć, że jeśli konsument nie zauważył takich postanowień, mimo że mógł i powinien był (jak często czynią banki, powołując się in concreto na jego wykształcenie, zawód lub doświadczenie życiowe) to uczynić, to przedsiębiorca jest automatycznie zwolniony ze skutków ich wprowadzenia, a konsument traci uprawnienie do powołania się na ich abuzywny charakter. Przeciwny pogląd oznaczałby w gruncie rzeczy próbę przerzucenia na konsumenta odpowiedzialności za to, że w umowie zawartej przez niego z przedsiębiorcą znalazły się postanowienia o charakterze niedozwolonym.

Odmiennej oceny nie może uzasadniać okoliczność, że w chwili zawierania przedmiotowej umowy nie obowiązywały formalne procedury, nakładające na banki obowiązki w zakresie informowania swoich klientów, będących konsumentami, o charakterze kredytu indeksowanego i związanym z nim ryzykiem walutowym. Decydujące znaczenie ma bowiem to, w jaki sposób pozwany bank sformułował postanowienia umowne o indeksacji, a mianowicie, że obiektywnie i całościowo były one niekorzystne dla konsumentów, a nie to, czy ich o tym poinformował lub czy powinni sami mogli i powinni byli to zauważyć, działając w sposób ostrożny i roztropny. Inaczej mówiąc, brak wyraźnych regulacji, nakładających na banki określone obowiązki informacyjne wobec konsumentów, nie zwalniał ich z uczciwego i lojalnego podejścia do takich klientów ani nie uprawniał ich do kształtowania treści umów w sposób, który może zostać uznany za sprzeczny z art. 385 1 k.c.

Podobnie, nie można nadać decydującego znaczenia temu, że powód złożył pozwanemu – przy składaniu wniosku kredytowego i ponownie przy zawieraniu umowy kredytu – oświadczenia, że został pouczony przez bank o ryzyku walutowym, jest świadomy tego ryzyka i akceptuje, że ponosi jego skutki. Zauważyć trzeba, że takie oświadczenia zostały złożone z inicjatywy banku, a wręcz były przez niego wymagane jako jeden z wielu dokumentów, od których zależało podjęcie przez niego pozytywnej decyzji o udzieleniu kredytu, a ponadto zostały złożone na przygotowanym przez niego formularzu, w związku z czym zawierały oświadczenia, o takiej treści, która była przez niego oczekiwana i uznawana przez niego za odpowiednie zabezpieczenie przed ewentualnymi zarzutami wobec niego. Z faktu ich złożenia nie można więc wyprowadzać dalej idącego wniosku niż to, że zgodnie z żądaniem banku zostały one podpisane przez powoda. Nie oznacza to natomiast, że powód faktycznie otrzymał od banku informacje i wyjaśnienia, pozwalające mu świadomie i rozważnie podjąć decyzję, czy zawrzeć taką umowę kredytu, a tym bardziej nie sta-nowią one dowodu na okoliczność, czy i jakie informacje rzeczywiście zostały mu przekazane. Wymagając ich podpisania, bank zadbał więc w istocie jedynie o własne interesy, ale nie ma pewności, że w ślad za ich podpisaniem rzeczywiście szło przekazanie powodowi jakichś informacji oraz jaka była ich treść i sposób przekazania.

Nie ma zatem podstaw do uznania, że pozwany zdołał wykazać, że uzasadnione było ustalenie okoliczności faktycznych lub wyprowadzenie z nich wniosków, pozwalających uznać, że zgodnie z jego twierdzeniami wyczerpująco i rzetelnie wyjaśnił powodowi charakter prawny kredytu indeksowanego kursem CHF oraz wiążące się z nim nie tylko korzyści, ale także niezwykle ogromne ryzyko walutowe, mogące prowadzić do tego, że kredyt ten, wbrew ich oczekiwaniom opartym na stanie rzeczy istniejącym w chwili zawarcia umowy, w rzeczywistości może okazać się dla niego bardzo niekorzystny. Zarzuty apelacyjne pozwanego, dotyczące podstawy faktycznej, stanowiły w istocie jedynie próbę wykreowania stanu faktycznego, odpowiadającego stanowisku tej strony, ale niemającego odpowiedniego oparcia w okolicznościach jej zawarcia wynikających z zebranego w sprawie materiału dowodowego. Dotyczy to w szczególności możliwości indywidualnego uzgadniania treści umowy oraz uświadomienia powodowi jej charakteru i skutków (nie tylko pozytywnych, ale i negatywnych).

W tej sytuacji nie zasługiwały na uwzględnienie zarzuty apelacyjne, które sprowadzały się do próby wykazania, że jedyne zastrzeżenia pod kątem abuzywności można mieć co najwyżej do postanowień umownych, dotyczących stosowania do przeliczania świadczeń stron (w mechanizmie indeksacji) kursów CHF ustalanych jednostronnie przez pozwanego w swojej tabeli kursowej oraz do braku określenia w umowie zasad ustalania tych kursów. Takie podejście pozwanego było bardzo dogodne dla niego, ponieważ odwracało uwagę od pozostałych problemów, wiążących się z ukształtowaniem indeksacji w przedmiotowej umowie, a mianowicie dokonywaniem niekorzystnego dla powoda przeliczenia wartości świadczeń obu stron na podstawie odmiennych kursów CHF oraz obciążeniem wyłącznie niego nieograniczonym ryzykiem walutowym.

Rażące naruszenie równowagi kontraktowej na niekorzyść powoda nie ograniczało się bowiem tylko do kwestii stosowania przez bank w mechanizmie indeksacji własnych kursów CHF, lecz obejmowało, i to przede wszystkim, dwa wspomniane wyżej elementy. W związku z tym, wbrew stanowisku skarżącego, samo ewentualne zastąpienie w tym mechanizmie ustalanych przez niego jednostronnie kursów CHF kursami średnimi NBP, nie byłoby wystarczające do przywrócenia zachwianej między stronami równowagi, lecz mogłoby ją co najwyżej złagodzić, ale nadal pozostałyby aktualne niekorzystne dla powoda skutki, wynikające z nieprawidłowego ustalenia w CHF początkowej kwoty kredytu (salda), podlegającej następnie spłacie w ratach kapitałowo – odsetkowych oraz z obciążenia wyłącznie niego ryzykiem nieograniczonego w jakikolwiek sposób wzrostu kursu waluty indeksacji.

Natomiast odnośnie do samych zarzutów, dotyczących zasad ustalania kursów CHF, zauważyć należy, że problem ten nie polega na tym, czy stosowane przez bank zasady ustalania tych kursów były obiektywne (rynkowe) i czy bank mógł je dowolnie ustalać, lecz na tym, że w umowie nie zostały określone zasady, na podstawie których bank je ustalał. Nie może zaś budzić wątpliwości, że takie zasady istniały, skoro sam bank konsekwentnie odwołuje się do nich w toku procesu, wywodząc, że z uwagi na wiążące go regulacje prawne oraz mechanizmy ekonomiczne nie mógł ich ustalać dowolnie, lecz musiały one mieć charakter rynkowy, który obiektywnie nie godził w interesy powoda. Jeśli więc takie zasady istniały, to należało wprowadzić je do treści umowy po to, aby z jednej strony stały się one wiążące dla obu stron (w tym dla banku), a z drugiej strony, aby powód mógł poznać i stosownie do swojej woli mógłby dokonać kontroli, czy pozwany stosuje się do nich przy ustalaniu kursów CHF, według których przeliczane są świadczenia stron (przy wypłacie kredytu i przy jego spłatach). Tym samym nie jest istotne to, w jaki sposób bank faktycznie ustalał te kursy, lecz to, że nie określił zasad ich ustalania w treści umowy kredytu, która niewątpliwie została zawarta na podstawie przygotowanego przez niego projektu (wzorca umownego).

W związku z tym Sąd Okręgowy trafnie uznał, że nie było konieczności ustalania, w szczególności za pomocą opinii biegłego, jak pozwany faktycznie ustalał kursy CHF stosowane przy przeliczaniu wartości świadczeń stron i czy te kursy nie były, zwłaszcza rażąco, niekorzystne dla powoda. Decydujące jest bowiem to, że treść umowy dawała mu taką możliwość, a nie to, czy z niej skorzystał i ewentualnie w jakim zakresie.

W konsekwencji chybione są wszystkie zarzuty apelacyjne, w których pozwany podnosi, że w świetle wskazanych przez niego przepisów prawa materialnego nie mógł dowolnie ustalać kursów CHF, w związku z czym nie było – jego zdaniem – podstaw do stwierdzenia abuzywności postanowień umownych odsyłających do stosowania ustalanych przez niego kursów tej waluty.

Odmiennego wniosku nie może w szczególności uzasadniać powoływanie się przez niego na treść art. 111 ust. 1 pkt 4 pr. bank., który stanowi normatywną podstawę do publikowania przez banki tabel kursowych, w których ogłaszają stosowane przez siebie kursy sprzedaży i kupna walut obcych. Stanowisko pozwanego nie bierze pod uwagę, że w przypadku indeksacji – jak wyżej wyjaśniono – w ogóle nie dochodzi do sprzedaży lub kupna walut obcych, lecz jedynie do rachunkowego przeliczania wartości świadczeń z waluty polskiej na walutę obcą (przy wypłacie kredytu) i z waluty obcej na walutę polską (przy jego spłacie).

Zauważyć ponadto należy, że sytuacja kredytobiorcy jest zasadniczo odmienna od sytuacji innych kontrahentów banku, którzy chcą od niego nabyć lub sprzedać mu walutę obcą. W ich przypadku kurs wymiany znają już bowiem oni przed podjęciem decyzji o dokonaniu transakcji z bankiem, więc mogą ocenić, czy chcą ją zawrzeć po danym kursie, czy z niej rezygnują. Natomiast kredytobiorcy w chwili podejmowania decyzji o zawarciu umowy kredytu nie znają jeszcze kursu waluty obcej, po jakim kwota kredytu zostanie przeliczona, a tym bardziej nie wiedzą, po jakim kursie będą przeliczane ich raty w całym wieloletnim okresie spłaty. Właśnie z tej przyczyny zasadnicze znaczenie ma dla nich nie tyle znajomość konkretnej tabeli kursowej z danego dnia, co wiedza o zasadach, według jakich w ich kontrakcie bank będzie ustalał te kursy w przyszłości.

W tej sytuacji, biorąc pod uwagę, że niedozwolony charakter mają, i to w głównej mierze, postanowienia umowne, kształtujące mechanizm indeksacji w sposób niekorzystny dla konsumentów, a nie tylko postanowienia o stosowaniu w tym mechanizmie kursów CHF ustalanych przez bank w sposób jednostronny i nieokreślony w umowie, stwierdzić następnie trzeba, że bezprzedmiotowa jest argumentacja pozwanego o możliwości utrzymania umowy w mocy w pozostałym zakresie – po wyeliminowaniu z niej tylko postanowień dotyczących ryzyka kursowego i zastąpieniu ich kursem średnim ogłaszanym przez NBP. Samo wyeliminowanie klauzul kursowych nie jest bowiem wystarczające do przywrócenia zachwianej równowagi kontraktowej między stronami, gdyż nie zapewni konsumentowi należytej ochrony przed wprowadzonymi przez bank do umowy kredytu niedozwolonymi postanowieniami umownymi, dotyczącymi mechanizmu indeksacji jako takiej, czyli samej zasady dotyczącej uzależnienia wartość świadczeń stron od kursów CHF.

W świetle wcześniejszych uwag nie zasługiwały na uwzględnienie również zarzuty naruszenia art. 69 ust. 1 i 2 pr. bank. w zw. z art. 58 § 1, 2 i 3 k.c., a także art. 385 1 § 1 k.c. oraz art. 4 ust. 2 Dyrektywy 93/13/EWG. Decydujące znaczenia ma to, że pozwany wykorzystał zaufanie powoda do siebie (same banki określały przecież siebie jako instytucje zaufania publicznego) i wynikające z tego przekonanie, że proponowany przez niego mechanizm indeksacji, czyli przeliczania wartości świadczeń stron za pomocą kursu CHF, jest dla niego bezpieczny, a umowa kredytu indeksowanego faktycznie jest dla niego wyłącznie korzystna, chociaż wcale tak nie było, co ujawniło się jednak dopiero po znacznym wzroście kursu CHF. Wzrost ten nie był jednak samodzielnym czynnikiem wywołującym niekorzystne skutki dla powoda, ponieważ nie doszłoby do nich, gdyby umowa została ukształtowana przez pozwanego w sposób nienaruszający praw konsumentów, w szczególności, gdyby przyjęty w niej sposób indeksacji nie narażał ich na nieograniczony w istocie wzrost wysokości ich zadłużenia w absolutnym oderwaniu od wartości waluty polskiej, w której zaciągnęli zobowiązanie kredytowe.

W świetle przedstawionych wyżej uwag nie mają ponadto znaczenia zarzuty apelacyjne, w których pozwany domagał się uwzględnienia odrębności postanowień wprowadzających mechanizm indeksacji (klauzule ryzyka walutowego) od postanowień określających sposób jej dokonywania na podstawie kursów ustalanych samodzielnie przez bank (klauzule spreadowe). Charakter abuzywny miał bowiem – z uwagi na sposób jego ukształtowania – cały mechanizm indeksacji, a nie jedynie to, że były w nim stosowane własne kursy pozwanego banku. Nie ma więc podstaw do uznania, że wystarczy wyeliminowanie jedynie klauzul spreadowych i utrzymanie mechanizmu indeksacji z jednoczesnym zastosowaniem w nim kursów średnich CHF publikowanych przez NBP. Takie rozwiązanie nie przywróciłoby bowiem zachwianej na niekorzyść konsumenta (powodów) równowagi stron, a tym samym nie zapewniłoby im odpowiedniej ochrony prawnej przed skutkami wprowadzenia przez pozwanego do umowy kredytu niedozwolonych postanowień umownych.

Z analogicznych przyczyn nie można uznać, że uzasadnione byłoby zastąpienie oprocentowania kredytu według stawek LIBOR oprocentowaniem według stawek WIBOR. Zaakceptowanie takiej możliwości oznaczałoby, że pozwany nie poniósłby żadnych negatywnych konsekwencji stosowania przez niego niedozwolonych postanowień umownych, ponieważ prowadziłoby do tego, że umowa przybrałaby taką treść, jaką powinna mieć od początku, gdyby bank nie wprowadził do niej niedozwolonych postanowień dotyczących indeksacji i sposobu jej przeprowadzenia.

Dla oceny abuzywności spornych postanowień umownych nie ma także decydującego znaczenia możliwość spłaty rat przez kredytobiorcę bezpośrednio w walucie indeksacji. Zauważyć należy, że możliwość taka zależała od wprowadzenia do umowy (ewentualnie Regulaminu lub aneksu) specjalnych postanowień zezwalających na spłatę kredytu w walucie obcej (możliwość taką wprowadziły następnie także przepisy ustawy z dnia 29 lipca 2011 r. o zmianie ustawy Prawo bankowe oraz niektórych innych ustaw – Dz. U. Nr 165, poz. 984, powoływanej jako „ustawa antyspreadowa” ). Nie wynikała więc ona wprost z istoty takiej umowy, lecz wymagała dodatkowego uzgodnienia lub szczególnej regulacji ustawowej. Poza tym istnienie takiego uprawnienia nie może oznaczać obowiązku, wobec czego nie można z niego wyprowadzać wniosków niekorzystnych dla powoda lub uznawać, że uchyla ono niedozwolony charakter postanowień umownych o indeksacji.

Jednocześnie zauważyć można, że powyższa okoliczność, wbrew pozwanemu, dodatkowo potwierdza niezasadność tezy o walutowym charakterze umowy kredytu indeksowanego. Skoro bowiem do powstania możliwości spłaty takiego kredytu bezpośrednio w walucie indeksacji konieczne było zawarcie odpowiedniego aneksu, dopuszczającego spłatę kredytu bezpośrednio w walucie indeksacji lub uchwalenie przepisów przewidujących ex lege taką możliwość, to w istocie oznacza to, że waluta obca nie stanowiła waluty zobowiązania, lecz służyła jedynie do ustalenia wysokości świadczenia w walucie polskiej. W przeciwnym razie nie byłoby konieczności istnienia specjalnej regulacji (umownej lub ustawowej), pozwalającej na spłatę w walucie obcej. Wprost przeciwnie, gdyby waluta obca rzeczywiście była walutą zobowiązania, to oczywiste byłoby, że właśnie w niej nie tylko można, ale wręcz należy spełniać świadczenie.

Zupełnie inną kwestią jest natomiast (zwłaszcza na podstawie obecnie obowiązującego brzmienia art. 358 § 1 i 2 k.c.) to, że zobowiązanie wyrażone w walucie obcej może być wykonane w walucie polskiej według kursu średniego NBP. Podkreślić przy tym trzeba, że w/w przepisy mogą służyć jedynie do ustalenia w walucie polskiej wartości świadczenia, które zostało wyrażone w umowie w walucie obcej. Nie mogą one natomiast stanowić podstawy do przeliczenia na walutę obcą wartości świadczenia wyrażonego w walucie polskiej. W związku z tym wobec przyjęcia, że umowa kredytu indeksowanego miała w gruncie rzeczy charakter złotowy, nie można uznać, że na podstawie art. 358 § 2 k.c. można ustalić jej równowartość w walucie obcej, w której następnie mogłaby być ona wykonywana na podstawie art. 75b pr. bank., czyli z pominięciem tabel kursowych pozwanego banku.

W konsekwencji chybiony jest zarzut naruszenia art. 358 § 2 k.c., ponieważ nie daje on podstaw ani do uznania, że mógł służyć do przeliczania wartości świadczeń stron z waluty obcej na walutę polską, ponieważ kredyt nie miał charakteru walutowego, a wynikające z niego świadczenia nie podlegały spełnieniu w walucie obcej, ani do przyjęcia, że mógł uzasadniać przeliczenie wartości tych świadczeń z waluty polskiej na walutę obcą w celu uniknięcia konieczności stosowania zakwestionowanych kursów CHF, ustalanych jednostronnie przez bank, i wyliczenia wartości świadczeń stron w walucie obcej. Podkreślić trzeba, że przedmiotem zobowiązania było spełnienie świadczeń, polegających na ich zapłacie w walucie polskiej, a zabieg ich indeksacji żadną miarą nie służył do określenia przedmiotu świadczenia w walucie obcej, lecz jedynie do określenia jej nowej wysokości w walucie polskiej.

Odmiennej oceny nie mogą uzasadniać także argumenty odwołujące się do skutków wejścia w życie ustawy antyspreadowej. Przede wszystkim nie można przyjąć, że ustawa ta miała na celu potwierdzenie ważności umów kredytu indeksowanego lub denominowanego tak zawartych przed jej wejściem w życie, jak i w późniejszym okresie. Z jej przepisów nie wynika bowiem, aby ustawodawca zajął w tej kwestii jakiekolwiek stanowisko. W gruncie rzeczy przyjął on jedynie zawieranie takich umów za istniejący obiektywnie fakt, w związku z czym ograniczył się tylko do uregulowania niektórych zagadnień, które w tamtym okresie wywoływały kontrowersje prawne i niezadowolenie kredytobiorców.

Wziąć trzeba pod uwagę, że wówczas, mimo światowego kryzysu finansowego, który rozpoczął się w 2008 r., nie ujawniły się jeszcze w pełni wszystkie negatywne dla konsumentów konsekwencje sposobu ukształtowania mechanizmu indeksacji (denominacji), czyli w zasadzie waloryzacji, wprowadzonego przez banki do powyższych umów. W szczególności początkowo nie zdawano sobie sprawy nie tylko z wadliwości przyznania bankom uprawnienia do jednostronnego i dowolnego ustalania kursów walut stosowanych do przeliczania wartości świadczeń stron (czyli z obciążenia konsumentów ryzykiem kursowym), lecz także ze skutków obciążenia jedynie konsumentów nieograniczonymi następstwami wzrostu kursu waluty indeksacji (denominacji), czyli ryzykiem walutowym.

W tamtej sytuacji mogło więc wydawać, że wystarczające będzie pozbawienie banków możliwości samodzielnego i jednostronnego ustalania kursów waluty obcej stosowanej do indeksacji (denominacji) kredytów. Podkreślić przy tym należy, że skutek taki nie następował ex lege , ponieważ ustawodawca nie określił w ustawie antyspreadowej zasad ustalania kursów waluty obcej, lecz cel tej ustawy chciał osiągnąć przez nowelizację art. 69 pr. bank., polegającą na wprowadzeniu obowiązku określania w treści umów kredytu indeksowanego (denominowanego) zasad ustalania tych kursów przez banki w oparciu o precyzyjne i obiektywne przesłanki/kry-teria. Dotyczyło to umów, które miały być zawarte po wejściu ustawy antyspreadowej w życie, czyli z dniem 26 sierpnia 2011 r. Natomiast w odniesieniu do umów kredytu indeksowanego (denominowanego), zawartych przed tą datą, zgodnie z art. 4 ustawy antyspreadowej nałożono na banki obowiązek bezpłatnej zmiany umów kredytu, ale tylko w części niespłaconej, w celu ich dostosowania do znowelizowanej treści art. 69 ust. 2 pkt 4a i art. 75b pr. bank. Oznacza to, że wymagało to zawarcia aneksu, zmieniającego umowę lub co najmniej zmiany regulaminu, jeśli było to wystarczające do dostosowania treści umowy do brzmienia znowelizowanych przepisów Prawa bankowego.

Przepisy ustawy antyspreadowej nie dają więc podstaw do uznania, że ustawodawca automatycznie uznał za zgodne z prawem (jak to niekiedy mylnie określa się w sporach frankowych „konwalidował”) zawarte wcześniej umowy kredytu indeksowanego (denominowanego), w szczególności, że wyłączył możliwość badania zgodności ich treści z przepisami o niedozwolonych postanowieniach umownych. Wniosek taki nie wynika z jakiegokolwiek przepisu tej ustawy. W konsekwencji także po jej wejściu w życie nie jest wyłączone badanie zawartych wcześniej umów kredytu indeksowanego (denominowanego) pod kątem ich zgodności z prawem lub abuzywności.

Zauważyć przy tym można, że sama formalna zgodność umowy z ustawą (czyli dopuszczalność zawarcia umowy kredytu indeksowanego lub denominowanego) nie przesądza o niedopuszczalności badania jej treści pod kątem abuzywności. Wprost przeciwnie, dopiero otwiera to możliwość oceny, czy w konkretnym przypadku treść dopuszczalnej przez prawo umowy nie została ukształtowana w sposób abuzywny. Odmienne stanowisko prowadziłoby do absurdalnego wręcz poglądu, że jeśli dana umowa jest przewidziana w prawie cywilnym, to w ogóle nie podlega już powyższej ocenie. Tymczasem przepisy o niedozwolonych postanowieniach umownych mają na celu ocenę, czy treść takiej umowy nie narusza praw konsumentów w sposób podlegający ochronie na podstawie art. 385 1 k.c. (na poziomie krajowym) i dyrektywy 93/13/EWG (na poziomie unijnym). W związku z tym nie ma znaczenia, że umowy kredytu indeksowanego lub denominowanego zostały wyraźnie wymienione w przepisach ustawy antyspreadowej, ponieważ nie oznacza to, że niejako ex definitione nie mogą one zawierać niedozwolonych postanowień umownych.

Wobec braku podstaw do podważenia dokonanej przez Sąd pierwszej instancji oceny postanowień umowy jako mających charakter niedozwolony w rozumieniu art. 385 1 k.c. nie ma też podstaw do zakwestionowania, że po ich wyeliminowaniu umowy w rezultacie stała się ona nieważna w całości. Nie wynika to jednak z wyeliminowania z umowy wyłącznie postanowień, dotyczących stosowania kursów CHF us-talanych przez bank w swojej tabeli, ale z uznania, że niedozwolony charakter miały postanowienia wprowadzające do umowy mechanizm indeksacji jako taki (z uwagi na ukształtowanie go w sposób naruszający rażąco interesy powoda i sprzecznie z dobrymi obyczajami).

Właśnie z tego względu nie jest możliwe utrzymanie umowy w mocy po wyeliminowaniu z niej mechanizmu indeksacji, ponieważ prowadziłoby to zbyt daleko idącej zmiany charakteru tej umowy nieodpowiadającej zamiarowi stron i celowi umowy, w której stronom niewątpliwie nie chodziło o to, żeby kwota kredytu wyrażona w złotych była oprocentowana stawką LIBOR lub stawką WIBOR, lecz o to, że kwota ta została przeliczona na kwotę wyrażoną w CHF, która następnie miała być oprocentowana stawką LIBOR. Bez utrzymania mechanizmu przeliczeniowego nie jest zatem możliwe dalsze wykonywanie takiej umowy. Odnosi się to również do zastosowania stawki oprocentowania WIBOR, ponieważ byłaby to w istocie zupełnie inna umowa, a przy tym byłoby to ponadto sprzeczne z odstraszającym celem przepisów o ochronie konsumentów przed stosowaniem przez przedsiębiorców niedozwolonych postanowień umownych.

Nie można w tej sprawie uznać ponadto, że uwzględnienie roszczenia powoda o zapłatę z tytułu nienależnego świadczenia naruszało art. 405 k.c. w zw. z art. 409 k.c. lub art. 411 pkt 2 i 4 k.c. Przede wszystkim wziąć trzeba pod uwagę, że przepisy o nienależnym świadczeniu mają szczególny charakter w stosunku do przepisów ogólnych o bezpodstawnym wzbogaceniu. Nienależne świadczenie jest bowiem szczególnym przypadkiem bezpodstawnego wzbogacenia, charakteryzującym się tym, że wynika ze spełnienia świadczenia, które – z różnych przyczyn – okazuje się nie mieć podstawy w ważnym stosunku zobowiązaniowym. Ma to istotne znaczenie przy ocenie przesłanek żądania zwrotu nienależnego świadczenia, do których przepisy ogólne, w tym art. 409 k.c., mogą mieć zastosowanie jedynie w zakresie nieobjętym szczególnym charakterem nienależnego świadczenia.

Ograniczając się do okoliczności niniejszej sprawy, wskazać należy, że skoro chodzi w niej o przypadek zwrotu świadczenia, które zostało spełnione na podstawie umowy kredytu, która okazała się nieważna, to po obu stronach, a nie tylko po stronie powoda, powstaje roszczenie o zwrot nienależnego świadczenia. W konsekwencji pozwany nie może powoływać się na to, że nie jest wzbogacony z uwagi na to, że zużył świadczenie otrzymane od powoda, ponieważ przysługuje mu analogiczne roszczenie kondykcyjne wobec niego, o którego wartość nadal jest wzbogacony.

Nie można też uznać, że roszczenie powoda o zwrot nienależnego świadczenia było niezasadne z uwagi na to, że jego spełnienie było zgodne z zasadami współżycia społecznego. Wziąć trzeba pod uwagę, że do ustalenia nieważności przedmiotowej umowy kredytu doszło z powodu stwierdzenia abuzywności postanowień umowy przewidujących przeliczanie (indeksację) wartości świadczeń za pomocą waluty obcej, jak i sposobu dokonywania tego przeliczania. Wiązało się to z negatywną oceną zachowania pozwanego jako sprzecznego z dobrymi obyczajami w rozumieniu art. 385 1 k.c. Było to więc w istocie zbieżne z oceną uwzględniającą zasady współżycia społecznego, które podobnie jak dobre obyczaje, mają charakter klauzul generalnych. Wobec tego nie można jednocześnie nagannie oceniać zachowania pozwanego pod kątem dobrych obyczajów oraz nie uznawać jego zachowania za sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.

Oznacza to, że przeciwko możliwości uznania żądania powoda za sprzeczne z zasadami współżycia społecznego przemawia zasada tzw. czystych rąk, zgodnie z którą na naruszenie tych zasad nie może powoływać się ten, kto sam je narusza. Pozwany, który zastosował w umowie niedozwolone postanowienia, skutkujące jej nieważnością, a tym samym obowiązkiem zwrotu otrzymanego świadczenia, nie może zatem domagać się zachowania tego świadczenia z powołaniem się na to, że byłoby to zgodne z zasadami współżycia społecznego.

Nie można również uznać, że świadczenia otrzymane przez pozwanego od powoda miały charakter świadczenia spełnionego przed nadejściem terminu wymagalności. Wziąć trzeba pod uwagę, że powód, dokonując wpłat na jego rzecz, niewątpliwie nie działał z zamiarem lub świadomością spełnienia na jego rzecz świadczenia z tytułu zwrotu nienależnego świadczenia, ale jeszcze niewymagalnego, lecz działał w celu spełnienia świadczenia z tytułu umowy kredytu w przekonaniu, że jest do tego zobowiązany. Dopiero w wyniku skutecznego powołania się przez niego na abuzywność postanowień umownych, co doprowadziło do ustalenia nieważności umowy w całości, świadczenia te nabrały charakteru nienależnego i po jego stronie powstało roszczenie o ich zwrot, podobnie jak po stronie pozwanego powstało – nie przesądzając obecnie jego zasadności i zakresu – roszczenie o zwrot świadczenia, które on spełnił na jego rzecz.

W tej sytuacji nie można mówić, że powód spełnił te świadczenia w celu zaspokojenia niewymagalnego jeszcze roszczenia pozwanego o zwrot nienależnego świadczenia, skoro takie roszczenie jeszcze wtedy nie istniało, a powód działał w przekonaniu, że spełnia świadczenie, do którego jest zobowiązany na podstawie zawartej między stronami umowy kredytu.

W tej sytuacji nie można ponadto uznać, że przeciwko możliwości uwzględnienia roszczenia powoda o zwrot nienależnego świadczenia przemawia treść art. 411 pkt 1 k.c. z uwagi na to, że dokonywał spłaty rat kapitałowo – odsetkowych bez zastrzeżenia zwrotu. Abstrahując od kwestii, że w chwili ich dokonywania ważność umowy nie była jeszcze negowana, w szczególności z powołaniem się na abuzywność postanowień umownych, dotyczących indeksacji, wobec czego trudno logicznie oczekiwać od powoda, aby spełniając świadczenia na podstawie umowy, która w przekonaniu obu stron, istniejącym w chwili ich spełniania, była ważna, jednocześnie zastrzegał zwrot płaconych rat, wskazać należy, że z końcowej części w/w przepisu wprost wynika, że możliwość wyłączenia zwrotu nienależnego świadczenia nie dotyczy sytuacji, w której zostało ono spełnione w wykonaniu nieważnej czynności prawnej. Oznacza to, że w przypadku stwierdzenia nieważności umowy, choćby po wielu latach od jej zawarcia, ex definitione wyłączone jest kwestionowanie obowiązku zwrotu świadczenia z powołaniem się na to, że spełniający to świadczenie nie był do niego zobowiązany.

Bezpodstawny był także zarzut naruszenia art. 189 k.p.c. Nie można zgodzić się z pozwanym, że uwzględnienie roszczenia o zapłatę skutkuje brakiem po stronie powoda interesu prawnego w odrębnym ustaleniu nieważności umowy bezpośrednio w treści orzeczenia. Czym innym jest bowiem przyjęcie poglądu o nieważności umowy jako przesłanki uwzględnienia roszczenia o zapłatę, a czym innym rozstrzygnięcie o jej nieważności w sentencji orzeczenia. Jest to tym bardziej istotne, że umowa nie została jeszcze wykonana przez powoda w całości, więc brak ustalenia jej nieważności nie chroniłby go przed roszczeniami banku o zapłatę pozostałej części świadczenia, mimo że co do spełnionych świadczeń orzeczono już o obowiązku ich zwrotu jako świadczenia nienależnego.

Niezasadny były również zarzut naruszenia art. 481 § 1 k.c. w zw. z art. 455 k.c. przez zasądzenie na rzecz powoda odsetek ustawowych za opóźnienie od dnia 4 kwietnia 2018 r. i dnia 27 lutego 2021 r., a nie dopiero od dnia 28 października 2021 r., kiedy został on pouczony przez Sąd pierwszej instancji na rozprawie o skutkach nieważności umowy kredytu i oświadczył, że domaga się stwierdzenia jej nieważności.

Wziąć trzeba pod uwagę, że powyższe pouczenie i oświadczenie konsumenta nie determinuje wywołania skutku w postaci nieważności umowy i powstania roszczenia o zwrot nienależnego świadczenia, a w ślad za tym – wymagalności tego roszczenia. W rzeczywistości wiążą się one z możliwością następczego wyrażenia przez konsumenta zgody na skuteczność niedozwolonych postanowień umownych wobec niego. Właśnie dlatego w świetle orzecznictwa (...) wymagane jest uprzednie wyjaśnienie konsumentowi znaczenia wyrażenia takiej zgody lub jej braku w kontekście nieważności umowy i skutków jej nieważności dla niego. Pouczenie to oraz oświadczenie konsumenta nie jest jednak wymagane dla wywołania skutku w postaci nieważności umowy, gdyż następuje on automatycznie i od samego początku, jeśli bez niedozwolonych postanowień umownych nie jest możliwe utrzymanie umowy w mocy. Oznacza to, że oświadczenie konsumenta nie jest konieczne do wywołania nieważności umowy zawierającej niedozwolone postanowienia, lecz do ewentualnego spowodowania jej ważności mimo umieszczenia w niej takich postanowień.

Ponadto dostrzec trzeba, że wynikający z orzecznictwa TSUE wymóg udzielania konsumentowi wyjaśnień i pouczeń przez sąd orzekający w istocie ma na celu zwiększenie jego efektywnej ochrony. Kwestia udzielenia/nieudzielenia tego pouczenia lub jego zakresu i treści nie może więc być wykorzystywana przez banki jako argument mający skutkować niezasadnością powództwa w całości lub co najmniej w zakresie początkowej daty wymagalności roszczenia konsumentów.

W odniesieniu do daty wymagalności roszczenia o zwrot nienależnego świadczenia wziąć trzeba pod uwagę, że ma ono charakter bezterminowy w rozumieniu art. 455 k.c., wobec czego zależy wyłącznie od wezwania dłużnika przez wierzyciela do jego zapłaty, a nie od w/w pouczenia i oświadczeń konsumenta lub od wydania orzeczenia uwzględniającego żądanie stwierdzenia, że zawarte w umowie kredytu postanowienia o indeksacji mają charakter niedozwolony.

Poza tym niezasadny był zarzut naruszenia art. 496 k.c. w zw. z art. 497 k.c. wskutek nieuwzględnienia przez Sąd Okręgowy podniesionego na rozprawie w dniu 28 października 2021 r. zarzutu zatrzymania świadczenia, podlegającego zwrotowi na rzecz powoda, do chwili zaoferowania przez niego na jego rzecz zwrotu kwoty 363.900 zł z tytułu zwrotu wartości kapitału udostępnionego mu na podstawie przedmiotowej umowy kredytu albo zabezpieczenia roszczenia o jej zwrot (k. 927).

W pierwszej kolejności zauważyć trzeba, że dyskusyjne jest, czy umowa kredytu ma charakter wzajemny, a tym samym wątpliwe jest, czy może mieć do niej zastosowanie art. 496 k.c. w zw. z art. 497 k.c., stanowiący podstawę prawną tego zarzutu. Gdyby bowiem nawet uznać, że elementów wzajemności można dopatrzyć się w odniesieniu do świadczeń, polegających z jednej strony za wstrzymywaniu się przez bank z żądaniem zwrotu udostępnionego kapitału, a z drugiej strony na zapłacie przez kredytobiorcę odsetek stanowiących zapłatę za korzystanie z tego kapitału w umówionym okresie (czyli wynagrodzenie za korzystanie z cudzego kapitału), to trudno byłoby uznać, że wzajemny charakter ma także obowiązek zwrotu udostępnionego kapitału (a właśnie takiego świadczenia dotyczy ten zarzut). Takie świadczenie nie stanowi bowiem ekwiwalentu udostępnienia kapitału, lecz jest obowiązkiem niezależnym od tego, czy i jaką zapłatę bank uzyska za jego udostępnienie.

Zakładając, że umowa kredytu ma jednak charakter wzajemny, przeciwko możliwości uwzględnienia tego zarzutu przemawiają okoliczności, w jakich został on zgłoszony. Chodzi o to, że z akt sprawy nie wynika, aby w ogóle doszło do złożenia powodom materialnoprawnego oświadczenia, a ponadto, aby zostało ono poprzedzone wezwaniem ich do zwrotu nienależnego świadczenia przysługującego pozwanemu wskutek ustalenia nieważności przedmiotowej umowy (choćby tylko zgłoszonego ewentualnie na wypadek uznania, że wbrew jego stanowisku, jest ona nieważna). Nie można więc przyjąć, że doszło do wymagalności takiego świadczenia.

W tej sytuacji, analogicznie jak w przypadku podniesienia zarzutu potrącenia, uznać należy, że taki zarzut nie może zostać skutecznie podniesiony dopóty, dopóki pozwanemu nie będzie przysługiwać wymagalne roszczenie o zwrot jego własnego świadczenia jako nienależnego. Nie może on bowiem domagać się jego zaspokojenia, zanim nie stanie się ono wymagalne. Oznacza to, że powyższy zarzut w istocie nie zmierzał do realizacji lub choćby zabezpieczenia roszczenia przysługującego pozwanemu wobec powodów, lecz był obliczony jedynie na osiągnięcie skutku procesowego uniemożliwiającego uzyskanie zaspokojenia zasądzonego na ich rzecz roszczenia.

Wziąć też trzeba pod uwagę, że w istocie zarzut ten w ogóle nie zmierzał do zabezpieczenia roszczenia pozwanego o zwrot nienależnego świadczenia, ponieważ przysługuje mu dalej idący zarzut potrącenia przysługującego mu wobec powodów roszczenia, objętego zgłoszonym przez niego zarzutem zatrzymania, przy czym w ocenie Sądu Apelacyjnego zarzut potrącenia – podobnie jak zarzut zatrzymania – może mieć charakter ewentualny, tzn. zgłoszony na wypadek, gdyby okazało się, że wbrew jego stanowisku umowa kredytu jest nieważna, a powodowi przysługuje wobec niego roszczenie o zwrot spełnionych na jego rzecz świadczeń. Nie jest więc konieczne udzielenie pozwanemu materialnoprawnego zabezpieczenia jego interesów za pomocą zarzutu zatrzymania, skoro według swojego uznania w każdej chwili może on zaspokoić objęte nim roszczenie za pomocą zarzutu potrącenia, gdyż wierzytelności obu stron mają tożsamy (pieniężny) charakter.

W tym kontekście warto ponadto zwrócić uwagę na stanowisko Sądu Najwyższego, wyrażone w postanowieniu z dnia 6 grudnia 2022 r. (I CSK 4694/22, LEX nr 3460582), zgodnie z którym w wypadku uznania umowy za nieważną przedsiębiorca nie może poprzez zarzut zatrzymania żądać kompensacji niekorzystnych skutków jego bezprawnego zachowania. Art. 7 ust. 1 w związku z motywem dwudziestym czwartym dyrektywy 93/13/EWG zobowiązuje państwa członkowskie do zapewnienia stosownych i skutecznych środków zapobiegających dalszemu stosowaniu nieuczciwych warunków w umowach zawieranych przez sprzedawców lub dostawców z konsumentami. Niedopuszczalne byłoby takie ukształtowanie sytuacji prawnej konsumenta wskutek uznania umowy kredytu za nieważną z powodu zawartych w niej nieuczciwych postanowień umownych, które prowadziłoby do udaremnienia oczekiwanego skutku przepisów ochronnych w odniesieniu do konsumentów, realizującej w istocie tzw. efekt mrożący, a to wskutek istotnego pogorszenia sytuacji ekonomicznej konsumenta na skutek dokonanego przezeń wyboru wyjścia z sytuacji, w której stał się ofiarą nieuczciwej praktyki ze strony przedsiębiorcy.

W związku z tych bezpodstawny był zarzut naruszenia 496 k.c. w zw. z art. 497 k.c., art. 455 k.c. i art. 481 § 1 k.c., ponieważ opierał się on na nietrafnej tezie, że na uwzględnienie zasługuje podniesiony przez pozwanego zarzut zatrzymania. W konsekwencji nie można uznać, że z uwagi na podniesienie tego zarzutu powód nie może uzyskać odsetek ustawowych za opóźnienie od zasądzonego na ich rzecz roszczenia.

Z tych wszystkich przyczyn Sąd Apelacyjny na mocy art. 385 k.p.c. oddalił apelację w pozostałym zakresie jako pozbawioną usprawiedliwionych podstaw oraz orzekł o kosztach postępowania apelacyjnego na mocy art. 108 § 1 k.p.c. w zw. z art. 109 k.p.c., art. 98 § 1, 1 1 i 3 k.p.c. oraz art. 99 k.p.c. odpowiednio do wyniku sporu, ponieważ pozwany wygrał sprawę w tej instancji jedynie w nieznacznej części. Ponadto na mocy art. 350 § 1 i 3 k.p.c. Sąd Apelacyjny dokonał sprostowania niedokładności w oznaczeniu przedmiotu sporu w zaskarżonym wyroku przez dodanie po słowie „ustalenie” brakujących słów „ewentualnie o zapłatę”, ponieważ należało dać wyraz w sentencji orzeczenia, że powództwo obejmowało nie tylko roszczenie główne, ale i ewentualne, o którym Sąd Okręgowy wprawdzie nie orzekał, ale nie oznacza to, że można było je z tego powodu pominąć w treści wyroku.

Na oryginale właściwy podpis.